Witam Wszystkie Drogie Panie które postanowią zajrzeć do mojego tematu i z góry dziękuję za jakikolwiek odzew. Czytam to forum od kilku miesięcy, ale krępowałem się by cokolwiek napisać. Po 31 grudnia zacząłem pisać tą wiadomość i dziś ją skończę. To może być list pożegnalny.
Jeśli moderacja będzie miała zastrzeżenia to proszę przenieść temat do innego działu.
Nigdy nie opisywałem nikomu mojej sytuacji, więc proszę o wyrozumiałość. Sprawdzałem ją tysiące razy pod kątem ortograficznym, ponieważ jestem dyslektykiem i mogę robić rażęce błędy.
Do napisania tematu skłania mnie moja sytuacja życiowa oraz pewne niebogate doświadczenia. Prawdopodobnie wpadłem w coś rodzaju apati. Nie mam już ochoty spotkać się ze znajomymi i rodziną. Jeśli wychodzę to tylko do pracy, która także mnie niszczy od środka. Mam 26 lat i nigdy nie miałem dziewczyny. Miałem przygodny seks z otyłą kobietą, który trwał może 20 sekund. Po tym ta kobieta rozpłakała się i obraziła od nieudaczników, co pogłębiło moją psychozę i wstyd. Miała na imię Weronika i to imie powoduje u mnie wymioty z powodu nienawiści do siebie.
Pracuję tylko po to, by móc przeżyć miesiąc oraz pomóc bratu. Nie mam planów osobistych, ponieważ zawsze je łączyłem z rodziną. Jestem słaby w sporcie, więc zwykle jeżdżę samochodem na wystawy lub zloty. Kiedyś miałem motocykl, ale odstawiłem go kiedy pogorszyły się problemy mamy. Postanowiłem być najlepszym mężem, czego mojej mamie nie dał ojciec. Nie mam pojęcia nawet, czy powinienem nazywać go ojcem ponieważ mamę zdradzał, a ona z jakichś powodów była w nim zakochana. Mnie wychowała tak, by kobiety szanować, mówić jakie są najpiękniejsze i że nigdy ich nie zdradzę(bżydze się). Wysłała też na kurs saviur vivre. Szkoliłem się także w nawiązywaniu relacji społecznych. Byłem wtedy szczęśliwy i nie wiedziałem, że czeka mnie taka przyszłość. Mojego ojca nie chcę nazywać ojcem, ponieważ nigdy się nami nie zajmował. Był to człowiek, którego jedynym zamiłowaniem był alkohol, znajomi, szybkie samochody, bójki i kobiety. Kiedyś znalazłem jego notes, w ktorym miał wypisane numery telefonow kochanek. Było ich 74. Chodził też na dziwki. Mama nie miała łatwego życia, ale dzięki mojej pracy jakoś się utrzymujemy. Babcia zmarła na raka płuc od palenia papierosów, choć mama stanowczo jej zabraniała. Przez to wpadła w depresję, a ja nie mogę jej pomóc i się obwiniam. Codziennie jest w amoku. Szlocha do mamy, a ja ją pocieszam. Dodatkowo mamy niepełnosprawnego brata z zanikiem mięśni, więc nigdy nie miałem zbyt dużo czasu na kontakty towarzyskie. Rehabilitacja jest bardzo trudna i zajmuje wiele godzin. W kontakach społecznych jestem w tym sztuczny, tak jak nauczono mnie na kursach. Nie jestem też spontaniczny. Boje się zrobić jakiegokolwiek kroku mówiącego, że czegoś chcę od danej osoby. Mówię tylko rzeczy bezpieczne, by ze mnie nie drwiono. Czuje się jak stary człowiek zamknięty w skorupie.
Pracuję w marketingu, gdzie mam styczność w większości z kobietami, które potrafią jak nikt mi i innym kobietom dokopać. W grupie praktycznie każda chce wyjść ponad szereg plotkując za plecami, przypochlebiając się kierownikom. Jest to odrażające.
Na każdym kroku słyszę niepochlebne komentarze na temat mojego wyglądu, ubioru, braku pewności siebie, oraz niekompetencji.
Przystojniejsi współpracownicy zostają nagradzani mimo, że wykonują pracę wolniej. Rozdają w pracy swoje numery telefonów, a ja się czuje przez to jak ufoludek. Próbowałem ich podpatrywać, podpytywać, ale jedynie co robili to jeszcze mocniej ze mnie drwili i przez to się coraz mocniej zamykam w sobie. Moim problemem jest to, że jestem bardzo chudy oraz niski, przez co jestem traktowany jak piąte koło u wozu, jako ktoś niewarty uwagi, jak dziecko, jak śmieć, jak ktoś kto nie zasługuje na bycie człowiekiem. Mimo, że pracuję w firmie 3 lata to nadal wołają na mnie "nowy". Nie mam też obiektywnie pięknej twarzy przez co żadna kobieta nie patrzy na mnie gdy składa zamówienie. Niektóre pokuszą się o stwierdzenie, że taki ktoś jak ja nie powinien tam pracować, a gdy stoją troszkę dalej z koleżankami słyszę, że jestem obleśny. Wychodzę z pracy w okropnym stanie.
Rodzina zwykle pyta kiedy wreszcie będę miał dziewczynę. Próbowali mnie sfatać z córkami znajomych, ale te córki okłamywały, że dały mi szanse. Zwykle siedzieliśmy 20 minut w ciszy, pytałem o różne sprawy, ale dostawałem tylko krótkie odpowiedzi. Znajomi gdy chcą mnie zabrać do klubu to się wymiguję, bo wiem że koledzy pójdą "do wc" z kilkoma jednej nocy, a ja będę podpierał ściany. Jest mi szalenie ciężko o tym pisać. Płaczę gdy o tym piszę.
Dostałem niezliczone setki odmów gdy próbowałem rozmawiać z kobietami, zapraszać na randki. W przeciągu całego życia tylko dwie wyraziły mną zainteresowanie. Jedna była subtelnie otłuszczona, co opisałem wyżej, druga jakby cięła się żyletkami przez co się jej bałem.
Swego czasu nie przejmowałem się tym i nie pytałem czemu dostawałem kosza. Zmieniło się to 2 lata temu kiedy zaczęli mnie obgadywać w pracy. Chciałem udowodnić im, że umówie się z kimkolwiek. Dowiedziałem się, że każda z dziewczyn nigdy nie potraktuje mnie jako kogoś więcej jak kolegę, przyjaciela i chodzi tu o wygląd oraz że jestem ciepłą kluchą bez werwy. Spokojny, wrażliwy, myślący wolno.
Naczytałem się mnóstwa artykułów, że kobiety nie patrzą na wygląd, że muszę być zaradny, męski. Nie czuje się męski nie mając powodzenia u kobiet i koło się zamyka. Nie wierzyłem w to. Przeczytałem też poradniki podrywu, aletwierdzę, że jak wygląd się nie spodoba to kobieta i tak nie zauważy we mnie kogoś odpowiedniego. Słucham też opinii kolegów, że jeśli nie będę imprezował i traktował dziewczyn źle to zostanę tylko kimś od wypłakiwania się tzw "friendzone". Po tym wszystkim się załamałem, ponieważ mam naturę miłego mężczyzny i nie potrafię odmówić nikomu pomocy. Wielokrotnie koleżanki potrzebowały, by im pomóc i to robiłem. Niestety nie doczekałem się nawet cmoknięcia w policzek. Obserwuję też jacy mężczyźni mają powodzenie. Nie umiem się zachowywać tak jak oni. Są dla mnie jak z innego świata. Mają energię, która mnie drażni, a czasem się jej boję. Dla mnie jest to takie cwaniakowanie, robienie z siebie boga, a jednak to oni dostają szanse a nie ja. Nie mam chyba czym zaimponować kobiecie. Jestem opiekuńczy, zarabiam 2,5 tysiąca, troszcze się o rodzinę, chce mieć dzieci, ale z seksem u mnie krucho. Interesuje się rzeczami, które nie przydają się do rozmowy, a zabawy znienawidziłem z tego powodu, że kobiety nawet na mnie nie chcą spojrzeć. Jeśli już, to tylko po to by powiedzieć jaki jestem obrzydliwy. Kiedyś marzyłem, by być transplantologiem, a dziś bym chętnie zamienił się z kimś na ciało.
Powoli zaczynam myśleć, czy nie popełnić samobójstwo. Nie wiem w jakim celu rodzą się jednostki takie jak ja. Czuję, że czas mija bezpowrotnie.
Niedawno nawinąłem się na brzmiący temat na innym forum (wizaz)
Czy wasi partnerzy od razu spodobali się wam?
wizaz.pl/forum/showthread.php?p=49138291
Kobiety odpowiadały że nie i czasem dopiero po 4 latach spotykania to się stało. Czemu więc mi nie chcecie dać szansy? Czy każde spotkanie z kobietą musi sie konczyć po 15 minutach, ponieważ nie jestem przeciętny?
Poprosze o rady. Czy psycholog którejś z was pomógł? Czy można zmienić charakter i temperament? Czy wygląd i pewność siebie mają arz takie znaczenie?