Wracam do domu z zajęć, gdzie mój mężczyzna przygotował mi kolacje, ze świecami i winem oraz piękną muzyką. Siadamy do stołu, zajadamy się (krokietem i barszczem - cóż, nasze finanse na nic innego nie pozwoliły
) Po czym On zaczyna rozmowę
-Nie wiem czy umiałbym być z Tobą do końca życia. Nie chce w przyszłości brać ślubu. I choć jesteś idealną kobietą, o której pomarzyć może każdy facet, nie wiem czy umiem to docenić i Cię kochać jak powinien kochać mężczyzna kobietę.Kocham, ale inaczej... - Łzy stanęły mi w oczach. I po to ta piękna ozdoba, by mi powiedzieć "odchodzę" ? Milczałam. Tańczyliśmy wtuleni w swoje ramiona, jakby to był pierwszy i ostatni taniec.
Rozmowa. Długa i płaczliwa rozmowa. Powiedziałam nagle:
-Więc albo mnie kochasz, i chcesz ze mną być i obiecasz że bedziesz się starał by nasz związek przetrwał wszystko, albo odejdź. - odszedł. Przespaliśmy noc. To znaczy- On przespał, ja płakałam. Tulił się do mnie, a ja nie potrafiłam.
Na następny dzień leżeliśmy wpatrzeni w siebie, tuż nad ranem. Głaskałam go dłonią po twarzy. Nagle po jego policzku pociekła łza (On nigdy jeszcze przy mnie nie płakał. Zawsze uważał, że to jest niemęskie... ) Spytałam:
-O czym myślisz ?
-Kto mi wytrze łzy jak już NAS nie będzie...- odpowiedział. Milczałam jak grób. Z czasem się ubrał. Zaczął pakować swoje rzeczy do torby. Nie zmieściły mu się wszystkie, więc zostawił kilka. Miał wracać do swojego domu (nie będę zdradzać miejscowości , ale jest ona oddalona od Krakowa o 200km). Stanęliśmy w drzwiach i mocno sie do siebie przytuliliśmy. Płakałam. On miał łzy w oczach. Wyszedł.
Gdy wyszedł, dopiero wtedy doszło do mnie, że to już koniec naszej idealnej miłości. Ryczałam do poduszki, szukałam wszędzie Jego narkotyzującego zapachu. I wiedziałam, że jeśli odszedł, ja już nie mogę wrócić... Minęły dwie godziny. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Podeszłam od niechcenia by je odtworzyć (spodziewałam się mojej przyjaciółki, bo miała przyjść do mnie na noc- bałam sie być sama po raz pierwszy.) Patrze- To ON! Przytulił się i powiedział
-Nie mogłem. Ja Cię przecież kocham! Głupi byłem!
Moje złamane serce natychmiast się skleiło.
-Wsiadałem już do autobusu, i stałem jako trzeci w kolejce do kupienia biletu... ale wróciłem. Poczułem tak ogromną pustkę...
Nie żałuje. Podjąłem dziś dwie decyzje. Najgłupszą i najmądrzejsza. Najgłupsza to ta, że odszedłem. Najmądrzejsza, że wróciłem.
Chyba nic nie muszę dodawać od siebie, byście rozumiały jakie szczęście ogarnęło moją dusze ![]()