Witam! Mam problem z którym kompletnie nie potrafię sobie poradzić i z którym nie potrafię się pogodzić. Proszę o porady...
Odeszłam od męża. Jesteśmy 2 lata po ślubie. Od stycznia tego roku mieszkam z naszym rocznym synkiem sami. Przed ślubem mój mąż był cudownym, kochającym, czułym troskliwym i opiekuńczym człowiekiem. Co się z nim stało po ślubie nie mam kompletnego pojęcia. W miesiąc po ślubie zaszłam w ciąże i mój mąż bardzo chciał mieć dziecko. Cieszyliśmy się bardzo, ale już w ciąży zaczęło się psuć między nami. Poświęcał mi coraz mniej czasu, zaczął imprezować z kolegami. Nie poczuwał się do żadnych obowiązków ani domowych ani względem mnie. Ze wszystkim musiałam radzić sobie sama. Z czasem rosnący brzuch zaczynał mnie ograniczać i mimo że go prosiła by zrobił coś co mi sprawiało już trudność nie robił praktycznie nic czasami wręcz bywał nieprzyjemny. Po porodzie kiedy urodził się nasz syn zmienił się jeszcze bardziej, co już trudno było wytrzymać. Miałam bardzo trudny połóg. Przez poród spadła mi bardzo odporność i zaczęłam bardzo często chorować. W ciągu miesiąca przeszłam 2 razy zapalenie piersi i 2 razy anginę. W 5 dobę po porodzie dostałam zapalenie piersi z bardzo wysoką gorączką mój mąż oznajmił mi że idzie na imprezę z kumplami na całą noc i poprosi moją mamę żeby z nami została na noc. Kiedy to usłyszałam zrobiłam awanturę byłam wściekła że chce mnie zostawić samą w takim stanie i iść się bawić. Został w domu ale był wściekły że przeze mnie nie mógł pójść z kolegami. Przez wszystkie choroby zajmowała się mną moja mama bo na niego nie miałam co liczyć pomimo że miał wolne. Nie podał mi leków ani nie zrobił mi herbaty, a nawet musiałam z gorączką wstawać w nocy do dziecka bo on wyniósł się z sypialni do pokoju gościnnego by móc się wyspać w nocy. Względem naszego dziecka też nie poczuwał się do żadnych obowiązków. Nigdy go nie wykąpał, nie usypiał i nie wstawał do niego w nocy. Do wszystkiego byłam tylko ja mimo że przed ciążą ustaliliśmy, że wszystkie obowiązki będziemy dzielić i we wszystkim będzie mi pomagał. 1 rok naszego synka był bardzo trudny. Płakał całymi dniami i w ogóle nie chciał spać. Nie byłam w stanie przy nim zrobić nic. Jedynie kiedy spał to na spacerze więc chodziłam z nim nawet po 6 godzin dziennie. Mój mąż jak był może z nim 5 razy na spacerze to było dużo. Razem ze mną też nie chciał chodzić bo był ciągle zmęczony i wiecznie mu się nie chciało i powiedział mi że nie będzie chodził. Przy dziecku nie miałam żadnej pomocy od nikogo. kiedy przychodziły momenty że padałam ze zmęczenia prosiłam męża by poszedł spać do niego bym ja mogła choć trochę się wyspać i odpocząć. Powiedział mi czy ja sobie nie zdaje sprawy że on będzie miał noc zrytą, a poza tym to ja jestem na urlopie macierzyńskim a nie on i w ogóle było by mi wstyd przed kimkolwiek się przyznać że jestem zmęczona wychowywaniem dziecka. W obowiązkach domowych też mi nie pomagał. Coraz częściej zaczął imprezować, co drugi trzeci weekend znikał na całe noc i wracał o 6 rano. W dodatku zaczął ukrywać przede mną telefon cały czas z kimś pisząc, a raz zdarzyło się, że przyłapałam go w łazience jak golił sobie okolice intymne przed wyjściem z kolegami. Zaczął mnie okłamywać na każdym kroku. Gdyby tego było mało za ścianą mieszkali rodzice męża. Moja teściowa wtrącała się do wszystkiego, co tylko było możliwe. Na okrągło się rządziła, dyrygowała, narzucała swoje zdanie i swoje rację. Teście zawsze ignorowali mnie jako członka rodziny. Dla nich synowe to są największe zło chodzące po świecie. W mojej obecności mówili o mnie jak o osobie trzeciej jakby mnie w ogóle nie było. Dla moich teściów nigdy nie było "MY" jako małżeństwo tylko zawsze "ON" jako ich syn. Bardzo mnie to bolało ale mój mąż miał to gdzieś. Kiedyś powiedział mi, że on swojej mamy nie zmieni, ona zawsze taka była, zawsze się wtrącała i jemu to nie przeszkadza, a jeśli mi to przeszkadza to to jest mój problem a nie jego. Wielokrotnie prosiłam go byśmy się z tamtąd wyprowadzili ale on powiedział, że nie ma zamiaru przenosić się dla mojego widzi mi się, a poza tym jemu tam jest dobrze. Wielokrotnie pytałam go co się dzieje o co chodzi dlaczego tak bardzo sie zmienił. Mówiłam mu że bardzo mi go brakuje, jego pomocy że czuję sie strasznie przy nim samotna. Każda taka rozmowa kończyła się kłótnią. Nie wytrzymałam tego. Wyprowadziłam się razem z synkiem a mój mąż nawet mnie nie zatrzymał. Miałam nadzieję że zrozumie zatęskni i zrobi wszystko byśmy byli razem bo cały czas mimo wszystko twierdził że bardzo mnie kocha. Przez te wszystkie miesiące kiedy żyjemy osobno on potrafił tylko pisać smsy, że mnie kocha, że chce być z nami i mam wrócić do niego tam do mieszkania. Z dzieckiem widywał się raz w tygodniu a czasami nawet przez 2 tygodnie potrafił się z nim nie widzieć. Powiedziałam że nie wrócę i jeśli naprawdę chce być z nami to on ma sie przenieść i zamieszkać z nami z dala od teściów. Nie zrobił tego. Tłumaczyłam, mówiłam, prosiłam, błagałam, groziłam i nic.Kiedyś mi powiedział, że za to że od niego odeszłam mnie zniszczy. Udowodni przed sądem że zaniedbuje dziecko, że odeszłam do innego faceta i przez całe małżeństwo go zdradzałam i skieruje mnie sądownie na badania psychiatryczne. Myślę o tym by złożyć już pozew rozwodowy. Tylko mam jeden problem. JA GO WCIĄŻ KOCHAM i nie chce rozwodu. Co ja jeszcze mogę zrobić by on przejrzał na oczy? By w końcu zrozumiał, że żona i dziecko są najważniejsi. Mimo tego wszystkiego co zrobił i czego nie zrobił bardzo za nim tęsknie i bardzo mi go brakuje. Tak bardzo chciałabym móc się razem z nim cieszyć z postępów naszego synka. CO MAM JESZCZE ZROBIC????????
Byliśmy też na terapii małżeńskiej na trzech spotkaniach bo na więcej nie chciał chodzić i też nic nie dało. On nie widzi problemu w sobie i uważa że on nic takiego nie zrobił żebym ja od niego odeszła. On nie czuje się w ogóle winnym i nie ma sobie nic do zarzucenia.
Zostaw go. Nie masz zadnych szans na szczesliwe zycie z nim.
Bedzie bolalo, ale bardziej Cie bedzie bolec jak bedziesz dalej walczyc.
...Odeszłam od męża....Przed ślubem mój mąż był cudownym, kochającym, czułym troskliwym i opiekuńczym człowiekiem....Poświęcał mi coraz mniej czasu, zaczął imprezować z kolegami. Nie poczuwał się do żadnych obowiązków ani domowych ani względem mnie. Ze wszystkim musiałam radzić sobie sama. Z czasem rosnący brzuch zaczynał mnie ograniczać i mimo że go prosiła by zrobił coś co mi sprawiało już trudność nie robił praktycznie nic czasami wręcz bywał nieprzyjemny....mój mąż oznajmił mi że idzie na imprezę z kumplami na całą noc...Przez wszystkie choroby zajmowała się mną moja mama bo na niego nie miałam co liczyć pomimo że miał wolne. Nie podał mi leków ani nie zrobił mi herbaty, a nawet musiałam z gorączką wstawać w nocy do dziecka...nie poczuwał się do żadnych obowiązków. Nigdy go nie wykąpał, nie usypiał i nie wstawał do niego w nocy...był może z nim 5 razy na spacerze...Coraz częściej zaczął imprezować, co drugi trzeci weekend znikał na całe noc i wracał o 6 rano. W dodatku zaczął ukrywać przede mną telefon cały czas z kimś pisząc, a raz zdarzyło się, że przyłapałam go w łazience jak golił sobie okolice intymne przed wyjściem z kolegami. Zaczął mnie okłamywać na każdym kroku...to jest mój problem a nie jego...jemu tam jest dobrze...Każda taka rozmowa kończyła się kłótnią....cały czas mimo wszystko twierdził że bardzo mnie kocha....czasami nawet przez 2 tygodnie potrafił się z nim nie widzieć...powiedział, że za to że od niego odeszłam mnie zniszczy. Udowodni przed sądem że zaniedbuje dziecko, że odeszłam do innego faceta i przez całe małżeństwo go zdradzałam...
JA GO WCIĄŻ KOCHAM i nie chce rozwodu. Co ja jeszcze mogę zrobić by on przejrzał na oczy? By w końcu zrozumiał, że żona i dziecko są najważniejsi. Mimo tego wszystkiego co zrobił i czego nie zrobił bardzo za nim tęsknie i bardzo mi go brakuje....On nie widzi problemu w sobie i uważa że on nic takiego nie zrobił żebym ja od niego odeszła. On nie czuje się w ogóle winnym i nie ma sobie nic do zarzucenia.
Dokonałem lekkiego skrótu wyłuszczając konkrety, których masa. Konkrety dobitnie świadczące, że ten człowiek mówiąc Ci, że Cię kocha - tylko mówił. Wiem, że miłość bywa slepa, ale Twoja - wybacz - jest i ślepa i głucha... Im wcześniej uświadomisz sobie, że ten człowiek NIE NADAJE SIĘ na męża i ojca - tym lepiej i dla Ciebie i dla dziecka. Chyba tylko jakieś traumatyczne przeżycie wywracajace jego świadomość do góry nogami mogłoby sprawić, że "przejrzy na oczy" i zauważy, że rodzina, małżeństwo, dziecko - to coś NADE WSZYSTKO.
Ręce dosłownie opadają... jaka love? gdzie?
A mi się jakoś takoś nie chce wierzyć, że on się zmienił 180* po ślubie. Zero oznak? Cienia wątpliwości? Czegokolwiek?
6 2014-10-27 01:35:21 Ostatnio edytowany przez Wiedzma (2014-10-27 01:35:55)
Witam! Mam problem z którym kompletnie nie potrafię sobie poradzić i z którym nie potrafię się pogodzić. Proszę o porady...
Odeszłam od męża. Jesteśmy 2 lata po ślubie. Od stycznia tego roku mieszkam z naszym rocznym synkiem sami. Przed ślubem mój mąż był cudownym, kochającym, czułym troskliwym i opiekuńczym człowiekiem. Co się z nim stało po ślubie nie mam kompletnego pojęcia. W miesiąc po ślubie zaszłam w ciąże i mój mąż bardzo chciał mieć dziecko. Cieszyliśmy się bardzo, ale już w ciąży zaczęło się psuć między nami. Poświęcał mi coraz mniej czasu, zaczął imprezować z kolegami. Nie poczuwał się do żadnych obowiązków ani domowych ani względem mnie. Ze wszystkim musiałam radzić sobie sama. Z czasem rosnący brzuch zaczynał mnie ograniczać i mimo że go prosiła by zrobił coś co mi sprawiało już trudność nie robił praktycznie nic czasami wręcz bywał nieprzyjemny. Po porodzie kiedy urodził się nasz syn zmienił się jeszcze bardziej, co już trudno było wytrzymać. Miałam bardzo trudny połóg. Przez poród spadła mi bardzo odporność i zaczęłam bardzo często chorować. W ciągu miesiąca przeszłam 2 razy zapalenie piersi i 2 razy anginę. W 5 dobę po porodzie dostałam zapalenie piersi z bardzo wysoką gorączką mój mąż oznajmił mi że idzie na imprezę z kumplami na całą noc i poprosi moją mamę żeby z nami została na noc. Kiedy to usłyszałam zrobiłam awanturę byłam wściekła że chce mnie zostawić samą w takim stanie i iść się bawić. Został w domu ale był wściekły że przeze mnie nie mógł pójść z kolegami. Przez wszystkie choroby zajmowała się mną moja mama bo na niego nie miałam co liczyć pomimo że miał wolne. Nie podał mi leków ani nie zrobił mi herbaty, a nawet musiałam z gorączką wstawać w nocy do dziecka bo on wyniósł się z sypialni do pokoju gościnnego by móc się wyspać w nocy. Względem naszego dziecka też nie poczuwał się do żadnych obowiązków. Nigdy go nie wykąpał, nie usypiał i nie wstawał do niego w nocy. Do wszystkiego byłam tylko ja mimo że przed ciążą ustaliliśmy, że wszystkie obowiązki będziemy dzielić i we wszystkim będzie mi pomagał. 1 rok naszego synka był bardzo trudny. Płakał całymi dniami i w ogóle nie chciał spać. Nie byłam w stanie przy nim zrobić nic. Jedynie kiedy spał to na spacerze więc chodziłam z nim nawet po 6 godzin dziennie. Mój mąż jak był może z nim 5 razy na spacerze to było dużo. Razem ze mną też nie chciał chodzić bo był ciągle zmęczony i wiecznie mu się nie chciało i powiedział mi że nie będzie chodził. Przy dziecku nie miałam żadnej pomocy od nikogo. kiedy przychodziły momenty że padałam ze zmęczenia prosiłam męża by poszedł spać do niego bym ja mogła choć trochę się wyspać i odpocząć. Powiedział mi czy ja sobie nie zdaje sprawy że on będzie miał noc zrytą, a poza tym to ja jestem na urlopie macierzyńskim a nie on i w ogóle było by mi wstyd przed kimkolwiek się przyznać że jestem zmęczona wychowywaniem dziecka. W obowiązkach domowych też mi nie pomagał. Coraz częściej zaczął imprezować, co drugi trzeci weekend znikał na całe noc i wracał o 6 rano. W dodatku zaczął ukrywać przede mną telefon cały czas z kimś pisząc, a raz zdarzyło się, że przyłapałam go w łazience jak golił sobie okolice intymne przed wyjściem z kolegami. Zaczął mnie okłamywać na każdym kroku. Gdyby tego było mało za ścianą mieszkali rodzice męża. Moja teściowa wtrącała się do wszystkiego, co tylko było możliwe. Na okrągło się rządziła, dyrygowała, narzucała swoje zdanie i swoje rację. Teście zawsze ignorowali mnie jako członka rodziny. Dla nich synowe to są największe zło chodzące po świecie. W mojej obecności mówili o mnie jak o osobie trzeciej jakby mnie w ogóle nie było. Dla moich teściów nigdy nie było "MY" jako małżeństwo tylko zawsze "ON" jako ich syn. Bardzo mnie to bolało ale mój mąż miał to gdzieś. Kiedyś powiedział mi, że on swojej mamy nie zmieni, ona zawsze taka była, zawsze się wtrącała i jemu to nie przeszkadza, a jeśli mi to przeszkadza to to jest mój problem a nie jego. Wielokrotnie prosiłam go byśmy się z tamtąd wyprowadzili ale on powiedział, że nie ma zamiaru przenosić się dla mojego widzi mi się, a poza tym jemu tam jest dobrze. Wielokrotnie pytałam go co się dzieje o co chodzi dlaczego tak bardzo sie zmienił. Mówiłam mu że bardzo mi go brakuje, jego pomocy że czuję sie strasznie przy nim samotna. Każda taka rozmowa kończyła się kłótnią. Nie wytrzymałam tego. Wyprowadziłam się razem z synkiem a mój mąż nawet mnie nie zatrzymał. Miałam nadzieję że zrozumie zatęskni i zrobi wszystko byśmy byli razem bo cały czas mimo wszystko twierdził że bardzo mnie kocha. Przez te wszystkie miesiące kiedy żyjemy osobno on potrafił tylko pisać smsy, że mnie kocha, że chce być z nami i mam wrócić do niego tam do mieszkania. Z dzieckiem widywał się raz w tygodniu a czasami nawet przez 2 tygodnie potrafił się z nim nie widzieć. Powiedziałam że nie wrócę i jeśli naprawdę chce być z nami to on ma sie przenieść i zamieszkać z nami z dala od teściów. Nie zrobił tego. Tłumaczyłam, mówiłam, prosiłam, błagałam, groziłam i nic.Kiedyś mi powiedział, że za to że od niego odeszłam mnie zniszczy. Udowodni przed sądem że zaniedbuje dziecko, że odeszłam do innego faceta i przez całe małżeństwo go zdradzałam i skieruje mnie sądownie na badania psychiatryczne. Myślę o tym by złożyć już pozew rozwodowy. Tylko mam jeden problem. JA GO WCIĄŻ KOCHAM i nie chce rozwodu. Co ja jeszcze mogę zrobić by on przejrzał na oczy? By w końcu zrozumiał, że żona i dziecko są najważniejsi. Mimo tego wszystkiego co zrobił i czego nie zrobił bardzo za nim tęsknie i bardzo mi go brakuje. Tak bardzo chciałabym móc się razem z nim cieszyć z postępów naszego synka. CO MAM JESZCZE ZROBIC????????
Byliśmy też na terapii małżeńskiej na trzech spotkaniach bo na więcej nie chciał chodzić i też nic nie dało. On nie widzi problemu w sobie i uważa że on nic takiego nie zrobił żebym ja od niego odeszła. On nie czuje się w ogóle winnym i nie ma sobie nic do zarzucenia.
Coz, jak sobie poscielimy tak sie wyspimy.
Nie wierze w to co napisalas.
Facet zakochany nie robi "180% obrotu" bez powodu.
Nie wiem jakim powodem byla zmiana zachowania Twojego meza, ale jakis isnieje (istnial).
To, ze Ty tego nie widzisz, nie oznacza ze tego nie ma.
Poza tym, moze juz daj mu spokoj?
On chce byc szczesliwy i jak widac nie jestes mu do tego szczescia potrzebna.
Jesli go naprawde kochasz, pozwolisz mu odejsc.
A jesli nie, no coz, bedziesz dalej probowac zniszczyc jego swiat.
Wiec jak, kochasz go?
.
A mi się jakoś takoś nie chce wierzyć, że on się zmienił 180* po ślubie. Zero oznak? Cienia wątpliwości? Czegokolwiek?
przecież to normalne jak się nowe obowiązki pojawiają, to się ich unika na wszelki sposób, i żona się robi beee, i dziecko trzeba przewijać stawać
a jak się jest jeszcze dzieckiem, to jak może się dziecko dzieckiem zająć ![]()
ile tu postów że po dziecku coś nie tak z gościami, ten sam typ, schemat,
koleś by się dalej bawił, a najlepiejj jakby dziecko się samo wychowało
ale już przegiecie dla mnie na maxa, jak można pozwolić żonie odejść z małym dzieckiem
przecież to jawne wyrzeczenie się dla mnie ojcostwa,
kurde ile nie zapomnianych chwil, gościa mija, jak ma być ojcem,
chyba że w dochodzącego ojca, się będą bawić
Dziewczyno, Ty kochasz wspomnienia, a nie osobę męża.
Nie dołuj się i sama złóż pozew i o alimenty.
Jego gadka to strachy na lachy.
Wątpię, czy będzie mu się chciało przyjść na rozprawę.
A mi się jakoś takoś nie chce wierzyć, że on się zmienił 180* po ślubie. Zero oznak? Cienia wątpliwości? Czegokolwiek?
Może masz i rację, że jakieś oznaki były tylko ja ich nie dostrzegałam. Przed ślubem w ogóle było inaczej. Przede wszystkim mieszkaliśmy z dala od teściów 20 km i mój mąż jeszcze wtedy jako mój chłopak i narzeczony nie był na każde pstryknięcie w palce teściowej. Kiedyś to ja byłam dla niego najważniejsza. Ważniejsza od kumpli i rodziców. Na imprezę z kumplami chodził raz na pół roku i to nawet nie na całe noce. Wolał ze mną spędzać czas i przed ślubem tak naprawdę nie musiał mi mówić że mnie kocha. Widziałam to w jego zachowaniu, w jego gestach, oczach, nawet w słowach jakimi się do mnie zwracał. Kiedy składał mi przysięgę małżeńską miał łzy w oczach i gdybym go nie ścisnęła mocniej za rękę to chyba by się rozpłakał. Przed ślubem mało pomagał mi w obowiązkach domowych ale jeśli go o coś poprosiłam by coś zrobił to nigdy mi nie odmawiał. W trudnych momentach bardzo mnie wspierał i bardzo mi pomagał. We wszystkim mogłam na nim polegać. Myślałam że jak przyjdzie dziecko, którego naprawdę bardzo chciał stanie na wysokości zadania i jako mąż i jako ojciec. Wychodząc za niego za mąż nie miałam cienia wątpliwości byłam bardzo szczęśliwa i on też bo każdy to mówił, że wyglądamy na naprawdę zakochanych i bardzo szczęśliwych. Zgadzaliśmy się we wszystkim. Bardzo dużo ze sobą rozmawialiśmy i mieliśmy te same poglądy na życie, na rodzinę, na małżeństwo. Byłam na 100% pewna, że to jest ten na całe życie. Myślałam że pana Boga za nogi złapałam. Nie wiem co się stało że tak się zmienił... Czy kogoś poznał, czy się mną znudził i takim życiem rodzinnym... Często go pytałam co ja robię źle, i co ma mi do zarzucenia że stał się taki obcy i nieobecny. Zawsze mówił mi że nic. Naszym znajomym powiedział, że lepszej żony i matki dla swojego dziecka nie mógł sobie wymarzyć ale problem polega na tym, że nie potrafimy się dogadać. No i to prawda... Nie potrafimy sie dogadać bo mi nie pasuje takie życie z nim. Nie pozwolę na to by mój mąż nie poczuwał się do żadnych obowiązków i wszystko jest na mojej głowie a on żyje sobie jak mu się podoba, patrząc tylko siebie i spełniania swoich potrzeb. Już nie mówiąc o imprezach i ukrywaniu telefonu.
Teo napisał/a:A mi się jakoś takoś nie chce wierzyć, że on się zmienił 180* po ślubie. Zero oznak? Cienia wątpliwości? Czegokolwiek?
przecież to normalne jak się nowe obowiązki pojawiają, to się ich unika na wszelki sposób, i żona się robi beee, i dziecko trzeba przewijać stawać
a jak się jest jeszcze dzieckiem, to jak może się dziecko dzieckiem zająć
ile tu postów że po dziecku coś nie tak z gościami, ten sam typ, schemat,
koleś by się dalej bawił, a najlepiejj jakby dziecko się samo wychowało
ale już przegiecie dla mnie na maxa, jak można pozwolić żonie odejść z małym dzieckiem
przecież to jawne wyrzeczenie się dla mnie ojcostwa,kurde ile nie zapomnianych chwil, gościa mija, jak ma być ojcem,
chyba że w dochodzącego ojca, się będą bawić
A propo zabawy w dochodzącego ojca... Kiedy się wyprowadziłam i emocje opadły chciałam ratować to małżeństwo. Prosiłam go by przeniósł się do nas, do pustego mieszkania po mojej babci. Byłam już przekonana o tym, że mój powrót do mieszkania obok teściów nic nie zmieni. Wyprowadzałam się z tamtąd 2 razy i dwa razy wróciłam i nie zmieniło się nic. Było jeszcze gorzej. Powiedział mi, że się nie przeniesie bo będzie miał za daleko do pracy (20 km), nie podoba mu się tam, w kuchni są stare meble, a poza tym nie zna i nie ma tam nikogo. To zaproponowałam kompromis. Szukamy całkowicie innego mieszkania gdzieś gdzie będzie nam obojgu pasowało i też się na to nie zgodził.Zaproponował mi, że on zostanie w tym mieszkaniu obok teściów a ja z synkiem mam mieszkać osobno i żeby ratować małżeństwo to on będzie przyjeżdżał żeby pójść z nami na spacer, na kawkę i na ciasteczko ale na noc będzie wracał do siebie, a jak uzna że jest ok to może się tam przeprowadzi. Nie zgodziłam się na to. Mówiłam mu czy on sobie nie zdaje sprawy jak bardzo jest nam potrzebny, mamy małe dziecko, które bardzo go potrzebuje na co dzień, a poza tym ja nie jestem jego kochanką tylko żoną i nie po to wychodziłam za mąż i zakładałam rodzinę by z moim mężem się spotykać i chodzić na spacery i kawę pić. Nie trafiało do niego nic.... I właśnie z tym nie potrafię się pogodzić, że on nie docenia tego co ma. Mamy śliczne, zdrowe dziecko, które co dzień się zmienia i co dzień czymś nowym zaskakuje... Jest taką chodzącą radością a jego to nie wzrusza, że on tego nie widzi... Najgorsze w tyn wszystkim jest to, że przez 5 dni potrafi się nie odezwać i nawet nie zapytać czy jest zdrowe, czy wszystko dobrze, jak się miewa... Nic kompletnie nic... Teraz odkąd dostał pozew o alimenty widuje się z dzieckiem 2 razy w tygodniu. Wcześniej widywał się raz na tydzień albo raz na 2 tygodnie.
Przykre... naprawdę bardzo przykre, ale wydaje mi się, że ten pilnowany i ukrywany telefon wiele by wyjaśnił.
Przykre... naprawdę bardzo przykre, ale wydaje mi się, że ten pilnowany i ukrywany telefon wiele by wyjaśnił.
W pierwszą rocznicę naszego ślubu mój mąż zabrał mnie na wycieczkę. Kiedy wracaliśmy do domu on prowadził samochód a ja oglądałam zdjęcia naszego synka w jego telefonie. W pewnym momencie dostał smsa. Chciałam mu go przeczytać z racji tego, że prowadził. Nie pozwolił mi. Ja zaczełam się upierać. On zaczął mi go wyrywać z ręki i palcami przykrywał ekran telefonu bym nie mogła niczego zobaczyć. W końcu skapitulowałam bo bałam się, że nas zabije. Po przeczytaniu powiedział mi że to od kolegi ale czy to była prawda? Kiedys udało mi się przejrzeć jego telefon... Wszystko bylo wykasowane... Zero połączeń i smsów, a w archiwum w folderze pod nazwą "rozwód" znalazłam wszystkie moje smsy które do niego pisałam kiedy się kłóciliśmy i kiedy po raz pierwszy się od niego wyprowadziłam. Żyłam z nim pod jednym dachem, jadałam przy jednym stole, uprawiałam seks a on w telefonie trzymała smsy pod nazwą rozwód. To był straszny cios dla mnie. Jak go o to zapytałam to zbagatelizował to i powiedział, że zapomniał, że to ma. Potem jeszcze była sytuacja, że dostał kiedyś smsa i chciałam go przy nim przeczytać. Okazało się, że założył sobie kod na telefonie...
No to slepy by zauwazyl ze Twoj maz mial cala sprawe zaplanowana z rozwodem itd. On ma od jakiegos czasu uczucia ulokowane gdzie indziej i stad tez zmiana zachowania. Nie ma o co walczyc widac ze facet jest zimnym draniem.
Tylko wytłumaczcie mi proszę jedną rzecz... Jak to jest, że on nie poczuwa się do żadnej winy i za cały rozpad małżeństwa obarcza tylko i wyłącznie mnie, bo ja od niego odeszłam. Nie potrafię zrozumieć jak robiąc komuś takie rzeczy, tak kogoś traktując i tak się wobec kogoś zachowując nie ma żadnych wyrzutów sumienia... Kiedyś mi powiedział, że jego koledzy jeszcze gorsze rzeczy robią i żony przy nich są. Wszyscy się kłócą a tylko ja nienormalna się wyprowadzam. Ja poświęciłam mu wszystko. Całe moje życie to był on i dziecko. Wszystko co robiłam, robiłam z myślą o nim i o naszym dziecku. Dbałam o niego najlepiej jak potrafiłam. Wspierałam go kiedy miał doła albo się wściekał, kiedy był chory opiekowałam się nim jak dzieckiem, robiłam jego ulubione obiady, pomagałam mu we wszystkim, pomagałam przy remoncie mieszkania, kładłam gładź na ścianach, szlifowałam, malowałam, fugowałam kafelki, kładłam panele pomimo, że wcześniej nigdy tego nie robiłam. Wszystko z miłości do niego.
Tylko wytłumaczcie mi proszę jedną rzecz... Jak to jest, że on nie poczuwa się do żadnej winy i za cały rozpad małżeństwa obarcza tylko i wyłącznie mnie, bo ja od niego odeszłam. Nie potrafię zrozumieć jak robiąc komuś takie rzeczy, tak kogoś traktując i tak się wobec kogoś zachowując nie ma żadnych wyrzutów sumienia... Kiedyś mi powiedział, że jego koledzy jeszcze gorsze rzeczy robią i żony przy nich są. Wszyscy się kłócą a tylko ja nienormalna się wyprowadzam. Ja poświęciłam mu wszystko. Całe moje życie to był on i dziecko. Wszystko co robiłam, robiłam z myślą o nim i o naszym dziecku. Dbałam o niego najlepiej jak potrafiłam. Wspierałam go kiedy miał doła albo się wściekał, kiedy był chory opiekowałam się nim jak dzieckiem, robiłam jego ulubione obiady, pomagałam mu we wszystkim, pomagałam przy remoncie mieszkania, kładłam gładź na ścianach, szlifowałam, malowałam, fugowałam kafelki, kładłam panele pomimo, że wcześniej nigdy tego nie robiłam. Wszystko z miłości do niego.
To teraz zadbaj o SIEBIE tak samo, jak dbałaś o niego. Czu uważasz że możesz czerpać taką samą satysfakcje z dbania o siebie, co z dbania o faceta?
"Wszystko z miłości do niego". Nie do końca. Raczej wszystko z Twojej gotowości poświęcenia się dla kogoś - która jest ni mniej ni więcej spełnieniem jakiś Twoich wewnętrznych potrzeb. Jakich? Dlaczego, zamiast bronić własnych granic, pozwalałaś skakać sobie po głowie coraz bardziej i bardziej? I nie, "bo go kochałam" to nie jest dobra odpowiedź.
Wpisz do wyszukiwarki frazę "kobiety kochające za bardzo".
Twój mąż zupełnie nie rokuje na męża, bo nie jest mężczyzną, tylko chłopcem. W dodatku ulokował już uczucia gdzie indziej, a niedojrzałość i głupota nie pozwala mu zmierzyć się z poczuciem winy za sytuację, którą wywołał, więc korzysta z najprostszego możliwego rozwiązania: przekonuje sam siebie, że to na Tobie spoczywa wina. Gdyby uznał, ze to on coś spartolił, to przecież mógłby się poczuć źle. A on nie chce czuć się źle. On chce żyć łatwo, przyjemnie i bez wysiłku.
Zadbaj o dziecko i o siebie. Facet juz sobie cos zaplanowal na boku to chyba taki Narcyz widzi swiat przez swoje ja. Smutno mi to pisac ale jestem dosc podonny do Niego w zachowaniu takie wielkie dziecko nie dorosl do roli meza i ojca i chyba nie dorosnie a Ty kochasz wspomnienie Jego ale tego z fazy zakochania. Niestety czas plynie a On sie nie zmienil nie zaadoptowal sie do nowej roli najpierw meza,a pozniej ojca. Czy jest mozliwe by sie zmienil -to tylko od niego zalezy a nie od Ciebie, aczkolwiek sadzac po ezygnacji z terapii to raczej nie.
Tylko wytłumaczcie mi proszę jedną rzecz... Jak to jest, że on nie poczuwa się do żadnej winy i za cały rozpad małżeństwa obarcza tylko i wyłącznie mnie, bo ja od niego odeszłam. Nie potrafię zrozumieć jak robiąc komuś takie rzeczy, tak kogoś traktując i tak się wobec kogoś zachowując nie ma żadnych wyrzutów sumienia... Kiedyś mi powiedział, że jego koledzy jeszcze gorsze rzeczy robią i żony przy nich są. Wszyscy się kłócą a tylko ja nienormalna się wyprowadzam. Ja poświęciłam mu wszystko. Całe moje życie to był on i dziecko. Wszystko co robiłam, robiłam z myślą o nim i o naszym dziecku. Dbałam o niego najlepiej jak potrafiłam. Wspierałam go kiedy miał doła albo się wściekał, kiedy był chory opiekowałam się nim jak dzieckiem, robiłam jego ulubione obiady, pomagałam mu we wszystkim, pomagałam przy remoncie mieszkania, kładłam gładź na ścianach, szlifowałam, malowałam, fugowałam kafelki, kładłam panele pomimo, że wcześniej nigdy tego nie robiłam. Wszystko z miłości do niego.
Ależ on się poczuwa do winy, na pewno ma świadomość tego czemu jest winny, ale ma w swoich rękach super narzędzie do wypierania przed samym sobą znaczących faktów, tak walczy z wyrzutami sumienia. Nie ma odwagi spojrzeć sobie w twarz i powiedzieć "stary, dajesz dupy, jesteś przynajmniej współwinny temu jak jest". Łatwiej mu mydlić sobie oczy i przekłamywać rzeczywistość. Unika zderzenia z własną osobowością i nie przyjmuje zarzutów. Odpycha je, bo nie miałby usprawiedliwienia i dlatego się broni przed tym.
rozczarowana2014 napisał/a:Tylko wytłumaczcie mi proszę jedną rzecz... Jak to jest, że on nie poczuwa się do żadnej winy i za cały rozpad małżeństwa obarcza tylko i wyłącznie mnie, bo ja od niego odeszłam. Nie potrafię zrozumieć jak robiąc komuś takie rzeczy, tak kogoś traktując i tak się wobec kogoś zachowując nie ma żadnych wyrzutów sumienia... Kiedyś mi powiedział, że jego koledzy jeszcze gorsze rzeczy robią i żony przy nich są. Wszyscy się kłócą a tylko ja nienormalna się wyprowadzam. Ja poświęciłam mu wszystko. Całe moje życie to był on i dziecko. Wszystko co robiłam, robiłam z myślą o nim i o naszym dziecku. Dbałam o niego najlepiej jak potrafiłam. Wspierałam go kiedy miał doła albo się wściekał, kiedy był chory opiekowałam się nim jak dzieckiem, robiłam jego ulubione obiady, pomagałam mu we wszystkim, pomagałam przy remoncie mieszkania, kładłam gładź na ścianach, szlifowałam, malowałam, fugowałam kafelki, kładłam panele pomimo, że wcześniej nigdy tego nie robiłam. Wszystko z miłości do niego.
Ależ on się poczuwa do winy, na pewno ma świadomość tego czemu jest winny, ale ma w swoich rękach super narzędzie do wypierania przed samym sobą znaczących faktów, tak walczy z wyrzutami sumienia. Nie ma odwagi spojrzeć sobie w twarz i powiedzieć "stary, dajesz dupy, jesteś przynajmniej współwinny temu jak jest". Łatwiej mu mydlić sobie oczy i przekłamywać rzeczywistość. Unika zderzenia z własną osobowością i nie przyjmuje zarzutów. Odpycha je, bo nie miałby usprawiedliwienia i dlatego się broni przed tym.
To tak się da? Zastanawiam się tylko czy on nic nie czuje patrząc na nasze dziecko? Nie ma wyrzutów sumienia względem niego? W żaden sposób ono go nie wzrusza? Nie jest mu żal i przykro, że nie ma go na co dzień przy nim? To ja zaczynam płakać kiedy przywozi naszego synka i zamyka za sobą drzwi, a jego nie rusza to że on go zostawia i wraca do swojego życia i przez następne dni nie interesuje go jak się miewa czy jest wszystko dobrze? Nie rusza go to, że nas tak zostawił (to ja od niego odeszłam ale tak naprawdę to on nas zostawił) gdzie ledwo daje sobie radę sama z malutkim dzieckiem na co dzień i bardzo oboje go potrzebujemy?
rozczarowana2014 napisał/a:Tylko wytłumaczcie mi proszę jedną rzecz... Jak to jest, że on nie poczuwa się do żadnej winy i za cały rozpad małżeństwa obarcza tylko i wyłącznie mnie, bo ja od niego odeszłam. Nie potrafię zrozumieć jak robiąc komuś takie rzeczy, tak kogoś traktując i tak się wobec kogoś zachowując nie ma żadnych wyrzutów sumienia... Kiedyś mi powiedział, że jego koledzy jeszcze gorsze rzeczy robią i żony przy nich są. Wszyscy się kłócą a tylko ja nienormalna się wyprowadzam. Ja poświęciłam mu wszystko. Całe moje życie to był on i dziecko. Wszystko co robiłam, robiłam z myślą o nim i o naszym dziecku. Dbałam o niego najlepiej jak potrafiłam. Wspierałam go kiedy miał doła albo się wściekał, kiedy był chory opiekowałam się nim jak dzieckiem, robiłam jego ulubione obiady, pomagałam mu we wszystkim, pomagałam przy remoncie mieszkania, kładłam gładź na ścianach, szlifowałam, malowałam, fugowałam kafelki, kładłam panele pomimo, że wcześniej nigdy tego nie robiłam. Wszystko z miłości do niego.
Ależ on się poczuwa do winy, na pewno ma świadomość tego czemu jest winny, ale ma w swoich rękach super narzędzie do wypierania przed samym sobą znaczących faktów, tak walczy z wyrzutami sumienia. Nie ma odwagi spojrzeć sobie w twarz i powiedzieć "stary, dajesz dupy, jesteś przynajmniej współwinny temu jak jest". Łatwiej mu mydlić sobie oczy i przekłamywać rzeczywistość. Unika zderzenia z własną osobowością i nie przyjmuje zarzutów. Odpycha je, bo nie miałby usprawiedliwienia i dlatego się broni przed tym.
To tak się da? Zastanawiam się tylko czy on nic nie czuje patrząc na nasze dziecko? Nie ma wyrzutów sumienia względem niego? W żaden sposób ono go nie wzrusza? Nie jest mu żal i przykro, że nie ma go na co dzień przy nim? To ja zaczynam płakać kiedy przywozi naszego synka i zamyka za sobą drzwi, a jego nie rusza to że on go zostawia i wraca do swojego życia i przez następne dni nie interesuje go jak się miewa czy jest wszystko dobrze? Nie rusza go to, że nas tak zostawił (to ja od niego odeszłam ale tak naprawdę to on nas zostawił) gdzie ledwo daje sobie radę sama z malutkim dzieckiem na co dzień i bardzo oboje go potrzebujemy?
To teraz zadbaj o SIEBIE tak samo, jak dbałaś o niego. Czu uważasz że możesz czerpać taką samą satysfakcje z dbania o siebie, co z dbania o faceta?
"Wszystko z miłości do niego". Nie do końca. Raczej wszystko z Twojej gotowości poświęcenia się dla kogoś - która jest ni mniej ni więcej spełnieniem jakiś Twoich wewnętrznych potrzeb. Jakich? Dlaczego, zamiast bronić własnych granic, pozwalałaś skakać sobie po głowie coraz bardziej i bardziej? I nie, "bo go kochałam" to nie jest dobra odpowiedź.Wpisz do wyszukiwarki frazę "kobiety kochające za bardzo".
Twój mąż zupełnie nie rokuje na męża, bo nie jest mężczyzną, tylko chłopcem. W dodatku ulokował już uczucia gdzie indziej, a niedojrzałość i głupota nie pozwala mu zmierzyć się z poczuciem winy za sytuację, którą wywołał, więc korzysta z najprostszego możliwego rozwiązania: przekonuje sam siebie, że to na Tobie spoczywa wina. Gdyby uznał, ze to on coś spartolił, to przecież mógłby się poczuć źle. A on nie chce czuć się źle. On chce żyć łatwo, przyjemnie i bez wysiłku.
I w tym mam największy problem. Ze mnie uszła cała radość z życia. Synek jest dla mnie wielką radością ale tak naprawdę jak patrze na niego i pomyślę o tym, że będzie się wychowywał w rozbitej rodzinie to odechciewa mi się żyć. Nie tego chciałam dla niego i nie po to tak bardzo był chcianym i oczekiwanym dzieckiem by teraz miał takie życie. Niestety nie potrafie czerpać satysfakcji z dbania o siebie i nie wiem jak sobie z tym poradzić.Pozwalałam sobie skakać po głowie bo szukałam caly czas jakichś kompromisów by było dobrze. Nie chciałam być tą która mu wszystkiego zabrania i go ogranicza tylko, że im bardzoj wychodziłam na przeciw tym bardziej on to wykorzystywał.
21 2014-10-31 11:36:12 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2014-10-31 12:01:43)
Rozczarowana, ale nie tędy droga. Warto szukać kompromisów w związku, ale nie za wszelką cenę. Jeśli ktoś wykorzystuje naszą skłonność do współpracy zamiast współpracować, to mamy OBOWIĄZEK bronić się.
Dziecko jest doskonałym obserwatorem i niech nie nasiąka wzorcem, że tatuś może robić co chce, a mama i tak przymknie na to oko.
Cały czas koncentrujesz się na tym facecie (czy ma wyrzuty sumienia czy nie i dlaczego nie skoro powinien mieć, czy jest mu przykro, czy nie jest mu przykro, co czuje patrząc na dziecko) i poświęcasz mu ogromną masę energii, która powinna być skierowana nie na niego, tylko na Ciebie i dziecko. Ja wiem, że czujesz się zawiedziona i boli Cię bardzo to poczucie niesprawiedliwości. Po prostu przyjmij do wiadomości, że nie jest to człowiek, z którym możesz stworzyć rodzinę. Zrozumienie dlaczego robi to co robi - chociaż przyniosłoby Ci ulgę - nie powinno być teraz w czołówce Twoich priorytetów, bo pogoń za tym zrozumieniem zżera Cię od środka, a dojście do prawdy byłoby trudne i czasochłonne. Pewnie powoli z czasem zrozumiesz dlaczego, ale nie teraz. Teraz są inne, ważniejsze rzeczy.
Domyślam się, że jesteś młodą osobą, masz całe życie przed sobą.
Spotkasz jeszcze kogoś, kogo pokochasz.
Tylko żeby nie pozwolić, aby powtórzyła się sytuacja taka jak teraz, poczytaj o "kobietach kochających za bardzo" (masz skłonności), możesz też pomyśleć o psychoterapii - to pomogłoby Ci zrozumieć np. dlaczego większą satysfakcję czerpiesz z dbania o innych zamiast o siebie i jak to zmienić.
Pozdrawiam i trzymam kciuki ![]()
Co za smutna historia. Zobaczysz, wszystko się ułoży, tylko zostań tam gdzie jesteś, dziecko odchowasz, nowe możliwości, ludzie pojawią się z czasem.
Znowu nie wiem co robić... Jesteśmy już po rozprawie o alimenty. Kłamstw nasłuchałam się co nie miara, zresztą niczego innego się nie spodziewałam. Od rozprawy mąż praktycznie się do mnie nie odzywa tylko informuje mnie kiedy chce zabrać syna. Kiedy po niego przyjeżdża jestem cała nerwowa bo za każdym razem jest wredny i złośliwy. Ostatnio w ogóle nie potrafię go zrozumieć. Jednym razem mnie straszy, że mnie zniszczy, że zrobi wszystko bym wylądowała w psychiatryku, a następnym razem wysyła mi smsem nasze zdjęcie ślubne, zdjęcie naszego syna, pisze do mnie "żonuś" i ma pretensje, że nie pisze do niego "mężuś". Jest na mnie wściekły bo póki co nie zgadzam się na to by zabierał syna do siebie na noc, a nie zgadzam się dlatego, że uważam, że jest jeszcze za malutki by noc spędzać beze mnie zwłaszcza, że jego ojciec nawet gdy mieszkaliśmy razem nie poświęcił mu nigdy ani jednej nocy. Nasz syn nie wie co to jest tata kąpiący, usypiający tulący i uspakający w nocy kiedy płacze. Powiedziałam też mężowi że nie zamierzam mu utrudniać kontaktów z synem ale póki co niech zabiera go na całe dnie i usypia go w ciągu dnia u siebie by mógł się powoli przyzwyczając do sypiania u niego (on nigdy nawet nie wykazywał zbytnich chęci by syna brać na całe dnie, a teraz nagle chce go zabierać na całe noce). Od września do dnia dzisiejszego zabrał syna na cały dzień raz jeden jedyny (przyjeżdża i zabiera go wyłącznie popołudniami) i cały czas się kłócimy o to, że on chce go na noce, a ja mu go nie daje. Ostatnio wyzwał mnie od wyrodnej matki bo krzywdzę nasze dziecko, które tak bardzo potrzebuje ojca... Więc zapytałam go gdzie on był i gdzie jest teraz skoro ma świadomość, że jego syn go potrzebuje. Siedzi przy rodzicach i kolegach bo mu tam wygodnie, a nie ma go teraz z nami. No i znowu zaczęła się awantura. Po czym zapytał mnie czy go kocham. Powiedziałam, że mu nie odpowiem, a on zaśmiał się i powiedział mi "ja Ciebie też żonuś". Zaczął drwić, że może by przyjechał na kawę, żeby jeszcze pogadać, nawet może przywieżć ze sobą cukier jak się będę chamić. Zapytałam go co on wyprawia, jemu synowi rozpadła się rodzina a on sobie żarty stroi i drwi. Uśmiechnął się i wyszedł... Czy ktoś może pomóc mi go zrozumieć? Mam wrażenie jakby się bawił moimi uczuciami. On wie, że ja go wciąż bardzo kocham i w każdej chwili gdyby tylko zmienił swoje nastawienie zrozumiał swoje błędy jestem skłonna ratować to małżeństwo. On zna mnie dobrze i wie co czuję, a ja nie potrafie tego ukryć. Co mam robić?
Dobry wieczór.
A czego Ty nie rozumiesz jeszcze w jego zachowaniu?
Bo już tyle się "naoglądałaś" nasłuchałaś od niego... tyle nie-dostałaś nie-doczekałaś się nie-wyegzekwowałaś nawet...
tyle czasu... a jedyne "dobro", które Ci chciał zaoferować to torebka cukru...
Kochasz go takiego jakim jest TERAZ? Bo on jest TAKI właśnie, nie inny... nie ten przed ślubem...
![]()
Takim jakim jest teraz to ja go w ogóle nie poznaje. Wygląd ten sam. Głos ten sam. Ale zachowanie, spojrzenie, słowa wypowiadane... Aż trudno uwierzyć, że z takiej miłości i z takiego kochanego czulego serdecznego i ciepłego czlowieka zrobił się zimny drań wyprany z uczuć. Najgorsze jest to, że cały czas myśle sobie, że on tak naprawdę nie jest takim jakim jest teraz, że jest wścieły, że wywinęłam mu taki numer i odważyłam się od niego odejść dlatego to wszystko robia ale cały czas się łudzę, że gdzieś tam w głębi pozostał taki sam jaki był, bo czy jest możliwe by był jeden czlowiek a drzemały w nim takie dwie skrajności??? I żeby wcześniej mieszkając pod jednym dachem mógł tak grać i udawać kogoś kim nie był???
Napisałaś: "jest wściekły, że wywinęłam mu taki numer i odważyłam się od niego odejść dlatego to wszystko robi", a jak ktoś kocha to przecież nawet mu przez serce wściekłość przejść nie da rady, no bo jak? Robienie na złość w miłości tej prawdziwej i czystej... bez toksyczności, patologii, egoizmu itp?
Czasami zakładają tu wątki mężowie/partnerzy i opisują jak walczą o kobietę i rodzinę... to co piszesz o swoim mężu, to nie jest zachowanie kogoś kto kocha..
tak mi się wydaje.
jeśli uraziłam to przepraszam.
osobiście bym go za jaja powiesiła, po tym co tu przeczytałam.
brak mi słów by komentowac zachowanie tego niedorajdy i mamisynka.
Pewnie teściowie byli "ślepi" na jego zachowanie gdy żyliście jeszcze razem,
przy okazji obwiniając Ciebie za wszystko.
hm.. nie muszę pytać. to zapewne jedynak.
dołaczam się do słów Czarnej kotki.
"Cały czas koncentrujesz się na tym facecie (czy ma wyrzuty sumienia czy nie i dlaczego nie skoro powinien mieć, czy jest mu przykro, czy nie jest mu przykro, co czuje patrząc na dziecko) i poświęcasz mu ogromną masę energii, która powinna być skierowana nie na niego, tylko na Ciebie i dziecko. Ja wiem, że czujesz się zawiedziona i boli Cię bardzo to poczucie niesprawiedliwości. Po prostu przyjmij do wiadomości, że nie jest to człowiek, z którym możesz stworzyć rodzinę. Zrozumienie dlaczego robi to co robi - chociaż przyniosłoby Ci ulgę - nie powinno być teraz w czołówce Twoich priorytetów, bo pogoń za tym zrozumieniem zżera Cię od środka, a dojście do prawdy byłoby trudne i czasochłonne. Pewnie powoli z czasem zrozumiesz dlaczego, ale nie teraz. Teraz są inne, ważniejsze rzeczy."
dziecko nie powinno mieć takiego wzorca do naśladowania. Myślisz, że rozwód w jeden dzień zmienił jego zachowanie na wzorowe? że stał się przykładnym ojcem? a gdzie on wczeniej był? Uważam, ze na tym etapie zabieranie przez niego dziecka, to nie troska, tylko chęć zrobienia Ci na złość. Nie zjamował się wczesniej, a teraz od razu chce? to ejst dziecko, żywa istota, a nie zabawka emocjonalna. Powinnaś ograniczyć jego spotykanie się z synem, pozwolić na początek -tylko w twojej obecności. zobaczyć jak sobie radzi, karmi, przebiera, bawi się, zmienia pieluchę. Bo jeśli tego wcześniej nie robił, to z pewnością gdy dziecko zabiera, to zajmują się nim dziadkowie. dziecko jest jeszcze małe, wszystkiego nie powie.
tak jak wspomniałam, jesteście po rozwodzie. utrzymuj kontakt tylko jeśli chodzi o sprawy z dzieckiem. Nie odpowiadaj na jego smsy dotyczące wylewania przez niego starych urazów, żali. To nie czas na przeciąganie liny na swoją stronę. Nie pisz, nie mów, nie poakzuj, że coś do niego jeszcze czujesz. Minie jeszcze trochę czasu, i sama zobaczysz, że życie powoli sie układa.
ewentualnie, gdy bardzo Cie obraża, wyzywa, starszy, to zawsze możesz mieć dowód w sadzie jako ograniczenie jego władzy rodzicielskiej.
O nim zapomnij jako o partnerze. wycisz się. Dziecko chociaż małe, to widzi, czuje te emocje. Wiele dzieci zyje w rozbitej rodzinie. Lepiej jak do tego dojdzie, niż męczyć się dla dobra dziecka.
Uważam, ze na tym etapie zabieranie przez niego dziecka, to nie troska, tylko chęć zrobienia Ci na złość. "
Niestety, maskotek00 ma rację. Dlaczego mąż chce zabrać dziecko na noc? Żebyś nie spała i się martwiła, żebyś żałowała że odeszłaś i cierpiała. To nie jest miłość do dziecka. To manipulacja. Też uważam, że dzieckiem zajmują się dziadkowie, a nie on - zapewne robi sobie w tym czasie wypad gdzieś z kolegami.
Wiem, że go kochasz, ale uwierz - kochasz nie jego, a tą iluzję sprzed narodzin dziecka. Tamtego mężczyzny już nie ma, i nie wróci. To że Twój mąż ma wygląd i głos tamtego, nie znaczy że nim jest. To już są dwie różne osoby - musisz to rozdzielić, bo będziesz się męczyć tą miłością. On Cię nie kocha - drwi z Ciebie, manipuluje Tobą, używa dziecka żeby Cię dręczyć. Nie zasługujesz na taki los. Dziecko też nie zasługuje na bycie kartą przetargową w jego rękach.
Daj sobie szansę. Sobie i dziecku. I nie pokazuj mężowi, że go kochasz, bo jego to śmieszy (śmieszy!) i daje mu przewagę nad Tobą. Zwracanie się do Ciebie per "żonuś" to nie miłość tylko ironia. Zaznaczenie, że jesteś jego własnością. Nie jesteś i masz prawo do szczęścia i bycia szanowaną, Twoje dziecko ma prawo do tego samego.
Musisz być jednak przygotowana na to, że jak już znajdziesz w sobie siłę by pokazać mężowi gdzie raki zimują, on może nagle zamienić się w tego czarującego, serdecznego człowieka którego kochasz. To będzie zmiana na chwilę, więc nie daj się zwieść. Uwierz mi, zasługujesz na miłość, a w nim nie ma miłości tylko chęć pełnej kontroli nad Tobą. Znajdziesz jeszcze kogoś na kim będziesz mogła polegać, komu będziesz mogła ufać, kto będzie Cię kochał i wspierał. I z tą osobą (nie, nie będzie to Twój mąż) stworzysz szczęśliwą rodzinę.
Maskotek00 my nie jesteśmy po rozwodzie. Póki co jesteśmy po rozprawie o alimenty. Nie jest jedynakiem. Ma brata, który też jest po rozwodzie. Z pierwszą żoną rozwódł się po pół roku małżenstwa, teraz jest żonaty po raz drugi. Jeśli chodzi o przewijanie i karmienie syna to nie mam obaw, że sobie nie radzi bo zdarzyło się czasem, że to robił jak jeszcze byliśmy razem i było ok tylko zawsze był do tego odpowiedni komentarz w stylu "jak Ty nie możesz no to ja to zrobię"... Mimo wszystko i tak uważam, że zajmują się synem jego rodzice a co do ich opieki to raczej też nie mam uwag. Wiem, że potrafią dobrze zająć się swoją wnuczką, ale na noc nie chce mu synka dawać bo tak jak napisałam on nie zna ojca usypiającego, kąpiącego czy wstawającego do niego w nocy i tulącego go. U moich teściów też syn jeszcze nigdy nie spał. Jak będzie troszkę większy i będzie umiał mówić, że chce zostawać u taty na noc to nie będę się sprzeciwiała, bo wiem, że nasze dziecko potrzebuje tak samo ojca jak matkę ale przynjamniej będę wiedziała czy faktycznie w nocy zajmuje się nim jego tata czy dziadkowie. Dzisiaj znowu dostałam smsa z propozycją wspólnej kawy, bo chce poprostu pogadać. napisałam mu, że po tym wszystkim co zrobił nie mam ochoty z nim pić kawy. Stwierdził, że to jest jedyny krok, żeby wszystko wyjaśnić. Odpisałam mu, że tu już nie ma co wyjaśniać, poza tym ja nie mam czasu i ochoty wysłuchiwać jego kolejnych kłamstw i oszustw, a jego nigdy nie było stac na szczerą i uczciwą rozmowę. Po tym smsie już się nie odezwał....
Wszyscy mieliście rację. Dzisiaj mój mąż przyjechał po syna w towarzystwie innej kobiety, której nigdy nie widziałam na oczy. Mógł dzisiaj wziąć syna na cały dzień ale wygląda na to, że impreza była ważniejsza bo jak przyszedł wydawało mi się, że jest wczorajszy a jak wyjrzałam przez okno i zobaczyłam, że ona siedzie za kierownicą to wszystko było jasne. Jeszcze wczoraj chciał pić ze mną kawę, a dzisiaj taki numer. No ale pewnie to była tylko koleżanka....
Może nie na temat i nie będzie to rada. Ale czytając to co napisałaś , przed oczami stanął mi obraz mojego byłego. takie same zachowania, taka sama sytuacja z mamusią, tak samo mnie traktowali jego rodzice,tyle podobnych rzeczy poczułam się jakby to był on w przyszłości.
Od początku wiedzialam ze on kogos ma. Zagral w ta gierkę żeby ciebie obarczyc za rozpad małżeństwa.
Teraz ty jesteś ta zla ktora odeszla a on w oczach jego rodziny i znajomych nie zrobil nic zlego.
Dzisiaj znowu dostałam smsa z propozycją wspólnej kawy, bo chce poprostu pogadać. napisałam mu, że po tym wszystkim co zrobił nie mam ochoty z nim pić kawy. Stwierdził, że to jest jedyny krok, żeby wszystko wyjaśnić. Odpisałam mu, że tu już nie ma co wyjaśniać, poza tym ja nie mam czasu i ochoty wysłuchiwać jego kolejnych kłamstw i oszustw, a jego nigdy nie było stac na szczerą i uczciwą rozmowę. Po tym smsie już się nie odezwał....
Brawo! Niech nie sądzi, że jesteś na każde jego skinienie.
Tylko tak trzymaj ![]()
Moim zdaniem mimo "milosci" Twoj maz jest egoista. Inna kobiete (niekoniecznie ta) poznal juz wczesniej. Powodem sytuacji jest zdrada i upadek moralny meza. Kiedys bedzie tego zalowal a teraz okazal sie zwyklym gnojem. Pociesze Cie tylko tym, ze masz lepiej nic ktos kogo znam kto sie dowiedzial prawdy po ponad 30 latach. A i tak nie zna/nie chce znac calej. Ty dowiedzialas sie bardzo szybko.
Witaj.
Zadajesz nam pytanie tego typu....Co ja jeszcze mogę zrobić by on przejrzał na oczy?
A ja Ci zadam pytanie podobne....Co on musi jeszcze zrobić żebyś to Ty przejżała na oczy?
Niestety tego związku już dawno nie ma a Ty zamiast sie z tym pogodzić i zacząć życie od nowa to pozwalasz sie dręczyć,wykorzystywać,ranić.Cokolwiek nie zrobi Twój mąż to Ty ciągle go bronisz,ciągle usprawiedliwiasz jego zachowanie i czyny.A on to wykorzystuje i tak bedzie zawsze dopuki Ty z tym nie skonczysz.On sie Toba bawi,manipuluje.Chodzi na imprezy,ukrywa telefon,bawi sie a do Ciebie wciąż nie dociera że to koniec waszego małżeństwa.
Ciagle wspominasz jak kiedyś było cudownie,jaki to on był dobry dla Ciebie ale tego już nie ma i musisz wkoncu to zrozumieć.Przestan myśleć o tym co było i skup sie na tym co jest teraz.
To nie jest miłość to jest uzależnienie.Boisz sie że zostaniesz sama,że nie dasz sobie rady ale to nie prawda.Jesteś silna kobieta i dasz sobie rade,masz syna wiec przenieś całą swoja miłość na niego,zamiast sie zadreczac to poświęć czas dla dziecka.
Ulga przyjdzie dopiero jak wkońcu to zrozumiesz.
Życze wytrwałości i siły
Swietna dziewczyna, ktora trafila na dupka. Ale przyczyny moga tez lezec w domu meza. Czy byla milosc miedzy jego rodzicami, czy bylo podwojne zycie? A jak przeczytalem jak autorka opisywala pomoc dla meza, udzial w remontach...kazdy marzy o takiej zonie. Tak jak wspomnialem, w pozniejszym wieku moglo by byc tylko gorzej. Teraz jeszcze glupota i mlodosc, fascynacja innym zyciem biora gore i dzieki temu ataki meza, jego manipulacje sa widoczne i po prostu glupie. Lepiej ze teraz wyszlo jaki to czlowiek a nie pozniej. Jest duza szansa na ulozenie sobie zycia. Nie trzeba rozpaczac tylko cieszyc sie z tego, ze wyszlo szydlo z worka dosc wczesnie. A reszta jest konsewencja. Wiele ludzi tak ma. Moglo byc inaczej ale jest jak jest. Autorko, nie mialas na to zadnego wplywu. Ale syna nie rozpieszczaj. Wychowuj najlepiej jak umiesz ale stawiaj zasady, gon do obowiazkow. Kiedys zrozumiesz ze dobrze sie stalo bo jak by wygladalo zycie z takim czlowiekiem? Ciagle manipulacje, klamstwa, nowe kobiety. Uwazasz ze to dobry przyklad dla syna? Teraz bedzie mial wybor, przyklad zycia Twoj i ojca. Inaczej mialby tylko jeden (zly od ojca i twoja akceptacje tego). Nie masz juz na to wplywu. Nie daj sie tylko manipulowac i zachowaj szacunek do samej siebie. A przyklady zycia kolegow? To sa antyprzyklady ludzi ktorzy zyja w toksycznych zwiazkach, w rzeczywistosci oszukujac sami siebie, zarowno oni jak i ich zony.
37 2014-11-25 12:55:48 Ostatnio edytowany przez McMiodek (2014-11-25 12:56:10)
Rozczarowana... Bardzo Ci kibicuję. Gdzieś wpostach napisałaś:
"Nie rusza go to, że nas tak zostawił (to ja od niego odeszłam ale tak naprawdę to on nas zostawił) gdzie ledwo daje sobie radę sama z malutkim dzieckiem na co dzień i bardzo oboje go potrzebujemy?"
Ledwo?? Ledwo?? Dziewczyno! Robisz z siebie jakąś sierotę życiową, a Ty naprawdę silna babka jesteś! Nie widzisz tego? To przecież TY podejmujesz wszelkie dezycje- dobre dla Ciebie i dziecka. Ty odeszłaś od dupka, Ty sobie sama doskonale radzisz, to Ty masz głowę na karku! On się buja w te i we w te, a TY? Ty w sumie wiesz, co masz robić. Te Twoje niedowierzania względem niego- to po prostu zawiedzione nadzieje, ze nie jest tak, jak wierzyłaś, że będzie. Boli, będzie jeszcze trochę bolało, ale nie może to zacmiewac Twojego zdrowego rozsądku. Ale tak naprawdę, to Ty wiesz, co robić. Tylko jeszcze troche się boisz.
Ale czy warto?? Ile czasu poświęciłaś na tego drania? Ile nerwów? Spójrz na siebie, co on z Tobą robi? czy on ma do tego prawo? Czy to nie Ty masz panować nad własnym życiem, a nie jakiś chłoptaś, który jaja sobie goli nie dla Ciebie,a dla jakiejś lali? No weź...
Im szybciej pogodzisz się z tym, że nie- nie jest mu żal własnego dziecka, nie ma wyrzutów sumienia względem was i tak naprawde- ma to w nosie- tym będziesz spokojniejsza. Bo ok- fakty są, jakie są. Ale to nie zmienia tego, że masz siłę walczyć o siebie i o malucha i że zasługujecie na święty spokój.
Aha- naprawdę go potrzebujesz????
Wszyscy mieliście rację. Dzisiaj mój mąż przyjechał po syna w towarzystwie innej kobiety, której nigdy nie widziałam na oczy. Mógł dzisiaj wziąć syna na cały dzień ale wygląda na to, że impreza była ważniejsza bo jak przyszedł wydawało mi się, że jest wczorajszy a jak wyjrzałam przez okno i zobaczyłam, że ona siedzie za kierownicą to wszystko było jasne. Jeszcze wczoraj chciał pić ze mną kawę, a dzisiaj taki numer. No ale pewnie to była tylko koleżanka....
no i masz wytłumaczenie całej sytuacji,kolezanka......taaaaa jasne,telefon z haslem,schiza gdy dostal smsa a ty chciałaś przeczytać........bylo to oczywiste dla każdego,dla każdego.....oprócz ciebie
teraz nawet sie z tym juz nie kryje......bo w sumie po co?zalatwil waszemu dziecku ciocie....
a ciebie chce wyslac na badania psychiatryczne......
i co zrobisz?będziesz nadal czekac aż sie opamięta?
Witam! Mam problem z którym kompletnie nie potrafię sobie poradzić i z którym nie potrafię się pogodzić. Proszę o porady...
Odeszłam od męża. Jesteśmy 2 lata po ślubie. Od stycznia tego roku mieszkam z naszym rocznym synkiem sami. Przed ślubem mój mąż był cudownym, kochającym, czułym troskliwym i opiekuńczym człowiekiem. Co się z nim stało po ślubie nie mam kompletnego pojęcia. W miesiąc po ślubie zaszłam w ciąże i mój mąż bardzo chciał mieć dziecko. Cieszyliśmy się bardzo, ale już w ciąży zaczęło się psuć między nami. Poświęcał mi coraz mniej czasu, zaczął imprezować z kolegami. Nie poczuwał się do żadnych obowiązków ani domowych ani względem mnie. Ze wszystkim musiałam radzić sobie sama. Z czasem rosnący brzuch zaczynał mnie ograniczać i mimo że go prosiła by zrobił coś co mi sprawiało już trudność nie robił praktycznie nic czasami wręcz bywał nieprzyjemny. Po porodzie kiedy urodził się nasz syn zmienił się jeszcze bardziej, co już trudno było wytrzymać. Miałam bardzo trudny połóg. Przez poród spadła mi bardzo odporność i zaczęłam bardzo często chorować. W ciągu miesiąca przeszłam 2 razy zapalenie piersi i 2 razy anginę. W 5 dobę po porodzie dostałam zapalenie piersi z bardzo wysoką gorączką mój mąż oznajmił mi że idzie na imprezę z kumplami na całą noc i poprosi moją mamę żeby z nami została na noc. Kiedy to usłyszałam zrobiłam awanturę byłam wściekła że chce mnie zostawić samą w takim stanie i iść się bawić. Został w domu ale był wściekły że przeze mnie nie mógł pójść z kolegami. Przez wszystkie choroby zajmowała się mną moja mama bo na niego nie miałam co liczyć pomimo że miał wolne. Nie podał mi leków ani nie zrobił mi herbaty, a nawet musiałam z gorączką wstawać w nocy do dziecka bo on wyniósł się z sypialni do pokoju gościnnego by móc się wyspać w nocy. Względem naszego dziecka też nie poczuwał się do żadnych obowiązków. Nigdy go nie wykąpał, nie usypiał i nie wstawał do niego w nocy. Do wszystkiego byłam tylko ja mimo że przed ciążą ustaliliśmy, że wszystkie obowiązki będziemy dzielić i we wszystkim będzie mi pomagał. 1 rok naszego synka był bardzo trudny. Płakał całymi dniami i w ogóle nie chciał spać. Nie byłam w stanie przy nim zrobić nic. Jedynie kiedy spał to na spacerze więc chodziłam z nim nawet po 6 godzin dziennie. Mój mąż jak był może z nim 5 razy na spacerze to było dużo. Razem ze mną też nie chciał chodzić bo był ciągle zmęczony i wiecznie mu się nie chciało i powiedział mi że nie będzie chodził. Przy dziecku nie miałam żadnej pomocy od nikogo. kiedy przychodziły momenty że padałam ze zmęczenia prosiłam męża by poszedł spać do niego bym ja mogła choć trochę się wyspać i odpocząć. Powiedział mi czy ja sobie nie zdaje sprawy że on będzie miał noc zrytą, a poza tym to ja jestem na urlopie macierzyńskim a nie on i w ogóle było by mi wstyd przed kimkolwiek się przyznać że jestem zmęczona wychowywaniem dziecka. W obowiązkach domowych też mi nie pomagał. Coraz częściej zaczął imprezować, co drugi trzeci weekend znikał na całe noc i wracał o 6 rano. W dodatku zaczął ukrywać przede mną telefon cały czas z kimś pisząc, a raz zdarzyło się, że przyłapałam go w łazience jak golił sobie okolice intymne przed wyjściem z kolegami. Zaczął mnie okłamywać na każdym kroku. Gdyby tego było mało za ścianą mieszkali rodzice męża. Moja teściowa wtrącała się do wszystkiego, co tylko było możliwe. Na okrągło się rządziła, dyrygowała, narzucała swoje zdanie i swoje rację. Teście zawsze ignorowali mnie jako członka rodziny. Dla nich synowe to są największe zło chodzące po świecie. W mojej obecności mówili o mnie jak o osobie trzeciej jakby mnie w ogóle nie było. Dla moich teściów nigdy nie było "MY" jako małżeństwo tylko zawsze "ON" jako ich syn. Bardzo mnie to bolało ale mój mąż miał to gdzieś. Kiedyś powiedział mi, że on swojej mamy nie zmieni, ona zawsze taka była, zawsze się wtrącała i jemu to nie przeszkadza, a jeśli mi to przeszkadza to to jest mój problem a nie jego. Wielokrotnie prosiłam go byśmy się z tamtąd wyprowadzili ale on powiedział, że nie ma zamiaru przenosić się dla mojego widzi mi się, a poza tym jemu tam jest dobrze. Wielokrotnie pytałam go co się dzieje o co chodzi dlaczego tak bardzo sie zmienił. Mówiłam mu że bardzo mi go brakuje, jego pomocy że czuję sie strasznie przy nim samotna. Każda taka rozmowa kończyła się kłótnią. Nie wytrzymałam tego. Wyprowadziłam się razem z synkiem a mój mąż nawet mnie nie zatrzymał. Miałam nadzieję że zrozumie zatęskni i zrobi wszystko byśmy byli razem bo cały czas mimo wszystko twierdził że bardzo mnie kocha. Przez te wszystkie miesiące kiedy żyjemy osobno on potrafił tylko pisać smsy, że mnie kocha, że chce być z nami i mam wrócić do niego tam do mieszkania. Z dzieckiem widywał się raz w tygodniu a czasami nawet przez 2 tygodnie potrafił się z nim nie widzieć. Powiedziałam że nie wrócę i jeśli naprawdę chce być z nami to on ma sie przenieść i zamieszkać z nami z dala od teściów. Nie zrobił tego. Tłumaczyłam, mówiłam, prosiłam, błagałam, groziłam i nic.Kiedyś mi powiedział, że za to że od niego odeszłam mnie zniszczy. Udowodni przed sądem że zaniedbuje dziecko, że odeszłam do innego faceta i przez całe małżeństwo go zdradzałam i skieruje mnie sądownie na badania psychiatryczne. Myślę o tym by złożyć już pozew rozwodowy. Tylko mam jeden problem. JA GO WCIĄŻ KOCHAM i nie chce rozwodu. Co ja jeszcze mogę zrobić by on przejrzał na oczy? By w końcu zrozumiał, że żona i dziecko są najważniejsi. Mimo tego wszystkiego co zrobił i czego nie zrobił bardzo za nim tęsknie i bardzo mi go brakuje. Tak bardzo chciałabym móc się razem z nim cieszyć z postępów naszego synka. CO MAM JESZCZE ZROBIC????????
Byliśmy też na terapii małżeńskiej na trzech spotkaniach bo na więcej nie chciał chodzić i też nic nie dało. On nie widzi problemu w sobie i uważa że on nic takiego nie zrobił żebym ja od niego odeszła. On nie czuje się w ogóle winnym i nie ma sobie nic do zarzucenia.
To klasyczny przykład narcyzmu. On jest narcyzem. Jest totalnie rozchwiany także emocjonalnie. Uciekaj od niego i takich ludzi jak najdalej bo wysysaja cała energię i chęć do życia. Wszystko co napisałaś idealnie się zgadza. Narcyzi Nienawidzą kobiet.Nie mają rzadnych uczuć i są zimni jak lód. Kłamią i manipulują by ukryć swoją prawdziwą twarz. Robią dlatego z siebie ofiarę losu. Poczytaj sobie co to narcyz i jak się zachowuje. To są psychopaci. Trzymaj się. Życzę dużo siły
40 2020-02-16 14:32:45 Ostatnio edytowany przez Kubuś_Puchatek (2020-02-16 14:40:26)
Witaj,
Jestem facetem o podobnym doświadczeniu jak Ty. Ja też za mocno kochałem.
Po przeczytaniu Twoich postów napiszę Ci tylko tyle, że dla wielu mężczyzn jesteś ideałem. Kobietą, która wbrew temu co piszesz jest silną i twardo stąpającą po ziemi istotą. To, że nie dajesz się omamić kłamstwom swojego „męża” świadczy o Twojej sile. I proszę nie obrażaj się na to co teraz napiszę - ale ... masz ogromne szczęście, że ta sytuacja z Twoim Misiem przytrafiła Ci się teraz. Lepiej wiedzieć wcześniej kogo ma się u swego boku. Dzięki temu - masz szansę stworzyć normalny dom i założyć normalną rodzinę z kimś kto naprawdę uszanuje i doceni SKARB, jakim Ty sama jesteś. Czyż nie jest tak, że faceci chcą być kochani, chcą mieć kochającą żonę, która o nich walczy jak lwica? Kobietę silną i delikatną zarazem. Wrażliwą i zaradną, kobietę dbającą o dom. Ja zawsze o takiej kobiecie marzyłem....
A swoją drogą - myślę, że Twój Miś szybko zrozumie, jak wielki błąd popełnił. Szkoda, że nie docenił wcześniej szczęścia, które go spotkało. To tylko dowód na to, że nie wszyscy dorośli do roli ojca i męża. Życie nauczy pokory Twojego męża.
Ze swej strony życzę Ci wszystkiego najlepszego i mocno kibicuję Tobie i Twojemu dziecku w osiągnięciu spokoju i normalnego życia.
A mi się jakoś takoś nie chce wierzyć, że on się zmienił 180* po ślubie. Zero oznak? Cienia wątpliwości? Czegokolwiek?
Dokładnie tak samo myślę. Nie ma wg mnie szans na to że przed ślubem był chodzącym ideałem, a po ślubie z dnia na dzień sie zmienił.
My kobiety niestety mamy syndrom "że po ślubie będzie lepszy dla mnie". Niestety cuda sie nie zdarzają. Na pewno były jakieś objawy przed ślubem ale autorka ich nie chciała widzieć albo widziała ale myślała że to tylko chwilowe, jakoś to tłumaczyła, np. jest po pracy zmęczony, zrobię to za niego.
Jeden z tych wątków, nad którymi trudno przejść obojętnie.
Ciekawe jak ułożyły się losy jego autorki, bo ostatni wpis jest sprzed lat.
A swoją drogą - myślę, że Twój Miś szybko zrozumie, jak wielki błąd popełnił. Szkoda, że nie docenił wcześniej szczęścia, które go spotkało. To tylko dowód na to, że nie wszyscy dorośli do roli ojca i męża. Życie nauczy pokory Twojego męża. .
Nie liczyłabym na to. Nic się samo nie dzieje a przekonanie o sprawiedliwym świecie, karmie itp. to tylko mrzonki. Żeby wyciągnąć wnioski, trzeba mieć w sobie otwartość na różnorakie perspektywy.