Badania mówią, że pożądanie seksualne w monogamicznym związku kończy się po około dwóch latach. To niepokojąca wiadomość zwłaszcza dla narzeczonych, którzy w trzecim roku od poznania się planują ślub. Czy możemy mieć zatem wpływ na fizjologię?
Aldona przetestowała okres magicznych dwóch lat bezpośrednio na sobie. ? Okazało się, że rzeczywiście, z żadnym mężczyzną nie spędziłam więcej niż trzy lata. Nie uznaję formalizacji związków, a w relacji damsko-męskiej liczy się dla mnie przede wszystkim wzajemna atrakcyjność seksualna. Nie znaczy to, że patrzę na facetów wyłącznie pod tym kątem, ale jeśli w łóżku nie gra, nie ciągnę tego dalej - mówi.
38-latka przeżyła cztery związki. Ze wszystkimi mężczyznami regularnie uprawiała seks. I wszystko szło dobrze do upływu około dwóch i pół roku. ? Potem coś się psuło. O ile z utarczkami za dnia, które są normalne w każdym dojrzałym związku, dawaliśmy radę, to na nagły brak pożądania do partnera nie mogłam nic poradzić ? przyznaje Aldona.
Sygnałem alarmowym było dla niej zainteresowanie innymi facetami. ? Powiedzenie, że jak jesteś na diecie, nie oznacza, że nie możesz przeglądać menu, właściwie nigdy mnie nie dotyczyło. Zawsze dotrzymywałam wierności, po części z wyznawanych przeze mnie zasad, a poza tym z powodu, że nie ciekawili mnie inni, kiedy byłam ze swoim partnerem. Jestem otwarta, obca mi jest pruderia i wybierałam zawsze facetów, z którymi łączyła mnie duża chemia. Dlaczego więc po ponad dwóch latach pożycia intymnego, zaczęło tej chemii brakować? ? zastanawia się kobieta.
Odpowiedzialne hormony
Odpowiedzią na to jest funkcjonowanie naszych hormonów. Ich poziom spada po upływie dwóch ? trzech lat pozostawania w monogamicznych związku. Co wtedy robić? Jeśli zależy nam wyłącznie na nieustającym spełnianiu erotycznym, bez wzbogacania pożycia dodatkowymi bodźcami, możemy oczywiście zostawić partnera i poszukać nowego. Nowy partner, jak wszystko co nieznane, intryguje i podnieca bez żadnego wspomagania. To jednak rozwiązanie dla odważnych i chyba pozbawionych uczuć wyższych kobiet, dla których miłość to wyłącznie seks i to taki, o który nie trzeba się troszczyć, bo sam przychodzi w odpowiednim momencie. Kiedy jednak naprawdę kochamy partnera, nie zostawiamy go tylko dlatego, że nie mamy już mokrych majtek na jego widok.Cały wic polega na tym, aby pożądanie wzniecić na nowo. Jak? Sposobów na to jest cała gama, w zależności od indywidualnych preferencji partnerów. Można zainscenizować powrót do przeszłości ? odtworzyć dawny klimat pierwszych randek, można też ubogacić repertuar pieszczot, modyfikując je lub wprowadzając nowe. Czasem cudownie działa krótkie rozstanie ? wtedy tęsknota za dotykiem partnera staje się prawdziwym afrodyzjakiem.
Jeśli więc chemia w związku mija, nie dramatyzujmy od razu. Najpierw zastanówmy się, czy nasz partner to człowiek, na którym naprawdę nam zależy. Bo jeśli to tylko seks ? wtedy rzeczywiście warto się rozstać i poszukać upojenia w ramionach nowego mężczyzny.
pytanie brzmi czy zawsze chemia znika? czy zawsze wtedy rozglądacie sie za innymi i to oznacza oddalenie sie od obecnego mezczyzny i kłótnie z błachych powodów? czy macie sposoby na radzenie sobie z brakiem pożądania?czy chemia oznacza miłość , a brak chemi brak miłości? w jaki sposób na to patrzycie? w jaki sposob rozpoznac kiedy to jest to, a kiedy koniec? czy czasem nie żałujecie pohopnie konczonych zwiazkw? jak chemia znika to mozna powiedziec ze znika seks i powodem rozstania jest "słaby seks" ale to wynik hormonow jak czyatmy bo seks boli lub staje sie nudny bez przyjemnosci niezaleznie od dopasowania rozmiarami narządów
z obserwacji otoczenia wynika ze mlode niewiasty bardzo czesto zmieniaja towarzyszy życiowych, szybko sie wypalaja
czy to znaczy ze jest tylu nieodpowiednich mezczyzn, ktorzy robią tylko dobre pierwsze wrażenie?
czy to kobiety sie mylą?
czy to wy nie umiecie pożądać na dłuższą metę, a najlepsze związki są te gdzie partnerzy są aseksualni?
obracam w towarzystwie spokojnych mezczyzn wiec raczej sie trzymamy jednej jedynej, adorujemy, wspieramy, rozmawiamy, ale kobietom sie chemie koncza i zdradzaja lub zrywaja
coraz wiecej tematow czytamy w ktorych mezczyzni sie zala ze sa traktowani jako reproduktorzy
seks tylko w momencie gdy kobieta chce dziecko
lub w początkowej fazie chemi czyli do ok 2 lat
pozniej tkwienie w tym az nie pojawi sie kto na nowo wytworzy chemie?
czy stale zwiazki to fikcja i jestesmy karmieni fikcją? czy kochamy tylko za coś i tylko wylacznie gdy jest chemia?
milosc po czasie przechodzi w przyjazn
przeciez my jako mezczyzni alergnicznie reaguemy na przyjazn ze strony kobiety ktora nam sie podoba którą kochamy
a to i tak zawsze nadchodzi
jest to nieuniknione?
jest nam dobrze, zalezy mi na nim, jest to dobry człowiek, ale brak chemii
tak sie slyszy i to zjawisko globalne
czy nie ma na to rady? przecierz marzymy o jednym zwiazku
do konca zycia!
czemu te kobiety ktore tu pisza ze nigdy nie czuly chemii. czemu one weszły w swoje związki
czy to były uczucia jesli nie miłość?