Witam. Chciałabym poradzić się odnośnie sytuacji, która panuje aktualnie w moim życiu i będę wdzięczna za każdą formę odpowiedzi. Otóż mając 18 lat poznałam chłopaka. Początki, jak to w wieku 18-nastu lat bardzo niezdarne, ale powolutku rozwijało się to ku miłości. Zakochałam się w nim. Wiadomo, pierwsze motyki, drżące ręce i kolana, czekanie na pocałunek i na więcej i tak to trwało 3 lata. Było pięknie, nawet jak już te pierwsze zauroczenie minęło i zaczęło się dostrzeganie wad, nadal był facetem dla mnie, nadal byliśmy razem i kochaliśmy się, a raczej ja kochałam. Niestety z powodów rodzinnych wynikła przeprowadzka do innego miasta. Widziałam, że on nie jest zadowolony z tego, ja też nie byłam, ale niestety nie należę do bogatej rodziny i nie mogłam zostać w rodzinnym mieście. Wyjechałam. Nasze spotkania były dla mnie czystą radością, zawsze czekałam na niego z utęsknieniem. Niestety on powoli zaczął sie ode mnie odsuwać, zaczęły się wymówki co do spotkań, że czasu brak, że obowiązki. Chciałam to jakoś ratować, dużo romawiać, ale w nim jakby wszystko obróciło się o 180 stopni. Nie wiedziałam jak go zatrzymać, więc kiedy oświadczył mi, że nie ma sensu tego dłużej ciągnąć, po prostu przytaknęłam, powiedziałam, że rozumiem, chociaż kocham go i będzie mi ciężko się z nim rozstać. Urwał ze mną kontak definitywnie, ja oczywiście w momentach załamania zaczęłam jak głupia wydzwaniac i pisać, ale zero reakcji z jego strony. Przepłakałam tyle nocy, że nie warto nawet ich liczyć. Minęło parę lat i nieoczekiwanie znów przeprowadziłam się do rodzinnego miasta. I pech chciał, że w sklepie spotkałam jego. serce mi prawie stanęło w gradle, a on jak gdyby nigdy nic zagadał, co tam słychać u mnie, jak sobie radzę. W pierwszej chwili chciałam wykrzyczeć mu w twarz, że trzeba było się interesować tym, jak go potrzebowałam, ale opanowałam się i jakoś cos tam bąknęłam. Chciałam odejść, ale nogi zupełnie odmówiły mi posłuszeństwa i tak stałam i rozmawiałam z nim, aż padła propozycja spotkania. Zgodziłam się. Poszliśmy na kawę, byłam już bardziej opanowana, rozmawialismy jak dawniej, śmieliśmy się, ale bez wspominania co nas łączyło, ani bez rozmowy o tym czy teraz kogoś mamy. Zaproponował kolejne spotkanie i kolejne, aż doszło do tego, że mnie pocałował na pożegnanie. Tak o tym marzyłam, przez cały czas, że nwet teraz nie rozumiem sama siebie, dlaczego zamiast poczuć ulgę, to poczułam żal. Autentyczny żal i zawód, za to co kiedyś było, za porzucenie. Mam teraz 25 lat, nie jestem z nikim związana, więc mogłabym się z nim spotykać, ale on przecież raz mnie zawiódł, do tej pory tak naprawdę nie wyjasniliśmy tego, bo czy można nazwać wyjaśnieniem tekst 'nie pasujemy do siebie'? a teraz to nagle pasujemy?
On chce się spotkać znowu, ale po tym pocałunku zupełnie nie wiem co się ze mną dzieje? Tyle lat za nim tęskniłam, czy to mozliwe, że przestałam go kochać, bo znów pojawiła sie możliwość bycia razem, a mi jak ręką odjął? Nie wiem co robić..Czy wchodzi sie do tej samej rzeki dwa razy? Czy można komuś zaufać ponownie?
Witaj,
Filmowa historia ![]()
A co do pytania: Takie powroty po latach się zdarzają, ale warunkiem tego czy są udane jest to czy partnerzy przez ten czas do związku ze sobą dojrzeli. O ile w wieku 18 czy 20-tu lat można nie potrafić przekazać drugiej osobie powodów, dla których chce się zakończyć związek, o tyle nie poruszanie tego tematu po tylu latach od zajścia, zwłaszcza że spotkania maja wiadomy podtekst, jest co najmniej dziwne i sztuczne.
Słusznie masz obawy czy zaufać facetowi, który zachowuje się, jakbyście nie widzieli się góra kilka dni, a nie kilka lat, a rozstanie przebiegło w normalny sposób z poszanowaniem Twoich uczuć.
Nie wygląda to dobrze Autorko..ten facet chyba niewiele zrozumiał z tego, jak Cie wtedy potraktował, co sugeruje brak podstawowej empatii i troski o Twoje uczucia.
Dziwne i sztuczne, dokłądnie, tylko, że wtedy kiedy ja próbuję nakierować temat na dawne czasy, on obraca to, zmienia tamat, ucieka. Nie wiem po prostu czego on się boi? Ja potrzebuję tej rozmowy, o tym co było. Nie chodzi o to, że chcę to rozgrzebywać, użalać się, ale czuję jakby tamten czas nie został zamknięty i boli i jątrzy się, jak rana.
Być może nie zrozumiał, być może, ciągle tylko pytania bez odpowiedzi, bo on nie chce o tym rozmawiać. Mam totalny mętlik w głowie i czuję się rozdarta, boję się, że tamten facet, którego kochałam, to już nie ten sam, który jest teraz. Wiem, że nie poradzę sobie, jeśli zrobi znów to samo, ale jednocześnie jakieś tęsknoty za nim pozostały. Do momentu pocałunku, zawsze uważałam go za miłość mojego życia, a teraz jakby ten czar pryskał.
4 2014-09-10 02:01:54 Ostatnio edytowany przez cichyfacet (2014-09-10 02:02:33)
Dlaczego uważasz, że ten facet to już nie ten sam facet, którego kochałaś? czy to tylko Twój lęk?
Taki bywa "czar" powrotów do wyobrażeń o kimś
Pokładałaś w nim duże nadzieje, zadziałała chemia..dużo więcej tak młodym ludziom nie trzeba by powstał związek. Ale jak sama widzisz ten facet, który stoi przed Tobą ma się nijak do tego, jak go odbierałaś parę lat temu.
Tzn., że zaczynasz widzieć JEGO, to jaki jest, zamiast fascynować się tym jaki mógłby być, gdyby tylko..
Masz 100% prawo do tego by chcieć wyjaśnić to co zaszło, nieważne, że lata temu - emocjonalnie jest w Tobie "wyrwa", która domaga się zauważenia, zwrócenia uwagi. Nie chodzi ani o żal, ani robienie z siebie ofiary tak jak piszesz. I nie rezygnuj z tego tylko dla jego dobrego samopoczucia.
Weź pod uwagę, że gdyby nie to przypadkowe spotkanie pewnie on nie wykonałby żadnego ruchu w Twoim kierunku..
Przeznaczenie? Nie sądzę.. Wygląda mi na faceta, który nie pogardzi gdy pojawi się okazja, ale żeby coś przemyślał czy coś więcej czuł..
Mnie na to nie wygląda.
Panie cichyfacet, nie wiem dlaczego. To jest, jakbyś chciał, pragnął czegoś najbardziej na świecie, a kiedy jesteś tak bliski temu, nagle czujesz, że to nie jest do końca to, o czy marzyłeś. To tak, jakby chcieć dostać lalkę Barbie na gwiazdkę, taką z długimi blond włosami i dodatkowym ubrankiem, a dostajesz lalkę Barbie, piękną, oryginalną, ale np. z wózkiem zamiast ubranka. Obie sa idealne, obie oryginalne, piękne, ale różne. I niby się cieszysz, ale jest ten niedosyt, że to nie to.
Mój lęk teraz głównie, to pytanie czy dam sobie radę po raz kolejny, gdy mnie zostawi.
Pani Elle nie wiem, czy nie wykonałby żadnego ruchu, tak naprawdę przecież nie musiał, mogliśmy przejść obok, albo porozmawiać i się nie umawiać, a jednak stało się inaczej. Coś nim kieruje, ale boję się nawet nazwac to uczuciem, bo skoro wtedy kochał, a zachował się tak egoistycznie, to co będzie teraz? ON jest facetem rozsądnym, zawsze nim był, nie fruwał z kwiatka na kwiatek, nie podniecał się jak dziecko, jak ja. Był zakochany, chyba musze w to wierzyć, ale inaczej, dojrzalej, a teraz u niego jest ta rześkość, ta otwartość, a u mnie nagle STOP.
Teraz rozumiem. Mój dobry kolega był kiedyś z dziewczyną, zostawiła go praktycznie z dnia na dzień, urwała kontakt. Zabiegał o kontakt przez pół roku. Odpuścił, ale w głębi ją kochał. Udało im się spotkać po roku, zaczęli gdzieś wyjeżdżać. Zaczął sobie zdawać sprawę z tego, że ona coś chce, że teraz może ją mieć, ale w tym momencie uświadomił sobie, jak dużo ma wad, że w zasadzie to nie jest to co było i w momencie, kiedy mogli do siebie wrócić, on zrezygnował - poczuł dokładnie to samo co Ty.
"Mój lęk teraz głównie, to pytanie czy dam sobie radę po raz kolejny, gdy mnie zostawi." A moje pytania, kochasz go? powiedział Ci, że chciałby wrócić? dał Ci jakiś minimalny sygnał?
8 2014-09-10 08:36:18 Ostatnio edytowany przez Lovelka17 (2014-09-10 08:40:14)
Wyidealizowałaś go sobie w głowie przez te lata. Poprzez odrzucenie zaczęłas myśleć, że nie trafi ci się nikt lepszy, żadnej większej miłości nie doświadczysz. Nie zapominaj, że człowiek się zmienia, myślenie, poglądy, a już szczególnie w tak młodym wieku, w jakim byłaś poznając go. Teraz jesteś starsza, mądrzejsza, podchodzisz do tego bardziej racjonalnie. Być może tak naprawdę nigdy nie pasowaliście do siebie, tylko że byłaś za młoda, żeby do tego dojść.
Zapewne był to Twój pierwszy powazny chłopak, pierwsza miłość i stąd jest ten sentyment, który gdzieś tam się czai, chociaż nie powinnaś mylić go z miłością.
Co do wyjaśnienia sprawy, powinnaś koniecznie to zrobić. Jego uniki, czy zbywanie cię mozna łatwo ukrócić-stawiając sprawę wprost 'MUSIMY POROZMAWIAĆ O TYM CO BYŁO, POTRZEBUJE TEGO'. Póki tego nie zrobisz będziesz ciagle miała ten metlik w głowie.
Czy wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki?Wiesz, niektórzy, w pewnych sprawach zmieniają się na lepsze, inni na gorsze. To napewno odważna decyzja. Tylko Ty go znasz, nie ja, ani żadna inna osoba z forum, sama musisz do tego dojść czy warto i dlatego tak potrzebujesz tej rozmowy o przeszłości. Być może zrozumiał co ci zrobił, chociaż wątpię, ponieważ unika rozmowy.
9 2014-09-10 11:42:05 Ostatnio edytowany przez marek987 (2014-09-10 11:43:22)
Odnośnie pytania w temacie, to tak. Jest możliwy powrót po latach.
Mój znajomy rozstał się z dziewczyną (nie pamiętam kto kogo zostawił i jaki był powód:)). Przez cztery lata nie mieli żadnego kontaktu. Po tym czasie On się do niej odezwał na FB. Spotkali się. Są znowu parą od roku, a za niecały rok biorą ślub.
Moim zdaniem facet zachował się w porządku, gdy Cię ponownie spotkał. Nie udawał, że Cię nie zna tylko normalnie pogadał, zaproponował spotkanie. Chciałbym tak ze swoimi byłymi. W końcu jeśli nie rozchodzimy się w wojnie tylko w miarę pokojowo to po takim czasie jak jest przypadkowe spotkanie to fajnie pogadać.
Jeśli dręczy Cię tamto rozstanie to zapytaj go wprost. Nie naprowadzaj tematu tylko powiedz wprost, że oczekujesz wyjaśnień ![]()