Hej dziewczyny/Panie ![]()
Sama nie wierzę,że się zarejestrowałam. Po prostu w moim otoczeniu chyba nie ma odpowiedniej osoby (ze względu na brak podobnego doświadczenia),która mogłaby mi doradzić. Generalnie , zdaję sobie sprawę z możliwych rozwiązań,ale każde mnie przeraża.
Obecnie znajduję się na wymianie studenckiej w Niemczech.
Rok temu zostałam porzucona ,praktycznie bez słowa, przez chłopaka. Nigdy nie dowiedziałam się ,co było prawdziwym powodem i się nie dowiem, obecnie jest zaręczony i zerwałam z nim kontakt, więc tematu nie drążę. Jednak wpadłam po tym w głęboką depresję i wygrzebywano mnie z tego opornie (sama się bym nie wygrzebała). Nieomal zawaliłam studia. Powiedziałam sobie ,że nie pozwolę ,aby znowu znalazł się ktoś ,kto wpędzi mnie w ten stan CZYLI obiecałam sobie dozgonną nienawiść wobec płci męskiej i od tamtej pory żyłam otoczona mentalnym murem. Stałam się złośliwa i zgorzkniała, lepiej to na moją osobowość nie podziałało niestety.
Wszystko świetnie póki nie wyjechałam na Erasmusa. W OGÓLE nie dopuszczałam do siebie myśli,że kogoś tam poznam. Uważałam ,że historie z Erasmusa -zwanego również Orgazmusem- są żałosne. Rach ciach, związek na chwilę, potem okazuje się ,że oboje wsiu bździu w głowie i któreś z nich płacze, bądź skacze bezpośrednio w ramiona innego obcokrajowca. Jeśli kogoś moja opinia obraża- przepraszam, ale taka była moja opinia.
Po miesiącu poznałam Włocha (o Włochah, Hiszpanach i innych gorącokrwistych mam dzisiaj już lepsze zdanie,ale wtedy odganiałam ich kijem,bo mnie takie charaktery tylko o śmiech z politowaniem prosiły). Typowy Włoch, poważnie. Codziennie inna dziewczyna,mistrz flirtu, osoba najbardziej pożądana w towarzystwie, organizator imprez, spotkań, dusza Erasmusa. A że ja głupia nie jestem i się szanuję i absolutnie mnie takie zaloty nie bawią, zbywałam go mimo ,że próbował zwyczajnie zagadać. Wiedziałam na co bym się pisała i po poprzednim doświadczeniu (oraz jeszcze poprzednim ,gdzie zaaranżowano sytuację żeby mnie wykorzystać grupowo na czele z moim byłym chłopakiem ,gdy byłam jeszcze dziewicą, ekhm....) zapierałam się każdą kończyną ,co by ktoś mi z impetem później serca nie roztrzaskał. Niestety doszło do rozmowy. Przypadkiem. I niestety dobrze nam się rozmawiało. Modliłam się ,żeby nie napisał. Ale napisał. I później pisał ciągle. Po każdej czwartkowej imprezie przesiadywaliśmy u mnie w pokoju i gadaliśmy (tak, gadaliśmy!) do rana. Z czasem widywaliśmy się coraz częściej, rozmawialiśmy coraz więcej, on aranżował więcej spotkań dla Erasmusów z nadzieją,że się pojawię. No i poczułam,że to idzie w niedobrą stronę. Wyjaśniłam mu,że nie jestem w stanie mu dać tego czego oczekuje i że zrywamy kontakt póki się to nie zamota bardziej. Wytrzymał jeden dzień milczenia. Spróbowałam po raz kolejny,ale nie dawał za wygraną. W końcu spotkaliśmy się po raz milionowy i powiedziałam ,że widzimy się w ten sposób ostatni raz i czas powiedzieć sobie do widzenia, bo jesteśmy swoim najgorszym wyborem: ja z szarganym sercem i nerwami i on, osoba głodna przygód. Zgodził się, jak powiedział 'tylko dlatego,że ty tego chcesz a nie chcę żebyś była nieszczęśliwa'. Wiem,że mój opis nie oddaje tego,co się między nami emocjonalnie działo ,ale zapewniam Was ,że bardziej to przypominało przyjaźń niż flirt. Cały następny dzień czułam się chora. Nie wiedziałam skąd się bierze mój niepokój. Nagle nikt do mnie nie pisał, nie dzwonił. Mój pokój był jakiś taki pusty. I doszło do mnie,że on zdażył się już zagnieździć w mojej głowie. Byłam na siebie wściekła. Wieczorem ,gdy w drugim akademiku trwała impreza, nagle dostaję telefon na mój niemiecki numer ,którego nikt prawie nie posiada. To był on. Dzwonił z jakąś totalną głupotą o 23.00. Stojąc pod moim oknem. Gdy otworzyłam mu drzwi nie wydusił ani słowa. Usiadł tylko na łóżku i milczał z głową w dół. Dostałam furii, zwyzywałam go od idiotów i kretynów, egoistów ,ktorzy mysla tylko o swoich uczuciach. Wyjaśniłam,że już teraz sprawia mi przykrość i wszystko komplikuje i że ma wyjaśnić natychmiast,co za kaszanę odstawia. A on na to 'Nie wiem co się ze mną dzieje ostatnio. Nie wiem co ja tu robię. Ale wiem tylko,że cię chcę. głupie,co?'.
I poszło. Długa rozmowa. Błagania o jedną szansę. I w głowie brzmiały mi słowa mojej rodziny 'Jeśli będziesz odpychać od siebie każdego człowieka, zostaniesz sama.' I wiedząc, że popełniam ogromny błąd, zgodziłam się. Dziwny związek prawie obcych sobie ludzi. I wiecie co? Jest najlepszy. Kilka razy w tygodniu podsuwałam mu pomysł zostawienia mnie (tak, poważnie) ,ale im dłużej to trwało tym bardziej nerwowo reagował na moje próby i złościł się. Podróżujemy razem, uczymy się, śpimy, jesteśmy znani jako najfajniejsza para na Erasmusie. Jego znajomi nie wierzą ,w co się dzieje. I od początku wiedzieliśmy,że w lutym nastąpi koniec, bo się rozjedziemy. Świetnie się razem bawimy, naprawdę świetnie dogadujemy, jest moim najlepszym kumplem i troszczy się o mnie ,jak nigdy nikt. Jestem rozczarowana sobą, bo miałam się nie angażować. On też nie miał, a tu wszystko wygląda coraz powazniej. Na Święta każde z nas pojechało do domu. Dostawałam filmiki i zdjęcia od jego rodziny, audiorelacje z tego co się dzieje. Nie ma 2 godzin żebym nie dostała wiadomości. Do rana rozmawiamy na Skype. Pokręcone to wszystko,ale jestem z nim szczęśliwa. Tyle tylko ,że luty tuż tuż. I oboje myślimy logicznie. I wiemy ,że będziemy cierpieć. Tyle tylko,że.... on sobie poradzi,bo jest niepoprawnym optymistą i kocha życie i mimo bólu pójdzie dalej,a ja załamię się na jakiś czas. Chciałabym tylko rozgryźć ,co mu tak naprawdę siedzi głowie. Raz mnie prosi 'Proszę, nie zakochuj się we mnie....' innym,że nie może zasnąć i pyta ,czy mogę wejść na Skypa ,bo musi mnie zobaczyć. Zaczął się nawet uczyć polskiego, kupił podręcznik i chce zapisać się na kurs hahah. Raz mówi 'Każde z nas pójdzie w inną stronę', a raz 'Myślałaś o pracy w X. w wakacje?' (miasto,gdzie on będzie pracował).
Przepraszam za tak przedługi wywód. Starałam się zawrzeć wszystko,co istotne.
Macie jakieś doświadczenie ze związkiem z Erasmusa? Czy naprawdę ZAWSZE musi to być żałosna typowa romantyczna historyjka?
Czy naprawdę mam wierzyć,że to właśnie ktoś taki jak w ogóle się stara?
Doradźcie coś, proszę.