Witam. Tak naprawdę nie wiem od czego zacząć, ale w ciągu ostatnich 2,5 miesiąca moje życie wywróciło się do góry nogami i zupełnie sobie nie radzę jakoś. Trochę to skomplikowane. No więc tak :
W 2008 roku poszłam na wigilię do mojej cioci, gdyż moi rodzice pojechali na wieś a ja chciałam po prostu zostać w mieście. Moja ciocia od dłuższego czasu spotykała się ze swoim obecnym mężem. Na tej wigili poznałam jego syna z pierwszego małżeństwa i tak naprawdę od tego się zaczęło. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy. Było naprawdę fajnie. On jest młodszy ode mnie o rok( wtedy miał 17 lat). Przyjechał na tą wigilie przypadkowo, ponieważ rozstał się z dziewczyną i musiał ochłonąć więc przyjechał do swojego taty. Wtedy nie sądziłam że mogę mu się podobać, nie podejrzewałam tego. Ja byłam w tym czasie w związku, między nami był normalny kontakt jak kolega z koleżanką. Przyszła już pora do spania więc się położyłam, a on leżał w tym samym pokoju ale na innym łóżku. Widziałam że pisał ciągle na telefonie więc pomyślałam że mogę próbują do siebie wrócić. Poszłam spać. Pierwszy dzień świąt miął jak zwykłe rodzinnie, oglądaliśmy wspólnie tv, graliśmy, śpiewaliśmy na karaoke. Zrobił mi herbatę i wtedy po raz pierwszy coś mnie ukuło, takie hmm naprawdę dziwne uczucie. Nadszedł dzień że każde z nas pojechało w swoją stronę. Oby dwoje mieliśmy swoje życia. Ja nadal byłam w związku, ale coś nie pozwalało mi przestać o nim myśleć. Z czasem oczywiście nie było to już takie silne gdyż widywaliśmy się rzadko. Po zakończeniu 3 letniego związku , miałam kolejny 15 miesięcy , a on w tym czasie ( na chwilę obecną ) miał 3 lata związku. Wydawało mi się że jest naprawdę szczęśliwy. Za każdym razem gdy przyjeżdżałam do cioci pytałam co u niego słychać, jak mu się powodzi. To było takie nie kontrolowane. Pewnego dnia ciocia do mnie zadzwoniła że zaprasza mnie na swój ślub cywilny, ucieszyłam się, oczywiście wiedziałam że będzie tam on, ale ze swoją dziewczyną. W moim związku nie układało się najlepiej, co chwilę kłótnie z błahego powodu, jakieś rozstania co 2 tyg( głupota z jego strony) dlatego postanowiłam przyjść sama na ten ślub. O godzinie 13 zjawiłam się w urzędzie stanu cywilnego, zobaczyłam jego. Do dziś pamiętam jego uśmiech w moją stronę gdy mnie zobaczył. To było rok temu, ja już miałam 22 lata a on 21. Znowu poczułam to samo ukłucie, co za pierwszym razem. Nie wiem dlaczego. Po całej ceremonii pojechaliśmy do domu na obiad, skromne przyjęcie dla najbliższych. Zauważyłam, wodził za mną wzrokiem wszędzie, mimo tego że obok siedziała dziewczyna z którą wtedy był 3 lata. Ciągle się patrzył, ukradkiem uśmiechał tak żeby nikt nie widział. W pewnym momencie jego dziewczyna to zauważyła i chyba poczuła jakieś zagrożenie i stwierdziła że się źle czuje i jada do domu. Ostatni raz popatrzył na mnie, z takim naprawdę smutkiem w oczach że musi jechać, ale wiadomo to była jego dziewczyna. Oczywiście impreza toczyła się dalej. Miałam wtedy z moim chłopakiem ciężki okres, odcięłam się od wszystkich i 3 miesiące później po prostu od niego odeszłam. Zostawiłam to wszystko bo mnie to bardziej męczyło i stwierdziłam że to nie ma sensu. Minęło aż 5 miesięcy zanim zdecydowałam się z kimś spróbować. Oczywiście na początku było dobrze, jak zawsze ale po 2 miesiącach zostawił mnie dla swojej byłej. Nie zabolało mnie to gdyż tak naprawdę nie było to nic wielkiego i to nie miało przyszłości. Właśnie po tym rozstaniu napisał do mnie Dawid. Zapytał co u mnie słuchać itp? Nie było kolorowo więc mu powiedziałam jak jest. Nie jestem osoba która jest stworzona do bycia singlem. Zawsze chciałam mieć naprawdę związek taki całkiem na poważnie, ale nie udało się za żadnym razem. Wtedy on mi napisał, pamiętam jakby to było wczoraj " może szczęście którego szukasz jest bliżej niż Ci się wydaję? " , wtedy nie widziałam w tym nic, nie podejrzewałam niczego. Pomyślałam że pewnie chce mnie pocieszyć i tyle. Wakacje były bardzo szalone w tym roku, jak nigdy. Byłam wolna, mogłam robić co chciałam. Nikt nie mówił co mogę a czego nie, dopóki nie poznałam Arka. Wiem wiem, trochę skomplikowane. Arek tak mnie oczarował swoją osoba że strasznie się zauroczyłam. Zaczęliśmy się spotykać, naprawdę poczułam się szczęśliwa. Był taki jaki by mógł być wymarzony facet, ale do czasu. Po czasie dowiedziałam się że jest w związku, mówił że sie zakochał, że mu zależy , że ją zostawi. Byłam nim tak zauroczona że uwierzyłam. Spotykaliśmy się dalej. Pewnego dnia zapytał czy pojadę z nim na weekend w góry, miałam akurat wolne w pracy i zgodziłam się. Było naprawdę cudownie, impreza , alkohol i za bardzo nas poniosło, kochaliśmy się. Kolejne dni też były cudowne, ale w końcu zaczęło do mnie docierać że to nie ma sensu, że zrobiłam błąd bo gdy się dowiedziałam że jest w związku powinnam to skończyć, przerwać, a mimo tego nie zrobiłam. Powiedziałam mu po paru dniach że to koniec, że ja tak nie potrafię że za bardzo mnie gryzie sumienie. Odeszłam. Było dobrze, spotykałam się ze znajomymi. Za 2 tyg miałam urodziny więc planowałam już swoją imprezę, załatwiałam alkohol. Ten czas zleciał dość szybko. Nie miałam z nim żadnego kontaktu i szczerze mówiąc nawet za nim nie tęskniłam. Nadszedł 30 sierpień, impreza urodzinowa. Zadzwonił żebym zeszła na dół. Złożył mi życzenia , a ja po prostu rozmawiałam z nim jak z kolegą, był mi obojętny bo dotarło do mnie że jest zwykłym dupkiem, że po prostu mnie okłamał. Czas leciał i było dobrze. Pewnego dnia napisała do mnie kuzynka czy dam radę na 2 tyg przylecieć do Irlandii, bo ma tam jakąś pracę dorywczą i żebym jej popilnowała dziecka. Zgodziłam się, w pracy wolne załatwiłam. Dwa dni po rezerwacji biletu na samolot, zrobiłam test ciążowy, okres mi się spóźniał i się wystraszyłam. Od tego się zaczęło, moje życie obróciło się o 180 stopni. Test pokazał 2 kreski, zrobiłam tylko jeden. Na drugi dzień poszłam do lekarza i się potwierdziło , 4-5 tydzień. Załamałam się strasznie, ciągle płakałam. Nie byłam na to gotowa, ani trochę. Oczywiście próbowałam się z nim spotkać ale ciągle pisał że nie ma czasu, bo auto naprawia a za 4 dni miałam samolot i chciałam z nim porozmawiać co dalej. Totalnie mnie olał więc napisałam mu w sms. Twierdził że samej mnie nie zostawi, że będzie pomagał. W końcu poleciałam. Jakoś czas leciał, ale ja dalej byłam załamana. Odechciało mi się wszystkiego, naprawdę. Ten wylot był w jakiś sposób dla mnie lekarstwem. Odpoczęłam. Cały czas do mnie pisał na portalu społecznościowym ( FB ) , pewnego dnia naszą rozmowę przeczytała jego dziewczyna, 3 dni milczał a po 3 dniach napisał do mnie i wszystkiego się wyparł, najgorsze bo wyparł się dziecka. Już kompletnie się załamałam. Ciągle płakałam. Stwierdziłam że chyba tam zostanę na stałe, jako samotna matka miałabym lepszy start tam niż w Polsce. Kontakt z nim się urwał. Po równym tyg od przylotu do Irlandii, napisał do mnie Dawid. Treść wiadomości " i gdzie to mi wyleciałaś
? " Byłam tak załamana że nie miałam ochoty na pisanie z nikim, wtedy nawet z nim, ale on nie dał się tak szybko spławić. I od tego dnia się zaczęło. Pisaliśmy codziennie, po 10 , 12 godzin . Wszystko się zmieniło. Znowu poczułam szczęście. Pisałam z nim dość szczerze, on mi powiedział że ja mu się zawsze podobałam, że za każdym razem jak przyjeżdżał do swojego taty i mojej cioci pytał się o mnie, kiedy będę, co u mnie słychać, czy mam kogoś itp. Wtedy mi napisał że jakiś czas temu rozstał się z dziewczyną. Nie wierzyłam że spotkało mnie takie szczęście. To dziwne wiem, ale przez pobyt w Irlandii, to ciągłe pisanie, jego głos gdy dzwonił i nie obchodziło go to że przyszedł mu rachunek do zapłaty na 400 zł. Czułam że znalazłam swoje szczęście. Kiedy moja ciocia się dowiedziała była szczęśliwa, cieszyła się razem z nami. Wierzyła w nas. Niestety jego tata i moja mama nie byli zadowoleni. On mi pisał że dziecko to żaden problem, że wychowamy je razem, że będzie miało to czego my nie mieliśmy. Było naprawdę cudownie. Chciało mi się żyć, miałam dla kogo. Chciałam walczyć o wszystko. Wiem że dziecko jest niczemu winne ale zaczęłam cieszyć się z ciąży, że dziecko będzie miało normalny dom. Powiedział mi że " nie ważne kto zrobi, ważne kto wychowa i zrobi dla tego dziecka wszystko " . Było idealnie. Postanowiłam że wrócę do Polski, dla niego, by z nim razem być, blisko niego, by być obok niego codziennie. Czas leciał i nic się nie zmieniało. Czas się dłużył, odliczaliśmy do przylotu. W końcu nadszedł czas na pakowanie i powrót do Polski. Ustaliliśmy się że pomieszkamy trochę u niego a potem coś wynajmiemy. Nawet byliśmy gotowi wziąć ślub. Od razu z lotniska pojechałam prosto do niego. Wyszedł przed dom, zabrał moja torbę i mocno mnie przytulił i pocałował. Do dziś to pamiętam, byłam najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Poszliśmy do domu, byłam zmęczona podróżą ale nie mogłam się od niego odkleić. Tak naprawdę czekałam na to aż 6 lat. Nie wierzyłam że tak jest. Przez 2 dni było super, oczywiście spędziliśmy 2 dni leżąc i nic nie robiąc. W sobotę zauważyłam że jest coś nie tak, chodził trochę zamyślony ale nie chciał nic powiedzieć. W sobotę 4 października poszliśmy do jego znajomych. W drodze gdy trzymałam go za rękę , powiedziałam mu że wiem że przyjeżdża jego mama i wiem że bedą mieszać i boję się że go stracę a tego nie chce. Byłam tych uczuć pewna jak niczego innego. Oddałabym wszystko by być z nim. Nigdy tak szybko i tak mocno nikogo nie pokochałam. wtedy mnie przytulił i powiedział " nie stracisz, coś wymyślimy " i pocałował. Gdy doszliśmy do jego znajomych, podeszli zaczęli się przedstawiać, a po chwili Dawid powiedział głośno " poznaliście już moją żonę? " , chciało mi się płakać, wzruszyłam się strasznie. On z przyjaciółką i jej chłopakiem poszli do sklepu a ja zostałam. Rozmawiałam z jego dobrym kolegą i on mi mówił " że Dawid się cieszy że jestem, że mówił o mnie, że od 6 lat mu się podobam itp " Gdy wrócili ta jego przyjaciółka przyszła do mnie i zaczęliśmy rozmawiać. Mówiła mi że Dawid się cieszy że jestem, że bd dziecko. Że ona wie że to nie jego, ale on się cieszy że wychowamy je razem. Cieszyłam się ale jakoś zrobiło mi się smutno. Wszyscy poszliśmy w jedno miejsce, a Dawid przytulił mnie i zapytał co się dzieję. Więc znowu powiedziałam że nie chce go stracić, powiedział że nie stracę. Uwierzyłam mu. Wróciliśmy do domu, poszliśmy spać. W niedzielę przyjechała jego mama, rozmawiała z nami normalnie. Dawid znowu był jakiś zamyślony, nie wiedziałam co się dzieję, nie chciał nic powiedzieć a tak ciągle powtarzał że jest szczery. Wieczorem gdy się położyliśmy już nie wytrzymałam, popłakałam się bo czułam i widziałam że coś go gryzie. Nie chciał mówić nic. Przytulił mnie mocno, mówił żebym nie płakała bo przez niego nie warto. Nie wiem o co mu chodziło. Poszłam spać. Rano wstał do pracy, przytulił mnie, pocałował jak zwykle to robił. Poszedł do pracy. Ja wstałam i zaczęłam się szykować do lekarza bo od paru dni bolał mnie brzuch i bałam się o ciąże. Pojechałam do lekarza, napisałam mu sms-a że muszę iść do szpitala, że nie jest dobrze a on napisał żebym jechała, martwił się. Ale napisał " musimy porozmawiać ale to jak bd po wszystkim" , ja nie lubię jasnych sytuacji. Chciałam żeby powiedział mi wszystko wprost, chociażby przez te głupie sms. Byłam w szpitalu, załamana ciążą, groziło mi poronienie, a on pisał że lepiej będzie jak się rozstaniemy, że pokocham kogoś innego, że ktoś inny da mi to szczęście którego on mi nie dał, nie wiem o co mu chodziło, byłam przy nim szczęśliwa jak nikt inny, Nie musiał nic robić, wystarczy że był .Cały czas pisałam z nim, przez 4 dni jak byłam w szpitalu. Raz pisał że kocha, tęskni i brakuje mu mnie, a potem znowu coś na zasadzie że to nie ma sensu. Nie chciało mi się wtedy żyć, naprawdę. Myślałam że gorzej być nie może... W czwartek wyszłam ze szpitala a w sobotę się z nim spotkałam żeby wszystko wyjaśnić, żeby powiedział mi wszystko prosto w oczy. Starałam się go zrozumieć, podejrzewałam że go to wszystko przerosło, mieszkanie tak szybko razem, ( po wyjściu ze szpitala postanowiłam że wrócę do mamy) , dziecko które nie jest jego, i oczywiście rodzice którzy mieszali mu w głowię. Rozmawialiśmy chyba o tym wszystkim z 2 godziny, oczywiście popłakałam się bo nie lubię takich sytuacji i jestem strasznie uczuciowa. W końcu zapytał czy damy sobie szanse ? zgodziłam się bo zależało mi jak nigdy. Zapytał czy przyjadę jutro do niego, jego mama akurat wyjechała znowu za granicę więc był sam w domu. Przez 2 tygodnie było dobrze, mieszkałam u mamy, ale byłam u niego codziennie, codziennie u niego spałam i kiedy szedł rano do pracy ja jechałam do domu. Robiłam mu kanapki do pracy, ciągle powtarzał " dziubek jak ja Cie kocham " twierdził że jestem idealną żoną, było naprawdę dobrze. Cieszyłam się że w końcu nastał spokój. Po tyg spokoju znowu miałam głupie przeczucia a wiedziałam że za 4 dni wraca jego mama. Nie mówiłam mu nic, nie chciałam się kłócić. Czas leciał, zero kłótni. Nastał czwartek . Pojechałam do domu oczywiście. Cały dzień było normalnie, pisałam z nim, o 19:30 napisał mi sms " Kocham Cie :* " , Potem była dość długa pierwsza więc pomyślałam że rozmawia z mamą więc nie przeszkadzałam. Około 22 napisał " przepraszam rybko moja :* , grałem w piłkę " , odpisałam mu że nic się nie stało przecież, a 30 min pózniej kolejny sms " co to za zdjęcie dodałaś a fejsa? " , gdy zapytałam jakie? odpisał że nie chce mu się tłumaczyć, kolejne jego odpowiedzi na moje smsy były typu " aha , nic , no " . Nie odpisałam mu, zupełnie nie wiedziałam o co mu chodzi, ale w głowie miałam jedną. PRZYJECHAŁA JEGO MAMA i znowu się zaczyna. W piątek około 13 napisałam mu sms " przeszło Ci? bo wczoraj pisałeś ze mną jak nie wiem z kim .. " , nie odpisał mi, po prostu mnie olał .. Bolało mnie to bo nie wiedziałam o co mu tak naprawdę chodzi, byłam przybita
. Po 2 dniach pisałam z ciocią ( jej mąż to tata Dawida) i je mówię że mnie olewa, że nie wiem o co mu chodzi, a ona mi napisała że czuła że tak będzie i lepiej zrobię jak faktycznie wrócę do Irlandii i dam sobie spokój że faktycznie może moja mama miała rację mówiąc że będę płakać i się męczyć. Dała mi jasno do zrozumienia ona i zachowanie Dawida że on sam nie wie czego chce, że nie jestem mu potrzebna i powinnam dać sobie spokój. Naprawdę cierpiałam, bo tyle obiecywał, tyle mówił
. W poniedziałek kolega na FB dodał zdjęcie ryby " walenia " z napisem Lubie Walenie , taki demotywator, skomentował mu to " Tyś widzioł
" , napisał do mnie . Screeny rozmowy mam, zrobiłam specjalnie już po tym co nadeszło . Miałam naprawdę "doła" , cierpiałam i cieszyłam się że napisał bo to taki pozytywny wariat, znamy się dość długo i zaczęliśmy gadać, żartować, poprawił mi się humor i dałam jeden zwykły post " kula przestań po mnie brzuch boli od śmiania się " , a tym poście dalej sobie żartowaliśmy, potem zrozumiałam że Dawid mógł to odebrać nie co inaczej, nie tak jak my bo nie wiedział o co chodzi. Dawid do mnie napisał z obelgami po czym skasował mnie nie znajomych. Tego nie było można nazwać rozmową. Starałam mu się to wytłumaczyć że to nie tak jak myśli a on po prostu wbił coś sobie do głowy. Pisał mi że jestem szybka, zakłamana, że jak ostrzegali go że zostawię go dla innego to on nie chciał wierzyć , że nienawidzi mnie, że on dla mnie już nie istnieje, że mam o nim zapomnieć, że wszystko co czuł wygasło w dniu dzisiejszym, że zrobiłam go w ch*ja, że pewnie go zdradziłam i tym podobne rzeczy. Pisząc z nim czułam się jak jakaś szmata, nic nie warta dziewczyna. Jedno nie porozumienie i przekreślił wszystko. Po 3 dniach jak ochłonął napisał , że chciałby ze mną porozmawiać w 4 oczy żebym mu wyjaśniła to jak było naprawdę. Zgodziłam się, po tyg od tej całej sytuacji zrozumiałam że nie chce z nim rozmawiać, że będzie mnie to bolało w jaki sposób mnie potraktował pisząc ze mną. Po prostu zabawił się moim kosztem. Napisałam mu w poniedziałek żeby się jednak nie fatygował, że ja na siłę nikogo uszczęśliwiać nie będę. Że jego obowiązkiem było to ze mną wyjaśnić a nie od razu osądzać i że ludzie mają naprawdę większe problemu i dają tylko dlatego bo się kochają i ze sobą rozmawiają i dużo wyjaśniają. Na drugi dzień napisał znowu " to już nie wiem chcesz rozmawiać czy nie chcesz ?" po kilki godzinach mu napisałam że nie mam nic do stracenia już i że z nim porozmawiam. Napisał że bd w piątek . Nadszedł piątek ( przed wczoraj ) Przyjechał. Poszliśmy na spacer, starłam mu się przemówić ale on był nie ugięty. Wbił sobie do głowy i koniec. Kiedy usiadłam na schodach pod blokiem zapytałam go prosto w oczy czy sądzi że jestem zakłamana tak jak pisał ? odpowiedział " nie wiem " , zabolało, strasznie zabolało. Wstałam, wróciłam się do cioci po torebkę i poszłam, przeszłam obok niego. Pobiegł za mną i mocno mnie przytulił ... Rozpłakałam się, było mi strasznie przykro że ten głupi żart odebrał całkiem inaczej, jakbym po prostu poszła do innego. Ja płakałam a on mnie przytulał, mówił " wariatko przestań płakać " , powiedziałam mu prosto w oczy " jeśli to definitywnie koniec to mnie puść a ja idę " , przytulał mnie dalej i zapytał czy to szantaż. Odpowiedziałam nie i zapytałam po co mamy się przytulać a on powiedział " bo jest ciepło i fajnie " , powiedział mi chodz do domu, napijemy się herbaty i porozmawiamy, no to poszłam. Jego młodszy brat się z nim wygłupiał więc w sumie nie rozmawialiśmy. W pewnej chwili powiedział " chodź zapalić przed klatkę " , ubrałam buty i wyszłam. Stałam przed klatką, byłam naprawdę smutna i on to widział. Podszedł bliżej, znowu mnie przytulił, ale tak strasznie mocno, jak za pierwszym razem. Poczułam że to coś więcej z jego strony niż tylko przytulenie żeby pocieszyć. Kiedy zapytałam czy tęsknił powiedział że nie bo był tak zły na mnie... Bardziej mnie to dobiło. Poszliśmy do domu, włączyliśmy film, przytulił mnie i oglądaliśmy.Potem złapał mnie za rękę i tak trzymał do momentu kiedy nie wszedł jego ojciec i moja ciocia, wstał sie przywitać i usiadł pół metra ode mnie ... Strasznie się poczułam
. Ciocia mnie pytała o której mam autobus więc powiedziałam że zaraz, gdy zaczęłam się ubierać jego ojciec mówi, to zostań , będziesz spała z Weroniką ( moją kuzynką, córką mojej cioci z pierwszego małżeństwa) , a ja mówię że nie chce. Byłam tak przybita, załamana że chciałam być sama
. Po 10 min jak wyszłam napisał mi sms-a " zapomniałaś kubka
" , bo dał mi w prezencie kubek z VW , bo jestem pasjonatką, jednak moich spodenek i koszulki do spania mi nie przywiózł , dlaczego ? Po wyjściu od cioci postanowiłam iść do koleżanek do Pub`u Warka, musiałam z tego wszystkiego napić się malutkiego piwa z sokiem bo już naprawdę było mi ciężko. Wyszłam z warki coś po 12 ale w ogóle nie śpieszyło mi się do domu. Próbowałam wszystko zrozumieć, dlaczego on tak twardo trzyma się jednego i co mam zrobić żeby mi uwierzył że mówię prawdę. Chodziłam po deszczu 3 godziny, do domu wróciłam cała morka, nie miałam na sobie nic suchego...Poszłam spać, rano się obudziłam i napisałam mu sms-a " mam rozumieć że to definitywny koniec ... Jeszcze raz dziękuję za kubek, taki chciałam. Powodzenia :* papa " , nie odpisał mi na to, więc pózniej napisałam że nie zasłużyłam na takie traktowanie, że on jest całkiem inny jak jesteśmy sami a jest np jego ojciec. Dopiero mi odpisał żebym powiedziała jaki on jest i że to nie on sobie żartuję z panienkami na fejsie. Więc go zapytałam jeszcze raz czy to koniec, odpisał nie na temat " Nie potrafię ci zaufać, poważnie nie chce " . Więc przypomniałam sobie że mam screeny rozmowy, założyłam nowe konto na poczcie, zapisałam tam screeny oraz wiadomość i wysyłałam mu sms podając login i hasło. Zapytał po co ma tam wejść, a ja mu odpisałam " jedyny dowód że nie kłamię " ... i od tamtej pory cisza a nie chce się narzucać. Nie piszę do niego .
Dla nie których to może być dziwne, ale ja naprawdę czuję że wszystko straciło sens bez niego. Powinnam się cieszyć bo jestem w ciąży, a mam takiego doła , że nawet to jest dla mnie obojętne
. Czuję się bezradnie, mam głupie myśli. Nie chce tak żyć bez niego. Jest dla mnie bardzo ważny. Ktoś może zapytać dlaczego nie pójdę do jakiegoś psychologa porozmawiać albo do innego specjalisty, to już tłumaczę. Nie jestem typem osoby która lubi rozmawiać o swoich uczuciach czy problemach. Nie daję rady, oczy zachodzą mi łzami. Wolę się komuś wygadać poprzez wylanie tego wszystkie " na kartkę " , komuś kogo nie znam. Nie potrafię się na niczym skupić. Straciłam wszystko, tak naprawdę przez głupie nie porozumienie. Zaczyna do mnie docierać że dla niego to po prostu był pretekst
, ale wolałabym usłyszeć od niego prawdę że np go to wszystko przerosło, ta ciąża itp, a nie szukać byle jakiego powodu
. Ciągle się zastanawiam po co mnie przytulał , po co za mną biegł ?
, miałam jakąś nadzieję że mu zależy a on po prostu napisał " że nie chciał bym jechała i była smutna przez niego " .
Nie wiem co mam z soba zrobić, nie mam się czym zając. Kocham go i jestem pewna jak niczego innego. Zrobiłam wszystko by mu to udowonić że mówię prawdę a to były głupie żarty, jedyny dowód " rozmowę " wysłałam mu
. Jest mi strasznie ciężko, czuję że nie daję rady, rozsypuję się na małe kawałki
.