Milionek napisał/a:ok a jeśli nawet większość osób napisze ci że tak mają do czynienia z takim zjawiskiem to czego jeszcze oczekujesz...
No i druga sprawa dziwi mnie to że nie chcesz pomóc i jemu i wam.... aby zakończyć ten dramat.
Czego oczekuję? no właśnie tego bym mógł sobie z taką osobą właśnie popisać w jaki sposób ona radziła sobie z takimi sytuacjami, jakie kroki podejmowała w swoim życiu by je sobie ułatwić.
Jak ja mogę pomóc? ja tylko chcę się od nich odciąć całkowicie.
simka75 napisał/a:Łatwo mi mówić bo ojca miałam normalnego, ale w rodzinie mam alkoholików.
Jeden w końcu poszedł na leczenie i teraz jest dobrze.To nie chodzi żeby do po sądach tylko sklonić go do leczenia.wiem że jest Ci trudno bo jestes mlodym czlowiekiem ale dasz radę.
Tylko, że on nie pójdzie na leczenie bo ma przerwy, np rok potrafi żyć w abstynencji a potem przychodzą święta i się dzieją takie rzeczy, że nigdy by tego nawet w horrorach nie pokazali bo sceny były zbyt mocne na film/telewizje.
No i na leczenie nie pójdzie bo on ma przerwy i dla niego to nie jest alkoholizm.
tenniedobry2 napisał/a:znam kilka osob, kazda od sadowego zakazu spozywania, po leczenie, po terapie nie skonczyla dobrze, jedni rozwody, drudzy zycie obok siebie ktos tam spadek na samo dno
No i właśnie tego się boje, życie to nie jest bajka, gdzie idziesz sobie na terapię i potem codziennie chodzisz z uśmiechem na twarzy żyjąc w szczęśliwym domu.
Po takiej terapii mogą być jakieś jak to napisałeś rozwody albo jeszcze inne rzeczy.
tenniedobry2 napisał/a:sam jestem przykladem, problemow rodzinnych w polaczeniu z alkoholem z jednej strony mam znajomego, ktorego ojciec pil wiele lat, byly karetki ratowanie goscia kroplowkami
byly detosky, byly w srodku nocy w swieta, placze jego i prosby po domach zeby ktos z nim po alkohol skoczyl
chlopak nie pil wogole alkoholu, mowie o synu
smierc zony, dokonala czegos, niestety za pozno
facet nie pije juz ponad chyba 8 lat
ale o zgrozo syn zaczyna
No właśnie, niedługo Grudzień a wraz z nim święta 
Znowu będzie policja i te sprawy, jak to na Grudzień przystało.
piszesz, że ten kolega (syn) zaczyna? no widzisz ja na pewno nie zacznę bo na sam zapach alkoholu dostaję nerwów.
tenniedobry2 napisał/a:ludzie maja zakaz spozywania, znam osobiscie goscia, 1,5 roku chyba
pol tora roku nie pil, rodzina ucieszona, relacje niby sie poprawiaja
jest spokoj
1 dzien wolnosci
i bania kilku dniowa
mozna sila przymusic kogos, mozna, ale sens i chec musi dostrzec sam
Dokładnie, jest przerwa wszystko fajnie 0 alkoholu, potem nadchodzą jakieś święta czy urodziny, po troszku po troszku i jest powtórka z rozrywki po kilku tygodniach.
Iceni napisał/a:Autorze, twoja wlasna abstynencja niczego ci nie da ani przed niczym nie uchroni. Poczytaj sobie o wspoluzaleznieniu, pomysl o terapii dla siebie. Masz uraz do alkoholu, ale to nie alkohol jest zly - zlem jest brak kontroli nad jego piciem. To, ze ty nie bedziesz pil twojego ojca nie zmieni.
Jak moja własna abstynencja niczego mi nie da ani przed niczym mnie nie uchroni?
Przecież ja nie piję w ogóle alkoholu, więc jakim cudem mogę być "współuzależniony"?
No alkohol nie jest zły, przekonuję się o tym codziennie widząc pijanych rodziców prawie śpiących w autobusie, na których patrzą własne dzieci.
Koczilla napisał/a:Realista, znam osoby, które mają/miały alkoholików w rodzinie, a same alkoholu praktycznie nie tykają i robią się bardzo nerwowe, gdy ktoś pije ich w towarzystwie. To logiczna reakcja, bo spożywka kojarzy im się z nieuchronną awanturą.
Co masz na myśli pisząc, że masz "ciągle styczność z alkoholem"? Może oprócz tego, że picie źle Ci się kojarzy, obawiasz się, że w końcu sam wsiąkniesz?
No tak, jak ktoś pije w moim otoczeniu to zaraz mam wielkie ciśnienie, z reguły po prostu wychodzę pod jakimś tam pretekstem.
Nie obawiam się, że sam wsiąknę, bo to jest raczej niemożliwe, pierw musiałbym kupić owy alkohol (szkoda mi kasy na takie coś), następnie musiałbym go otworzyć (już zaraz po otwarciu czując jego zapach musiałbym automatycznie wyrzucić go za okno albo wylać do zlewu bo bym nie wytrzymał dłużej).
MamaMamusia napisał/a:Ja tak miałam. Z tym, że u mnie pili oboje rodzice. Czy ta informacja ci pomogła? nie sądzę...
Poczujesz sie pewniej jesli zbierzesz więcej osób, które mają podobne przeżycia? Ugruntujesz sie w przekonaniu, że nie jesteś sam i że może nie warto nic robić, skoro wielu ludzi tak ma? Poszukasz usprawiedliwień dla ojca, matki i siebie?
Tak
a w jaki sposób sobie radziłaś z rodzicami?
MamaMamusia napisał/a:Twój ojciec jest chory, twoja mama też, bo jest współuzależniona, podobnie jak ty. Alkoholizm ma to do siebie, że dotyka również ludzi z najbliższego otoczenia chorego. Ja jestem od ciebie nieco starsza i uwierz mi przeszłam długą drogę aby uporać się z demonami przeszłości, nadal chodzę na terapię. Walczę, ale o siebie, bo pozbyłam sie już odpowiedzialności za rodziców alkoholików, już ich nie noszę na swoich plecach. Moja rada dla ciebie brzmi następująca - natychmiast rozpocznij swoje leczenie, idź do poradni rozwiązywania problemów alkoholowych lub do psychologa. Zapomnij na sekundę o swoim ojcu i o puszkach po piwie i pomóż sobie. Masz prawo być szczęśliwy i mieć normalne życie.
Ale moja mama ani ja nie jesteśmy "współuzależnieni", dlaczego mam chodzić na jakieś terapie skoro ja w ogóle nie pije i nie mam z tym problemu??
MamaMamusia napisał/a:Czy jest w twoim przypadku jakaś szansa na wyprowadzkę z domu i podjęcie próby samodzielnego funkcjonowania?
Jakoś w czerwcu 2016 zakończę już swoje dzienne studia, dopiero wtedy mogę cokolwiek myśleć na temat wyprowadzki, już po szkole średniej chciałem iść gdzieś do pracy by się jak najszybciej wyprowadzić, w sumie mama mnie bardzo na studia zachęcała, z początku nie chciałem (z wiadomego powodu) ale jak zobaczyłem, że są studia, które kontynuują mój zawód to złożyłem na nie papiery, jeszcze sprzyjająca była sytuacja bo ojciec był w fazie "przerwy" więc było w miare normalnie, gdyby nie był w fazie przerwy to już bym nie miał z nimi nic wspólnego.
Chociaż nawet po czerwcu 2016 się nie prędko wyprowadzę, bo nie mam pieniędzy na własne mieszkanie, myślę, że będzie to gdzieś jak będę miał 30,40 lat o ile znajdę pracę, która umożliwi mi cokolwiek.
Cynicznahipo napisał/a:Jakbym o sobie czytała 
Nie jesteś sam, wiesz?
U mnie też pił ojciec i nigdy wódkę, tylko piwo. Ogromne ilości.
Był potem agresywny, różne rzeczy się działy.
Mam wstręt do piwa. Nienawidzę jego zapachu, nie lubię jego smaku. Jeśli muszę się napić piwa (grill u znajomych np.), to piję z sokiem.
Inny alkohol mnie nie odrzuca. Natomiast boję się panicznie pijanych mężczyzn. Trochę to przepracowałam u terapeuty, ale wiesz, to zostaje z nami na zawsze. Ale da się ogarnąć, da się z tym żyć.
hej
Dokładnie, wódka czy inne wynalazki nie są tak częste jak właśnie popularne "piwko"
Najlepsze jest to, że on dziennie wypijał więcej piwa niż ja w całym swoim życiu wypiłem w ogóle alkoholu.
Różnica między mną a Tobą jest taka, że możesz spokojnie się napić piwka z sokiem albo innego alkoholu, u mnie to jest tak, że nic a nic.
dlaczego chodziłaś na terapie?