Poznaliśmy się 3 miesiące temu, od tej pory piszemy codziennie. Niestety z dnia na dzień coraz mniej. Nie wiem czemu się tak dzieje, po prostu nie wiem. Od samego początku znaleźliśmy wspólny język, obydwoje wtedy byliśmy w trudnej sytuacji, ja straciłem kontakt z bliską mi koleżanką, ona bardzo słabo dogadywała się z przyjacielem, myśleli nawet, żeby skończyć się przyjaźnić. Z dnia na dzień coraz bardziej się poznawaliśmy, pomagaliśmy sobie nawzajem w rozwiązywaniu problemów. Okazało się, że jesteśmy strasznie do siebie podobni, mamy te same przyzwyczajenia, zachowujemy się identycznie, sytuacja w domu taka sama. Zaczynało mi to trochę nie pasować, bo nie wiem czemu jedna dziewczyna ma tyle wspólnego ze mną, a ja z nią, nawet głupią ulubioną liczbę 5 czy to, że oboje lubimy deszcz. I tak sobie pisaliśmy przez kilka dni, kilka tygodni, minął miesiąc, mieliśmy coraz więcej wspólnego. Wystraszyłem się, nie chciałem drugi raz przeżywać zawodu, nie chciałem cierpieć. Na początku lipca chciałem z nią zerwać kontakt, ona była zawzięta, ale odpuściła. Po 2 dniach zrozumiałem, że nie potrafię się od niej uwolnić, cały czas myślałem co robi, jaki ma humor, czemu tak postąpiłem. Czemu zostawiłem dziewczynę, na której zaczynało mi zależeć. Udało się to mi, nam naprawić i znowu rozmawialiśmy jak wcześniej, było normalnie, codzienne szczere rozmowy, ale także takie nic nie znaczące, o byle czym. Nie szukałem miłości w internecie, a ona się pojawiła. Nigdy bym nie pomyślał... Nigdy bym nie pomyślał, że ją pokocham. Pod koniec lipca miała bardzo trudny czas w swoim życiu, potrzebowała mnie bardzo. Byłem zawsze, zdarzało się, że pisaliśmy ze sobą całą noc. Zawsze poprawiał mi się humor gdy do mnie napisała, ja podobno byłem największym powodem do uśmiechu. W jej planie dnia był podobno tylko jeden stały punkt i to akurat od 3 miesięcy. Pewnie się domyślicie o co, a raczej o kogo chodzi. Tak, chodziło o mnie. Zrobiło mi się strasznie miło, bo ona też była w moim planie dnia, codziennie od 3 miesięcy. Pisała mi, że potrzebuje mnie, chciałaby, żebym był przy niej, żebym przyszedł i został. Poczułem się wyjątkowo, zrozumiałem, że znaczę dla niej choć trochę. Sami wiecie, jeżeli kiedykolwiek byliście w takim stanie. No i tak nastał sierpień, dalej pisaliśmy ze sobą jak wcześniej, byliśmy jednak dużo bliżej. Napisała mi, że bardzo chciałaby otworzyć skrzynkę pocztową i znaleźć list zaadresowany do niej. Tak zrobiłem to, napisałem do niej list i wysłałem. Było to dokładnie 14 sierpnia. Zaangażowałem się chyba za bardzo. Następnego dnia już nie wytrzymałem, wyjawiłem jej, że nikt nie był dla mnie taki ważny jak ona, tylko o niej myślę, kocham ją. Ona próbowała mnie odwieść od tej myśli, mówiła żebym się upewnił, czy to nie jest tylko zauroczenie. Już myślałem, że chce mnie od siebie odrzucić, myślałem, że się wystraszyła i już nie będzie chciała ze mną pisać. Zaczęliśmy się kłócić, pierwszy raz odkąd się znaliśmy. Po dwóch dniach, w których nie doszło do żadnej konstruktywnej rozmowy coś w niej pękło, już nie potrafiła udawać. Była bardzo otwarta, nie przypuszczałem, że się tego dowiem. Napisała mi, że mnie kocha. Wszystko miało zacząć się układać, tak przynajmniej mi się wydawało. Jednak nic się nie zmieniło, dalej się kłóciliśmy o byle co, oczywiście nie była to wyłącznie jej wina, więcej, była to głównie moja wina. Napisałem jej, że jestem zazdrosny o jej przyjaciela... Tak wiem, teraz rozumiem, to było najgorsze co mogłem zrobić. Ona mi zaufała, powiedziała, że oni pozostaną tylko przyjaciółmi i nikim więcej. Poczułem się trochę oszukany, nie wiem dlaczego. Myślałem, że ona pisze tylko ze mną, nie przypuszczałem, że jest w kontakcie ze swoim przyjacielem. To głupie, ale wiecie, kiedy chłopak pisze z dziewczyną, która jest dla niego wszystkim to chciałby być jedyny. Stało się to, czego nie przypuszczałem. Powtórzyła się sytuacja z lipca, tylko tym razem to ona chciała zerwać kontakt. Chciała go zerwać, bo stałem się dla niej zbyt ważny, chciała mnie zostawić, bo mnie kochała. Uważała, że tak będzie dla mnie lepiej. Nie pozwoliłem jej odejść, walczyłem, udało się. Napisała mi, że będę tego żałował, że nadal chce z nią utrzymywać kontakt, ale ona sama nie mogła wytrzymać z myślą, że już nigdy się do mnie nie odezwie. Następnego dnia myślałem, że będzie wszystko ok, porozmawialiśmy sobie jak kiedyś, ale oczywiście musieliśmy... Musieliśmy się pokłócić. Napisała mi, że może naprawdę będzie lepiej, jeżeli zakończymy naszą znajomość, nie będzie już więcej tych kłótni. Wyszła i wróciła następnego dnia. Ale było już za późno. 21 sierpnia postanowiłem to zrobić, postanowiłem zmienić naszą internetową znajomość w znajomość w realu. Nie mogłem jej pozwolić, żeby teraz odeszła. Pojechałem do niej, nic nie mówiąc, chciałem zrobić niespodziankę. Napisałem jej smsa, czy nie byłaby zła jakbym jej zepsuł plany na popołudnie, poprosiłem, żeby przyjechała na dworzec w swoim mieście, które znajduje się jakieś 300km od mojego miejsca zamieszkania. Jej mina, mina jej kuzynki, z którą przyszła się upewnić, że nie jestem jakiś niebezpieczny, wszystko mówiły. Ogromne zdziwienie, ale chyba jeszcze większe szczęście widziałem u niej w oczach, w pięknych zielonkawych oczach. Bałem się okropnie co wyniknie z naszego pierwszego spotkania, ona chyba też. Przez pół godziny nie mogła uwierzyć, że jestem tam, jestem z nią, ale potem, kiedy zaczęliśmy rozmawiać... Poczułem się jakbym znał ją nie 3 miesiące, ale 3 lata. Gadaliśmy jak starzy, dobrzy znajomi, którzy spotkali się po latach i chcą sobie o wszystkim powiedzieć. I tak mijał czas, przeszliśmy całe miasto(raczej niewielkie, ma około 15 tysięcy mieszkańców), rozmawialiśmy cały czas. Oczywiście kuzynka ulotniła się po jakichś 20 sekundach, kiedy się zapoznaliśmy i ogarnęła, że nie jestem szkodliwy, zresztą bardzo miła dziewczyna. Chodziliśmy, rozmawialiśmy, ale w pewnej chwili zaprowadziła mnie do parku. Zatrzymaliśmy się, usiedliśmy na ławce. Zaczęliśmy sobie patrzeć w oczy i tak patrzyliśmy, patrzyliśmy, mógłbym tak całe życie. Ale ona wstała i powiedziała, żebym też to zrobił, nie wiedziałem o co jej chodzi, podrażniłem się z nią trochę, ale w końcu wstałem. I nie pożałowałem. Przytuliła mnie, ten pierwszy raz, wyjątkowy pierwszy raz. Staliśmy tacy przytuleni chyba przez 2 minuty, ona mi dziękowała, że to zrobiłem, że przyjechałem. Powiedziałem jej, że dla niej zrobiłbym wszystko, bo ona jest wszystkim. Obydwoje byliśmy bardzo szczęśliwi, nie wiem jak opisać nawet to uczucie, którego doznałem, kiedy poczułem jej ręce, ciało. Było cudownie. Kiedy to minęło, poszliśmy nad jakąś małą rzeczkę, pochodziliśmy chwilę i zaczęliśmy wracać w stronę miasta. Chwyciła moje ramię i włożyła pod nie swoje, zaraz szliśmy trzymając się za ręce przez miasto. Nie przeszkadzało jej to, że widzą ją znajomi, szliśmy tak kilkanaście minut, nie myślałem, że będzie chciała iść ze mną za rękę. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, niby nic takiego, ale sami wiecie, że takie rozmowy o niczym przybliżają. I to bardzo. Usiedliśmy na ławce, popatrzyliśmy na zachód słońca, byliśmy przytuleni. No ale. Wszystko co piękne oczywiście się kiedyś kończy, musiała się zbierać. Odprowadziła mnie bardzo, bardzo, bardzo okrężną drogą. Szliśmy trzymając się za ręce. Coś po drodze wyszło "nie tak" i udawałem, że jestem na nią zły, a ona na mnie. Nie wytrzymała ciszy i powiedziała, że ona nie potrafi być na mnie zła i mnie przytuliła, znowu. Chwyciliśmy się za ręce i przeszliśmy jeszcze dobre kilkanaście minut drogi. Gdy już doszliśmy pod hotel, w którym się zatrzymałem, nie chciałem się z nią rozstawać, ale ona naprawdę musiała. Przytuliliśmy się, podziękowała jeszcze raz za to, że jej zrobiłem taką niespodziankę, że jestem. Nie chciałem jej puścić, ale czas gonił. Wypuściłem ją z ramion, a ona mnie pocałowała na pożegnanie. Ale ja nie chciałem się z nią żegnać, odeszła kawałek, poszedłem za nią i odprowadziłem ją do miejsca, gdzie czekała kuzynka. Pogadaliśmy jeszcze chwilę, ostatni raz się przytuliliśmy, powiedziała, że jutro też przyjdzie i rozeszliśmy się. Następnego dnia umówiliśmy się, że spotkamy się po 9. Spotkaliśmy się, ale niestety tylko na niecałą godzinę, bo musiała wrócić do domu i zajmować się babcią. Posiedzieliśmy na ławce, porozmawialiśmy jeszcze sobie o wszystkim, było bardzo miło. Dobiegła 10 i powiedziała, że niestety, ale musi już iść. Byłem bardzo szczęśliwy, że udało mi się spędzić z nią te kilka godzin, bo nie wiedziałem nawet, czy będzie wtedy w domu, ale... Ale byłem trochę smutny, że już muszę jechać, jednak rozumiałem to, że nie może mi poświęcić więcej czasu. Wydaje mi się, że też była smutna. Przytuliliśmy się, podziękowałem jej, że mogłem z nią spędzić tyle czasu i że było bardzo miło. Ona też podziękowała i już miała iść, ale zaproponowałem, że pójdę z nią, bo mam jeszcze trochę czasu. Poszliśmy do biblioteki, rozmawiając o nas po drodze, nic specjalnego. Potem poszliśmy pod bramę, gdzie się spotkaliśmy i doszło do najgorszego momentu, ostatniego pożegnania. Ostatnie przytulenie, powiedziała, że było wyjątkowo, że mogłoby tak być codziennie. Podziękowałem i powiedziałem jej, że też bym tak chciał i że ja też ją kocham. Ostatni raz spojrzeliśmy sobie w oczy, najsmutniejszy moment, no i poszliśmy w swoich kierunkach. Zapomniałem dodać, że dzień wcześniej doszedł list, który wysłałem, idealny zbieg okoliczności. Myślałem, że to spotkanie coś zmieni pomiędzy nami, ale chyba wszystko jest tak jak wcześniej, nie pisaliśmy wczoraj, tylko tyle, że dojechałem do domu i tyle. Dzisiaj też tylko chwilę. Nie wiem co sobie myślałem, że będzie wszystko ok? Na pewno nie będzie tak jak wcześniej, kiedy mogliśmy sobie o wszystkim powiedzieć, bo byliśmy tylko znajomymi z internetu, ale teraz do gry weszła uczucia i to spotkanie. Nie chcemy siebie nawzajem urazić, przez co coraz mniej piszemy, ale tak naprawdę chcemy ze sobą pisać, ale boimy się obrazić. Nie wiem co sobie już o tym myśleć, bo ona jest dla mnie wszystkim i chciałbym być tym samym dla niej. Jednak nie jestem pewien czego ona ode mnie oczekuje, w końcu mieszkamy praktycznie 3 godziny drogi samochodem i łatwiej byłoby być z chłopakiem, który jest na miejscu. To oczywiste. Dlatego nie wiem co teraz... Nie wiem co mam zrobić, czy czekać, czy działać? Wiem, że to trudne próbować myśleć jak inna osoba, ale ja już nie potrafię logicznie myśleć, cały czas ona mi chodzi po głowie. Co byście zrobili, co ja mam zrobić?
Dziękuję tym, którzy to przeczytają, a tym bardziej tym, którzy przeczytają, zrozumieją i spróbują pomóc, bardzo to doceniam.