Typowy związek Erasmusa? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 ]

Temat: Typowy związek Erasmusa?

Hej dziewczyny/Panie smile

Sama nie wierzę,że się zarejestrowałam. Po prostu w moim otoczeniu chyba nie ma odpowiedniej osoby (ze względu na brak podobnego doświadczenia),która mogłaby mi doradzić. Generalnie , zdaję sobie sprawę z możliwych rozwiązań,ale każde mnie przeraża.

Obecnie znajduję się na wymianie studenckiej w Niemczech.
Rok temu zostałam porzucona ,praktycznie bez słowa, przez chłopaka. Nigdy nie dowiedziałam się ,co było prawdziwym powodem i się nie dowiem, obecnie jest zaręczony i zerwałam z nim kontakt, więc tematu nie drążę. Jednak wpadłam po tym w głęboką depresję i wygrzebywano mnie z tego opornie (sama się bym nie wygrzebała). Nieomal zawaliłam studia. Powiedziałam sobie ,że nie pozwolę ,aby znowu znalazł się ktoś ,kto wpędzi mnie w ten stan CZYLI obiecałam sobie dozgonną nienawiść wobec płci męskiej i od tamtej pory żyłam otoczona mentalnym murem. Stałam się złośliwa i zgorzkniała, lepiej to na moją osobowość nie podziałało niestety.

Wszystko świetnie póki nie wyjechałam na Erasmusa. W OGÓLE nie dopuszczałam do siebie myśli,że kogoś tam poznam. Uważałam ,że historie z Erasmusa -zwanego również Orgazmusem- są żałosne. Rach ciach, związek na chwilę, potem okazuje się ,że oboje wsiu bździu w głowie i któreś z nich płacze, bądź skacze bezpośrednio w ramiona innego obcokrajowca. Jeśli kogoś moja opinia obraża- przepraszam, ale taka była moja opinia.

Po miesiącu poznałam Włocha (o Włochah, Hiszpanach i innych gorącokrwistych mam dzisiaj już lepsze zdanie,ale wtedy odganiałam ich kijem,bo mnie takie charaktery tylko o śmiech z politowaniem prosiły). Typowy Włoch, poważnie. Codziennie inna dziewczyna,mistrz flirtu, osoba najbardziej pożądana w towarzystwie, organizator imprez, spotkań, dusza Erasmusa. A że ja głupia nie jestem i się szanuję i absolutnie mnie takie zaloty nie bawią, zbywałam go mimo ,że próbował zwyczajnie zagadać. Wiedziałam na co bym się pisała i po poprzednim doświadczeniu (oraz jeszcze poprzednim ,gdzie zaaranżowano sytuację żeby mnie wykorzystać grupowo na czele z moim byłym chłopakiem ,gdy byłam jeszcze dziewicą, ekhm....) zapierałam się każdą kończyną ,co by ktoś mi z impetem później serca nie roztrzaskał. Niestety doszło do rozmowy. Przypadkiem. I niestety dobrze nam się rozmawiało. Modliłam się ,żeby nie napisał. Ale napisał. I później pisał ciągle. Po każdej czwartkowej imprezie przesiadywaliśmy u mnie w pokoju i gadaliśmy (tak, gadaliśmy!) do rana. Z czasem widywaliśmy się coraz częściej, rozmawialiśmy coraz więcej, on aranżował więcej spotkań dla Erasmusów z nadzieją,że się pojawię. No i poczułam,że to idzie w niedobrą stronę. Wyjaśniłam mu,że nie jestem w stanie mu dać tego czego oczekuje i że zrywamy kontakt póki się to nie zamota bardziej. Wytrzymał jeden dzień milczenia. Spróbowałam po raz kolejny,ale nie dawał za wygraną. W końcu spotkaliśmy się po raz milionowy i powiedziałam ,że widzimy się w ten sposób ostatni raz i czas powiedzieć sobie do widzenia, bo jesteśmy swoim najgorszym wyborem: ja z szarganym sercem i nerwami i on, osoba głodna przygód. Zgodził się, jak powiedział 'tylko dlatego,że ty tego chcesz a nie chcę żebyś była nieszczęśliwa'. Wiem,że mój opis nie oddaje tego,co się między nami emocjonalnie działo ,ale zapewniam Was ,że bardziej to przypominało przyjaźń niż flirt. Cały następny dzień czułam się chora. Nie wiedziałam skąd się bierze mój niepokój. Nagle nikt do mnie nie pisał, nie dzwonił. Mój pokój był jakiś taki pusty. I doszło do mnie,że on zdażył się już zagnieździć w mojej głowie. Byłam na siebie wściekła. Wieczorem ,gdy w drugim akademiku trwała impreza, nagle dostaję telefon na mój niemiecki numer ,którego nikt prawie nie posiada. To był on. Dzwonił z jakąś totalną głupotą o 23.00. Stojąc pod moim oknem. Gdy otworzyłam mu drzwi nie wydusił ani słowa. Usiadł tylko na łóżku i milczał z głową w dół. Dostałam furii, zwyzywałam go od idiotów i kretynów, egoistów ,ktorzy mysla tylko o swoich uczuciach. Wyjaśniłam,że już teraz sprawia mi przykrość i wszystko komplikuje i że ma wyjaśnić natychmiast,co za kaszanę odstawia. A on na to 'Nie wiem co się ze mną dzieje ostatnio. Nie wiem co ja tu robię. Ale wiem tylko,że cię chcę. głupie,co?'.
I poszło. Długa rozmowa. Błagania o jedną szansę. I w głowie brzmiały mi słowa mojej rodziny 'Jeśli będziesz odpychać od siebie każdego człowieka, zostaniesz sama.' I wiedząc, że popełniam ogromny błąd, zgodziłam się. Dziwny związek prawie obcych sobie ludzi. I wiecie co? Jest najlepszy. Kilka razy w tygodniu podsuwałam mu pomysł zostawienia mnie (tak, poważnie) ,ale im dłużej to trwało tym bardziej nerwowo reagował na moje próby i złościł się. Podróżujemy razem, uczymy się, śpimy, jesteśmy znani jako najfajniejsza para na Erasmusie. Jego znajomi nie wierzą ,w co się dzieje. I od początku wiedzieliśmy,że w lutym nastąpi koniec, bo się rozjedziemy. Świetnie się razem bawimy, naprawdę świetnie dogadujemy, jest moim najlepszym kumplem i troszczy się o mnie ,jak nigdy nikt. Jestem rozczarowana sobą, bo miałam się nie angażować. On też nie miał, a tu wszystko wygląda coraz powazniej. Na Święta każde z nas pojechało do domu. Dostawałam filmiki i zdjęcia od jego rodziny, audiorelacje z tego co się dzieje. Nie ma 2 godzin żebym nie dostała wiadomości. Do rana rozmawiamy na Skype. Pokręcone to wszystko,ale jestem z nim szczęśliwa. Tyle tylko ,że luty tuż tuż. I oboje myślimy logicznie. I wiemy ,że będziemy cierpieć. Tyle tylko,że.... on sobie poradzi,bo jest niepoprawnym optymistą i kocha życie i mimo bólu pójdzie dalej,a ja załamię się na jakiś czas. Chciałabym tylko rozgryźć ,co mu tak naprawdę siedzi głowie. Raz mnie prosi 'Proszę, nie zakochuj się we mnie....' innym,że nie może zasnąć i pyta ,czy mogę wejść na Skypa ,bo musi mnie zobaczyć. Zaczął się nawet uczyć polskiego, kupił podręcznik i chce zapisać się na kurs hahah. Raz mówi 'Każde z nas pójdzie w inną stronę', a raz 'Myślałaś o pracy w X. w wakacje?' (miasto,gdzie on będzie pracował).

Przepraszam za tak przedługi wywód. Starałam się zawrzeć wszystko,co istotne.
Macie jakieś doświadczenie ze związkiem z Erasmusa? Czy naprawdę ZAWSZE musi to być żałosna typowa romantyczna historyjka?
Czy naprawdę mam wierzyć,że to właśnie ktoś taki jak w ogóle się stara?

Doradźcie coś, proszę.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Typowy związek Erasmusa?

Przede wszystkim to ty masz jakiś straszny problem z emocjami. Tak jakbyś uważała, że to co się dzieje w twojej głowie jest zależne od osób z zewnątrz, jakbyś nie potrafiła nad sobą panować. Piszesz, że ciebie wygrzebywano z depresji, że modliłaś się, by facet nie odpisał, że go zwyzywałaś, bo odważył się przyjść do ciebie, odnowić kontakt. Tak jakby za twoje emocje odpowiedzialny był on, a nie ty sama. To co czujesz to jedynie pochodna twoich myśli. Dojrzałość to m.in. umiejętność panowania nad emocjami, takimi jak zauroczenie. Naucz się tego - dojrzej.

Jeśli chodzi zaś o tytułowe pytanie wątku - wśród znajomych mam kilka par, które poznały się w ten sposób. W każdym związku jedna z osób musi zrezygnować z kariery w swoim kraju, z przyjaciół i mieszkania w Polsce. Ale to jest jak najbardziej możliwe. Erasmus nie oznacza przygody na chwilę. Można przecież tak jak napisałam wyjechać i zamieszkać razem w kraju partnera. To wcale nie musi być niekończąca się historia typu miłość na odległość.

3

Odp: Typowy związek Erasmusa?

Emilia, co do pierwszej części Twojego komentarza: zgadzam się po części,ale nie uważam żebym była niedojrzała.
To ,że mam problem z emocjami ,to fakt. Pracuję nad tym nieustannie, idzie mi to opornie, chodzę do lekarza, staram się, ale uwierz,że jest trudno. I to nie jest kwestia niedojrzałości, a tym co się działo u mnie w życiu wcześniej,ale to odrębny temat,którego nie chcę poruszać. Wiem,gdzie jest źródło mojego braku kontroli,ale to nie załatwia problemu.

Dziękuję za drugą część komentarza, trochę to podnosi na duchu. Zostało jeszcze półtora miesiąca, może mój partner mnie zaskoczy smile

4 Ostatnio edytowany przez Zbyś (2014-12-29 10:48:23)

Odp: Typowy związek Erasmusa?

Nie mam doświadczeń z erazmusa ani jakichkolwiek tego typu, patrzę z innego punktu widzenia.
Do ciebie należy życie i to ty decydujesz,
Teraz masz problem w lutym będzie jeszcze większy , on bardzo ciebie kocha może i makaron ale miłość nie zna granic ani czasu.
Jeśli naprawdę czegoś chcemy możemy to mieć, możesz słuchać swojego serca i zmienić życie aby być znim-lub pocierpieć.
I znowu znienawidzić facetów chowając się za barierą agresywności.
Ale czy warto nie kochać i nie słuchać swojego serca i miłości.        Zbyś.   
   /  Ricchi e Poveri - M'innamoro di te  /  Umberto Tozzi-Ti Amo / Francesco Napoli - Balla Balla /

5

Odp: Typowy związek Erasmusa?
Zbyś napisał/a:

I znowu znienawidzić facetów chowając się za barierą agresywności.

Wielokrotnie ryzykowałam i moja walka kończyła się zgliszczami.
Potem system obronny się włącza i buduję tą barierę: jak inaczej mam się uchronić?

Dzisiaj rzucone zostało pytanie 'Czegoś byś chciała gdyby nie ograniczałaby nas rzeczywistość?'
Nie wiem,czy to delikatne podchody do tematu rozstania i decyzji z nim związanej. Tak chyba czuję.
Mimo ,że ciągle obstajemy przy wersji 'pa pa w lutym', coraz częściej on gdzieś sypie tekstami ,które
zdradzają jego smutek i niechęć do tego ,co ma nadejść.
Przeczuwam,że po powrocie ze Świąt czeka nas rozmowa.

6 Ostatnio edytowany przez Emilia (2014-12-30 02:18:50)

Odp: Typowy związek Erasmusa?

Dla mnie to pytanie, które ma na celu wysondować, czy ci zależy i czy masz jakieś plany związane z tym Włochem. Plany raczej długofalowe. A więc zastanów się dobrze, bo może się okazać, że kompromis w takim związku jest możliwy i że nie ma rzeczy nieosiągalnych.
Ja na twoim miejscu, gdybym naprawdę kochała, to zdecydowałabym się zawalczyć. Czyli zmienić uczelnię, nauczyć się języka i przenieść się do innego kraju, znaleźć tam pracę, mieszkanie i korzystać z tej szansy, jaką postawiło przede mną życie. Sama zmarnowałam dwie takie szanse. Dziś też mogłabym mieszkać, żyć we Włoszech lub w Niemczech, pracować jako wykładowca na Uniwersytecie. Gdybym się 10 lat temu odważyła, gdybym się nie bała, gdybym miała dość siły... to dziś byłabym zupełnie gdzie indziej. Popatrz na ten związek przez pryzmat szans, a nie lęku przed zranieniem. Patrz tak na każdą rzecz, która się przydarza, bo ona może być magicznymi drzwiami do fascynującej przygody, na jaką nie masz szans, kiedy blokują cię twoje lęki.
Nawet jeśli nic ze związku nie wyjdzie, to będziesz bogatsza o nowe, bardzo cenne doświadczenie. Nie ograniczaj się w niczym odpowiadając na jego pytanie.

Odp: Typowy związek Erasmusa?

"A że ja głupia nie jestem i się szanuję i absolutnie mnie takie zaloty nie bawią"

Moim zdaniem sama pokazalas ze jest dokładnie odwrotnie. To co opisujesz to jest dokładnie postepowanie uwodziciela oraz dającej się uwieść dziewczyny. Taki uwodziciel, jak to opisujesz, trudno się zmienia, to tez jest w tym przypadku kwestia kultury, w tych kulturach posiadanie np. kochanki to typowe a nie wyjątek. Kobieta tzw. nieprzejednana to jest wyzwanie, które nawet nieświadomie się podejmuje. bo taka kobieta ma wartość. Ty jednak pokazalas ze się nie szanujesz. Ale w czym problem? Nie potrafisz potraktować tego jako przygody? Albo uzależniasz wszystko od jego postepowania? To on ma decydować o was? A nie ty? Moim zdaniem jesteś bardzo slaba osoba, nie przestrzegasz własnych zasad. Może to jest wlasnie po to, żeby nabrać do siebie dystnasu i nie traktować wszystkiego az tak poważnie. Np. wyśmiewasz się z określenia Orgazmus a sama postępujesz tak samo. Wlasnie o to chodzi w tzw. karmie. Zostaje ukarana Twoja pycha i zarozumialosc poto żeby w przyszłości nie być takim zatwardziałym, żeby być wyrozumiałym dla innych ludzi i dla siebie. Poza tym wyolbrzymiasz. Jak nie pojdziesz z nim do lozka to po Twoim wyjeździe i tak z czasem znajomość się rozleci. No chyba ze będziesz myslec życzeniowo i przenosić decyzje na wlocha. Moja rada, nie wyolbrzymial, korzystaj z zycia ale w ramach swoich zasad, i zobacz ze jesteś taka sama jak inni, również Ci których poprzednio krytykowalas i których w duchu wysmiewalas.

Posty [ 8 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024