jestem mężatką prawie 3 lata ,mamy 2 letnią córeczkę nie układa nam się za dobrze,mój mąż jest starszy o 8 lat ja mam 29 a on 37 .
on lubi alkohol i tutaj zaczyna się problem on pił a ja robiłam awantury,ja naprawdę jestem ustępliwa pozwalałam na 2 piwa dziennie,ale jemu to było mało.. kocham go strasznie a on mnie już nie,nie chce już z nami być,kazał mi się wynosić.Ja wracam z pracy on wychodzi do baru ,kazał mi połowę za wszystko płacić ,nawet jedzenie mamy na osobnych półkach,bo on tak chciał,pieniędzy mi nie daje ,tylko na dziecko 400zł,powiedzcie jak to ratować?? prosiłam ,błagałam on nie chce...
czy któraś z was przeżyła rozwód i została sama z małym dzieckiem... ??
Jestem załamana
Nic na siłę, serce nie sługa. Jeśli Twój partner nie chce być z Tobą to nie możesz Go zmusić do tego. Przecież nie będzie z Tobą z litości, zresztą sama byś chyba tego nie chciała. Nie będzie łatwo, ale sama poradzisz sobie. Na dziecko pieniądze daje a to już dużo. Dasz radę. Musisz w siebie uwierzyć i nie błagać Go o zostanie z Tobą bo to nie ma żadnego sensu.
powiem tak, Jeśli go Kochasz wyślij go na odwyk, to go odmieni!! Mam ojca który całe, życie pił, zrujnował życie mojej mamie i siostrze, mi tylko dzieciństwo... Gdy miała 13 lat poszedł na odwyk i jest innym człowiekiem od 9 lat nie pije,mysli o domu, rodzinie:)
Ty nic nie zdziałasz, bo z alkoholizmem jest tak, że nie tyko on jest chory, ale cała rodzina.
Uwierz mi życie z kimś takim nie ma sensu. Trzeba poczynić kroki. Albo sie wyleczy, albo i Tobie zrujnuje życie a co najważniejsze Twojej córce. Teraz głównie musisz myśleć o niej. Teraz jej szczęście jest najważniejsze.
Nakłoń go na odwyk jeśli sie nie zgodzi wtedy rozwód .Jak można mieć dwie półki z jedzeniem .a dziecko z której korzysta?
-------------
Tamara
Przykro mi ale jeśli w grę wchodzi alkohol to niewiele da się zrobić. Mój tata też pił i też były osobne półki w lodówce, osobne pranie ale nie chcieli rozwodu ze względu na dzieci. Mam rodzeństwo i ciężko nam było. Woleliśmy żeby się rozwiedli ale to na nic. " wydawało " im się ża tak będzie lepiej. Rozwiedli się po dwudziestu paru latach i o dwadzieścia za późno. Próbowali to kilka razy składać ale nigdy nie wyszło. Teraz oboje ułożyli sobie życie i są szczęśliwi. Jeśli mąż nie chce nie zmusisz go. Myślę że sama wiesz co powinnaś zrobić. Daj córce szanse na życie.
Dokładnie to samo mialam w domu, ojciec pil, mama robila awantury. tez wszytsko bylo osobne. Jak bylam mala to nie moglam tego zrozumiec, a tymbardziej zaakceptowac. zawsze myslalam ze to moja wina, ze sa razem i kloca sie przez to, bo jestem ja. Teraz wiem, ze moi rodzice sa wspanialymi ludzmi, ale.... kiedy sa osobno.
To nieprawda ze rozchodzac sie robi sie krzywde dzieciom! Robi sie im krzywde, kiedy naraza sie je na sluchanie ciaglych klotni, wyzwisk i patrzenie na brak szacunku!!
Mozna miec i Mame i Tate, ale osobno! Wtedy -Zycie sie roznie uklada.
Ja sadze ze im predzej odejdziesz, tym predzej ulozysz sobie zycie na nowo. Jesli on Ci kaze sie wynosic, to nie ma na co czekac!! Trzeba miec poczucie wlasnej godnosci, a Ty dodatkowo musisz zadbac o Dziecko!!
Zycze powodzenia w podjeciu slusznej decyzji, slusznej dla Ciebie, bo to co napisalam, to tylko moje zdanie.
Ola
7 2009-10-07 08:36:54 Ostatnio edytowany przez Beatriz35 (2009-10-07 08:41:05)
Dziewczyno...nie ma na co czekać tylko czym prędzej wyjść z tego bagna,które coraz bardziej Cię wciąga.Zacznij myśleć w końcu o sobie i dziecku zostawiając tego drania.Z alkoholem nie wygrasz...bo on przede wszystkim zawładnął waszym domem.Jesteś już współuzależniona.Nie czekaj aż spotka Cię więcej upokorzeń ze strony swojego męża...przerwij to pasmo nieszczęść i zacznij życie od nowa.Uwierz w swoje możliwości.Jesteś młodą kobietą i życie stoi przed Tobą otworem a Ty zamknęłaś się w tym diabelskim młynie i myślisz,że coś się zmieni.Owszem zmieni się...ale na jeszcze gorsze.Nie hoduj w swoim dziecku od małego nerwicy narażając je na pobyt w takiej atmosferze.Ono ma się czuć bezpieczne i kochane.
Jak można kochać kogoś kto na każdym kroku pokazuje Ci,że jesteś przysłowiowym zerem i czerpie radość z tego,ze sprawia Ci ból a tym samym naraża na cierpienie?Zastanów się!
I nie załamuj się...tutaj na tym forum są kobiety,które rozwiodły się mając po dwoje dzieci lub troje.Zaczynają życie od nowa i świetnie sobie zaczynają radzić.Ale najważniejsze...to uwierzyć w siebie i w to,że życie bez pasożyta przy boku jest o wiele ciekawsze,spokojniejsze i szczęśliwsze.
Nie mam takiego problemu , ale znam historie wielu takich kobiet jak ty . Jeśli twój mąz nie znajdzie sie na odwyku , to wasze małżństwo jest juz stracone . Postraja sie go przekonać do lecznia , jeśli nie bedzie chciał , zabierz dziecko i odejdź bo zmarnujesz swoje życie i zycie dziecka . Kto wie , może jak was straci to sam zrozumie swój błąd i bedzie starał sie go naprawić .
wiecie co jest najgorsze?,to,że on nie widzi swojej winy,tylko zwala wszystko na mnie,on jest przykładnym panem nauczycielem,ma nieposzlakowaną opinię,wszyscy go lubią ,jest dobrym tatą ,a to,że wieczorem codziennie pije w niczym nie przeszkadza,bo rano jest trzeźwy i nic nie zawala... prosiłam o kompromis,aby sobie pił dzień na dzień... ale ja nic mu nie będę kazała... Jego ojciec też pije cadziennie a on jest dla niego autorytetem(też ma za sobą 2 rozwody) i mu ''radzi'' przez ostatnie miesiące nie usłyszałam słowa kocham nie zostałam przytulona
(nie ma wspólnych wieczorów a sex był raz w miesiącu... powiedzcie dlaczego ja tak strasznie boję się odejść,dlaczego go kocham,za co?? jest mi tak strasznie ciężko:(
10 2009-10-07 10:45:59 Ostatnio edytowany przez zrezygnowanaaa (2009-10-07 15:12:45)
Dziewczyno...nie ma na co czekać tylko czym prędzej wyjść z tego bagna,które coraz bardziej Cię wciąga.Zacznij myśleć w końcu o sobie i dziecku zostawiając tego drania.Z alkoholem nie wygrasz...bo on przede wszystkim zawładnął waszym domem.Jesteś już współuzależniona.Nie czekaj aż spotka Cię więcej upokorzeń ze strony swojego męża...przerwij to pasmo nieszczęść i zacznij życie od nowa.Uwierz w swoje możliwości.Jesteś młodą kobietą i życie stoi przed Tobą otworem a Ty zamknęłaś się w tym diabelskim młynie i myślisz,że coś się zmieni.Owszem zmieni się...ale na jeszcze gorsze.Nie hoduj w swoim dziecku od małego nerwicy narażając je na pobyt w takiej atmosferze.Ono ma się czuć bezpieczne i kochane.
Jak można kochać kogoś kto na każdym kroku pokazuje Ci,że jesteś przysłowiowym zerem i czerpie radość z tego,ze sprawia Ci ból a tym samym naraża na cierpienie?Zastanów się!
I nie załamuj się...tutaj na tym forum są kobiety,które rozwiodły się mając po dwoje dzieci lub troje.Zaczynają życie od nowa i świetnie sobie zaczynają radzić.Ale najważniejsze...to uwierzyć w siebie i w to,że życie bez pasożyta przy boku jest o wiele ciekawsze,spokojniejsze i szczęśliwsze.
Zgadzam sie z każdym słowem...od siebie moge dodac jedynie tyle ,ze żaden odwyk nie pomoże bo jak sama piszesz on nie widzi nic złego w tym co robi.Daj dziecku szansę na normalny dom....normalny=spokojny,bez poniżania,szarpania sie i kłótni.
to wszystko zalezy od tego czy Twoj maz zacznie chciec sie leczyc. jezeli tak to Twoje wsparcie bedzie dla niego bardzo wazne a jesli nie to byc moze Twoje odejscie skloni go do levzenia. oczywiscie, nie przecze ze kobiety ktore tez przezyly podobne sytuacje doradzaja z dobrego serca jednak malzenstwo to odpowiedzialnosc a alkoholizm to choroba i jesli widzisz ze jest szansa to warto walczyc o wasza milosc. tylko zadbaj przede wszysthkim o dziecko, zeby ono mialo wzgledny spokoj i poczucie ze jest kochane.
Zgadzam sie z Martą w 100% Alkoholizm to choroba i da sie ją zaleczyć -małżeństwo to odpowiedzialność .
-------------------
Tamara
Hmm... Jedno, co Ci mogę doradzić - myśl najpierw o dziecku i jego potrzebach - o sobie na końcu. Wiem, co mówię. Mój ojciec był alkoholikiem. Zmarnował mi dzieciństwo, a mojej mamie najlepsze lata jej życia. Od kilku lat nie żyje i... oddycham z ulgą... Wiem, jak to brzmi - możecie mnie zlinczować za to, ale cieszę się, że jego już nie ma i nas nie krzywdzi. Mam żal do mojej mamy, że go nie zostawiła. Dlatego zawsze myśl o swoim dziecku. Jeśli zacznie dziać się jeszcze gorzej, to zapisze się w jego psychice i będzie to rzutowało na całe dalsze dorosłe życie. Oby nie.... Ale Twoja w tym rola, aby do tego nie doszło. Jeśli próby wyrwania z tego nałogu na nic się nie zdadzą (a radzę Ci spróbować), to odejdź od niego. Dla dobra dziecka. Pozdrawiam i życzę wiele odwagi i siły.
widzę że sporo tu nas DDA.
ja również będąc dzieckiem marzyłam o tym aby moja mama zostawiła ojca i żeby się się rozwiedli. niestety przez 18 lat żyłam z ojcem który chlał, i się awanturował. W domu nigdy nie było pieniędzy bo ojciec nie pracował żyliśmy tylko z tego co zarobiła mama a było nas razem 5 osób. dzieciństwo- nie ja nie miałam dzieciństwa i przez długie lata miałam pretensje do matki za to że nic z tym nie zrobiła, myślała że sobie nie da rady itd ale nie patrzyła na nas, nie dała nam spokoju którego tak bardzo pragnęliśmy. Proszę nie rób tego samego swojemu dziecku. i nie pozwól sobie wmawiac że to wszystko jest Twoja wina, może Twój mąż kiedyś się obudzi ze swojego snu i będzie chciał coś zmienić.
Mój się obudził trochę za późno bo po 23 latach, ale cieszę się że jest.
Mam za sobą rozwód z alkoholikiem. Rozumiem, że go kochasz, ale jeśli on Ciebie nie, to co na to poradzisz? Rozwiodłam się mając na utrzymaniu 3 dzieci i dziś - z perspektywy czasu - wiem, że była to słuszna decyzja. Żeby ratować związek, muszą tego chcieć obie strony. Męża też nie zmusisz do pójścia na odwyk, gdy sam tego nie będzie chciał.
Ja akurat na chwilę obecną wyciągnęłam męża ze szponów nałogu...nie pije już dwa miesiące i obydwoje uczęszczamy na leczenie
( ja jako osoba współuzaleznioa)...z mojej perspektywy...jeżeli nie będzie chciał się leczyć odejdź od niego może wtedy zrozumie...mój ochłonął dopiero po tym jak złożyłam pozew rozwodowy...
powodzenia kochana
17 2009-10-07 15:42:19 Ostatnio edytowany przez karishmada (2009-10-07 15:44:20)
dziękuję wam dziewczyny,że piszecie jak to widzicie ze swojego punktu widzenia... jak jestem ślepa i zakochana w człowieku który mnie krzywdzi... jeśli chodzi o leczenie nie ma mowy,gdyż on nie widzi problemu i powiedział,że nigdy nie zrezygnuje z piw.. jak zadałam pytanie czy ja i dziecko czy alkochol powiedział,że jak mi nie pasuje to wynocha... jak nabrać odwagi aby to zostawić?? Moja córeczka bardzo jest za tatą ,gdy jest trzeźwy to naprawde jest dobrym tatą ,a jak jest wypity to poprostu zamyka się w pokoju i go nie ma.. jak żyć ?? czy przeczekać to wszystko i zacisnąć zęby?? czy nabrać odwagi i się wyprowadzić?? Nadmienię,że jestem sama na świecie moja mama nie żyje więc nie mam pomocnej dłoni:( i tak się boję jak to będzie:( na chwilę obecną on chce rozwodu i nie może się doczekać aż odejdę i mówi to z uśmiechem na twarzy...
mam troche wrazenie, ze nie wierzysz, ze sama bez niego sobie poradzisz. Obmysl plan gdzie bys sie wyprowadzila. jak wygladaloby Twoje i dziecka codzienne zycie?pracujesz?czy dziecko chodzi do przedszkola?w czym potrzebowalabys pomocy innych?
karishmada- znam wiele samotnych matek , ktore opuściły tyranów , alkohlików , mężów których nie obchodziła rodzina . I napiszę ci , że te kobiety teraz dopiero odżyły , gdy są same z dziećmi . Teraz widac na ich twarzach uśmiech. Olały drani i zaczeły wszystko na nowo.
Kochana!
w każdej Poradni do Spraw Uzależnień działa grupa, która pomaga takim kobietom jak Ty - czyli tym, które mają męża alkoholika i z nim żyją. Proszę Cię, udaj się do takiej poradni - tam spotkasz się z psychologiem i z terapeutą od uzależnień i oni poprowadzą Cię dalej, pomogą Ci, podpowiedzą jak działać, co myśleć, odpowiedzą na Twoje pytania. Ty jesteś WSPÓŁUZALEŻNIONA i to też jest dysfunkcja, która wymaga pomocy. Sama nie dasz rady.....powodzenia....
21 2009-10-09 21:22:34 Ostatnio edytowany przez narin (2009-10-09 21:25:04)
ja odeszłam od męża na pozątku lipca...z dwójką dzieci (4 i 6lat)odeszłam bo miałam dosc walki z jego nalogami..alkohol,kobiety,hazard...znosiłam to wszystko tyle lat bo wierzyłam ze on sie zmieni....mielismy wszystko piekny dom,cudowne coreczki wspanialych tesciow,teraz jestem sama i jest mi bardzo ciezko!!!na poczatku naszej znajomosci walczylam z cłym światem aby być blisko niego,a teraz przegrałam i to z nim!!!tez prosilam aby zglosił sie na odwyk ale on nie widział problemu miałam cicha nadzieje ze zrozumie jak bardzo mnie krzywdzi..tez kazał mi sie wynosic z domu wiec odeszlam wraz z dziecmi i kilkoma torbami z ubraniami.........kocham go i tesknie ale wiem ze nie moge wciaz zebrać o milosc!!!!marzyłam o normalnej rodzinie o takiej jakiej ja nigdy nie miałam!!!przez piec lat tolerowalam jego wyskoki wierzylam ze sie opamieta wydorośleje-zostawił mnie dla osiemnastolatki!!!!boli i to bardzo....myslałam ze z czasem zapomne i zaczne zyc od nowa ale tak naprawde to jest coraz gorzej...gdzie popelnilam bład??dlaczego wlasnie to mnie spotkało???dlaczego to moje dzieci wychowuja sie bez ojca???mam setki pytan w glowie na ktore nie potrafie sobie odpowiedziec!!!wiem jedno kocham go nadal i nigdy nie przestane