Z dnia na dzień umarł [*] o 03:00 28/29 w Niemczech "Śmierć spokojna" prawdopodobnie zawał.
Pojechał tam mój tatuś do pracy w delegacje miał 60lat i rozmawiał z nami jeszcze za dnia, a tak się potoczyło, to wszystko.
Najgorsze jest, to że z rodziną czekamy na niego aż wróci "żywy" zadowolony miał byś teraz w czwartek 02.10 z nami i wyprawić mojej siostrze 11-ste urodziny.
Był takim OPTYMISTĄ, że śmierć ruszyła nie tylko nas, a całe osiedle każdemu pomógł pożartował w najgorszej sytuacji było zawsze dobrze jak On, to mówił "Nie jest dobrze, ale źle też nie jest", a ja na to "Tato jest dobrze", a tata "No i dobrze". Był przepracowany ja czułam, żeby on tam nie jechał. Kiedyś powiedział: "Ja to czuje, że kiedyś w delegacji umrę". Bardzo chciał ŻYĆ nie pokazywał żeby był chory nie mówił nic, że ma problemy z sercem oddał za nas życie, żeby nam było dobrze. Nie potrafię sobie poradzić z tą sytacją ON MIAŁ BYĆ TU JUŻ W TEN CZWARTEK Z NAMI, a teraz musimy czekać na deportacje ciała... Zostałam z mamą i dwoma siostrami jedna ma 16lat druga 11l. Mama chora jest na silną nerwicę lękową boję się, że i ona się załamie.