Czy to tylko zemsta? Czy to może przynieść coś dobrego?
Czy najgorsza prawda nie jest lepsza niż najlepsze kłamstwo?
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » co myślicie o uświadamianiu współmałżonków zdradzaczy
Strony 1
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Czy to tylko zemsta? Czy to może przynieść coś dobrego?
Czy najgorsza prawda nie jest lepsza niż najlepsze kłamstwo?
Moje pytanie-po co? Ja nie uświadomiłam, mało tego nigdy z kochanką się nie rozmówiłam i nie żałuję. Jak to się mówi, jak człowiek zacznie babrać w gównie to nim zacznie cuchnąć.
Mało tego, jeśli mąż kochanki nie uwierzy, ona się wyprze, to masz przeciwko sobie już trzy osoby, które nie chcą dla Ciebie dobrze. Rachunek zysków i strat wychodzi na minusie. Plusów nie widzę.
To jak z mówieniem o tym, że ktoś ma raka - jednemu ta wiedza przyniesie spokój innego wpędzi w depresję.
Trzeba najpierw wiedzieć czy zainteresowana osoba ma na tyle siły by poznać prawdę.
Czy to tylko zemsta?
Niby jest, ale nie trafiona, bo jest zemstą skierowaną na współmałżonka zdradzacza, a ta osoba jest przecież niewinna.
Czy to może przynieść coś dobrego?
Ani zdrada odwetowa, ani jakakolwiek inna zemsta nie w tej sferze nie przynosi nic dobrego. W końcu też może uderzyć ze zwiększona siłą w nas samych, albo rykoszety dotkną niewinne inne osoby.
Czy najgorsza prawda nie jest lepsza niż najlepsze kłamstwo?
Jest takie powiedzenie, ale jest też inne: "co ma wisieć, nie utonie..." Jak się współmałżonek zdradzacza ma dowiedzieć, to się prędzej, czy później dowie... Osobną kwestią jest, co z tą wiedzą zrobi, ale to już nie sprawa zdradzonej/zdradzonego...
Gdyby jakiś facet wchodząc w relację osobistą ze mną zataił swój rzeczywisty stan cywilny, to po odkryciu prawdy przy najbliżej sposobności w czynie społecznym podzieliłabym się z jego małżonką tą "dobrą nowiną", a potem bye bye. Jeśli on poszukując kochanki miał za nic uczucia swoich bliskich, to czemu ja mam bawić się w altruistkę?
Zależy od sytuacji, choć generalnie nie, bo To nie sprawa między Wami i tym/tą czwartym/tą a wyłącznie między Wami i ewentualnie tą trzecią/trzecim
Mają prawo wiedzieć.
Zdania na ten temat sa podzielone. Jedni uwazaja ze nie wtracac sie, zainteresowani, rodzina czesto uwazaja ze ukrywac a inni zeby mowic. Ja jestem za prawda w koncu nie jestesmy niczym zobowiazani do ukrywania prawdy a rani postepowanie, konsekwnecje wynikaja z postepowania kogos kto rani druga osobe a nie z powiedzenia prawdy. Osobiscie uwazam ze lepiej znac prawde niz zyc w klamstwie bo zycie w klamstwie nie jest prawdziwym zyciem i prawdziwym stawianiem czola problemom i przeciwnosciom. Problemy danej rodziny, dzieci, zony i meza sa konsekwnecja postepowania partnera a nie tego czy my czy ktos inny mu to uswiadomi. Nie dajmy sobie wmowic nieprawdy ze niepowiedzenie prawdy uchroni druga osoba przed czyms. To poglad falszywy, bo swiadomie wtedy zgadzamy sie na to ze taka osoba zyje w klamstwie, na zlo. Z reguly jednak jest tak ze sie nie wtracamy bo nas to nie obchodzi. Musialo by to dotyczyc bardzi bliskiej nam osoby zeby wogole taki dylemat powstal. A wtedy nasza rola jest bardzo niewdzieczna. Ja np. rozmawialem z bratowa ale ona juz wiedziala bo ten sk...... powiedzial jej wczesniej przestraszył sie konsekwnecji ze cos sobie zrobi jak nie bedzie tego kontrolowal (bratowa jest wiele lat na lekach przez niego).
Ale jest i druga konsekwencja i nie zrozumie tego nikt, kto czegos takiego nie czuje. Otoz sa ludzie, ktorzy maja wyostrzona intuicje, przeczucia. Podswiadomie widza co sie dzieje nawet jesli tego swiadomie nie widza. Ja mam tak i moja bratowa. Powiem tak, bo sam to odczulem. Zycie w sytuacji kiedy ktos mowi Ci cos innego a co innego robi za plecami, nawet jesli tego nie widzisz, to w obecnosci takiej osoby czujesz sie inaczej. Idac dalej, zycie kiedy podswiadomie widzisz a jest to niezgodne z tym co widzisz swiadomie, co Ci wmawiaja albo o czym Ci nie mowia, rodzi leki i depresje, zaczyna brakowac umocowania w rzeczywistosci, traci sie energie. Pisze to poniewaz sam to tak odczulem. Spada samoocena i swiadomosc zrownowazenia bo to co sie odczuwa nie ma jakby umocowania w rzeczywistosci i jest nieracjonalne. Spada jakby zaufanie do tego co sie odczuwa. Odwrotnie dowiedzenie sie prawdy powoduje ze wszystko sie odslania. Nagle okazuje sie ze wszyskie odczucia, intuicja mowily prawde i czlowiek zaczyna siebie postrzegac jako racjonalnego, ma obraz siebie jako stabilnego i rozsadnego. Dlatego wole zycie w prawdzie bolesnej niz slodkim klamstwie.
W moim przypadku doszlo jednak to ogromnej manipulacji, ktora trudno jest normalnemu czlowiekowi zrozumiec. Kiedy rok temu brat przyjechal z bratowa do nas na dwa dni na urlop, to adorowal moja zone na oczach moich i jego zony (bylo to juz ponad pol roku po zakonczeniu tego co wiadomo co przez moja zone). Ja wtedy zareagowalem emocjonalnie slowami i z zona wrocilismy wczesniej ze wspolnego wypadu (dzis zona mi dziekuje ze wtedy zareagowalem bo do momentu kiedy sie dowiedzialem czyli kilka miesiecy temu on ja czesto nekal, głownie telefonicznie i przy okazji spotkan rodzinnych). Bratowa nic nie reagowala (jest na lekach). Po ich wyjezdzie otrzymalem list, z ktorego tresci dowiedzialem sie ze mam problemy emocjonalne, ktore powinienem leczyc, ze mi w tym pomoze finansowo. Kiedy dzis rozmawialem o tej sytuacji z kuzynem, ten mi powiedzial ze w takiej sytuacji nie wyszedl by "spokojnie" jak ja, tylko dalby tamtemu w morde. Ale co jest tragedia w tym wszystkim? Ja sie czulem zle w jego obecnosci bo czulem jaki jest ale o tym nie wiedzialem, tzn nie znalem powodow! A ponieważ mam silną psychikę nie dałem sobie wmówić jakiejś choroby. Żona mnie wtedy nie wspierała bo sama żyła w strachu, że wszystko wyjdzie na jaw. Mialo to ogromne znaczenie w sytuacjach spotkan rodzinnych, bo byłem przez niego obgadywany i "ustawiany". Co wiecej, z uwagi na inne fakty (zdradzał zone z wieloma innymi kobietami) ktore wyszly, dzieki ujawnieniu przeze mnie tego co sie stało oraz tresci listu (ktory jest jedynym dowodem mojej tezy), ktory otrzymalem w mojej sytuacji i z uwagi na wrazliwosci bratowej, doszlismy do wniosku, ze ten padalec (to bardzo slabe okreslenie ale nie chce tutaj uzywac wulgaryzmow) w momencie kiedy oklamywal zone a ona to czula (juz od wielu lat, bo ja zdradzal od wielu lat), wpadla ona w leki i depresje, ktore sa leczone dzis farmakologicznie i szpitalnie. Jednoczesnie jego obraz byl taki ze wszystkim byl stawiany za wzor meza i ojca. Jest to wiec przyklad tego jaki skutek ma klamstwo i niemowienie prawdy (niektóre osoby wiedziały jaki jest, żona chyba częsciowo też). Nie tylko nie uchronilo to danej osoby przed konsekwnecjami postepowania drugiej osoby (jak i przede wszystkim innych osób) ale rowniez pogorszylo stan i sytuacje tej osoby (choroba, wieloletnie kredyty, zbyt pozny wiek zeby wziasc rozwod i zaczac zycie od nowa, itp.). Dla mnie to tragedia tamtej rodziny (to juz nie jest moja rodzina) i gleboko nad tym ubolewam, zwlaszcza ze dorosle juz dzieci nie chca badz nie umieja zajac tutaj stanowiska, ich matka jest praktycznie sama z tamtym.
Wniosek jest też taki. Są jakieś najmniejsze podejrzenia, skojarzenia - wyjaśniać, dociekać, nie zostawiać własnemu biegowi. Może właśnie się coś dzieje i można temu zapobiec. Nigdy też nie znamy konsekwnecji tego "uświadomienia" ale tak jak powiedziałem, kłamstwo jeśli jest tolerancja zła, jest tak samo złem i będzie rodzić zło.
Też myślę, że niestety to nie ma sensu. Po pierwsze osoby zainteresowane mogą Ci nie uwierzyć... Generalnie zawsze ktoś może założyć, że mówisz to w złej wierze... Ale zależy w sumie też czy jesteś w tej sytuacji stroną czy osobą postronną. Mnie kiedyś przyjaciółka powiedziała w sekrecie, że zdradziła swojego męża. Nie wiem, czy mogłabym powiedzieć o tym komukolwiek, a na pewno nie jemu... A z drugiej strony obciążanie kogoś takimi tajemnicami jest nie w porządku.
Moje pytanie-po co? Ja nie uświadomiłam, mało tego nigdy z kochanką się nie rozmówiłam i nie żałuję. Jak to się mówi, jak człowiek zacznie babrać w gównie to nim zacznie cuchnąć.
CUDNE!!!!
musze zapamietac i to bedzie moja mysl przewodnia...
warto uświadomić
Warto
i najlepiej dać twardy dowód
takie plugastwo nie powinno istnieć ![]()
Lucyfer, Introspection, tylko że co wam zrobiła osoba zdradzona, że dajecie sobie prawo do skrzywdzenia jej?
Wiecie kim jest, jak się zachowa? A co jeśli pod wpływem wielkich emocji coś sobie zrobi?
Powiecie że to wina zdradzacza i tylko jego?
Niestety nie, nie tylko.
Umielibyście z tym żyć?
Ja wiem, ze za chwilę wypełznie z was butność na miarę ' jak Kuba bogu...', ale warto się czasem zastanowić, kto w tej sytuacji najbardziej dostanie po dupie.
Lucyfer, Introspection, tylko że co wam zrobiła osoba zdradzona, że dajecie sobie prawo do skrzywdzenia jej?
Wiecie kim jest, jak się zachowa? A co jeśli pod wpływem wielkich emocji coś sobie zrobi?
Powiecie że to wina zdradzacza i tylko jego?
Niestety nie, nie tylko.
Umielibyście z tym żyć?
Ja wiem, ze za chwilę wypełznie z was butność na miarę ' jak Kuba bogu...', ale warto się czasem zastanowić, kto w tej sytuacji najbardziej dostanie po dupie.
nie mam na myśli mówienia tego komuś kogo nie znam
jeśli będzie to osoba z mojego otoczenia
tylko i wyłącznie ![]()
Lucyfer, Introspection, tylko że co wam zrobiła osoba zdradzona, że dajecie sobie prawo do skrzywdzenia jej?
Wiecie kim jest, jak się zachowa? A co jeśli pod wpływem wielkich emocji coś sobie zrobi?
Powiecie że to wina zdradzacza i tylko jego?
Niestety nie, nie tylko.
Umielibyście z tym żyć?
Ja wiem, ze za chwilę wypełznie z was butność na miarę ' jak Kuba bogu...', ale warto się czasem zastanowić, kto w tej sytuacji najbardziej dostanie po dupie.
Tak się składa, że byłam taką zdradzaną żoną, więc mówię o tym, że ja chciałabym wiedzieć. Wszyscy znajomi wiedzieli o kochance mojego eks, mało tego nawet z nią do nich przychodził i nikt nie miał odwagi mi powiedzieć. Wyobraź sobie jak czuje się taka osoba .. czuje się zdradzona nie tylko przez partnera ale i przez cała resztę. Ja wiem, że gdyby ktoś mi powiedział, miałabym szansę na to by wcześniej zareagować, nie traciłabym kolejnych lat na życie w ułudzie. Bo po czasie wyszło, tyle że świadomość tego, że dawałam się tyle czasu oszukiwać a inni na to patrzyli była okropna. Dlatego z pełną odpowiedzialnością mówię za siebie - WARTO UŚWIADAMIAĆ.
Co innego uświadamiać w kręgu znajomych, co innego osoby których nie znamy. Tam nie wiemy co się stanie i jak. A wśród znajomych.... Myślę że jako taka znajoma postawiłabym zdradzającemu ultimatum. Są wyjścia.
A ja się dowiedziałam od męża kochanki mojego ex ![]()
I jestem zdania że nie ważne kto tą prawdę przynosi....
Częstym zjawiskiem jest sytuacja , że kochanka/kochanek z różnych pobudek informuje nieświadomych współmałżonków...
Gdzieś na forum było oburzenie na takie zachowanie... ale z drugiej strony większość zdradzonych to właśnie kochanków obarcza niemal całą winą za zdradę...
takie to wybiórcze dla mnie...
Zresztą.. większość ludzi twierdzi że nie znosi kłamstwa ... ale mało kto umie radzić sobie z prawdą .. zwłaszcza tą niemiłą.
Taka nieswiadoma osoba zyje w klamstwie. Duzo tez do myslenia daja odpowiedzi takich osob, ze jednak chcialaby wiedziec. Moze to przypominac sytuacje kulawego ktory wierzy ze jest mistrzem sprinterstwa. Wszyscy utwierdzaja go w tym przekonaniu ale pozniej przychodzi gorzkie rozczarowanie. Zycie w takiej sytuacji ma swoje powody "karmiczne" ale nasze odniesienie do takiej sytuacji nie jest jednoznaczne i jest rowniez problemem dla nas.
Strony 1
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » co myślicie o uświadamianiu współmałżonków zdradzaczy
Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2024