czesc
bylem ze swoja kobieta jakies 4 lata . Ogolnie to caly zwiazek ona za mna latala a ja robilem co chcialem czyli raz ona raz kumple . Przez swoje zachowanie i zbyt duza pewnosc ze nigdy ode mnie nie odejdzie stracilem ja a pozniej dlugo sie meczylem zeby ja odzyskac. To bylo wszystko z mojej winy. Jakies 4 miesiace temu wrocila do mnie . Widac bylo na poczatku ze ma do mnie dystans ze boi sie ze znow bede taki sam. Teraz juz ten dystans jest o wiele mniejszy i w sumie mozna by powiedziec ze jest tak jak dawniej czyli super ale juz bez tego co bylo wczesniej zle i co ja sklonilo do rostania. Naprawde wiele poswiecilem zeby do mnie wrocila jest niby wszytko ok ale czesto mam mysli ze ona mnie nie kocha, ze jest ze mna bo nie ma nikogo innego na moim poziomie itd. Nie mam zadnych podstaw zeby tak myslec bo przeciez codziennie sie pratycnzie widujemy, spedzamy ze soba o wiele wiecej czasu niz przed rostaniem, zawsze do mnie 1wsza dzwoni wszystko niby tak jak dawniej a nawet lepiej a ja wciaz sobie wkrecam ze to juz nie jest milosc z jej strony. Tak jak kiedys spalem spokojnie wiedzialem ze jesterm dla niej calym swiatem tak teraz mimo jej zapewnien i jej zachowania wciaz mysle ze nie jest ze mna szczera. Dla mnie jest to okropnie meczace ,jednego dnia spedzamy bardzo mily wieczor jest cudownie, ona chce zareczyn,ciagle mowi o dziecku czyli wszystko to co daje pewnosc facetowi ze jestes dla niej najwazniejszy a na drugi dzien rano mam jakies chore wkrety w ogole bezpodstawne ze ona mnie juz nie kocha tak jak kiedys, ze gdy pojawi sie ktos wart zainetroswania to zacznie z nim pisac flirtowac a pozniej mnie zostawi. nie wiem jak sobie z tym poradzic. Sa takie dni ze nieraz przez te mysli boli mnie brzuch,czasami cos kolo serca jakas masakra. Jest to na tyle meczace ze pojawia sie mysli zeby sie z nia rozstac. Kiedys jak jakies typki nawet przy mnie probowali ja podrywac oczywiscie z jej strony zlewka to bylem tak silny i pewny ze nic kompletnie mnie nie ruszylo chocby podszedl do niej brad pitt to i tak mialbym wewnetrzny spokoj ze tylko ja sie dla niej licze a teraz podjerzewam ze gdyby doszlo do jakies sytuacji to pewnie zaraz bym sie ciskal i pewnie jeszcze jej awanture zrobil bez powodu. Z jednej strony to fajnie ze zdecydowala sie odejsc i dac mi po dupie bo dzieki temu sie zmienilem a gdyby nie to odejscie to w zyciu bym sie nie zmienil a z drugiej znow pojawia sie z mojej strony watpliwosci i chore wkrety ze mnie juz nie kocha czego przed rostaniem nie bylo. MIal ktos kiedys podobna sytuacje ? wie moze jak sobie z tym poradzic, moze to chwilowe i w koncu przejdzie ?