Czy to z moim ojcem jest cos nie tak? Czy moze ja postapilam zle?? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Czy to z moim ojcem jest cos nie tak? Czy moze ja postapilam zle??

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

1

Temat: Czy to z moim ojcem jest cos nie tak? Czy moze ja postapilam zle??

Moj ojciec.. temat, ktory boli od kilku lat...

Cale zycie bylam jego oczkiem w glowie, mimo, ze wiem, ze nie byl dobrym czlowiekiem... bil moja mame i brata, a mnie i drugiego brata zostawial w spokoju... Cale zycie spiewalam tak jak on mi zagral.. wierzylam slepo we wszystko co mowil. No bo skoro tatus tak mowi, to tak musi byc... Jak wyprowadzil sie z domu to nie moglam tego przezyc, ze juz go z nami nie ma, obwinialam moja mame za to... ze to jej wina itd. co bylo najgorsza glupota zycia, naprawde... Waszystko bylo ok, do momentu sprawy rozwodowej. Kiedy to ojciec chcial rozwodu z orzeczeniem winy na mame. Wczesniej ustalili, ze bez orzekania. Wyobrazcie sobie, ze jeszcze przed sprawa rozwodowa juz mial ustalona date na slub z druga kobieta, do ktorej od nas odszedl. My ja akceptowalismy. Bylo wszystko ok. Ja do nich chodzilam, jezdzilismy na wycieczki itd. Mimo tego, ze z mama ciagle sie klocil, nie placil jej alimentow ani nic, ja dalej z nimi trzymalam naprawde dobry kontakt. Do momentu. W wakacje 2009r pojechalam do UK do pracy. Jak tam bylam zadzwonila do mnie mama i powiedziala"wiesz M. nie mam dobrych wiesci... od zaufanej mi osoby uslyszalam, ze B.(zona ojca) rozpowiada na ulicy, ze przychodzicie do nich i wyjadacie im cale jedzenie, ze Twoj brat to brudas i ze wogole nie wie jak takie dzieci mozna kochac!"... mnie to zabolalo, cholernie zabolalo... i po powrocie z UK przestalam do nich chodzic. zamiast wyjasnic, pogadac, ja sie poprostu zamknelam. w miedzy czasie zmarl mi dziadek, moj najukochanszy pies prawie nie zdechl, bo zachorowala, moja milosc okazalo sie ma problem z alkoholem, co sie laczy z rozstaniem. zostalam sama z tym wszystkim. mama w UK, brat 100km od domu, doszlo do tego, ze rzucilam szkole, przestalam wychodzic z domu... w lutym 2010r mama przyjechala do polski, jak zobaczyla w jakim jestem stanie psychicznym powiedziala, ze zabiera mnie do UK. no i wyjechalam. bylam ponad rok, ale teskno mi bylo za domem, za rodzina. (mama w miedzy czasie zjechala z UK)postanowilam, ze tez stamtad wyjezdzam. w domu poczulam sie o duzo lepiej, teraz koncze szkole, zrobilam prawo jazdy, pracuje. jest naprawde fajnie. Ale...

na sylwestra w tym roku chcac do kogos zadzwonic z zyczeniami(bedac po%) natknelam sie na "tata". uznalam to za jakies przeznaczenie i napisalam sms z zyczeniami, odpisal... no to zaczelismy pisac... napisalam mu, ze mam obojga rodzicow i chcialabym przerwac ta cisze, on naprawde tez bardzo ladnie pisal, pojawila sie u mnie nadzieja, ze jednak odzyskam mojego tate, ktorego momentami naprawde bardzo potrzebuje... umowilam sie z nim na 2stycznia. pojechalam...
wchodzac do ich mieszkania juz wiedzialam, ze cos jest nie tak. zapytal chlodno "co sie stalo?" na co ja jemu, ze byl moment w moim zyciu, gdzie naprawde bardzo sie pogubilam, ze do nikogo z rodziny sie nie odzywalam, na co on "ale przeciez bylas wtedy juz dorosla, jak moglas sie pogubic?!" cholera... 19letnia osoba nie mysli jeszcze jak dorosly!!! w miedzy czasie stanelam w obronie mojej mamy. i doszlam do wniosku, ze on wyznaje zasade "albo jestes ze mna, albo jestes moim wrogiem"... uslyszalam, ze on mi nie ufa, ze ja go bardzo zranilam, ze przeciez moglam przyjsc i pogadac. jak zapytalam dlaczego o mnie nie walczyl, powiedzial, ze mial to w dupie heh... w miedzy czasie uslyszalam jeszcze"widzisz, T. trzyma ze mna i patrz jak dobrze sie ustawil, jak duzo zarabia, a wy??" wybuchlam... powiedzialam, ze mi i drugiemu bratu tez sie powodzi, ze na chleb nam nie brakuje i na inne wydatki tez nas stac, mimo, ze jego pomocy nie mamy zadnej... po czym zapytal sie mnie czemu zajelo mi to az 3lata zeby tu przyjsc. powiedzialam mu, ze zbieralam sie psychicznie przez tak dlugi czas by powiedziec mu to co naprawde mysle o calej sytuacji, o calym naszym wspolnym zyciu, o tym co dzialo sie w domu. ze poprostu wczesniej balabym sie mu przeciwstawic... powiedzial" tak, bo wy to sie mnie wszyscy wiecznie baliscie" odpowiedzialam mu na to, ze sam sobie na to pracowal sporo lat uzywajac przemocy w domu... niszczac nasze psychiki... po czym uslyszalam, ze mam sie wynosic z jego mieszkania, ze on nie chce mnie tam wiecej widziec, ze nie zyczy sobie, zebym nawet na jego pogrzeb przyszla, ze on juz corki nie ma... reszty juz nie sluchalam, bo serce by mi peklo...

najgorsza glupota bylo chyba to, ze pojechalam do niego autem... przez lzy nic nie widzialam... malo brakowalo a bym spowodowala wypadek, jednak on byl w takiej furii, ze chcialam podjechac ciut dalej od jego domu, zeby mnie nie mogl znalesc... zeby mnie nie dorwal i niedaj boze pobil... wtedy sie balam nie na zarty.. od tamtej pory cisza. nawet smsa z przeprosinami nie bylo, poprostu nic...

teraz moim pytaniem jest, czy ja zrobilam cos zle? czy bledem bylo powiedzenie swojego zdania?? czy moze chcac go odzyskac powinnam trzymac buzie na klodke?? czy to czego uczylam sie 3lata zle na mnie wplynelo??
teraz juz wiem, ze ojca nie mam... ze nawet nie mam po co wyciagac do niego reke... nawet moj honor juz mi na to nie pozwala... ale jak sobie z tym radzic w wieczory takie jak dzisiejszy?? kiedy rozrywa od srodka z tego zalu??....

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy to z moim ojcem jest cos nie tak? Czy moze ja postapilam zle??

Niesamowita historia...
Dam Ci radę. Pokochaj samą siebie.

Według mnie masz syndrom dziecka z patologicznej rodziny. Przepraszam, że tak Cię porównam, ale przypominasz mi źle traktowanego psa.

Jak masz psa, ktoremu dajesz wszystko, na wszystko się zgadzasz, spi i wchodzi gdzie chce, nie krzyczysz i nie bijesz go, to wyrasta na chamskiego i zarozumiałego paskudę, któremu wszystko się należy, o nic nie dba i do nikogo nie przywiązuje jakiejś większej wagi czy uczuć.
Jednak widać jak funkcjonują psy, które nie mają wstępu do domu, które są bite, które nie mają nic oprócz wody i resztek z gotowaną kaszą.
One nie potrzebują smyczy, idą same za panem i sa na każde jego skinienie.

Tak samo jest z dziećmi. Kiedy je rozpieszczasz mają Cię w dupsku. Jak je bijesz, zastraszasz i maltretujesz, to wbrew pozorom one Cię będą kochały! Taki sam syndrom ukazuje się podczas długotrwałego więżenia ofiary przez swojego agresora. Po jakimś czasie ofiara zaczyna się z ty, zgadzać i rodzi się pomiędzy nimi więź, często podobna do miłości! I nie są to żadne rewelacje amerykańskich naukowców, tylko niezbite fakty.

A Twój chory ojciec (sory za obrażanie starego) jest niesamowity. Wychował Cię, a następnie porzucił. Nawet śmierć rodzica nie jest chyba bardziej bolącym doświadczeniem.

Według mnie osoby tak wychowywane jak Ty, mają obniżoną samoocenę oraz nie potrafią siebie pokochać, ponieważ najbliższa im osoba ich nie kochała. Ale Twój tata Cię bił, zwyzywał, ale były momenty, kiedy przytulił, kupił prezent, był trzeźwy, ukochał i powiedział dobre słowo. Ale w następnym dniu znowu Cię zbił i zwyzywał. I tutaj koło się zamyka.
Jesteś ofiarą! Ty chciałaś najpierw przeżyć złe chwile, ale zaraz tatuś Cie przytulił, albo dał cukierka. Było dobrze, wtedy Cię kochał. Ale potem znowu uderzył. To była Twoja wina, że Cię bił! Gdybyś była grzeczną dziewczynką, nie dostałaby Twoja matka. To przez Ciebie teraz będzie chodzić z sinym okiem! Jak Ci nie wstyd. Jesteś do niczego!

Czy Ty odczytujesz brak sensu tego zdania? To jest głupie! Jak małe dziecko może być winne takiego traktowania? Wszystko co robi małe dziecko jest winą rodziców i ich wychowania. Musisz zrozumieć, że to jest skrajna patologia. Ty jesteś teraz najważniejsza. Twoja matka oraz Twój ojciec w tym momencie są nieważni. Nie dali Ci bezpiecznego dzieciństwa. Skup się na sobie i postaraj się, żeby Twoje dzieci nigdy nie były były tak traktowane jak Ty!

Nie odzywaj się do swojego taty juz nigdy więcej. Napisz list. Napisz w nim wszystkie żale i wszystko co Ci siedzi na sercu i o czym byś nigdy nikoomu nie powiedziała. Następnie do spal i już nigdy o tym nie myśl. Zasługujesz na nowe lepsze życie. Teraz jesteś dorosła i stać Cię na nie.

Wykreuj sobie nową rzeczywistość, bo ta, którą otrzymałaś od rodziców była pomyłką!
Trzymam kciuki!

3

Odp: Czy to z moim ojcem jest cos nie tak? Czy moze ja postapilam zle??

dziekuje za ten post, naprawde...

jednak musze sprostowac jedna rzecz. moj ojciec mnie nie bil, tylko mojego brata i mame... ja i drugi brat bylismy wyganiani do innego pokoju... czasami zaluje, ze ja tez nie obrywalam... czasami jak siedze w pokoju slysze krzyk mamy, placz brata, uderzenie reki o twarz...
on nie pil alkoholu... skad sie to wszystko wzielo nikt nie ma pojecia...

masz racje, mam niska samoocene, i jest tez mi ciezko uwierzyc w to, ze kiedykolwiek mnie ktos szczerze pokocha i bedzie ze mna na zawsze... boje sie, ze ja oddam cale serce a ta moja milosc i tak zostanie odrzucona...

na codzien naprawde walcze z tym wszystkim... usmiecham sie bardzo duzo, ciesze sie zyciem, ale przychodza noce takie jak ta, ze chocbym nie wiem jak sie starala nie daje rady pozytywnie myslec...

4

Odp: Czy to z moim ojcem jest cos nie tak? Czy moze ja postapilam zle??

Widzisz. Źle zrozumiałem Twojego posta. Ale idea mojej odpowiedzi się nie zmienia.

Po prostu potrzebujesz drugiej osoby, która będzie dla Ciebie oparciem! Nie bój się nikomu zaufać. Już chyba nikt bardziej Cię zranić nie może, więc nie masz nic do stracenia.
Otwórz się na nowy związek.
Pisałaś, że byłaś w londynie, potem w Polsce, itd. To nie jest łatwa decyzja na wyjazd i zaaklimatyzowanie się w nowym środowisku. Ale udało Ci się. Dlatego zobaczysz, że w przyszłości uda Ci się znaleźć faceta, który będzie dla Ciebie podporą i pomoże Ci się uporać z tym wszystkim.

Zawsze jak mi jest źle, to myślę o osobach, którym jest gorzej i jakoś zawsze mnie to na duchu podbudowuje. Żeby było jasne, nie cieszę się czyimś nieszczęściem, ale widzę, że nie mam aż takiej tragedii i kurna mogę się z tego jakoś w miarę szybko otrząsnąć i iść dalej, bo wszystko zależy ode mnie. Ty własnie jesteś w takiej lepszej sytuacji. Już teraz.

5 Ostatnio edytowany przez mery90 (2013-02-13 03:40:26)

Odp: Czy to z moim ojcem jest cos nie tak? Czy moze ja postapilam zle??

wiesz, wyjazd do UK to byla ucieczka... ucieczka przed problemami... i musialam wrocic zmierzyc sie z rzeczywistoscia jak i jak juz pisalam tesknilam za rodzina...

zapisalam sie do szkoly, probuje ja konczyc, w miedzy czasie wyjezdzam do niemiec co jakis czas, by sobie dorobic troche, zrobilam to prawo jazdy co bylo dla mnie kiedys ziemia zakazana... wiecznie staram sie robic cos, zeby udowodnic sobie, ze wcale nie jestem taka beznadziejna jak mysli ojciec...

bywaja dni kiedy sie budze rano z usmiechem na twarzy, na codzien jestem naprawde usmiechnieta, szczesliwa, kochajaca zycie osoba, ktora chce dojsc do czegos w zyciu, urodzic dzieci, wyjsc za maz, kochac ich calym sercem, dac wszystko to czego mi braklo w pewnym momencie zycia... generalnie naprawde bardzo malo osob wie o mojej sytuacji, a nawet jesli sie dowiaduja to slysze"ale M. po Tobie wogole nie widac, zebys miala taki bagaz doswiadczen "(bo wlasciwie tutaj opisalam czasteczke zycia, napomknelam o kilku sprawach, zeby delikatnie opisac o co chodzi) ale jak do tej pory przyciagnac udalo mi sie alkoholika,zazdrosnika i chlopaka, ktory uwazal, ze musze go we wszystkim sluchac i wyzalac mu sie, zeby mi powiedzial co mam robic. a ja chce byc kobieta choc w delikatnym stopniu niezalezna. a oni mi to zabierali..

chcialabym kochac i byc kochana. ale chce kochac osobe, ktora bedzie mnie akceptowala taka jaka jestem... ta sprawa z ojcem jest jeszcze swieza, dzis po raz pierwszy od tamtej pory poplakalam sie z tego powodu, ale wiem, ze dojde do tego momentu, ze nawet jak o tym pomysle, cala sytuacja bedzie mi obojetna... ale czy wtedy bede ta sama mery??...

6 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2013-06-19 00:30:53)

Odp: Czy to z moim ojcem jest cos nie tak? Czy moze ja postapilam zle??

Witaj 'mery90'
Jest to bardzo smutne, że rodzice tak postępują z dziećmi, a w ogóle to tragedia jeśli w rodzinie panuje przemoc.
Ty w przemocy wychowałaś się i być może to właśnie utrudnia Ci normalne  postrzeganie postawy ojca.... brutala
i łobuza. Ciebie nie bił, ale bił bliskie Ci osoby i wszystkim Wam zgotował piekło.
Nie można kochać takiego człowieka i chyba jednak lepiej, że żadnych kontaktów teraz nie utrzymujecie.
Przykre, ale możliwe do przeżycia.
Zapewne nie pocieszę Ciebie pisząc, że są też i dzieci, które nie wiedzieć czemu maltretują swoich rodziców.
Przemocowym typem jest mój były już mąż, także taką była jego matka, a ich przemoc przede wszystkim we mnie godziła
i córka wychowała się w takiej atmosferze. Nie byłam bita /chociaż uderzona i popychana/, bo oni stosowali przede wszystkim
przemoc psychiczną i ekonomiczną, a córka już do mnie ręce wyciągała i musiałam to zahamować wzywając policję.
Wizja niebieskiej karty ją powstrzymuje przed użyciem rąk, ale słownictwo ma nie do przyjęcia. Wnuczka już naśladuje swoją matkę.
Najlepszym sposobem jest unikanie kontaktów z agresorem, a także warto może pójść na terapię DDD /rodziny dysfunkcyjne/
by poprawić jakość swojego życia i zrozumieć, że to nie Ty jesteś czemuś winna, bo tak naprawdę jesteś ofiarą.

Pozdrawiam smile



.

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Czy to z moim ojcem jest cos nie tak? Czy moze ja postapilam zle??

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024