Piszę bo po latach udręki nie mogę sobie poradzić z tym, co się stało w mojej przeszłości, którą wspominam bardzo źle. W pewnym momencie mojego życia, a miałam wtedy niecałe 18 lat, pogubiłam się. Poznałam chłopaka, w którym, jak mi się wtedy wydawało, zakochałam się. Dość szybko po roku czasu jednak odwidziało mi się i chciałam z nim zerwać. On jednak nie pozowlił mi od siebie odejść. Powiedział mi, że się zabije i prosił bym od niego nie odchodziła. Nie odeszłam więc. Być może dlatego, że sama nie wiedziałam wtedy, co dokładnie czuję. On mi pomagał bardzo i myślałam sobie wtedy, że taki chłopak to skarb. Jednak nie układało nam się i ponowiłam próbę zerwania, ponawiałam ją bardzo często, on jednak szantażował mnie, że się zabije. Nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale przestraszyłam się. I ten koszmar trwał kilka lat. Wspominam to jako gehennę i gdybym mogła cofnęłabym czas. Żałuję, że nie znalazłam dość siły w sobie, by od niego odejść, bałąm się, ze będę go miałą na sumieniu, nie umiałam być stanowcza sama, nie wiem. W końcu udało mi się go zostawić, szybko kogoś poznałam wtedy i zakochałam się naprawdę, jednak ten ktoś mnie porzucił i znów nie byłam szczęśliwa. Bardzo długo myślałam, że to kara za tego chłopaka, którego zostawiłam ja, jednak czasami myślę, że gyby nie ten nowy, zostałabym z tamtym na zawsze i tak musiało po prostu być. Przez bardzo długi czas miałam opory, by z kimś się zaprzyjaźnić, czułam mdłości , gdy ktokolwiek wspominał coś o związku. Interesowały mnie tylko relacje bez zobowiązań. Wreszcie poznałąm swojego obecnego partnera. I tu również ciężko było. Długo go odrzucałąm, nie kochałam, tak mu mówiłam i tak myślałam, ale po wielu zawirowaniach jesteśmy razem i dziś mamy dziecko, a co dalej, ja nie wiem. Obawiam się, że go nie kocham jednak, wszyscy mówią o małżeństwie, a ja chyba nie chcę... Jest mi dobrze jak jest i nie chcę tej presji. Boję się, że się od niego nigdy nie uwolnię, jakby co, a widzę, że ma wady i boję się, że po jakimś czasie będzie źle. Biorę pod uwagę wszystkie ewentualności, że się rozpije, jak jego ojciec, że będę go musiałą utrzymywać, jak moja mama mojego ojca. Boję się i są chwile, kiedy znów chciałabym być wolna... Bardzo chciałam dzidziusia, zrobiłabym dla niej wszystko, ale w moim obecnym partnerze widzę wady, których się boję. Probowałam z nim o tym rozmawiać, ale on mnie zbywa i to jedna z jego wad. A może go nie kocham? Może ja jestem jak wiecznie niezdecydowane dziecko? Może nie dorosłąm do pewnych rzeczy? A może musze pójść do lekarza, by wyprostować, to co mnie boli? ten przymusowy związek. Bo jeszcze się z tym jakoś nie uporałąm, a minęło sporo czasu (prawie 10 lat).
Witam,
myślę, że Twoje pierwsze doświadczenie miłości jest dla Ciebie ogromną traumą i ciąży nad Tobą. Mimo, że uwolniłaś się od tamtego człowieka fizycznie to skutki tamtego związki wciąż tkwią w Tobie mentalnie. Tamten człowiek Cię skrzywdził, zastosował wobec Ciebie szantaż emocjonalny, a jak dla mnie to jest forma przemocy. Jakkolwiek to brzmi byłaś jego niewolnicą emocjonalną i szkoda, że nie poszłaś na terapię po zakończeniu tego związku a od razu przeszłaś do nowej relacji, z okropnymi ranami na duszy. Nie zdążyłaś zagoić ran myśląc, że nowa miłość Cię uleczy a tak naprawdę weszłaś w to z głową napakowaną lękiem i (niesłusznym) poczuciem winy. Moim zdaniem jesteś ofiarą poprzedniego związku i ten człowiek wyrządził Ci krzywdę. Jeśli chcesz siebie uratować to koniecznie, jak najszybciej obgadaj ten problem ze specjalistą. Daj sobie prawo do szczęścia! Powodzenia ![]()
Witam,
myślę, że Twoje pierwsze doświadczenie miłości jest dla Ciebie ogromną traumą i ciąży nad Tobą. Mimo, że uwolniłaś się od tamtego człowieka fizycznie to skutki tamtego związki wciąż tkwią w Tobie mentalnie. Tamten człowiek Cię skrzywdził, zastosował wobec Ciebie szantaż emocjonalny, a jak dla mnie to jest forma przemocy. Jakkolwiek to brzmi byłaś jego niewolnicą emocjonalną i szkoda, że nie poszłaś na terapię po zakończeniu tego związku a od razu przeszłaś do nowej relacji, z okropnymi ranami na duszy. Nie zdążyłaś zagoić ran myśląc, że nowa miłość Cię uleczy a tak naprawdę weszłaś w to z głową napakowaną lękiem i (niesłusznym) poczuciem winy. Moim zdaniem jesteś ofiarą poprzedniego związku i ten człowiek wyrządził Ci krzywdę. Jeśli chcesz siebie uratować to koniecznie, jak najszybciej obgadaj ten problem ze specjalistą. Daj sobie prawo do szczęścia! Powodzenia
Może. Jest to całkiem prawdopodobne...
Ale też całkiem możliwym - i kto wie, czy nie bardziej - że Autorka jeszcze ...nie jest gotowa na związek. Z jej słów to wnioskuję. W zasadzie każdy zły krok, wybór czy decyzję można usprawiedliwić czymkolwiek negatywnym z przeszłości. Jak tutaj...
Odniosłem jednak wrażenie, że Autorka najwyraźniej "jeszcze" nie poznała kogoś, kogo byłaby zdolna pokochać i cała się zaangażować, a wszystkie dotychczasowe jej związki to tak ..."z braku alternatywy". Decyzja o dziecku - to porażające. Takie postawienie sprawy, z jakąś premedytacją podjęcie decyzji o własnym dziecku bez podstaw na wychowanie go w normalnym, kochającym się związku dowodzi jakiegoś wyrachowania i braku głębszych uczuć. Może Autorka najnormalniej nie jest do tego zdolna? Bywają i takie osoby. Szkoda, że często takie osoby swoim postępowaniem krzywdzą inne... Tu: aktualnego partnera, własne dziecko...
4 2015-03-02 11:49:31 Ostatnio edytowany przez Bullinka (2015-03-02 11:55:12)
Szkoda, że często takie osoby swoim postępowaniem krzywdzą inne... Tu: własne dziecko...
No nie... no prostu nie moge sie powstrzymac...
Czy w tzw "normalnych" rodzinach taki problem i inne nie wystepuja a dzieci maja tam zycie uslane jedynie radoscia i szczesciem? Czy tzn, ze ci ludzie takze krzywdza swoje dziecko?
A pary, ktore rozchodza sie-takze je krzywdza? Moze lepiej, aby egzystowali nadal, zatruwajac sobie nawzajem zycie i przekazujac nieprawidlowy wzorzec rodziny w imie zle pojetego "dobra dziecka"?
Dla mnie ciagla walka ze soba swiadczy o nieprzerobionej sprawie z pierwszym chlopakiem. Ta z kolei, nie o niedoswiadczonej, zmanipulowanej dziewczynie, ale o jakichs odleglych tematach, ktore uniemozliwily jej odejscie od manipulanta...
Czy Twoj partner wie o tym chlopaku? Dobrze by bylo...
Naprawde potrzebujesz psychologa. I to w trybie pilnym.
Poki tego nie zrobisz sprawe malzenstwa, odejscia czy jakies inne powazne kroki pozostaw w spokoju.
Najpierw zrob porzadek ze soba. Dojdz do ladu z emocjami, przezyciami i zlymi doswiadczeniami.
Dobrze by bylo, gdyby partner wiedzial, ze to robisz.
Powodzenia.
witam was cieplo
opisze wam w skrocie moja historie moze ktos mi poradzi co mam zrobic?....
Poznalam meza 23 temu-myslalam e tak wlasnie ta milosc wyglada...niebylo zle;-)
Ale po kilku latach strasznie polubilam chlopaka,mlodszego o kika lat..... i dopiero wtedy zrozumialam co tak naprawde znaczy milosc.
Wyobrazcie sobie ze wyznal mi ja na moim slubie..... i do tej pory ja kocham jego a on mnie
zawsze rozumielismy sie bez slow,sluchamy tej samej muzyki,jemy to samo i czujemy to samo
co mam robic? nie ma sec w moim zyciu od 17 lat abym o nim nie myslala,nie analizowala tego co bylo itd
CO MAM ROBIC? BY ZYC DALEJ ?
JA
Nie da sie zapomnieć, w tym sek, a jak się ma bardzo dobra pamięc, to każdy szczegół, każdy wątek..
I to kasa jak pies. Do tego stopnia, ze nie można wstać z łóżka i przestaje zależeć na czym kolwiek. Tak najzwyczajniej w świecie, jakby ódebralo ci wszystko co mialas... Ograbiono ostatecznie ze wszystkiego co się kochalo. Żadne pieniądze tego nie zastąpią. Tak najzwyczajniej cie zniszczono, skatowano i zostawiono i zrobiła to osoba, której probowalam pomoc w małżeństwie a zdradziła mnie z moim chłopakiem. Nigdy więcej inie wpuszcze jej pod dach. I nie będzie miała dostępu do mojego życia. Zarzucała mi, ze chodzi o pieniądze... A to co zrobiła...? Jak widać w moim życiu nie rozbija się o kasę....cos, z czego juz się nie podniose...