Witam
Dwa miesiące temu poznałam faceta na portalu randkowym. Żadne z nas nie szukało na siłę związku, ot fajnie się gadało, więc czemu by się nie spotkać. Na pierwszym spotkaniu złapaliśmy dobry kontakt, nie było skrępowania, rozmowa się kleiła. Potem widzieliśmy się po raz kolejny i kolejny i koniec końców widujemy się, nie licząc dwutygodniowej przerwy na mój urlop, raz w tygodniu. Stopniowo zbliżyliśmy się do siebie i bodajże po trzecim spotkaniu pojawiły się drobne czułości: a to bukiecik kwiatów, trzymanie za rękę, przytulanie czy pocałunki. Żadne deklaracje nie padły, jest nam dobrze tak, jak jest, choć momentami widać, że jest o mnie zazdrosny, więc wszystko zmierza w kierunku związku, tak myślę.
Jest tylko jedno "ale", które nie daje mi spokoju. Czuję się w jego towarzystwie swobodnie, na spotkania idę w dobrym humorze, lubię kiedy jest blisko i jest wobec mnie opiekuńczy i czuły, natomiast kiedy ma dojść do pocałunku humor momentalnie ulega zmianie. On za bardzo nie potrafi tego robić. Próbowałam go nieco "naprowadzić", opornie, ale być może za którymś razem może załapie.
Mój "problem" polega na tym czy jest sens brnąć w to dalej, skoro już na samą myśl o całowaniu z nim dostaję gęsiej skórki... To nie tak, że mnie od niego odrzuca, bo wizualnie i z charakteru mi się podoba, tylko jak ma dojść do pocałunku, to z reguły czuję niechęć.
Mamy po 26lat. Nie wiem jak on, ale ja byłam w kilku relacjach z mężczyznami i jakoś z każdym "dochodziłam do porozumienia" w kwestii całowania, więc odrzucam opcję, że jestem jakaś oziębła i nie potrzebuję czułości. Widzę za to, że on nie do końca rozumie czemu jestem taka, jaka jestem, raz nawet zarzucił mi, że ma dosyć bycia traktowanym jak zwykły kolega.
Co mi radzicie?
Raz spotykałam się z takim kolegą z rozsądku, bo "był dobrym człowiekiem", chemii też nie było. To był błąd. W końcu doszłam do wniosku, że to nie ma sensu. Wyszłam na tą złą, która złamała mu serce. Rozstrzygnij to w swojej głowie, czego naprawdę oczekujesz.
No nie wiem, ja wole chemie od spotykania sie bo 'dobry czlowiek'
Chociaz z drugiej strony zalezy czego tak naprawde chcesz?
I czy problem to tylko pocalunek, czy po prostu on Cie nie kreci i nie podnieca i nie kreci Ci sie w glowie jak go calujesz?
Co jest nie tak w jego pocałunkach?
BYło już dużo wątków na ten temat, i zawsze padały te same wnioski: że to by był taki związek z rozsądku. Bo jak już nie masz pozytywnych myśli na temat pocałunku, to co kiedy będziecie chcieli uprawiać seks? ? ?
A może do tej pory całował tylko mamusię w policzek, a to jego pierwszy ewentualny związek, więc on po prostu nie wie "jak to się robi"?
Nie umie całować to naucz go, ja mojego uczyłam:-))) i teraz uwielbiam się z nim całować. Chyba, że chodzi o coś więcej. Jeśli w ogóle nie czujesz chemii to raczej nie warto w to się pakować. Zależy też czego szukasz w związku
zastanow sie nad tym, czy wyczekujesz na kazde spotkanie z nim, czy chodzisz na nie z przyjemnoscia, czy tylko z braku laku, czy nie draznia Cie smsy i telefony od niego. pocalunek to jeczcze nie wszystko. tez tak mialam. poznalam faceta, ktory z wygladu kompletnie mi sie nie podobal i w ogole mnie nie krecicl i na sama mysl o pocalunku z nim cos mi sie robilo. ale starsznie fajnie mi sie z nim rozmawialo przez tel, zasypywal mnie milymi smsmi, staral sie o mnie i ja to lubilam, nie meczylo mnie to (a ja jestem taka, ze jak ktos za czesto o sobie przypomina to mnie to meczy). w koncu doszlo do 1szego spotaknia, on nie wytrzymal i pocalowal mnie. nie sprawilo mi to przyjemnosci, ale gdzies tam, bylo w nim cos co mnie strasznie krecilo, a zdalam sobie dopiero sprawe z tego jak on zaczal sie ode mnie oddalac. wtedy wiedzialam, ze strasznie mi na nim zalezy. wrocicl do swojej bylej, ale nie na dlugo. potem znowu znowu sie o mnie staral, zaczelismy sie spotykac i pocalunki z nim byly dla mnie najwieksza przyjemnoscia. wiec nie skreslaj na poczatku, bo jeszcze wszystko moze sie zmienic, a zauwazysz to pewnie jak zaczniesz go tracic. mysle, ze ludzie nie doceniaja tego co maja, ze ciagle szukaja czegos fajnieszego, lepszego, a dopiero jak traca to zauwazaja co.
zastanow sie nad tym, czy wyczekujesz na kazde spotkanie z nim, czy chodzisz na nie z przyjemnoscia, czy tylko z braku laku, czy nie draznia Cie smsy i telefony od niego. pocalunek to jeczcze nie wszystko. tez tak mialam. poznalam faceta, ktory z wygladu kompletnie mi sie nie podobal i w ogole mnie nie krecicl i na sama mysl o pocalunku z nim cos mi sie robilo. ale starsznie fajnie mi sie z nim rozmawialo przez tel, zasypywal mnie milymi smsmi, staral sie o mnie i ja to lubilam, nie meczylo mnie to (a ja jestem taka, ze jak ktos za czesto o sobie przypomina to mnie to meczy). w koncu doszlo do 1szego spotaknia, on nie wytrzymal i pocalowal mnie. nie sprawilo mi to przyjemnosci, ale gdzies tam, bylo w nim cos co mnie strasznie krecilo, a zdalam sobie dopiero sprawe z tego jak on zaczal sie ode mnie oddalac. wtedy wiedzialam, ze strasznie mi na nim zalezy. wrocicl do swojej bylej, ale nie na dlugo. potem znowu znowu sie o mnie staral, zaczelismy sie spotykac i pocalunki z nim byly dla mnie najwieksza przyjemnoscia. wiec nie skreslaj na poczatku, bo jeszcze wszystko moze sie zmienic, a zauwazysz to pewnie jak zaczniesz go tracic. mysle, ze ludzie nie doceniaja tego co maja, ze ciagle szukaja czegos fajnieszego, lepszego, a dopiero jak traca to zauwazaja co.
Jak to ma sie do teorii o wyglądzie, "kręceniu" i złym pierwszym wrażeniu? Ba, nawet pocałunku. Ciekawe, ze w ogole do niego doszło jak taka na nie byłas ![]()
no jakos doszlo, po prostu mnie pocalowal a ja nie ucieklam
ale naprawde wtedy w ogole tego nie chcialam i nie sprawilo mi to przyjemnosci, ale jednak potem cos peklo.