Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » WYCHOWANIE, ZDROWIE I EDUKACJA DZIECKA » Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 34 ]

Temat: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...

Jak radzić sobie z dzieckiem, do którego nie docierają żadne tłumaczenia? Z takim, które zna i rozumie konsekwencje swoich czynów, ale ma je w nosie? Które odbywa wszelkie kary i szlabany ze stoickim spokojem, a po ich zakończeniu nie wysnuwa żadnych wniosków i powtarza zachowania, za które zostało ukarane? Otoczenie zarzuca rodziców dobrymi radami, drobnymi złośliwościami, a często wręcz jawną krytyką - no bo jak to tak, na pewno ojciec i matka robią coś źle, coś zostało zaniedbane, nie może tak być, że dzieciak rządzi i robi, co mu się żywnie podoba!

A rodzina zdrowa, dobra, kochająca... tylko z tym dzieckiem jest jakby trudniej niż z innymi. Porozmawiajmy, podyskutujmy, wymieńmy się doświadczeniami - może są wśród nas mamy takich "odpornych na wszystko" dzieci?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...
BabaOsiadła napisał/a:

Jak radzić sobie z dzieckiem, do którego nie docierają żadne tłumaczenia? Z takim, które zna i rozumie konsekwencje swoich czynów, ale ma je w nosie? Które odbywa wszelkie kary i szlabany ze stoickim spokojem, a po ich zakończeniu nie wysnuwa żadnych wniosków i powtarza zachowania, za które zostało ukarane? Otoczenie zarzuca rodziców dobrymi radami, drobnymi złośliwościami, a często wręcz jawną krytyką - no bo jak to tak, na pewno ojciec i matka robią coś źle, coś zostało zaniedbane, nie może tak być, że dzieciak rządzi i robi, co mu się żywnie podoba!

A rodzina zdrowa, dobra, kochająca... tylko z tym dzieckiem jest jakby trudniej niż z innymi. Porozmawiajmy, podyskutujmy, wymieńmy się doświadczeniami - może są wśród nas mamy takich "odpornych na wszystko" dzieci?

Oj, cos mi sie wydaje, ze az tak odpornych "na wszystko" dzieci nie ma. Jesli ze stoickim spokojem odbywaja kary i dalej swoje robia, to prosty wniosek - kary sa za slabe w tym wydaniu.

To tak, jak w przypadku tego wypadku wczorajszego (przepraszam za drastyczny przyklad) - 3 razy karany, prawko odebrane a i tak robil swoje. A nie trzeba bylo, po drugiej wpadce wsadzic na rok czy dluzej, na roboty zeslac?

I zdzieciakami tak samo, nie ma takich, dla ktorych nie znalazlaby sie odpowiednio "bolesna" kara. Nie w sensie fizycznym bolesna, tylko odczuwalnych skutkow.

3

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...

Mussuka, zapewniam, że moje dziecko jest "odporne na wszystko" smile Może długotrwały głód by je do ustępstw zmusił, ale tego nie bardzo chcę próbować smile Nawet mnie to specjalnie nie frustruje, bo...ja byłam taka sama. Świetnie pamiętam z czasów własnego dzieciństwa, że nic, absolutnie nic nie zmusiłoby mnie do określonego zachowania w momencie, kiedy sobie postanowiłam, że tego nie zrobię (lub zrobię - zależnie od sytuacji). Mama mi teraz wypomina w żartach, że można byłoby mnie wtedy zakatrupić a ja dalej swoje...

Jedyną metodą, która się sprawdza w stosunku do mojej córki jest zapobieganie. Jeśli stale ma interesujące ją zajęcie, jeśli dyplomatycznie próbuję unikać sytuacji konfliktowych - wtedy nie muszę narażać na szwank własnego autorytetu w sytuacji, kiedy ja czegoś zabraniam (lub o coś proszę) a dziecko demonstracyjnie ma to gdzieś.

Mogę próbować też rozmawiać - mała ma 8 lat i da się do niej dotrzeć. Ale to dopiero wtedy kiedy jej się osioł wyłączy. W chwili jej zacietrzewienia i/lub oporu z porównywalnym skutkiem można wygłosić przemówienie do ściany.

4

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...

ma cos co bardzo bardzo lubi? Przedmiot, kolezanke, zwierzaka, gre, program? Zabierz jej to na tydzien - nie podziala, na miesiac.

U mojej odpornej corki takim apogeum kary jest odciecie jej od Iphona i tableta. Po 12 godzinach izolatki zaczyna chodzic jak szwajcarski zegarek. A na grozbe, ze za zbyt wiele wysylanych smsow i rachunkow w wysokosci 2 razy wiekszej niz zalozony limit, straci Iphona bezpowrotnie zresetowala sie natychmiastowo i rachunki nie wychodza wiecej niz pare Euro ponad to, co w pakiecie. Gadanie i tlumaczenie trafialo przyslowiowa kula w plot.

5 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-09-09 12:32:32)

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...
Mussuka napisał/a:

ma cos co bardzo bardzo lubi? Przedmiot, kolezanke, zwierzaka, gre, program? Zabierz jej to na tydzien - nie podziala, na miesiac.

U mojej odpornej corki takim apogeum kary jest odciecie jej od Iphona i tableta. Po 12 godzinach izolatki zaczyna chodzic jak szwajcarski zegarek. A na grozbe, ze za zbyt wiele wysylanych smsow i rachunkow w wysokosci 2 razy wiekszej niz zalozony limit, straci Iphona bezpowrotnie zresetowala sie natychmiastowo i rachunki nie wychodza wiecej niz pare Euro ponad to, co w pakiecie. Gadanie i tlumaczenie trafialo przyslowiowa kula w plot.

A jeżeli by nie trafiło? Jak daleko byłabyś w stanie posunąć aię z ograniczeniami?


Pamiętam taką sytuację kiedy żarłam się z moim ojcem - nigdy go nie szanowalam, wiec to co do mnie gadał miałam glęboko gdzieś. On (a właściwie matka) jakies kary, a ja nadal mialam gdzies co oni mowia. Doprowadzilam do tego, że nie dawali mi pieniedzy, nie wychodzilam do kolezanek, mialam generalnie szlaban na zycie. Wiec zaczelam sie wloczyc po szkole - nie mogli mnie BARDZIEJ ograniczyc, wiec mialam wywalone na wszystko.
Pewnego dnia tak wk*** ojca, że w pewnym momencie zlapal azczotkę, którą akurat zamiatal, taką małą, drewnianą i zaczął mnie nią tluc. Ja leżałam skulona w kącie a on stal nade mną i mnie nią okladal. Aż się zmęczył.

A co zrobiłam ja? Wstałam i jedyne co do niego powiedzialam to "Następnym razem będziesz mnie musial chyba zabić".

Do dziś pamiętam wyraz jego twarzy wtedy.

Nigdy więcej mnie nie uderzył, a mnie nigdy więcej nie obchodziły jego zakazy.

6

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...

Iceni a nie uważasz że w tym przypadku to bardziej brak autorytetu rodzica zaskutkował takim Twoim zachowaniem niż systematyka wymierzanych kar? No bo tak na chłopski rozum to biorąc to rodzic który nie szanuje dziecka -leje je szczotką czy czyms tam innym zasługuje na jego szacunek do siebie

7

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...

No tak, oczywiście. Tyle że to byl juz final calej historii.
Wszystko mialo poczatek znacznie wczesniej.

I wlasnie w tym rzecz - dziecko moze byc oporne i uparte z powodu znacznie, znacznie wczesniejszych zachowan rodzicow. Tylko ktory rodzic zastanawia sie jak postepowal z dzieckiem kilka LAT wczesniej?

8

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...

I właśnie to jest trud wychowania...

9 Ostatnio edytowany przez Anik38 (2014-09-09 17:22:19)

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...
Iceni napisał/a:

A jeżeli by nie trafiło? Jak daleko byłabyś w stanie posunąć aię z ograniczeniami?

Do mojego dziecka właśnie nie trafia. I posuwałam się daleko. To mały pikuś odciąć tylko iphona czy tableta. Ja w swojej bezsilności (teraz to widzę, że to była bezsilność) odcięłam na tydzień WSZYSTKO, w naiwnej nadziei, że go to otrzeźwi. Telewizor, laptopa, tablet, komórkę, całą elektronikę. Odcięłam wyjścia z domu, odwiedziny kolegów, zabrałam wszystkie zabawki, kredki, papier do rysowania, książki. WSZYSTKO.

Strzeliłam sobie tym w kolano, wytrąciłam jakąkolwiek broń z ręki. Moje dziecko nie miało nic, na niczym mu nie zależało.
To był najgorszy tydzień jaki udało mi się przeżyć. Nie mając nic do zabawy, młody wymyślał takie rzeczy, że głowa mała. Po trzech dniach ja miałam serdecznie dosyć a on radośnie dawał upust swojej kreatywności. Kara, która miała być dla niego, dała w tyłek najbardziej mi. Zagryzłam zęby, zrobiłam dobrą minę do złej gry i doczekałam końca tygodnia.

W momencie nakładania takiej kary nie pomyślałam o jednym: Co do licha ciężkiego będzie robiło to dziecko przez tydzień.

W życiu tego nie powtórzę.

Na ten moment najlepiej sprawdza się metoda o jakiej pisała Vinnga.

Cały problem polega na tym, że syn jest piekielnie inteligentny i dla niego argument "nie bo nie" albo "bo ja ci tak każę" to żaden argument.

10

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...

Anik, a co syn robi, jak jest niegrzeczny? Za co go karzesz? To są takie normalne, dziecięce przewinienia, czy coś gorszego? Mogłabyś podać parę przykładów?

11 Ostatnio edytowany przez Anik38 (2014-09-09 17:43:36)

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...

1. Mieszkam w piętrowym domku. Młody ma jakiś tam czas dziennie na tv. Godzinkę czy dwie. Obejrzy swoje, wyłączamy telewizor. Idzie na górę odrabiać lekcje. Jak siedzę przy nim murem to zrobi, jak nie, to na przykład jest to: Mama idę się napić, po czym idzie, pije i włącza tv. I tak pięć razy jak spuszczę go z oka.

2. Późne popołudnie, ustalone, że już nie wychodzi na podwórko. Umyty, przebrany ogląda tv. Ja na górze coś tam robię. Schodzę na dół a ten siedzi na podwórku i tapla się w błocie. Zapomniał, że nie może.

3. Mama, zrobisz mi coś do jedzenia? Dobrze, zostały mi trzy koszulki do wyprasowania, kończę i schodzę na dół. OK. Schodzę a tam gaz zapalony i młody usiłuje usmażyć sobie jajko.

12

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...

I za to go karałaś szlabanem na wszystko? Myślałam, że przynajmniej szyby sąsiadom powybijał ;P

13

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...

Iceni to są tylko jakieś tam przykłady.

14

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...

Nie no, fakt - czas się coś zbiera, zbiera aż w końcu pęknie.

15

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...

Jak takich rzeczy jest dwie dziennie to nic. Jak szarpiesz się z dzieckiem ciągle to w końcu nie wytrzymujesz.

16

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...

Czyli klasyczne, inteligentne ponad normę, bardzo samodzielne, duszące się od bezsensownych zakazów i pogadanek "jak do maluchów", wiecznie badające i obserwujące świat ze zdziwieniem "a dlaczego? ale to bez sensu", dziecko smile Tylko się cieszyć smile

Pierwsza rada - nie narzucać i nie zakazywać. Wykąpał się, przebrał i poszedł wytarzać w błocie? Spoko, synku, skoro taką miałeś ochotę, ale upierz proszę ten dres i idź jeszcze raz pod prysznic.

Rada numer dwa - nie tłamsić jego chęci bycia samodzielnym. Ojej, widzę, że próbowałeś pomóc mamusi, skoro była zajęta, i sam usmażyć jajko. Super, ale mam dzielnego młodego mężczyznę w domu! Wykorzystać to - i nauczyć go przyrządzania paru prostych potraw.

Rada numer trzy - nie traktować go jak maluszka, dać mu się wykazać. Jak mu dajesz godzinę na TV, a potem sterczysz mu nad głową i przynudzasz o lekcjach, to go tylko wkurzasz. Czuje się traktowany jak głupek, a takie dzieci czują się dorosłe i tak też chcą działać. Zrób dzień na próbę - niech ogląda TV, bawi się na podwórku z kolegami, gra na kompie (czy co tam lubi robić), ale zapowiedz, że ma sobie SAM tak rozłożyć czas, żeby lekcje były gotowe kiedy przyjdziesz powiedzieć mu dobranoc.

Rada numer cztery - mało mu matkuj, więcej proś o pomoc i opiekę nad Tobą smile Serio serio. Takie dzieci nie lubią być traktowane "z góry": dorośli - i ja, gówniarz, tylko jak w miarę równorzędny partner. Proś go o opinię, angażuj w różne rzeczy.

I rada numer pięć - widziałam, jak pytałaś, co może trafić do ośmiolatka jako odpowiedź na pytanie: czemu nie mogę dotykać kota. Nie szukaj odpowiedzi na miarę malucha. Odpowiedz po dorosłemu, używając trudniejszych słów i pojęć, niech on nie czuje, że znów jest tym głupkiem, któremu jakaś baba nie wiadomo czemu zabrania kontaktu ze zwierzątkiem, a matka staje po stronie tej baby i też nie wiadomo czemu. I na każdym kroku podkreślaj, że wierzysz w niego, ufasz mu. Ja bym powiedziała coś w stylu: "Widzisz, kochanie, ta pani widocznie myśli, że wszystkie dzieci są niegrzeczne i będą robić kotu krzywdę, ona nie ma pojęcia, że ty jesteś mądry i odpowiedzialny, i umiesz się troskliwie zajmować zwierzętami. Jak nie chce, żeby dotykać jej kota, to nie dotykajmy, uszanujmy to."

17 Ostatnio edytowany przez Anik38 (2014-09-09 18:25:22)

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...

Babo do większości tych rzeczy już doszłam smile

Z przyrządzaniem potraw jest super, uwielbia to, ale zapalający gaz ośmiolatek bez kontroli dorosłego yikes
Nie stoję już po stronie żadnych bab big_smile
Niesamowite jest właśnie to, że po tym jak dałam mu więcej swobody jest dużo lepiej. Problem jest niestety w szkole, gdzie musi się dostosować do norm.

I problem z takimi rzeczami jak owo dłubanie w nosie smile . Chociaż uodparniam się powoli.

Ciężko jest się za to uodpornić na opinię otoczenia, często najbliższego, babcia czy ciotka małego.
Szlag mnie trafia, bo cokolwiek się stanie, winny jest oczywiście mój syn. Nie ważne, że było tam oprócz niego jeszcze troje dzieci. Tamte kłamią na potęgę (nie raz jak się wkurzyłam to doszłam do prawdy i się przyznały) a mojemu i tak nikt nie wierzy.

18

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...

Te normy w szkole mogą go zmotywować do nauki wink "Synku, w życiu jest tak przesrane, że ciągle musimy wypełniać czyjeś polecenia. No chyyyyba, że będziesz się dobrze uczył i założysz własną firmę."

A na dłubanie w nosie to bym mu strzeliła wykład medyczny o uszkodzeniach śluzówki, zakażeniach, ropniach, przy okazji podsuwając jakąś dobrą książkę o anatomii.

Co do opinii otoczenia - syn się tym przejmuje, czy "tylko" Ty?

19

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...
BabaOsiadła napisał/a:

Co do opinii otoczenia - syn się tym przejmuje, czy "tylko" Ty?

No niestety, czasami przychodzi z płaczem od kuzyna " bo ciocia powiedziała, że ja to zepsułem, a ja tego wcale nie wziąłem do ręki". Ewidentnie czuje się pokrzywdzony, mówi prawdę i ktoś mu nie wierzy.
A ja mu wierzę, bo jak coś faktycznie zmajstruje, nie ma żadnych oporów, żeby się przyznać big_smile .
Jest rozbrajająco szczery.

20

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...
Anik38 napisał/a:

A ja mu wierzę, bo jak coś faktycznie zmajstruje, nie ma żadnych oporów, żeby się przyznać big_smile .
Jest rozbrajająco szczery.

No to masz złote dziecko smile Tacy są nafajniejsi!

Synka pociesz, że najważniejsze to czyste sumienie i bycie w porządku wobec samego siebie, a ludzie bywają głupi i lubią bezmyślnie gadać, niestety. A ciotkę opierdziel, że nie rzuca się oskarżeń bez dowodów winy. Z ludźmi nie ma się co cackać.

21 Ostatnio edytowany przez Anik38 (2014-09-09 19:23:26)

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...

Ciotka z tych, co "moja jest racja", szkoda strzępić języka, próbowałam.

Mogę mu powiedzieć, że ciotka głupia. Jak go znam użyje tego argumentu do niej, gdy następnym razem się go czepi. big_smile big_smile big_smile

22

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...

No i dobrze, ciotka usłyszy prawdę wink Żartuję, oczywiście. Pewnie, że nie bezpośrednio "ciocia jest durna", tylko, że ludzie czasem dokonują pochopnych osądów, a najważniejsze, że on wie, że tego nie zrobił, a Ty mu wierzysz.

A czyjeś tam opinie, wiesz, sikiem prostym jednostajnie przyspieszonym wink

23

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...
Anik38 napisał/a:

To był najgorszy tydzień jaki udało mi się przeżyć. Nie mając nic do zabawy, młody wymyślał takie rzeczy, że głowa mała. Po trzech dniach ja miałam serdecznie dosyć a on radośnie dawał upust swojej kreatywności. Kara, która miała być dla niego, dała w tyłek najbardziej mi. Zagryzłam zęby, zrobiłam dobrą minę do złej gry i doczekałam końca tygodnia.

W momencie nakładania takiej kary nie pomyślałam o jednym: Co do licha ciężkiego będzie robiło to dziecko przez tydzień.

Jasne, nie na tym polega ta kara, ze by zabrac zabawki a malucha zostawic samego sobie. Zabierasz zabawki ale wolny czas mu organizujesz np. pomoca przy pracach w domu. Bo jak Ty bedziesz ciagle na pieterku a on samotnie bedzie sie szwendal po domu albo po podworku, to nie dziewie sie, ze zacznie kreowac.

Dlaczego obecnie rodzice tak malo czasu spedzaja z dziecmi i tak rzadko angazuja je we wspolne domowe zycie? Albo wspolne spedzanie wolnego czasu? jakies wyciesczki, spacery, zabawy na powietrzu, wspolne gotowanie, sprzatanie i potem wypad na lody albo do kina. Nawet nastolatki od czasu do czasu lubia poczuc sie potrzebne w domu.

24

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...

Najlepsze, a tym samym najskuteczniejsze kary powinny być w jakiś sposób bezpośrednio powiązane z przewinieniem, w przeciwnym razie dziecko może nie rozumieć związku swojego uczynku z jego konsekwencjami. Taka kara staje się mało wychowawcza i nie wpływa na wyeliminowanie danego, konkretnie określonego zachowania, za to może budzić pewnego rodzaju poczucie niesprawiedliwości.
Czyli:
"Zepsułeś Kasi zabawkę, to teraz albo musisz oddać swoją, albo zamiast kupna nowego samochodzika dla Ciebie odkupimy dziewczynce maskotkę".
"Rozsypałeś mąkę po podłodze? Teraz to ładnie posprzątasz, a dodatkowo umyjesz wszystkie blaty w kuchni".
"Miałeś mieć już odrobione lekcje, a nie są. W takim razie natychmiast siadasz i samodzielnie je odrabiasz, a dodatkowo zrobisz te trzy ćwiczenia".

Anik, zachowanie Twojej ciotki jest niedopuszczalne i karygodne. Dziecko ma prawo czuć się skrzywdzone. Mało tego, jeśli bez względu na to czy syn zawinił, czy nie, to i tak na nim skupia się uwaga i przyklejona mu zostaje łatka winowajcy, to jaką on ma motywację do bycia grzecznym? <pytanie retoryczne>

Bardzo podoba mi się rada BabyOsiadłej, która zakłada dyplomatyczne traktowanie chłopca jak pełnoprawnego, dorosłego partnera wink. Oczywiście pod kontrolą i na miarę jego wieku oraz rozumku, ale tak, żeby czuł się poważnie traktowany.

25 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2014-09-10 19:02:04)

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...

Mi sie trafilo tak, ze jedno dziecko 8 letnie z mojej rodziny mi zniszczylo ksiazke i torebke.
Dziecko mialo urodziny w ciagu tygodnia i juz odliczalo dni.
Za kare od razu powiedzialam, ze ja nie przyjde na urodziny i nie kupie prezentu, za kase na prezent kupie sobie cos i tyle.
Alez bylo histeryzowania.
Ale po tym juz nigdy nigdy nie dotknelo te dziecie zadnych  moich rzeczy wink

A nic innego nie dzialalo, NIC.

26

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...

Dobry temat ,sami z mężem w tym tkwimy , konkretnie nie potrafimy uporać się z jednym nawykiem  nieustannie wysłuchując i czytając skargi z szkoły za pewne zachowanie

Mussuka napisał/a:

Oj, cos mi sie wydaje, ze az tak odpornych "na wszystko" dzieci nie ma. Jesli ze stoickim spokojem odbywaja kary i dalej swoje robia, to prosty wniosek - kary sa za slabe w tym wydaniu.
.

No niestety obalam  stwierdzenie ,ze kary sa za słabe jeśli dziecko ponownie powtarza zachowanie za jakie zostało pokarane
Napisze brzydko ,ale mi się już rzygac chce jak raz po raz ,dzień w dzień przez cały  okres szkolny od  kilku lat dziecko przynosi uwagi z szkoły, ze biega po korytarzu. Dopiero co zakończył się 2 tydzień  szkoły , a powtórka z rozrywki , co rusz uwaga,  skarga, zażalenie ze dziecka biega po korytarzu , dziecko biega po holu , dziecko nie idzie grzecznie do tablicy, do wc tylko biega, itd.  isrede
My już naprawdę nie mamy sil, rad aby temu zapobiec.  Posuwaliśmy się daleko, czasami mam wrażenie, az za daleko w odniesieniu do jej przewinień w szkole .Nad wyraz surowo. Dzieciak sam mówi ze ona albo się zapomina, albo nawet nie wie ze biega i nie kontroluje tego .
Tak jest w domu ,czy na spacerze , nie chodzi a biega i ja wierze ,ze w szkole tez tak  jest. Efekt gigantycznej ekspresji
Z jednej strony do wścieku to doprowadza a z drugiej strony po ludzku mi jej żal skrycie, bo taka już jest i się chyba nic w tym temacie nie zdziała, a dzialalo się  wszelakimi sposobami, metodami....efektowność  jak kulą wplot

Już mi się nie dobrze robi  ja czytam, slucham z mezem tych lamentów na jej temat. W tamtym tyg. zaczepiła mnie  na parkingu nauczycielka i o to znów zaczęła się skarżyć ,z edziecko nie slucha poleceń i biega po szkole , już podirytowana się pytam , czy ja mam temu  dziecku nogi spiłować,  obciąć, odrąbać, zalancuchować?  w tym temacie jesteśmy bezsilni , a brac prochy dziecko nie będzie, bo mąż kategorycznie temu się sprzeciwia

Tak jest to ewenement ,na którego żadne metody, sposoby nie docierają podczas jej kilku zachowań,  jakie powtarza   regularnie a prosze mi wierzyć, że wcale pobłażliwi nie jesteśmy

27

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...

Tak swoją drogą to może ja jestem jakaś głupia ale nie widze nic złego w tym że dziecko biega...Podejrzewam że Twoje jedyne w tym nie jest...Dziwni nauczyciele...

28

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...

Mortisho, moja koleżanka, notabene oligofrenopedagog, ma podobny problem ze swoją córeczką. Małą można upominać, strofować, po milion razy zwracać uwagę, a ona i tak nie panuje nad tym, co robi. Pomijając jej chaotyczność i nadmierną ekspresję, ma też problem z koordynacją ruchową, przez co regularnie albo się przewróci, albo o coś zahaczy, albo coś strąci. To, co u niej zdiagnozowano ma oczywiście swoją nazwę, której teraz niestety nie pamiętam, ale na pewno jest to pewnego rodzaju deficyt i doprawdy nie jest to ani zła wola, ani tym bardziej wina dziecka.

29

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...
Olinka napisał/a:

Mortisho, moja koleżanka, notabene oligofrenopedagog, ma podobny problem ze swoją córeczką. Małą można upominać, strofować, po milion razy zwracać uwagę, a ona i tak nie panuje nad tym, co robi. Pomijając jej chaotyczność i nadmierną ekspresję, ma też problem z koordynacją ruchową, przez co regularnie albo się przewróci, albo o coś zahaczy, albo coś strąci. To, co u niej zdiagnozowano ma oczywiście swoją nazwę, której teraz niestety nie pamiętam, ale na pewno jest to pewnego rodzaju deficyt i doprawdy nie jest to ani zła wola, ani tym bardziej wina dziecka .

No dokładnie Olinka, bo to nie jest jej żadna złośliwość ,żadne działanie z premedytacja i świadomością , tylko już taka jej natura i niestety/stety  w tym temacie nic się nie  zdziała, a mi się już nie dobrze robi  jak sprawę się wyolbrzymia i traktuje dziecko jak  chuligana , tylko z tego powodu bo nie chodzi tip topami ,ani pod ścianą nie siedzi a biega. No biega , tak samo jak w domu, na podwórku, taka już jest. To nie jest jej zła wola ,bo widzę i wiem ,ze to jest silniejsze od niej i jak sama mowi zapomina się ,albo nawet nie wie ze biega- wrodzone.
Sukcesem i tak uważamy ze potrafi 45 min na lekcji, bez wstania wysiedzieć wiec na przerwie musi się rozładować mimowolnie. Ja az sama jestem zła ,ze tak czasami mocno reagowaliśmy na szkoły skargi  tym temacie, to nic nie dało i szkoda tylko dziecka, w szkole bure zbierała ,w domu poprawka tez  za cos nad czym nie panuje hmm Trudno , nóg nie obetnę, karcic już tez się nie ma co ,bo to żadna zła wola, ani robienie na przekór .A już mi się zbiera i kiedyś wybuchnę ze niech zajmą się prawdziwymi problemami a nie z dziecka Brevika robią jakby z nożami ganiała po szkolę

30

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...
mortisha napisał/a:

Dobry temat ,sami z mężem w tym tkwimy , konkretnie nie potrafimy uporać się z jednym nawykiem  nieustannie wysłuchując i czytając skargi z szkoły za pewne zachowanie

My już naprawdę nie mamy sil, rad aby temu zapobiec.  Posuwaliśmy się daleko, czasami mam wrażenie, az za daleko w odniesieniu do jej przewinień w szkole .Nad wyraz surowo.

Mortisha, to i tak szczęście, że to tylko jeden nawyk. smile
Mój młody po prostu ma w nosie normy zachowania w wielu sytuacjach, np:
- w poczekalni u lekarza ma być cicho i nie biegać (chociaż ostatnio jest lepiej, dostaje smartfona i jest spokój)
- sklep to nie plac zabaw i tutaj się nie biega
- za ladę w aptece, na zaplecze do fryzjera, do kuchni w barze się nie wchodzi
- nie zagląda się do czyjejś torebki czy szuflady u kogoś w domu

Takich zachowań ma do diabła i trochę. Byłyby one do zrozumienia u dwulatka a nie ośmiolatka.
Psycholog mi powiedziała, że upominać go jak najbardziej powinnam, ale liczyć na zmianę niekoniecznie. Jak on sam zrozumie to się zmieni. Na razie działa na zasadzie impulsu, chce coś zrobić i po prostu robi, nie zastanawiając się nad normami i konsekwencjami.

Też posuwałam się za daleko w karach, życia by mu nie starczyło.

Na szczęście zrozumiałam, że TO NIE JEGO WINA, ani moja.

31

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...
Anik38 napisał/a:

Do mojego dziecka właśnie nie trafia. I posuwałam się daleko. To mały pikuś odciąć tylko iphona czy tableta. Ja w swojej bezsilności (teraz to widzę, że to była bezsilność) odcięłam na tydzień WSZYSTKO, w naiwnej nadziei, że go to otrzeźwi. Telewizor, laptopa, tablet, komórkę, całą elektronikę. Odcięłam wyjścia z domu, odwiedziny kolegów, zabrałam wszystkie zabawki, kredki, papier do rysowania, książki. WSZYSTKO.

Strzeliłam sobie tym w kolano, wytrąciłam jakąkolwiek broń z ręki. Moje dziecko nie miało nic, na niczym mu nie zależało.
To był najgorszy tydzień jaki udało mi się przeżyć. Nie mając nic do zabawy, młody wymyślał takie rzeczy, że głowa mała. Po trzech dniach ja miałam serdecznie dosyć a on radośnie dawał upust swojej kreatywności. Kara, która miała być dla niego, dała w tyłek najbardziej mi. Zagryzłam zęby, zrobiłam dobrą minę do złej gry i doczekałam końca tygodnia.

W momencie nakładania takiej kary nie pomyślałam o jednym: Co do licha ciężkiego będzie robiło to dziecko przez tydzień.

W życiu tego nie powtórzę.

Na ten moment najlepiej sprawdza się metoda o jakiej pisała Vinnga.

Cały problem polega na tym, że syn jest piekielnie inteligentny i dla niego argument "nie bo nie" albo "bo ja ci tak każę" to żaden argument.

BabaOsiadła napisał/a:

Czyli klasyczne, inteligentne ponad normę, bardzo samodzielne, duszące się od bezsensownych zakazów i pogadanek "jak do maluchów", wiecznie badające i obserwujące świat ze zdziwieniem "a dlaczego? ale to bez sensu", dziecko smile Tylko się cieszyć smile

Pierwsza rada - nie narzucać i nie zakazywać. Wykąpał się, przebrał i poszedł wytarzać w błocie? Spoko, synku, skoro taką miałeś ochotę, ale upierz proszę ten dres i idź jeszcze raz pod prysznic.

Rada numer dwa - nie tłamsić jego chęci bycia samodzielnym. Ojej, widzę, że próbowałeś pomóc mamusi, skoro była zajęta, i sam usmażyć jajko. Super, ale mam dzielnego młodego mężczyznę w domu! Wykorzystać to - i nauczyć go przyrządzania paru prostych potraw.

Rada numer trzy - nie traktować go jak maluszka, dać mu się wykazać. Jak mu dajesz godzinę na TV, a potem sterczysz mu nad głową i przynudzasz o lekcjach, to go tylko wkurzasz. Czuje się traktowany jak głupek, a takie dzieci czują się dorosłe i tak też chcą działać. Zrób dzień na próbę - niech ogląda TV, bawi się na podwórku z kolegami, gra na kompie (czy co tam lubi robić), ale zapowiedz, że ma sobie SAM tak rozłożyć czas, żeby lekcje były gotowe kiedy przyjdziesz powiedzieć mu dobranoc.

Rada numer cztery - mało mu matkuj, więcej proś o pomoc i opiekę nad Tobą smile Serio serio. Takie dzieci nie lubią być traktowane "z góry": dorośli - i ja, gówniarz, tylko jak w miarę równorzędny partner. Proś go o opinię, angażuj w różne rzeczy.

I rada numer pięć - widziałam, jak pytałaś, co może trafić do ośmiolatka jako odpowiedź na pytanie: czemu nie mogę dotykać kota. Nie szukaj odpowiedzi na miarę malucha. Odpowiedz po dorosłemu, używając trudniejszych słów i pojęć, niech on nie czuje, że znów jest tym głupkiem, któremu jakaś baba nie wiadomo czemu zabrania kontaktu ze zwierzątkiem, a matka staje po stronie tej baby i też nie wiadomo czemu. I na każdym kroku podkreślaj, że wierzysz w niego, ufasz mu. Ja bym powiedziała coś w stylu: "Widzisz, kochanie, ta pani widocznie myśli, że wszystkie dzieci są niegrzeczne i będą robić kotu krzywdę, ona nie ma pojęcia, że ty jesteś mądry i odpowiedzialny, i umiesz się troskliwie zajmować zwierzętami. Jak nie chce, żeby dotykać jej kota, to nie dotykajmy, uszanujmy to."

Ja dodałabym jeszcze nie podawanie gotowych odpowiedzi na pytania na tacy ale motywowanie, do szukania ich w necie czy książkach.
Generalnie jestem przeciwna bezsensownym karom, bo można się w tym zapętlić tak jak Anik38 smile Lepiej jest motywować, nagradzać i doceniać w dziecku ciekawość świata, niech się brudzi i próbuje - oczywiście pod warunkiem, że nie zrobi sobie krzywdy.
Moja córka przerabiała różne fazy, na przykład spanie w sukience księżniczki, ciapanie się w błocie, kalosze kiedy było ciepło i sucho. Sama doszła do wniosku, że sukienka do spania wygodna nie jest. Pozwalam jej dokonywać wyborów i poznawać konsekwencje.
Do dzieci trzeba mówić krótko i na temat, ględzenie wkurza nawet dorosłych, długie kazania odpadają. Czasem lepiej na coś pozwolić informując o konsekwencjach a kiedy dziecko zdziwione zapyta "mamo a skąd wiedziałaś, że tak będzie" z uśmiechem podkreślić, że dłużej żyjemy i mamy więcej doświadczenia smile
Zamiast namawiać, do zrobienia czegoś zaproponować dwa rozwiązania i dać wybór, np: sprzątasz misie czy klocki, idziesz do babci z książką czy lalką itd itp. Dziecko musi mieć poczucie, że ma prawo głosu, że go słuchamy i szanujemy jego zdanie nawet jeśli jest inne niż nasze (a tak jest najczęściej) big_smile Trudne ale nie niemożliwe! Ostatnio Pani w szkole pytała dzieci jakie kary stosują rodzice i nasza córka miała problem bo nie wymyśliła żadnej smile

32

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...
Joga napisał/a:

Ostatnio Pani w szkole pytała dzieci jakie kary stosują rodzice i nasza córka miała problem bo nie wymyśliła żadnej smile

big_smile big_smile big_smile

33

Odp: Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...

Mam dwójkę dzieci: prawie 18-letniego syna i 4-letnią córcię.
Uważam że przy wychowaniu syna parę błędów popełniliśmy, ale i tak udał nam się. Przy córci już bardziej staram się takich samych błędów nie popełniać.
U mnie działa rozmowa - gadam, proszę, tłumaczę i tak w kółko.
Do syna gadam jak do dorosłego, używam tych samych argumentów jakich bym użyła rozmawiając z osobą dorosłą. Mówię wprost, staram się uszanować jego argumenty, czasem jest trudno ale zauważyłam że im bardziej traktuję go jak dorosłego tym bardziej on stara się postępować jak dorosły. Wymaga od nas abyśmy mu zaufali, nie cierpi sztampowych argumentów rodziców typu: bo jak tak mówię, bo ja tu rządzę, ja Cię utrzymuję więc musisz .... Faktycznie trzeba się wysilić aby znaleźć sensowne argumenty i czasem wychodzi mi że nie mam racji i powinnam odpuścić. I wtedy odpuszczam.

Córce też tłumaczę i proszę. Teraz jest na etapie małego buntowania się ale ponieważ jest bardzo emocjonalna to wystarczy że zacznę mówić że mi smutno że tak robi, że przykro a wspina się na wyżyny empatii i przeprasza. Teraz jest z nią łatwo, udaje mi się nie tracić cierpliwości, bardzo żałuję gdy przy synu (młodsza byłam i głupsza) czasem traciłam cierpliwość, czasem czułam się wobec niego bezsilna. Teraz wiem że tylko spokój i opanowanie przynosi efekt. Gdy mała histeryzuje ( a ostatnio z różnych powodów się wścieka) podchodzę do niej, staram się uspokoić, mówię cicho ale stanowczo, tłumaczę (np dlaczego nie może zostać w przedszkolu - bo pani też idzie do domu). I daję jej czas na ogarnięcie emocji jakie nią targają, staram się zwrócić jej uwagę na coś innego.

Co do kar, szlabanów itp. - nie wiem jak u innych dzieci ale w przypadku moich się nie sprawdzają, tzn nie przynoszą efektu. Czasem syn dostawał szlaban na coś (np. na komputer) ale efektu nie było i my to wiedzieliśmy i on to wiedział (nawet nam mówi że ten szlaban nic nie da) więc w zasadzie z kar zrezygnowałam.
U nas jeszcze podstawowym błędem mającym wpływ na dzieci jest to że różnimy się w poglądach z mężem - tzn ja według niego za bardzo złagodniałam po urodzeniu córki i wiele rzeczy dzieciom odpuszczam, ja znowu uważam że on jest zbyt surowy i wymagający wobec dzieci. Co prawda jak raz coś ustalimy to tego się trzymamy i jesteśmy konsekwentni wobec dzieci ale one doskonale widzą różnice w naszym podejściu i to czasem wykorzystują.

Posty [ 34 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » WYCHOWANIE, ZDROWIE I EDUKACJA DZIECKA » Tłumaczenia nic nie dają, kary i konsekwencje mu nie straszne...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024