Witam.
Mój problem polega na tym, że nie bardzo wiem jak mam traktować pewną znajomość.
X poznałam kilka lat temu. Ja byłam wtedy w związku, ale widziałam, że mu się spodobałam. Próbował nawet czegoś, ale ja postawiłam sprawę jasno i to ucięłam. Kontakt się urwał. Jakiś czas później mój partner postanowił zakończyć nasz związek. Szarpnęło to mną dosyć mocno i nie w głowie były mi kolejne amory. Wtedy nasze drogi znowu się przecięły, jednak tylko odnowiliśmy kontakt pisaliśmy do siebie etc, ale nie miało to większego sensu, bo on był w moim mieście tylko na kilka tygodni ( zawodowe sprawy). Znowu kontakt się urwał. Po kilku miesiącach przeprowadził się do mojego miasta. Sporadycznie wtedy ze sobą rozmawialiśmy. Od znajomych wiem, że przy każdej możliwej okazji wypytywał co u mnie, czy będę gdzieś tam jak ja byłam to on też się pojawiał. Potrafił się specjalnie wrócić jak się dowiadywał, że gdzieś tam się minęliśmy on dopiero co wyszedł, a ja przyjechałam. W końcu on znalazł sobie kogoś, ja też zaczęłam się z kimś spotykać, ale ostatecznie obojgu nam nie wyszło. Wtedy zaczęliśmy się spotykać tak normalnie : kino, spacer, restauracja, jakieś spotkania ze znajomymi, wieczór u mnie, wieczór u niego. On się starał, dzwonił, pisał widać było, że mu zależy. Ja byłam trochę sceptycznie do tego nastawiona bo niby wcześniej chciał, a potem i tak spotykał się z kimś innym, ale on przekonywał mnie, że to nie tak, że chce i, że mu zależy no i jakby nie patrzeć starał się bardzo. W oczach znajomych można powiedzieć, że już uchodzimy za parę, a dla mnie nie jest to takie oczywiste, boje się czy nie jestem dla niego tytułowym panaceum na nudę. Nie mógł sobie kogoś znaleźć, a, że byłam pod ręką to po prostu " wrócił". Oczywiście powiedziałam mu o tym, że dla mnie tak to wygląda, on zaprzeczył powiedział, że dobrze mu się ze mną spędza czas etc. Jednak od czasu tej rozmowy jakby jego zapał opadł, niby dzwoni, piszę ale od prawie 2 tygodni się nie widzieliśmy, a wcześniej praktycznie codziennie. Sama proponowałam spotkanie 3 razy.
Ktoś powie porozmawiaj z nim, a przecież chciałam, ale 3 razy nie doszło do spotkania, a jestem zdania, że tego typu rozmowy nie powinny odbywać się przez telefon.
Dziecinne to trochę, ale wszystkie wyznania od niego dostawałam przez telefon, że się zakochuje, że chce ze mną być itd.
Wiem, że ma problem z uczuciami to raczej facet twardo stąpający po ziemi.
Mam sobie dać spokój? Nie ma jeszcze mowy o zakochaniu, a może jest? Przywiązałam się już do niego, teraz za nim tęsknie i zastanawiam się czy nie lepiej odpuścić teraz niż potem, gdy będzie naprawdę mocno bolało.