Czytam ten wątek i wiele innych...i jedno niezmiennie skacze mi do oczu. Komentarze, w których autorki wątku są oceniane jako naiwne lub niedojrzałe, desperatki lub panikary, skrzywdzone lub same sobie winne. Faceci zaś zimni, wyrachowani, gburowaci, bez uczuć, bez szacunku, bez emocji. Zastanawia mnie skąd się bierze ta w gruncie rzeczy bezrefleksyjność. Dlaczego nikt nie zastanowi sie nad tym, ze oni tez mają swoje emocje, uczucia, wątpliwości. Że próbują wybrnąc z trudnych lub niewygodnych dla nich sytuacji po swojemu, po męsku. To są mężczyźni, oni nigdy nie będą czuc, myslec i działać jak kobiety. Dobrze byłoby wziąć to pod uwagę w każdej sytuacji, która rodzi zwątpienie. I nie odmawiac im racji tego, że cokolwiek czują. Oni czują.
Nie rozumiem też dlaczego kobiety, choć kobietą jestem, nie potrafią w takiej chocby sytuacji jak autorka tego wątku, wyjśc na przeciw swoim własnym wątpliwościom w sposób najprostszy z możliwych. Zadzwonic, nie pisać, powiedziec "słuchaj pomyliłam sie, spotkajmy sie i porozmawiajmy, to dla mnie ważne, źle się z tym czuję". Spotkac się i powiedziec wprost. Zaryzykować. Po cholerę się zadręczać i snuc projekcje, które powtarzane setny raz w głowie stają się w niej realnym obrazem, często nie mającym nic wspólnego z rzeczywistością.
Ludzie oduczyli sie ze sobą rozmawiać. Wchodzą na Fb, piszą smsy, czekają całe eony na odpowiedzi jakby nagle zapomnieli adresu, pod którym spędzili ostatnie miesiące z obiektem, do którego płyną teraz wszystkie ich mysli i łzy. Duma nie ma nic wspólnego z uczuciem. Wyjście na przeciw temu, kogo sie kocha jeszcze nigdy nie pozbawiło nikogo korony na głowie, ale sprawia, ze śpi się po nocach.
Facet to tez jest człowiek. Mozna sie z nim porozumieć WERBALNIE. I wprost. Wtedy sie wie, na czym się stoi. Po cholerę te wszytskie gierki pt. nie zadzwonię jeszcze pięc dni, niech nie myśli, że jestem desperatką. Pojęcia nie mam skąd tego słowa pełno na portalach takich jak ten. Stalismy się jacyś kompletnie niedołężni w kwesti radzenia sobie w sytuacjach emocjonalnie niejednoznacznych. Prostota. Błagam, to jest takie łatwe.
I coż, nie teoretyzuję. Mam odwagę, nauczyłam sie jej ryzykując raz czy drugi wyciągnięcie ręki, ryzykując zadanie pytania wprost. Nigdy, absolutnie nigdy nie zostałam pozostawiona bez satysfakcjonującej mnie odpowiedzi.