Witam wszystkich. jestem tutaj nowa, ale przeczytałam sporo Waszych rozmów i naprawdę liczę na to, że to tutaj uda mi się znalezc odrobinę wspracia ...
Zacznę od tego, że mam dopiero 18 lat i zdaje sobie sprawę, że moje problemy są niczym w porównaniu do tego, o czym piszą niektóre kobiety. Jednak mam cichą nadzieję, że i te moje nie zostaną przez Was zignorowane ...
Jak w temacie, chodzi o rozstanie. To był mój pierwszy chłopak, pierwsza miłosc, wszystko pierwsze. I skonczyło się tak nagle jak się zaczeło.
Byliśmy razem przez prawie 9 miesięcy. Wiadomo, na początku bajka. Miałam do niego pewien dystans, bałam sie zaangazowac ale w koncu mu zaufalam. Naprawde sądziłam ze on mnie nie zawiedzie. A jednak. Problemy zaczęły się we wakacje, kiedy on dostał się na studia. Wspomnę o tym, że chodził do liceum a na studia nie bardzo chciał isc. Ja go do tego przekonalam, tlumacząc ze sama matura, zwykły świstek nic potem nie dają ... no i mnie posłuchał. Jednak nie dostal sie tam gdzie początkowo chciał. Ale do odległego miasta. Wtedy zaczęło się psuc. Pojawiła sie taka ... niepewnosc między nami. Potem miał dla mnie coraz mniej czasu ... Mimo tego, że były wakacje on ciągle twierdził że jest zajęty. No i kwestia jego rodziny ... był bardzo przywiązany do matki, siostry, babci ... wszystich. Czesto odwoływał spotkanie ze mna bo np. babcia przyszla na obiad albo siostra prosila o cos tam. Zaczeło mnie to denerwowac. Prosiłam go o troche wiecej uwagi. Nie chcialam odciac go od rodziny, po prostu chcialam zeby poswiecal wiecej czasu mnie ... żebym była ważniejsza. Ale oswiadczył mi że dla niego najwazniejsza jest rodzina i ja to musze zaakceptowac. Zaczeły się kłótnie. W koncu to ja powiedzialam,ze nie wytrzymam tak i że on musi cos zmienic bo inaczej sie roztaniemy ... dziewczyny, ja mu nie chcialam stawiac zadnego ultimatum, ale czulam sie bardzo zraniona. Bolala mnie taka sytuacja. Teraz myśle ze nie powinnam ale jest za późno ... ale wracajac, on powiedział że mu zalezy, że sie zmieni, że bedzie sie starał... na dwa dni. Nie spotkał sie ze mną od tamtego czasu. Po dwóch dniach smsem ponformowal że to koniec. Kolejne dwa dni prosiłam się o wyjasnienia ...i w koncu je dostalam, na facebooku. Po wszystkim co razem przeszlismy nie poinformowal mnie o niczym osobiscie, nie spojrzał w oczy ... twierdzi, że nie czuje juz do mnie tego co kiedys, ze zaraz wyjezdza i nie widzi mu sie zwiazek na odleglosc ...
A ja sobie teraz z tym zupełnie nie radze. Od tygodni nie przespałam całej nocy. Ciagle szukam odpowiedzi ... bo powiedzcie mi, po co mu byly te obietnice, skoro nic do mnie juz nie czuł?? No po co??
Nigdy tak bardzo nie zawiodłam sie na człowieku ... i nie wiem jak moge ufac komukolwiek...
A najgorsze jest to, że moje uczucia do niego wcale nie znikneły. Mimo tego że bardzo mnie zranił ja wciąż go kocham ...
Pewnie to wszystko wydaje się takie typowe, infantylne ... ale ja nie wiem jak sobie z tym poradzic ;( Jestem bardzo zmęczona i chcialabym zamknac ten etap ...
Doradźcie cos ... ![]()
Po co mu były obietnice, skoro nic nie czuł. Dla własnej satysfakcji, lepszego ego...
Brzydzę się facetami, którzy nie szanują kobiet.
Wiesz, każde rozstanie jest smutne. To taka indywidualna śmierć kogoś w naszej psychice. Dla nas on po prostu ma swój grób, ponoć w psychologii tak to jest postrzegane.
Musisz wziąć się w garść. Różnica między śmiercią "psychiczną" a "fizyczną" jest taka, że jeśli ktoś ginie przykładowo, w wypadku samochodowym, to nie jego wina (a może jego, ale na pewno nie tego że był brutalny wobec Ciebie itd.). Ale efekt jest taki sam: cierpimy. Tylko tutaj nie mamy wpływu, ale w jednym i drugim przypadku nie ma szans na przywrócenie człowieka do życia. Naszego życia. Możemy tylko się cieszyć (jeśli naprawdę kochamy), że ta osoba jest szczęśliwa z kimś innym. Przykro, że nie chciała z nami dzielić życia, ale to chyba strata tej osoby. Bo my wiemy, że jesteśmy dużo warci/warte. Albo też inne usprawiedliwienie - po prostu nie pasowaliśmy/pasowaliście do siebie i to wszystko się samo rozeszło.
Jesteś dopiero na początku swej drogi. Weź głęboki oddech i dalej. Nie będzie różowo. Choć może jesteś jedną z niewielu, która spotka na swej drodze tego jedynego który nie będzie Cię oszukiwał ani ranił.
Tacy są ludzie... Trzeba uważać na każdym kroku.
Radzilbym jakies hobby, zainteresowania. Zeby sie odstresowac, odpoczac
ajaj.. <przytula>
Młodziutka jesteś Kochanie. Wiadomo, że boli, ale przejdzie na 100% ![]()
Tylko musisz dużo czasu sobie poświęcić, o niego się nie martw - jest niedojrzały do związku, tak musiało być.
90% par zawartych w tym wieku rozstaje się. Pierwsza miłość jest właśnie po to żeby spróbować jak to w ogóle jest
rzadko kiedy zostaje na zawsze.
Za jakiś czas popatrzysz na to inaczej: jak dużo się nauczyłaś o związkach i sobie dzięki tej relacji, ale nie będziesz już chciała wracać.
Dziękuje Wam bardzo ... ciesze się, że można tu znalezc kilka słów otuchy.
Ja nie mogę sobie darowac że dałam się tak oszukac. Wierzyłam w jego słowa, nadal chciałabym w nie wierzyc. On zostawił mnie w fatalnym momencie. Problemy pomiędzy mną a nim nie były w tym czasie jedynymi. Mam dosc spory problem ... z samooceną. Wiedział o tym. Ciagle szukam wyjaśnien tej sytuacji, i zastanawiam sie czego mi zabrakło że nie ptorafiłam go sobą wystarczająco zainteresowac. Bo nie zawsze taki był. Kiedys naprawde się starał, tak myślę.
Odnoszę wrażenie że przestałam byc mu potrzebna i stałam się tylko problemem...
Kochana jesteś młoda, i "niby zakochana" rozumiem bo też tak miałam w wieku 16 lat się zakochałam a w wieku 18 wziełam ślub.Bo wydawał się jedyny na zawsze idealny.....Teraz od 2 miesięcy nie mieszkamy razem mamy niespełna 5 letnie dziecko. Jest bardzo ciężko.Bardzo się zmienił- obrażał bił,powiedział że nigdy mnie nie kochał, że jest szczęśliwy beze mnie.Bardzo boli i boleć będzie ale jakoś żyć muszę.Przytoczyłam swoją historię bo wiem co czujesz, ale minie zobaczysz z czasem . Trzymaj się kochana ![]()
Ech te pierwsze milosci, takie piekne jak ma sie nascie lat. Chlopak ewidentnie nie dojrzal do zwiazku. Nie szukaj winy w sobie, bo to nie tak. Zauroczenie sie skonczylo, przegralo z rodzina, perspektywa zycia studenckiego itd. Musisz zajac sie soba, odstresowac, znalezc jakies zsjecie, zeby wypelnic jak najbardziej czas i nie myslec o tym. Kolejna milosc z czasem przyjdzie niespodziewanie i zapuka do Twojego niewinnego serduszka. Byc moze bedzie to ta na cale zycie.
Droga ness. Zarówno faceci jak i babki to świnie. Tu nie ma generalizowania. Nie jesteś odosobnionym przypadkiem w kwestiach sercowych. Wierz mi, że schemat zawsze jest bardzo podobny. Obiecanki, sranki, rozstanie, jędna strona się męczy. Oczywiście pojawia się stwierdzenie w rodzaju: "nie jestem w stanie nikomu zaufać". To nie......ufaj. Po co masz komuś ufać? Wiecznie obijam się o stwierdzenia o braku zaufania. Wciąż i wciąż. Relacja kobieta-mężczyzna.
Ja tam nikomu nie ufam poza przyjaciółką i ojcu. I styknie. Tego sie trzymam. Miłości się pojawiają i odchodzą. Nie potrzebuję tu zaufania w stricte tego słowa znaczeniu. Patrzysz na zaufanie przez pryzmat potencjalnego związku. Jak zawsze......nic na siłę
. Pozdro