Jak w temacie wszystkie trzy aspekty są bardzo ściśle ze sobą powiązane, ale zacznę od samego początku.
Od 2 klasy gimnazjum do teraz to będzie już jakieś 7 lat mam przyjaciółkę, taką naj najlepszą, mogę spędzić z nią cały dzień i się nie nudzić, mamy wiele wspólnych tematów, a także wspólne opowiadanie, jesteśmy jak siostry, w sumie nie rozłączne wszystko robimy razem, wszędzie razem chodzimy etc. Jednak jest jeden szkopuł który z czasem zaczął się jeszcze bardziej pogłębiać, a mianowicie zaczęłam zauważać, że moja przyjaciółka często obraża się za byle co, trochę mnie to denerwuje ale zależy mi na niej poza tym zwykle obie strony dochodzą do porozumienia i wszystko jest dalej dobrze.
W tym miejscu pojawia się następny problem, jak już wspomniałam bardzo dużo czasu ze sobą spędzamy, potrafiła nawet jedna u drugiej siedzieć i tydzień (oczywiście jak nie było szkoły) jednak moim rodzicom zaczęło to przeszkadzać zresztą nadal przeszkadza, uważają, że to nie jest normalne, że nie powinien się mój świat kręcić wokół niej, że powinnam sobie poszukać kogoś z "płci przeciwnej". Denerwuje mnie to i to okropnie to takie szukanie sobie kogoś na mus bo inni gadają, że cały czas z nią i z nią jak jakieś małżeństwo. Lubię z nią spędzać czas i chyba nie muszę sobie odmawiać czegoś co lubię by lecieć i robić to co im by się podobało? Jednak z drugiej strony zależy mi też na nich i by rozumieli to co czuje, jednak przetłumaczenie tego już nie jest takie proste.
Kontynuując, dalej zrobiły się jeszcze większe schody...
Poznałam chłopaka jest ode mnie 3 lata młodszy, swoją drogą czuję się przez to nieco niekomfortowo. Zdawało mi się, że moja przyjaciółka go nie lubi, za pierwszym razem gdy się z nim spotkałam była strasznie na mnie zdenerwowana, potem w sumie przestałam jej mówić, że się z nim widuje i było spokojnie. Jednak problem jest jeszcze inny, on zdaje się jest bardzo we mnie zakochany a jak... wydaje mi się, że w ogóle tego nie odwzajemniam, nie mamy ze sobą wspólnych tematów, jak ze sobą gadamy to w sumie o niczym, lub ja gadam o szkole i sowich problemach. W sumie irytuje mnie to, że nic by innego nie robił tylko się na mnie gapił lub całował i przez to, że te spotkania tak wyglądają po prostu nie mam na nie ochoty, nie mam na niego ochoty ale jest jeszcze druga strona medalu bo z tej drugiej strony boję się, że moja przyjaciółka się na mnie obrazi jeśli pójdę się z nim spotkać, nie wiem jak bardzo złudne jest to myślenie bo rozmawiałam z nią na ten temat, nie wydawała się zła czy przygnębiona i pytała się czy ja w ogóle coś do niego czuje, a ja sama nie wiedziałam co mam powiedzieć, bo wydawało mi się, że nie.
Jednak na drodze stanął mi jeszcze jeden problem, powiedziałam co myślę mojej mamie i to był raczej duży błąd, z tej głupiej rozmowy bo tak ją trzeba nazwać nic nie wyniosłam a poczułam się tak jakby ona oczekiwała, że zaraz sobie kogoś znajdę i będę z nim do końca życia, ciągle jej przeszkadzają takie bliskie relacje z moją przyjaciółką.
Chciałabym się dowiedzieć co o tym myślą osoby trzecie, bo osoba której rady najbardziej bym chyba potrzebowała jest zupełnie głucha na to. Czasami żałuje, że go poznałam bo może wtedy bym nie czuła takiego nacisku ze strony rodziny. Jak jej powiedziałam, że nie mam się ochoty z nim spotkać, że się trochę o to posprzeczaliśmy to od razu powiedziała "wcale mu się nie dziwie" no ale kurde czy ja mam się do czegoś zmuszać by komuś było miło, czy to się nie mija z celem? Na prawdę nie jestem w stanie zrozumieć jej sposobu myślenia, a ostatecznie powiedziała bym robiła co chce, że jej to nie obchodzi, wtedy to już było masakrycznie.
W sumie chciałam napomnieć, że to było w sumie moje pierwsze zbliżenie do faceta w ten sposób mimo mojego wieku, jakoś wcześniej nie spotkałam osoby która byłaby mną zainteresowana, albo to ja się tak odgradzałam.
Jestem w tz. kropce, nie wiem co mam myśleć, mam dość ciężki charakter i nie potrafię być bezpośrednia i powiedzieć komuś co mi nie pasuje, właśnie robię taką minę do złej gry, zbieram się w sobie ale i tak nic z tego nie wychodzi. Nie lubię sprawiać komuś przykrości więc zwykle robię to co dana osoba chce robić, a jemu nie powiedziałam czemu tak na prawdę nie mam ochoty na te spotkania.
W sumie nie jestem nawet w stanie określić czy szczerze pisze, tak mi się wydaje, ale sądzę, że problem może siedzieć jeszcze głębiej i są fakty przed którymi sama przed sobą się nie potrafię przyznać.
Faktem jest, że wolę spędzać czas z moją przyjaciółką niż z nim.
Nie wiem czy trafiłam w odpowiedni dział, ale temat porusza różne aspekty, jednak całość sytuacji raczej wpływa na mój stan psychiczny.
Widzisz, miałam dość podobny problem jakieś 10 lat temu. Też miałam "przyjaciółkę" i nasze mamy zaczęły się o tą całą znajomość martwić. Gadki typu "to dziwnie wygląda", "cały czas razem" itp. Nasze matki dobrze odebrały te niepokojące (dla nich) sygnały gdyż nasza "przyjaźń" nie była tylko przyjaźnią, ale chcąc je uciszyć zaczęłyśmy spotykać się po kryjomu, nocować u siebie co 2 weekend i na żarty spotykać się z chłopakami. I tak udało nam się wytrwać 2 lata i miłość się skończyła.
Musisz postawić siebie przed faktem, na spokojnie ogarnąć swoje uczucia. Bo przyznać się przed sobą jest najtrudniej, to ciężka droga. Bitwa z samym sobą i ze społeczeństwem.
Jak dokładnie wygląda Twoja relacja z przyjaciółką? Przytulacie się, obejmujecie podczas snu? Czujesz, że to zwykła przyjaźń i wygląda to normalnie?
Pozdrawiam
Sam fakt spędzania ze sobą takiej ilości czasu wygląda dla niektórych nienormalnie.
Sama się zastanawiałam nad tym czy te całe obrażanie się za wszystko nie jest spowodowane zazdrością, w sumie miałam już takie uczucie, że ona mnie traktuje jak swojego "faceta" a nie jak przyjaciółkę, z drugiej zaś strony nie raz nie dwa jest odwrotnie.
Jeśli chodzi o te bliższe relacje sytuacja wydaje mi się dość skomplikowana, ale ogólnie dla żartów zdarza się klepnąć w tyłek lub złapać za pierś. Nie przytulamy się bez powodu, nie chodzimy ze sobą za łapki etc., ale wszystko robimy razem.
Najgorszy jest szantaż emocjonalny, bo gdy jest obrażona po prostu nie chce się do mnie odzywać, w zwykłym przypadku by mi to nie przeszkadzało ale nie po kłótni, zawsze mi coś wypomina, więc zaczęłam robić to samo, ale widzi tylko to, że ja to robię. Tak poza ja bym mogła bez większych problemów spędzić czas sama, czy jakoś inaczej a zdaje mi się, że ona nie potrafi sobie czasu beze mnie zagospodarować.
Niby mówi, że rozumie, że nie zawsze będziemy razem a jednak czuje, że jest na mnie zła, że spędziłam ten czas bez niej jakoś inaczej, może mam lekką paranoje na tym punkcie bo mówi mi co innego a ja myślę co innego.
Hmm, może Twoja przyjaciółka się w Tobie zakochała, mówiąc wprost? Ty większych uczuć nie masz, nie zauważyłaś u siebie?
Zwykła przyjaźń nie polega na tym, żeby się obrażać na to co tu przedstawiłaś i strzelać takie fochy. Wygląda to dość inaczej niż w normalnej relacji, na pewno z jej strony.
Czy ona miała juz jakieś związki? Z mężczyznami, kobietami? Czy kiedyś wspomniała o jakiejś dawnej przyjaźni?
Tak to też mi wpadło do głowy jakiś czas temu, dlatego by ją tak bolało jak spotykam się z kimś innym.
Mniej więcej na początku naszej przyjaźni, przez jakiś czas, może z 2 lata, miała przyjaciółkę, jednak z jej opowiadań wynikło, że jednak nią nie była, jak mi mówiła, zawsze była na jej zawołanie, gdy ona miała ochotę się spotkać to się spotykały a gdy moja przyjaciółka chciała się z nią spotkać to nie chciała, wiem, że może akurat nie miała ochoty ale tutaj się działo to co się dzieje też w moim przypadku, bo jeśli moja przyjaciółka nie chciała się z nią spotkać ta się na nią obrażała. Widzę tutaj podobieństwo do mojej sytuacji jednak tym razem z zamianą ról. W końcu zerwała tamtą przyjaźń i zaczęła się przyjaźnić tylko ze mną.
Co do związków. Z kobietami nie nigdy nie miała, a z mężczyznami... ehh ciężko w tym przypadku bo ona szuka takiego "księcia z bajki", miała przelotnie parę poznanych osób ale ostatecznie nic z tego nie wyszło.
Myślę, że gdyby ona znalazła sobie tego "księcia" to byłoby mi znacznie łatwiej, tak wprost mówiąc chciałabym by sobie faceta znalazła, myślę, że by mnie to odciążyło, jak by się z nim spotykała to nie mogłaby na mnie kłaść takiego nacisku, że z nią nie jestem, problem leży w tym, że ja już sama nie wiem czy to ja nie jestem przypadkiem jej "księciem". ![]()
W sumie sama zaczęła szukać sobie "drugiej połówki" jednak ostatnio zupełnie przestała i zdarza jej się powtarzać, że już na pewno będzie sama, tak zupełnie bez wzruszenia.
Heh, taka sytuacja, że się sama w niej zgubiłam. xD
Wasza przyjaźń jest toksyczna i jeśli jej nie skończysz to zawsze taka będzie. Dla niej najlepiej by było jakbyście obie w tym samym czasie znalazły sobie chłopaka, wtedy żadna z was nie będzie się czuła samotna czy odtrącona, ale to nie jest wyjście bo zaczną się jazdy o coś innego.
Ja bym jednak radziła szczerą rozmowę i rozluźnienie więzi.
7 2014-09-18 11:22:11 Ostatnio edytowany przez Teo (2014-09-18 11:22:57)
Ja to widzę tak - Ty traktujesz ją jak kochaną siostrę, a ona, wydaje mi się, że traktuje Cię bardziej. Też mam takie wrażenie, że ona raczej więcej chce/oczekuje/czuje niż Ty.
I tu pojawia się problem.
Jak w każdym związku - czy to przyjaźń czy miłość, obie strony potrzebują czasu dla siebie, więc dla zwykłego zdrowia psychicznego proponuję Ci delikatnie się od niej oddalić, zająć się czym swoim, odkleić się od tego spędzania czasu razem wszędzie, bo to nie zdrowe.
Dopiero kiedy złapiesz perspektywę, będziesz mogła w miarę obiektywnie ocenić, czy to tylko przyjaźń czy kochanie ![]()
A tego gówniarza, co się na Ciebie gapi, to pogoń, bo po co Ci on?
Nawet nie masz z nim tematów do rozmów.
Nie skupiaj się na przyjaciółce i tym, że musisz znaleźć sobie facet. Skup się na sobie, bo wchodzisz w taki wiek, że czas powoli dorastać, a z tego co opisujesz to dalej macie mentalność "głupiutkich nastolatek" ![]()
8 2014-09-18 11:29:49 Ostatnio edytowany przez Kukurydza (2014-09-18 11:32:55)
Szczerze powiedziawszy spodziewałam się, że w końcu padnie taka odpowiedź "toksyczna przyjaźń".
Jednak ciężko by mi było ją zerwać, jestem bardzo przywiązana i traktuje ją jak siostrę mimo tego co robi, po drugie ciężko mi wchodzić w nowe relacje i mam takie uczucie, że jak to zakończę to zostanę zupełnie sama, to by mnie chyba emocjonalnie przybiło gdybym wiedziała, że nie mam się do kogo odezwać, z kim pogadać, pośmiać się.
On to jednak nie to samo co 7 lat znajomości. Czasami się zastanawiam co ja tak na prawdę czuje, bo jakoś nie mogę się sama wewnętrznie określić.
Nie przeszkadzałoby mi to, że spotka się z kimś innym, że ze mną będzie się widywać co jakiś czas, jednak gdybym miała to tak ewidentnie zakończyć to by mnie to zabolało, a myślę, że tak by się stało gdybym próbowała "poluźnić".
Co więcej sama się zastanawiam nad sobą, skoro lubię z nią spędzać tyle czasu to może sama mam jakieś odchyły od normalnej orientacji.
Ona często powtarza, że nie chce się umawiać z innymi osobami tylko dlatego bym ja nie czuła się samotna, że niby to robi dla mnie itd, ale przez to czuje się zobowiązana, że skoro ona odsuwa wszystkich na bok dla mnie to czemu ja dla niej tego nie robię, problem w tym, że ja tego nie potrzebuję a ona jest przekonana, że tak i że powinnam się tym samym odwdzięczyć.
Na prawdę chciałabym z nim miło spędzić czas jednak ciężko jest to zrobić jak się tylko patrzy w oczy i się do ciebie klei, mam wrażenie, że to nie o to w tym chodzi, jednak największym moim problemem jest fakt, że nie wiem jak mu to powiedzieć. Ogólnie wydaje się miły, ale potrafi być też dla mnie złośliwy, poprawiać mnie co mnie strasznie irytuje.
Cóż niedługo powrót na studia więc myślę, że będę, miała więcej chwil na przemyślenie tego wszystkiego.
Kukurydza, przykro mi to stwierdzić, ale jesteś uzależniona. Zdanie, że jak nie ona, to nie będziesz miała nikogo, że zostaniesz sama itp., itd., to nie są dobre objawy. To tak jak ze związkami od gimnazjum. Człowiek nie uczy się być sam ze sobą, tylko zawsze jest z kimś i perspektywa, że zostanie "sam" sprawia, że dostaje palpitacji i paniki. Dla zdrowia psychicznego MUSISZ nauczyć się żyć sama ze sobą, bo inaczej będziesz się ładować w toksyczne związki.
Co do chłopaka, to powiedz mu wprost, że nic z tego nie będzie i tyle
I nie szukaj więcej młodszych, bo Tobie starszy i bardziej ogarnięty potrzebny ![]()
Masz rację i jak nie każdy uzależniony potrafię się do tego przyznać, bo to jest faktem, już wiele razy próbowałam po prostu "olać" sprawę zachowywać się zupełnie normalnie jak jest obrażona i nie chce ze mną gadać. Jednak to nie takie proste, zresztą wyjście z jakiego uzależnienia jest proste? Co najśmieszniejsza chyba działa to w obie strony bo ona też do mnie wraca jak bumerang, nawet po bardzo ostrej sprzeczne. Na prawdę chciałabym myśleć o tym w taki sposób, że to nie jest nic złego być "samemu" jednak to jest silniejsze ode mnie bo taką "siostrzaną miłość" chciałabym zachować na resztę życia.
A jestem jedynaczką więc innej raczej nie doświadczę, albo i tak ale nie mogę dostrzec taki perspektyw. ![]()
Masz rację i jak nie każdy uzależniony potrafię się do tego przyznać, bo to jest faktem, już wiele razy próbowałam po prostu "olać" sprawę zachowywać się zupełnie normalnie jak jest obrażona i nie chce ze mną gadać. Jednak to nie takie proste, zresztą wyjście z jakiego uzależnienia jest proste? Co najśmieszniejsza chyba działa to w obie strony bo ona też do mnie wraca jak bumerang, nawet po bardzo ostrej sprzeczne. Na prawdę chciałabym myśleć o tym w taki sposób, że to nie jest nic złego być "samemu" jednak to jest silniejsze ode mnie bo taką "siostrzaną miłość" chciałabym zachować na resztę życia.
A jestem jedynaczką więc innej raczej nie doświadczę, albo i tak ale nie mogę dostrzec taki perspektyw.
Siostrzaną przyjaźń można zachować na lata, ale niech ona będzie ZDROWA, a nie toksyczno-uzależniająca.
To jest takie trudne, nigdy nie miałam innych uzależnień, ale wydaje mi się, że takie jest jednym z trudniejszych do pokonania. ![]()
Zastanawia mnie też cały czas kiedy ta nasza relacja się taka stała i nie mogę znaleźć tego przełomu. ![]()
Siostrzaną przyjaźń można zachować na lata, ale niech ona będzie ZDROWA, a nie toksyczno-uzależniająca.
Dokładnie, zgadzam się z tym w 100%.
Twoja relacja z przyjaciółką wyszła trochę z pod kontroli, bardziej chyba u przyjaciółki niż u Ciebie, chociaż sama napisalaś, że tez lubisz odbić piłeczkę. Takie obrażanie sie to też dziecinne zachowanie, a juz dawno wyszłyście z piaskownicy.
Znajdź hobby jeśli nie masz i postaraj się po mału odizolować i pokazać jej jak powinna wyglądać przyjaźń, a jeśli nie zrozumie to będziesz miała odpowiedź.