Chciałaby poznać wasze zdanie na ten temat, bo sama już nie wiem co mam zrobić. Małżeństwem jesteśmy 12 lat, z długim stażem przed.Było miedzy nami rożnie raz lepiej raz gorzej, zawsze jakoś się udawało nam dogadać.
Mieszkamy z teściową. I tu właśnie rodzi się problem, trwający od samego początku. W tej kwestii nie potrafimy się dogadać z mężem, konflikt mój z teściową jest już za duży.
Moim marzeniem było od zawsze zamieszkanie z dala od testowej. Tylko mój mąż nie chce jej samej zostawić i się wyprowadzić, mimo ze jest sprawna i jeszcze pracuje. Przez te lata dorobilibyśmy się już dawno swojego, ale mąż wolał inwestować w ten dom który nie jest do tej pory przepisany na niego i się na to nie zanosi.
Nasze stosunki z m pogorszyły się bardzo kiedy na świąt przyszło dziecko. Maz uciekał do kolegów, mało mi pomagał, wracał późno w nocy. Jak zwracałam mu uwagę kończyło się awantura. Moje relacje z nim były fatalne.Czułam się samotna, zaniedbana, pozostawiona sama sobie.Mój mąż po naszych kłótniach wytupuje się teściowej na mnie, ubarwiając wszystko na swoja korzyść. Niestety słyszałam ich rozmowy.
Na tym się nie kończy. Teściowa nasze problemy wywleka poza dom.
Sytuacja ta doprowadziła do tego ze podczas mojej choroby przeniosłam się z dzieckiem do rodziny, żeby odpocząć od tego wszystkiego. Miał to być czas na przemyślenie, co dalej z nami, bo już bardzo źle było, praktycznie niewiele rozmawialiśmy, ja przestałam mu ufać, czułam się zawiedziona, ze trzyma tylko stronę matki.
Maz przyjeżdżał, pomagał, zajmował się dzieckiem.
Nie obyło się bez kłótni ze jego mama niewinna, to ja coś chce.
To nie nowość, zawsze tak było, mimo braku prywatności, przerywania nam w intymnych sytuacjach, krytyki pod moim adresem. Sam przylatywał od niej jak poparzony, bo go z równowagi wyprowadziła, ale tego już nie pamięta.
Moje prośby o wyprowadzenie się i argumenty były wręcz wyśmiewane, nie bo nie, koniec. Tam mamy wszystko, nie stać nas, on jej samej nie zostawi.
Wiem ze kocha dziecko, chce żebyśmy wrócili do domu, tylko ze dla mnie to straszny stres, nie wiem czy już nie dorobiłam się nerwicy albo depresji. Kocham nadal męża, wiem ze jestem w stanie wybaczyć mu wiele, może i to wszystko też, ale nie potrafię przełknąć mojej teściowej i jej zachowania i tego ze nasze małżeństwo kreci się wokół niej.
Chwiałabym dla naszego dziecka normalny dom, z dwojgiem rodziców, ale nie wiem czy w tej sytuacji to się może udać.
Zaczęłam zastanawiać się nad rozwodem, ale nie wiem czy to jest dobre rozwiązanie, bo bez niego jest mi ciężko i chyba wolałabym tego uniknąć. Wiem ze taki stan nie może się ciągnąć, ale nie wiem co mam zrobić. Zawsze to ja rozwiązywałam problemy to ja wszystko miałam na głowie, a tym razem tkwię w zawieszeniu, już nie wiem co mam robić, wypaliłam się.
1 2015-02-09 14:43:23 Ostatnio edytowany przez zozi35 (2015-02-09 14:47:37)
Postaw mu ultimatum, albo wyprowadzka na swoje i z dala od teściowej, albo rozwód. Czy musisz niszczyć sobie życie w chorym związku? A jak on tak pragnie mieszkać ze swoją matką, to niech mieszka, ale bez Ciebie. Tylko że ty nie możesz straszyć tylko tylko zacząć podejmować odpowiednie ku temu kroki.
Twój mąż, niestety nie dorósł do roli męża. Jego partnerką życiową jest...jego własna matka.
12 lat to bardzo długi czas by się usamodzielnić i być niezależnym. Każdy bierze odpowiedzialność za siebie i swoje życie. Twój mąż ma chyba inny pogląd na te sprawy i ktoś inny jest dla niego ważniejszy niż jego żona i dzieci.
To ty sama decydujesz o swoim życiu.
Ja przerabialam to przez 4 lata... Nie wytrzymalam, wyprowadzilam się z córka i od pol roku mieszkamy same. Lekko nie jest, ale jak jeszcze teraz docierają do mnie jakieś sytuacje związane z jego matka, to mna telepie.