Dziewczyny, chłopaki -własnie upiekłam swoją pierwszą w życiu perliczkę i jestem zachwycona smakiem tego mięsa!
Perliczka, to taki znany od lat, ale ostatnio jakby zapomniany ptak:

O ile na wsiach można go jeszcze spotkać, to w mieście mało kto o nich słyszał. Ja też już prawie zapomniałam o ich istnieniu (moja babcia je hodowała w czasach mojego dzieciństwa więc jeść jadłam, ale smaku już zupełnie nie pamiętałam).
Perliczka ma znacznie mniej tłuszczu niż kura, mniej więcej tyle, co młody kurczak, natomiast mięso odrobinę ciemniejsze, trochę jak kaczka, ale od kaczki znacznie chudsze. Z kilogramowej perliczki podczas pieczenia wytopiło się niecałe pół szklanki tłuszczu. Smakuje troszkę jak dziczyzna.
Na opakowaniu podany był czas pieczenia około 65-70 minut w temp. 180 stopni, ja piekłam w trochę niższej z termoobiegiem, za to dłużej i dopiero pod koniec podwyższyłam na parę minut temperaturę, żeby się skórka ładnie
zrumieniła
Właściwie niczym szczególnym jej nie przyprawiałam, natarłam tylko trochę słodką papryką z pieprzem, a jak się zaczęła rumienić parę razy polałam tylko wywarem powstałym w brytfance i posypałam odrobiną soli tak w połowie pieczenia.
W przepisach często autorzy podpowiadają, żeby moczyć perliczkę w solance kilka godzin przed pieczeniem, ale ja sobie ten etap darowałam, bo chciałam zobaczyć jak smakuje taka naturalna, czysta perliczka - i wydaje mi się, ze to moczenie w solance jest zupełnie niepotrzebne.

Prawdopodobnie, jeżeli mi się znowu uda kupić świeże i ładne mięsko perliczki, w przyszłym tygodniu będę testowała gotowanie rosołu ![]()
Smacznego
(Zdjęcia oczywiście znalezione w sieci, z mojej perliczki już niewiele zostało
)