Kolejny męski intruz potrzebuje kobiecej porady.
Czy to prawda, że rozmowa na temat kierunku w którym zmierza relacja zabija wasze zainteresowanie?
Mam za sobą 8 spotkań w prawie 2 miesiące. Niby taka ilość spotkań wskazuje na jakieś zainteresowanie drugiej strony ale wydaje mi się jednak, że zaangażowanie wygasło i zaczyna to przypominać wstęp do przerabianego przeze mnie już kiedyś przypadku bycia "planem B" i sponsorem zabaw. Z drugiej strony wiem, że jest "po przejściach" i może po prostu potrzebuje mnie lepiej poznać.
Zastanawiam się nad rozmową o tym co oczekujemy od naszej znajomości. Wydaje mi się, że w naszym wieku (30 coraz bliżej dla obu stron) taka rozmowa nie byłaby niczym nadzwyczajnym ale jest to rzecz powszechnie w męskim środowisku odradzana jako gwóźdź do trumny nawet najbardziej obiecującej znajomości.
Wcześniej nigdy nie musiałem takiej rozmowy przeprowadzać, bo sytuacje były klarowne albo w jedną albo w drugą stronę. Teraz króliczek ucieka coraz szybciej i w momencie kiedy już mam sobie dać spokój przystaje i prawie daje się złapać...
Co by nie mówić jest to skuteczne; mnie zależy coraz bardziej.