Kolejny raz myślenie, że drugi człowiek daje szczęście, a pod miłość trzeba ustawiać życie. No to się srogo zawiedziecie, jeśli to sie juz nie stało. Tylko czy dotarło? To jest szukanie łatwego wyjścia, zalepienia ran, ale tylko powierzchownie.
Ciągle jest zazdrość. Rzucanie się w wir przyszłościowy - że gdybym miał(a) to czy tamto, to by było dobrze. Zwykle powtarzane jak mantra, a nic z tym się nie robi. Czemu nie moze byc dobrze teraz? Jak się dostanie (przypadkiem, bo nie pracą nad sobą) - nadal sie nie czuje tego super szczęścia i wielkie zdziwienie, albo zrzucanie winy na kogoś albo coś - to nie jest prawdziwa milosc, nieprawdziwa przyjazn, pieniądze szczęścia nie dają. Wszystko to chwilowe, czar pryska, gdy to co dobre nie siedzi w nas. Wymagania rosną wobec innych, przywiązanie do czynnika zmiennego (drugi człowiek/stan konta/pogoda/ilosc jedzenia itd). Niemozliwym jest by człowiek zmienny (nie idealny bóg) dawał ciągle szczęscie (i tylko dawał, a co dostanie?). Niemozliwym jest by się do człowieka nie przyzwyczaić - chyba że jest niezrównoważony psychicznie, nieprzewidywalny. Tak, w to też w tych miłościach się wpada, choc pod ładną przykrywką. Coś jak jedzenie z ładnej, a pustej miski.
Inni mają. Inni są świetni, bogaci, mają wszystko, a ja nic. Ci bogaci też mogą mieć masę problemów, a chocby lęk przed tym by tego nie stracic. By przyjaciele nie okazali sie fałszywymi, by milosc nie zdradziła, by firma nie runęła. Może doszli do tego naprawde w pocie czoła mając masę stresu, lęków, musząc rezygnować z wartości wyższych, podejmować krzywdzące decyzje i też mają problemy, nawet duzo większe. Jak człowiek chce być nieszczęśliwy to będzie i znajdzie powód, czy usprawiedliwienie, bo sie przywiązał do czegoś, do jakichs wyobrażeń, myśli które stały się dla niego regułą. Dla niego fajnie być ofiarą. To samo z przypisywaniem sobie dobrych cech. Ja umiem prawdziwie kochać, ja umiem być super przyjacielem, wszyscy inni są źli. Naprawdę? Jakbyś umiał(a) to byś to dawał(a) i otrzymywał(a). Ba, najpierw to sama bys siebie kochała i sama ze sobą była szczęśliwa. Ale po co? Lepiej sie uzaleznic od czegos co nie ma prawa dać szczęscia, a pozniej nadal narzekać - na tego kogoś, świat,ze sie nie da, ze trudno. Swiata sie zmienic nie da, ale siebie tak.
Kazda negatywna emocja wobec kogoś, czegoś to tylko odzwierciedlenie tego co jest do naprawy w nas i trudnością przed przyznaniem sie do tego. Że sie nie ma racji, że sie tkwi w czymś niedobrym, że sie podejmuje złe decyzje. Albo że racje ma ktoś kogo np nienawidzimy. I to też dużo mówi, bo negatywna emocja to tylko problem osoby która ją posiada i sie w niej pławi. A kto każe tkwić w tych decyzjach i ich nie zmienić? Najlepiej brac przykład z innych, ale ten dobry przykład (bo ego się broni tak - inni są gorsi, a jednak mają, niczego mi nie brakuje, inni dostali coś po znajomości itd byle oddalic problem od siebie). Nie. Inni chocby pokrętnie, ale dają radę. Troche pozimują, pobytują w trudnych warunkach, ale pozniej wychodzą na prostą. Licza się rozwiązania. Jak nie ma rozwiązania to rozwązaniem jest szukać rozwiązania, pytać. Do skutku. Czasem naprawde malutka zmiana, a bardzo wiele daje. I ta malutka zmiana napędza kolejną, bo sie zaczyna wierzyć w siebie, ufać sobie. A jak ufasz sobie, to ufasz innym bo nie masz nic do stracenia. Po prostu wiesz co robisz i że to Ty wyłącznie jesteś odpowiedzialna za siebie i to co sie wydarzy, zdarza w zyciu. To co wybierasz to tylko Ty i zamiast mowic "zle wybrałam", to wybierz inaczej. Ale po co? Przeciez tak jest dobrze i tak naprawde niczego nie chcesz zmieniac. Nie chcesz miec tych przyjaciol, bo bys nie dała z nimi rady. Bałabys sie ze odejdą, że nie sprostasz im. Podobnie z tymi co nie wychodzi im w związkach - oni nie są na nie gotowi, nawet nie chcą ich, bo nie widzą siebie w takim związku. Powaznym, zmiennym, nudnym, z problemami, dawaniem coś od siebie (a co może dawać osoba wymagająca więcej niz posiada?). Az strach oblatuje. Z jednym człowiekiem cale zycie? A jak sie zepsuje? A jak sie odkocham? A jak cos sie stanie? W zyciu nikt nie zbudował dobrej relacji z poziomu strachu i innych negatywnych emocji, a jesli sie udalo to prawdpodobnie dzieki drugiej osobie, czyli znowu sie uzależnił. I dopoki ta druga osoba bedzie dobra, idealna to bedzie dobrze, ale tak nie ma. Wszystko do czasu. Przede wszystkim dlatego, że na zawsze zostajemy tylko sami ze sobą i to od nas zalezy najwięcej. Najpierw usun z zycia to co Cie krzywdzi, a pozniej dopiero lecz objawy, czyli gdy chcesz sobie relacjami nastrój poprawiać.