Cześć,
Nigdy nie sądziłam, że będę pisała na forum o swoich problemach uczuciowych czy jakkolwiek inaczej by to nie nazwać. Uznałam, że to dobry pomysł, jak ktoś spojrzy na to tak z boku, obiektywnie. Ja, ani moja przyjaciółka nie jesteśmy zbyt obiektywne i w tym problem, dlatego proszę Was o radę.
Wszystko zaczęło się od tego, że nie miałam z kim iść na studniówkę. No ok, zdarza się. Ale za radą mamy postanowiłam zadzwonić do chłopaka, który był synem znajomych rodziców. Mama powiedziała, że czasami, gdy są u nich w odwiedzinach to coś o mnie wypytuje. Zgodziłam się tym bardziej, że miałam jego numer (kiedyś przez przypadek spotkałam go w autobusie i od razu dał mi swój numer). Zadzwoniłam i zgodził się bez problemu. Super. Przed studniówką spotkałam się z nim raz, żeby pogadać co i jak. Potem zadzwonił do mnie przed sylwestrem i zaprosił na niego. Poszłam i było fajnie. Nowy rok przywitałam u niego w mieszkaniu, ale nic między nami się nie wydarzyło, nawet się nie całowaliśmy. Ot, fajnie się gadało, trochę się poprzytulaliśmy. Spotkaliśmy się tak jeszcze dwa razy i potem była cisza. Zero odzewu. Jako że jako ostatnia odzywałam się ja to uznałam, że teraz jego krok. Nie odezwał się. Bardzo mi brakowało jego ciepła i jego słów. Czułam się przy nim bezpieczna, może dlatego że jest ode mnie 4 lata starszy. Kilka tygodni potem nie wytrzymałam i napisałam do niego sms, nic zobowiązującego. Odpowiedział zdawkowo. Więcej nie pisałam już. Od tego momentu mija dwa lata. Ja nadal za nim tęsknie. Od tamtej pory widywaliśmy się sporadycznie w kościele z daleka, ale nigdy nie podszedł, mimo że spotykaliśmy się wzrokiem.
Dzisiaj zdarzyła się dziwna sytuacja. Otóż on działa społecznie i organizuje takie różne wykłady polityczno- ekonomiczne. Mnie to trochę interesuje i czasami chodzę na takie rzeczy. Na ten wykład poszłam, bo chciała tam iść moja przyjaciółka. Ja byłam przed czasem, więc usiadłam na sali. Jego w tym czasie nie było w środku. Moja koleżanka jak wchodziła to dosłownie wpadła na niego. Nie wiedziała co powiedzieć, więc zapytała go czy mnie może widział na sali(zrobił się już tłok, ciężko było kogoś znaleźć od razu). On na to, że nie widział mnie, ale gdybym tu była to przecież bym do niego podeszła i się przywitała??? Nie miałam takiej okazji, bo go wtedy nie było na sali. To było dziwne. poza tym przez cały wykład na mnie zerkał tak ukradkiem. Ja unikałam jego wzroku. Nie wiem czy dobrze zrobiłam. Mimo, że za nim tęsknie i chyba nawet go kocham, to unikam jego wzroku. Nie wiem, co mam robić. Wiem, to głupie, ale nigdy się tak nie czułam. Bo to jest dziwne przez 2 lata nie mając ze sobą prawie żadnego kontaktu nadal za kimś tęsknić. Nie wiem, czy mam się do niego odezwać, czy nie? Może byłoby łatwiej, gdybym wiedziała, czy on kogoś ma. Niestety nie mam nawet kogo podpytać, bo teraz mieszka on w innym mieście i nawet nie ma facebooka. Wiem tylko, że na weselu swojego brata był z jakąś dziewczyną?
Proszę doradźcie mi, co mam robić. Tak za nim tęsknię, a jednocześnie nie chcę wyjść na desperatkę. Odezwać się? Jeżeli tak to w jaki sposób. Dodam tylko, że przez te 2 lata nie miałam nikogo. Po prostu nie chciałam być z nikim innym.
Temat: Co ze mną jest nie tak?
Zobacz podobne tematy :
Odp: Co ze mną jest nie tak?
Tu raczej nie ma co radzić. Facet nie jest Tobą zainteresowany. Odpuść sobie.
Odp: Co ze mną jest nie tak?
Zakochałaś się w facecie spotykanym bardzo krótko i w dodatku było średnio w rozmowie? Pochodź trochę z innymi chłopakami i porównaj ich, bo może będą lepsi.