Hej, chyba wypada zacząć od początku, historia jest długa i zagmatwana i już sama się w tym pogubiłam. Przejrzałam już parę wątków innych, szukałam być może podobnej historii. Byłam w związku 2,5 roku ze swoim pierwszym facetem, popsuło się nam, im dłużej ze sobą byliśmy tym bardziej kłóciliśmy się o pierdoły, bo np. lampka krzywo stoii itp. Jak się poznaliśmy ja miałam 18lat on 19, teraz mam 21... wiem młoda jeszcze jestem.... to ja zerwałam bo chciałam spróbować czegoś innego, lepszego jak mi się wtedy wydawało, w zasadzie nie chciałam skończyć tego związku tak na 'amen' ale po prostu zrobić sobie trochę przerwy od nas, bo te ciągłe kłótnie - miałam już ich dość. Jak jeszcze byliśmy razem zaczęłam pracę w jednej dosyć dużej firmie, mój były też pracował, nie chciałam być gorsza i prosić się o każdy grosz rodziców, w zasadzie wtedy zaczęło się wszystko sypać, bo bywało że nie widywaliśmy się przez cały tydzień właśnie przez moją pracę (na zmiany).
Nie miałam auta, więc dojeżdżałam z kolegą (w tej chwili już jesteśmy razem), jakoś tak wyszło że dojeżdżaliśmy i mieszkaliśmy obok siebie parę ulic, był totalnym przeciwieństwem mojego ex, inteligentny, zabawny i umiał zaimponować (chociaż akurat dla mnie to nie jest istotne) no i miał to coś w oku... chociaż w ogóle nie mój typ faceta....mój ex dobrze wysportowany, zbudowany, a M. totalne przeciwieństwo. Aby było jasne, ani on ani ja nie podrywaliśmy się, wiedział od początku że mam chłopaka bo kilka razy mu o tym mówiłam, do momentu w którym nie powiedziałam mu o tym że mi się nie układa w związku sprawiał wrażenie totalnie obojętnego, czasami wydawało mi się po prostu że mnie olewa... Jak kiedyś po drodze do pracy rozmawialiśmy tak na luzie i powiedziałam mu że zrobiliśmy sobie chwilę przerwy z chłopakiem bo po prostu coś się zaczęło psuć, od tamtej pory sam zaczął się mną interesować. To było miłe, w dodatku podobało mi się że jest taki zaradny, pracuje w dodatku ma swoją firmę, buduje swój dom, umie załatwić dużo rzeczy. Z poprzednim to ja musiałam za wszystkim latać, dzwonić, nawet żeby pojechać na wakacje to ja musiałam wszystko ustawiać, a tu było zupełnie odwrotnie, no i jest starszy o 7 lat. Jak zaczęliśmy być ze sobą razem przez pierwsze 3 miesiące było wszystko pięknie, udało się zaliczyć wspólne wakacje, widywaliśmy się codziennie jak nie w pracy to w domu u mnie, u niego - mieszkamy parę ulic od siebie. A jak jest teraz ?? od ostatnich 2 miesięcy w tygodniu widujemy się w pracy a on sam wpada do mnie tylko w weekend i to w dodatku tylko pod wieczór.. nie ma czasu, nie ma czasu na nic dosłownie o mnie nie wspominając i tu jest problem. Bo on nie ma nawet czasu żeby do mnie zadzwonić w ciągu dnia i zapytać się co słychać itd. a jak zadzwoni 2-3min i kończy bo...nie ma czasu. Rozmawiałam już z nim na ten temat, facet po przejściach, był w dwóch 3letnich związkach i rozpadły się właśnie z tego samego powodu, a on nic z tym nie robi tylko firma i firma. W dodatku ma masę długów w bankach, jak to ostatnio usłyszałam na jaką kwotę to aż mnie zamurowało..... wszystko na jego firmę. Pomimo że pracuje na etacie i sam zarabia tyle że ja bym chciała tyle mieć kiedyś co on z tego etatu to jeszcze ta jego firma jakby mu było mało. Dom na kredyt, auto na kredyt, maszyny w firmie itd. wszystko w kredytach, przychodzi z pracy po 8godzinach jedzie do swojej firmy i tam spędza kolejne 6-8godzin i tak jest cały czas.... Sama nie wiem co o tym myśleć, dla mnie to jest jak choroba psychiczna, albo uzależnienie, próbowałam z nim o tym już rozmawiać ale to nic nie daje. Boje się w to wszystko brnąć dalej, nie jesteśmy ze sobą jakoś długo bo dopiero prawie 1 rok, ale te wszystkie długi i ten cały brak czasu...... nie wiem co o tym myśleć.....co robić ??
Próbuję mu to jakoś wyperswadować ale nie działają żadne argumenty, nawet te w stylu "że odejdę od niego', mówi że w poprzednich związkach było tak samo i on juz jest na to odporny.