Witajcie.
Potrzebuję porady i pomocy dlatego, że już nie potrafię poradzić sobie ze swoim życiem. Problem jest na tyle złożony, że potrzebuję obiektywnej rady.
W bardzo młodym wieku (13 lat) zaczęłam tworzyć z moim partnerem związek. Wtedy jeszcze na moje oko nie zwariowałam i byłam normalnym człowiekiem. Im dalej szłam tym było gorzej i nie mogłam nad tym zapanować.
Byłam wesołą, uśmiechniętą i pełną życia dziewczyną. Miałam dużo planów, życie było dla mnie jak wyzwanie, które chciałam podjąć.
Pojawił się wtedy w moim życiu chłopak ( mój obecny partner). Byliśmy wtedy jeszcze dziećmi.
Rok się przyjaźniliśmy. Spotykaliśmy się, chodziliśmy na spacery, rozmawialiśmy, poznawaliśmy razem świat. Wtedy miałam paru znajomych. Chodziłam na zajęcia dodatkowe, rozwijałam się.
W wieku 14 lat zaczęliśmy być razem. Od początku moi rodzice i jego rodzice byli przeciwni temu związkowi. Kazali nam się skupić na nauce i innych sprawach. W szkole byliśmy sławną parą. Byliśmy porządną parą, w szkole nie sprawialiśmy problemów. Mimo to nauczycielki wezwały naszych rodzicow do szkoły przekazując im swoje obawy dotyczące naszego związku. Powiedziały naszym rodzicom , że boją się, iż ja szybko zajdę w ciążę dlatego, że nasza milość jest bardzo dojrzała na ten wiek oraz ogólnie za dojrzała jak na ten wiek.
Chodząc do szkoły czułam się potwornie. Od tamtego czasu zaczęło być ze mną źle. Nie mogłam się spokojnie uczyć. Moi rodzice notorycznie nie pozwalali się nam spotykać, w szkole same problemy przez to, że byliśmy razem. Gdzie się nie ruszyłam, tam wszędzie nie było spokoju. Próbowałam sie odciąć jakoś, spokojnie uczyć ale nie umiałam.
Z partnerem spotykalismy się bardzo często, wychodziliśmy na spotkania ze znajomymi. Tylko, że ja od tamtego czasu powoli zaczęłam usychać. Zrezygnowałam z zajęć konnych, pianina. Nie było miejsca w którym czułabym się dobrze. Nie chciałam nic robić. Byłam nawet u psychologa szkolnego ale to nic nie pomogło. W domu miałam cały czas problemy o to, że jestem z moim chłopakiem Rodzice robili wszystko żeby mieć mnie więcej dla siebie. Poszłam do liceum rozstaliśmy się z partnerem na pół roku żeby odpocząć.
Jesteśmy razem do teraz, jakieś 8 lat.
Tylko, że ja czuję się beznadziejnie... Jestem kompletnie wycieńczona problemami z rodzicami , których nie mogłam nigdy rozwiązać mimo swojej spokojnej natury. Jestem zmęczona swoim związkiem i poczuciem takiego uwięzienia w sobie.
Przez problemy w domu i w związku nie zdałam matury z jednego przedmiotu.Od małego miałam pewne predyspozycje humanistyczne. W gimnazjum i liceum Wygrywałam nagrody i zajmowałam miejsca w konkursach pisarskich. życiu. Nie wybrałam jednak niczego z tej dziedziny dlatego,że wiedzieliśmy z partenrem , że nie znajdę po tym pracy. Zdecydowałam się na zdawanie ścisłych przedmiotów na maturze. Byłam w klasie humanistycznej a w ostatniej klasie LO zdeycdowalam sie na ścisle przedmioty tylko dlatego żeby dostać się na kierunek studiów, który miał dac mi pracę. Teraz po latach rozumiem swoje postępowaie ale czuję, że dostałam za swoje przez to, że nie wykorzystałam tego w czym byłam dobra, nie wykorzystałam swojej szansy. Nie dostałam się na studia dlatego, że nie zdałam matury z jednego z obowiązkowych przedmiotów na maturze. Moja mama chciała koniecznie żebym nie traciła czasu na czekanie i poszła do jakiejs szkoły. Spodobał mi się te kierunek.
Skonczyłam szkołę policealną medyczną. Niestety nie udało mi się zdobyć tytułu zawodowego. Od sierpnia 2014 do marca mam pół roku z życia. Poprawiałam egzamin w sesji zimowej. pod kniec czerwca uzyskam dopier dyplom. W międzyczasie znalazłam sobie pracę, niestety się nie spodobałam i pracowałam tylko miesiąc.
Przed rokiem akademickim miałam plany żeby pójść na studia i w międzyczasie zdać w sesji zimowej egzamin poprawkowy. Nie zdecydowałam się na pójście na studia. Po uzyskaniu dyplomu muszę pójść na staż obowiązkowy, który da mi kwalifikacje w zawodzie.
od zawsze miałam wielkie ambicje ale będać w związku zupełnie straciłam siebie i zapomniałam o sobie.
Chciałabym pójść teraz do pracy, pójść na studia ale do pracy mnie nie przyjmą dlatego, że nie mam jeszcze dyplomu a rok akademicki zaczyna się dpiero w październiku.
Boję się iść na staż, boję się odpowiedzialności , która na mnie spoczywać bęzie. Kompletnie nie wiem w którę stronę mam iść.
Chciałabym odnaleźć siebie i być szczęsliwą. Do teraz nie mogę się dogadać z rodzicami, którzy ciągle mi mówią, że moja siostra jest lepsza ode mnie, że więcej osiągnęła , za każdym razem ją chwalą a mnie traktuja jak wielki problem.
nie mam nigdzie wsparcia i sama też dla siebie ni umiem być wsparciem. Czuj się jak człowiek bez swojego ja i swojej wartości. Nie wiem jak odnaleźć siebie.
Niedawno spotkałam się ze swoim internetowym przyjacielem, któy mnie zawsze wspierał. Dzięki temu wyjazdowi poczułam się znów szczęśliwa i pewna siebie.
Chciałabym zacząć normalnie żyć ale pogubiłam się.