...którzy nie wiedzą, czego chcą, i uciekają z dnia na dzień, bez powodu, chociaż byli [niby] tacy zakochani?
Pewnie każda osoba w zyciu cos takiego przezyła i płeć nie ma tu znaczenia ![]()
W szczegolnosci w momencie kiedy była nieszczęśliwa, niespełniona i spotkała tego kogoś.
"W szczegolnosci w momencie kiedy była nieszczęśliwa, niespełniona i spotkała tego kogoś."
Nie rozumiem do końca co masz na myśli.
Wiesz, zależy czy to długotrwała relacja czy krótkotrwała. Jak uczucie pojawia sie po czasie to sądze, że marne szanse by nagle zniknęło "bez powodu".
Czyli jeśli uczucie pojawiło się szybko, to uważasz, że ma prawo zniknąć z dnia na dzień?:)
Jak dokładnie przeczytasz, to co napisał thepass, to zrozumiesz
A od siebie dodam, że raczej bez powodu nikt nie odchodzi nagle. Jednym z nich mogło być to, co próbuje przekazać Ci mój przedmówca.
SM, nie trudno o złą interpretację słowa pisanego, dlatego wolę się upewnić, o czym mówimy.
...którzy nie wiedzą, czego chcą, i uciekają z dnia na dzień, bez powodu, chociaż byli [niby] tacy zakochani?
Tak mniej więcej od 38 lat...
;P
9 2014-09-07 20:06:12 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-09-07 20:08:52)
Czyli jeśli uczucie pojawiło się szybko, to uważasz, że ma prawo zniknąć z dnia na dzień?:)
Uczucie ktora pojawia się szybko związane jest z problemami emocjonalnymi (zazwyczaj to sie zwie "niedopieszczenie", czyli jakieś braki). Jesli zostają zrównoważone, lub zapotrzebowanie na nie jest mniejsze to wtedy znika. To nie chodzi o "prawo". Ważny jest zawsze powód powstania uczucia i poprawne jego nazwanie, bo miłością nie mozna nazwac uczucia ktore pojawia sie do osoby, której dobrze nie znamy i nie wiemy na co ją stać. Na wspólną przyszłość. Z jednej strony niedojrzałość, z drugiej naiwnosć.
Jak cos przychodzi szybko to juz wolałbym to nazywać "jestem podniecony w twoim towarzystwie, jest mi przyjemnie, dobrze". Nic więcej.
Nic co spaja, chyba ze do lozka. Pozniej powoli sie okazuje czy istnieje cos co naprawde łączy takie osoby. Jesli nie, to wszystkie obietnice osoby niedojrzałej (ktora swiecie wierzyla w uczucie) zostaja złamane. Tak więc jedna osoba jest naiwna wierząc w wyjątkowość uczucia.
I dlatego to sie pojawia w krótkotrwałych relacjach, gdzie uczucie przyszło za szybko. W długotrwałych to byc moze wtedy gdy zmieniają sie plany, spojrzenie na pewne sprawy, poglądy, gdzie druga strona za tym nie nadąża. Plus oczywiscie znudzenie, bo jak dobrze mozna wyczytać to rutyna i brak komunikacji to coś co powoli zabija i najwieksze uczucie.
alexandra-3m napisał/a:...którzy nie wiedzą, czego chcą, i uciekają z dnia na dzień, bez powodu, chociaż byli [niby] tacy zakochani?
Tak mniej więcej od 38 lat...
;P
Iceni, you made my day... ![]()
Wiem, że nie można tego nazwać miłością. Ale "zakochaniem" już tak. Zastanawia mnie to po prostu, ja bym nie była w stanie. Zwłaszcza, że te pierwsze uczucia są bardzo intensywne. Jasne, że często się kończą, ale nie aż tak..... Dlatego doszukuję się w tym drugiego dna. Ale wiecie, co jest najgorsze.... że doszukuję się też winy w sobie.
alexandra-3m napisał/a:Czyli jeśli uczucie pojawiło się szybko, to uważasz, że ma prawo zniknąć z dnia na dzień?:)
Uczucie ktora pojawia się szybko związane jest z problemami emocjonalnymi (zazwyczaj to sie zwie "niedopieszczenie", czyli jakieś braki). Jesli zostają zrównoważone, lub zapotrzebowanie na nie jest mniejsze to wtedy znika. To nie chodzi o "prawo". Ważny jest zawsze powód powstania uczucia i poprawne jego nazwanie, bo miłością nie mozna nazwac uczucia ktore pojawia sie do osoby, której dobrze nie znamy i nie wiemy na co ją stać. Na wspólną przyszłość. Z jednej strony niedojrzałość, z drugiej naiwnosć.
Jak cos przychodzi szybko to juz wolałbym to nazywać "jestem podniecony w twoim towarzystwie, jest mi przyjemnie, dobrze". Nic więcej.
Nic co spaja, chyba ze do lozka. Pozniej powoli sie okazuje czy istnieje cos co naprawde łączy takie osoby. Jesli nie, to wszystkie obietnice osoby niedojrzałej (ktora swiecie wierzyla w uczucie) zostaja złamane. Tak więc jedna osoba jest naiwna wierząc w wyjątkowość uczucia.I dlatego to sie pojawia w krótkotrwałych relacjach, gdzie uczucie przyszło za szybko. W długotrwałych to byc moze wtedy gdy zmieniają sie plany, spojrzenie na pewne sprawy, poglądy, gdzie druga strona za tym nie nadąża. Plus oczywiscie znudzenie, bo jak dobrze mozna wyczytać to rutyna i brak komunikacji to coś co powoli zabija i najwieksze uczucie.
E tam. Nic najgorszego w tym nie ma. Po pierwszym, a na pewno drugim razie to już powszednieje. Winą jest tylko naiwność i nie rozwiązanie własnych problemów, jeśli coś w tym aspekcie nie gra. Np uzaleznia sie poczucie szczęścia od 2 osoby. Nie mogłabyś tak? Mogłabyś. Nie jedna zapierała sie rękami i nogami, że tak nie ma, a jednak wychodzi pozniej co wychodzi. Dlatego to takie swiete wierzenie w uczucie, ktorego nie ma.
Ja się nie zapieram, ja tak trochę mam ![]()
"Winą jest tylko naiwność i nie rozwiązanie własnych problemów, jeśli coś w tym aspekcie nie gra." - w tym miejscu piszesz o nim czy o mnie? Bo tak naprawdę dotyczy to zapewne obu stron, ale którą miałeś na myśli?
Zapierasz się, że tak byś nie mogła. Nie masz pewności. To że nikogo nie odrzuciłaś do dnia dzisiejszego, nie skrzywdziłaś, to nie znaczy, że tak nie będzie jutro. Miałem na myśli dwie strony. Jedna by nie weszła w coś takiego, gdyby też nie miała problemu.
Dziękuję za wszystkie uwagi.
Nie wiem czy mnie dobrze zrozumiałeś - napisałam, że się nie zapieram, bo trochę tak jest, że uzależniam poczucie szczęścia od drugiej osoby (napisałeś "Np uzaleznia sie poczucie szczęścia od 2 osoby. Nie mogłabyś tak? Mogłabyś. Nie jedna zapierała sie rękami i nogami, że tak nie ma, a jednak wychodzi pozniej co wychodzi.").
No tak, to jest typowe, choć wcześniej chodziło mi o coś innego. To też jest nie do konca zdrowe.