Zdecydowalam sie napisac tutaj pierwszy moj post. Chcialabym Wam opisac moja sytuacje i zobaczyc co o tym myslicie, moze uda Wam sie mi cos doradzic
Tak wiec zaczynam moja historie. Jestesmy rok w zwiazku. Zaczelo sie magicznie, zaczelismy sie spotykac i od pierwszego spotkania tak jakby 'nalezelismy do siebie'. Nie na zasadzie obietnic itp. ale kazde z nas czulo to samo, slowa byly dodatkiem. Kazde spotkanie bylo czyms cudownym, wyczekiwanym. Ciezko bylo bez siebie wytrzymac. Jednak bylam nieswiadoma wielu rzeczy, imprezowalam, teraz jak patrze z biegiem czasu to moge powiedziec, ze czesto calkowicie nieswiadomie 'spychalam go na bok', potem plakalam po alkoholu, robilam wyrzuty najczesciej o to, ze nic mi nie mowi co go trapi, ze skad ja mam o tym wiedziec. Teraz wiem, ze nie dawalam mu do tego podstaw...on byl dla mnie wszystkim, ja dla niego tez, jednak nie widzialam ile rzeczy porzucal lub olewal dla mnie. Wczesniej to bylo takie niewidoczne, widzialam, ze sie poswieca, ale nie zdawalam sobie sprawy, ze az tylo go to kosztuje. (Nie moge zniesc teraz tej mysli, zmienilam sie strasznie od tamtego czasu, jestem rozsadniejsza, mam inne priorytety-wiem o co walczyc, na czym mi zalezy i ile jestem w stanie poswiecic sie temu.) Zaczelo sie po jakims czasie psuc, nie zdawalam sobie wczesniej sprawy, ze to z mojej przyczyny. Ale kiedy dojrzalam do tego, zaobserwowalam, przeanalizowalam, wyrzucilam to zle zastepujac dobrym i 'kochanym' to bylo troche za pozno...(dodam, ze on sam widzi jak sie zmienilam ns dobre i ze zmienilam podejscie itd) on juz sie zamknal, nie chce mojej pomocy, nie.ma zadnych oczekiwan. Tak jakby jestem teraz punktem skrajnosci-z jednej strony go unieszczesliwiam, bo te starocie sa jeszcze u niego zagrzebane, a z drugiej strony mnie kocha. Tylko, ze on juz nie chce walczyc, nie umie sie zachowac w zlym momencie, wtedy jest wszystko na nie i nawet on nie chce tego naprawiac. Z kolei w dobrych momentach jest tak jak kiedys, magia. 2/3 razy rozstal sie ze mna, jednak to bylo na kilka dni, gora tydzien. Zadne z nas nie funkcjonowalo normalnie, nie potrafilo. Ciagnie nas strasznie do siebie. Planowalismy juz wspolne zycie. Jestesmy tak naprawde oboje w rozterce, bo on nie wie czego chce i co ma robic, ja z kolei jestem przekonana, ze to jest do uratowania. Mozecie napisac, ze najlepiej by bylo, zebysmy sie rozstali, czas leczy rany itd. Nieprawda. Nawet te kilka dni wyssysa sily tak, ze do czlowieka przychodza mysli samobojcze, zdarzylo mi sie to po ostatnim rozstaniu, nie wiem co wtedy tak naprawde sie ze mna dzialo...powiedzcie jak znalezc srodek, jak wysrodkowac szczescie obojga partnerow I zwiazek? Co potrzeba, zeby razem ze mna walczyl?
(Dodam, ze to moj pierwszy zwiazek, ale taki, w ktorym chcialabym zostac juz do konca. On zas zostal kilka razy zraniony przez partnerki, probowal sobie cos zrobic, jednak to bylo dawno temu, to juz na niego nie wplywa w zadnym stopniu. Sam jest rowniez ze soba niepoukladany, zagubiony
) to tsk fosc w skrocie
poradzcie
Trochę to chaotycznie opisane ale powiem że częstą przyczyną pogorszenia relacji są sytuacje stresowe i brak odporności w radzeniu sobie z nimi. Jedyne co można zrobić to pracować nad sobą za wszelką cenę, żeby umieć spokojnie dawać sobie radę z takimi trudnościami i wtedy związek będzie harmonijny i trwały.
Skoro kocha to nic straconego, czy przerwa cos da, sam nie wiem skoro bez siebie nie wytrzymujecie, chyba trzeba ustami nadrobic te problemy i rozmawiac, to jest kryzys a kryzys jest próbą, jesli zdacie egzamin otrzymacie nagrode czyli klucz do zwiazku.
Spróbuj rozmawiac i powiedz mu to wszystko , maly wypad razem szczere rozmowy i bedzie git
Pozdrawiam
Skoro kocha to nic straconego, czy przerwa cos da, sam nie wiem skoro bez siebie nie wytrzymujecie, chyba trzeba ustami nadrobic te problemy i rozmawiac, to jest kryzys a kryzys jest próbą, jesli zdacie egzamin otrzymacie nagrode czyli klucz do zwiazku.
Spróbuj rozmawiac i powiedz mu to wszystko , maly wypad razem szczere rozmowy i bedzie git
Pozdrawiam
przerwy to przeważnie dają, tylko i wyłącznie efekt tylko na chwilę
radzę rozmowę i prace nad sobą, jeśli takie parcie macie ku sobie, to przecież jest
po co
powodzenia
Dziekuje Wam za podpowiedzi
szczere rozmowy sa caly czas, jednak co jakis czas on popada ze skrajnosci w skrajnosc. Jednego dnia jest harmonia, dobry humor, jednym slowem idealnie miedzy nami. A czasem na drugi dzien potrafi mi powiedziec, ze nie daje rady...myslicie, ze zbudowanie relacji na wspieraniu siebie i dbaniu, ale rzadszym spotykaniu bedzie miala dobry skutek? Mowi, ze chce to zrobic powoli, jednak nie umie nazwac co znaczy 'powoli'. Nic ode mnie nie wymaga tak naprawde tylko czasem chce, zebym mu dala spokoj. Jednak nie wiem czy to nas od siebie nie oddali. Czy takie stopniowe podbudwywanie siebie wyjdzie na dobre zwiazkowi? Wiem, ze on jest sam ze soba zagubiony, bo bardzo czesto ot tak zmienia swoje nastawienie i nastroj. Czy to wlasnie ten czas na dojscie do ladu samemu ze soba bedzie dobry? Dodam, ze mi bardzo trudno zachowac dystans, ale jestem w stanie zrobic to, jesli ma zaoowocowac. Pragne tego, zeby on w koncu byl szczesliwy sam ze soba i odnalazl w sobie ta 'walke' nie na kilka dni, ale na stale.