Nie wiem... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1

Temat: Nie wiem...

Poznaliśmy się 3 miesiące temu, od tej pory piszemy codziennie. Niestety z dnia na dzień coraz mniej. Nie wiem czemu się tak dzieje, po prostu nie wiem. Od samego początku znaleźliśmy wspólny język, obydwoje wtedy byliśmy w trudnej sytuacji, ja straciłem kontakt z bliską mi koleżanką, ona bardzo słabo dogadywała się z przyjacielem, myśleli nawet, żeby skończyć się przyjaźnić. Z dnia na dzień coraz bardziej się poznawaliśmy, pomagaliśmy sobie nawzajem w rozwiązywaniu problemów. Okazało się, że jesteśmy strasznie do siebie podobni, mamy te same przyzwyczajenia, zachowujemy się identycznie, sytuacja w domu taka sama. Zaczynało mi to trochę nie pasować, bo nie wiem czemu jedna dziewczyna ma tyle wspólnego ze mną, a ja z nią, nawet głupią ulubioną liczbę 5 czy to, że oboje lubimy deszcz. I tak sobie pisaliśmy przez kilka dni, kilka tygodni, minął miesiąc, mieliśmy coraz więcej wspólnego. Wystraszyłem się, nie chciałem drugi raz przeżywać zawodu, nie chciałem cierpieć. Na początku lipca chciałem z nią zerwać kontakt, ona była zawzięta, ale odpuściła. Po 2 dniach zrozumiałem, że nie potrafię się od niej uwolnić, cały czas myślałem co robi, jaki ma humor, czemu tak postąpiłem. Czemu zostawiłem dziewczynę, na której zaczynało mi zależeć. Udało się to mi, nam naprawić i znowu rozmawialiśmy jak wcześniej, było normalnie, codzienne szczere rozmowy, ale także takie nic nie znaczące, o byle czym. Nie szukałem miłości w internecie, a ona się pojawiła. Nigdy bym nie pomyślał... Nigdy bym nie pomyślał, że ją pokocham. Pod koniec lipca miała bardzo trudny czas w swoim życiu, potrzebowała mnie bardzo. Byłem zawsze, zdarzało się, że pisaliśmy ze sobą całą noc. Zawsze poprawiał mi się humor gdy do mnie napisała, ja podobno byłem największym powodem do uśmiechu. W jej planie dnia był podobno tylko jeden stały punkt i to akurat od 3 miesięcy. Pewnie się domyślicie o co, a raczej o kogo chodzi. Tak, chodziło o mnie. Zrobiło mi się strasznie miło, bo ona też była w moim planie dnia, codziennie od 3 miesięcy. Pisała mi, że potrzebuje mnie, chciałaby, żebym był przy niej, żebym przyszedł i został. Poczułem się wyjątkowo, zrozumiałem, że znaczę dla niej choć trochę. Sami wiecie, jeżeli kiedykolwiek byliście w takim stanie. No i tak nastał sierpień, dalej pisaliśmy ze sobą jak wcześniej, byliśmy jednak dużo bliżej. Napisała mi, że bardzo chciałaby otworzyć skrzynkę pocztową i znaleźć list zaadresowany do niej. Tak zrobiłem to, napisałem do niej list i wysłałem. Było to dokładnie 14 sierpnia. Zaangażowałem się chyba za bardzo. Następnego dnia już nie wytrzymałem, wyjawiłem jej, że nikt nie był dla mnie taki ważny jak ona, tylko o niej myślę, kocham ją. Ona próbowała mnie odwieść od tej myśli, mówiła żebym się upewnił, czy to nie jest tylko zauroczenie. Już myślałem, że chce mnie od siebie odrzucić, myślałem, że się wystraszyła i już nie będzie chciała ze mną pisać. Zaczęliśmy się kłócić, pierwszy raz odkąd się znaliśmy. Po dwóch dniach, w których nie doszło do żadnej konstruktywnej rozmowy coś w niej pękło, już nie potrafiła udawać. Była bardzo otwarta, nie przypuszczałem, że się tego dowiem. Napisała mi, że mnie kocha. Wszystko miało zacząć się układać, tak przynajmniej mi się wydawało. Jednak nic się nie zmieniło, dalej się kłóciliśmy o byle co, oczywiście nie była to wyłącznie jej wina, więcej, była to głównie moja wina. Napisałem jej, że jestem zazdrosny o jej przyjaciela... Tak wiem, teraz rozumiem, to było najgorsze co mogłem zrobić. Ona mi zaufała, powiedziała, że oni pozostaną tylko przyjaciółmi i nikim więcej. Poczułem się trochę oszukany, nie wiem dlaczego. Myślałem, że ona pisze tylko ze mną, nie przypuszczałem, że jest w kontakcie ze swoim przyjacielem. To głupie, ale wiecie, kiedy chłopak pisze z dziewczyną, która jest dla niego wszystkim to chciałby być jedyny. Stało się to, czego nie przypuszczałem. Powtórzyła się sytuacja z lipca, tylko tym razem to ona chciała zerwać kontakt. Chciała go zerwać, bo stałem się dla niej zbyt ważny, chciała mnie zostawić, bo mnie kochała. Uważała, że tak będzie dla mnie lepiej. Nie pozwoliłem jej odejść, walczyłem, udało się. Napisała mi, że będę tego żałował, że nadal chce z nią utrzymywać kontakt, ale ona sama nie mogła wytrzymać z myślą, że już nigdy się do mnie nie odezwie. Następnego dnia myślałem, że będzie wszystko ok, porozmawialiśmy sobie jak kiedyś, ale oczywiście musieliśmy... Musieliśmy się pokłócić. Napisała mi, że może naprawdę będzie lepiej, jeżeli zakończymy naszą znajomość, nie będzie już więcej tych kłótni. Wyszła i wróciła następnego dnia. Ale było już za późno. 21 sierpnia postanowiłem to zrobić, postanowiłem zmienić naszą internetową znajomość w znajomość w realu. Nie mogłem jej pozwolić, żeby teraz odeszła. Pojechałem do niej, nic nie mówiąc, chciałem zrobić niespodziankę. Napisałem jej smsa, czy nie byłaby zła jakbym jej zepsuł plany na popołudnie, poprosiłem, żeby przyjechała na dworzec w swoim mieście, które znajduje się jakieś 300km od mojego miejsca zamieszkania. Jej mina, mina jej kuzynki, z którą przyszła się upewnić, że nie jestem jakiś niebezpieczny, wszystko mówiły. Ogromne zdziwienie, ale chyba jeszcze większe szczęście widziałem u niej w oczach, w pięknych zielonkawych oczach. Bałem się okropnie co wyniknie z naszego pierwszego spotkania, ona chyba też. Przez pół godziny nie mogła uwierzyć, że jestem tam, jestem z nią, ale potem, kiedy zaczęliśmy rozmawiać... Poczułem się jakbym znał ją nie 3 miesiące, ale 3 lata. Gadaliśmy jak starzy, dobrzy znajomi, którzy spotkali się po latach i chcą sobie o wszystkim powiedzieć. I tak mijał czas, przeszliśmy całe miasto(raczej niewielkie, ma około 15 tysięcy mieszkańców), rozmawialiśmy cały czas. Oczywiście kuzynka ulotniła się po jakichś 20 sekundach, kiedy się zapoznaliśmy i ogarnęła, że nie jestem szkodliwy, zresztą bardzo miła dziewczyna. Chodziliśmy, rozmawialiśmy, ale w pewnej chwili zaprowadziła mnie do parku. Zatrzymaliśmy się, usiedliśmy na ławce. Zaczęliśmy sobie patrzeć w oczy i tak patrzyliśmy, patrzyliśmy, mógłbym tak całe życie. Ale ona wstała i powiedziała, żebym też to zrobił, nie wiedziałem o co jej chodzi, podrażniłem się z nią trochę, ale w końcu wstałem. I nie pożałowałem. Przytuliła mnie, ten pierwszy raz, wyjątkowy pierwszy raz. Staliśmy tacy przytuleni chyba przez 2 minuty, ona mi dziękowała, że to zrobiłem, że przyjechałem. Powiedziałem jej, że dla niej zrobiłbym wszystko, bo ona jest wszystkim. Obydwoje byliśmy bardzo szczęśliwi, nie wiem jak opisać nawet to uczucie, którego doznałem, kiedy poczułem jej ręce, ciało. Było cudownie. Kiedy to minęło, poszliśmy nad jakąś małą rzeczkę, pochodziliśmy chwilę i zaczęliśmy wracać w stronę miasta. Chwyciła moje ramię i włożyła pod nie swoje, zaraz szliśmy trzymając się za ręce przez miasto. Nie przeszkadzało jej to, że widzą ją znajomi, szliśmy tak kilkanaście minut, nie myślałem, że będzie chciała iść ze mną za rękę. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, niby nic takiego, ale sami wiecie, że takie rozmowy o niczym przybliżają. I to bardzo. Usiedliśmy na ławce, popatrzyliśmy na zachód słońca, byliśmy przytuleni. No ale. Wszystko co piękne oczywiście się kiedyś kończy, musiała się zbierać. Odprowadziła mnie bardzo, bardzo, bardzo okrężną drogą. Szliśmy trzymając się za ręce. Coś po drodze wyszło "nie tak" i udawałem, że jestem na nią zły, a ona na mnie. Nie wytrzymała ciszy i powiedziała, że ona nie potrafi być na mnie zła i mnie przytuliła, znowu. Chwyciliśmy się za ręce i przeszliśmy jeszcze dobre kilkanaście minut drogi. Gdy już doszliśmy pod hotel, w którym się zatrzymałem, nie chciałem się z nią rozstawać, ale ona naprawdę musiała. Przytuliliśmy się, podziękowała jeszcze raz za to, że jej zrobiłem taką niespodziankę, że jestem. Nie chciałem jej puścić, ale czas gonił. Wypuściłem ją z ramion, a ona mnie pocałowała na pożegnanie. Ale ja nie chciałem się z nią żegnać, odeszła kawałek, poszedłem za nią i odprowadziłem ją do miejsca, gdzie czekała kuzynka. Pogadaliśmy jeszcze chwilę, ostatni raz się przytuliliśmy, powiedziała, że jutro też przyjdzie i rozeszliśmy się. Następnego dnia umówiliśmy się, że spotkamy się po 9. Spotkaliśmy się, ale niestety tylko na niecałą godzinę, bo musiała wrócić do domu i zajmować się babcią. Posiedzieliśmy na ławce, porozmawialiśmy jeszcze sobie o wszystkim, było bardzo miło. Dobiegła 10 i powiedziała, że niestety, ale musi już iść. Byłem bardzo szczęśliwy, że udało mi się spędzić z nią te kilka godzin, bo nie wiedziałem nawet, czy będzie wtedy w domu, ale... Ale byłem trochę smutny, że już muszę jechać, jednak rozumiałem to, że nie może mi poświęcić więcej czasu. Wydaje mi się, że też była smutna. Przytuliliśmy się, podziękowałem jej, że mogłem z nią spędzić tyle czasu i że było bardzo miło. Ona też podziękowała i już miała iść, ale zaproponowałem, że pójdę z nią, bo mam jeszcze trochę czasu. Poszliśmy do biblioteki, rozmawiając o nas po drodze, nic specjalnego. Potem poszliśmy pod bramę, gdzie się spotkaliśmy i doszło do najgorszego momentu, ostatniego pożegnania. Ostatnie przytulenie, powiedziała, że było wyjątkowo, że mogłoby tak być codziennie. Podziękowałem i powiedziałem jej, że też bym tak chciał i że ja też ją kocham. Ostatni raz spojrzeliśmy sobie w oczy, najsmutniejszy moment, no i poszliśmy w swoich kierunkach. Zapomniałem dodać, że dzień wcześniej doszedł list, który wysłałem, idealny zbieg okoliczności. Myślałem, że to spotkanie coś zmieni pomiędzy nami, ale chyba wszystko jest tak jak wcześniej, nie pisaliśmy wczoraj, tylko tyle, że dojechałem do domu i tyle. Dzisiaj też tylko chwilę. Nie wiem co sobie myślałem, że będzie wszystko ok? Na pewno nie będzie tak jak wcześniej, kiedy mogliśmy sobie o wszystkim powiedzieć, bo byliśmy tylko znajomymi z internetu, ale teraz do gry weszła uczucia i to spotkanie. Nie chcemy siebie nawzajem urazić, przez co coraz mniej piszemy, ale tak naprawdę chcemy ze sobą pisać, ale boimy się obrazić. Nie wiem co sobie już o tym myśleć, bo ona jest dla mnie wszystkim i chciałbym być tym samym dla niej. Jednak nie jestem pewien czego ona ode mnie oczekuje, w końcu mieszkamy praktycznie 3 godziny drogi samochodem i łatwiej byłoby być z chłopakiem, który jest na miejscu. To oczywiste. Dlatego nie wiem co teraz... Nie wiem co mam zrobić, czy czekać, czy działać? Wiem, że to trudne próbować myśleć jak inna osoba, ale ja już nie potrafię logicznie myśleć, cały czas ona mi chodzi po głowie. Co byście zrobili, co ja mam zrobić?

Dziękuję tym, którzy to przeczytają, a tym bardziej tym, którzy przeczytają, zrozumieją i spróbują pomóc, bardzo to doceniam.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Nie wiem...

Piękna historia smile

bardzo Wam obojgu musi na sobie zależeć, że nie komunikujecie się ze sobą, aby nie pogorszyć kontaktu i zachować sielski nastrój- chociaż z drugiej strony to głupie, ale to rozumiem.

Z autopsji wiem, że znajomość na odległość nie pomaga i nie utrzymuje związku.
Trzeba coś postanowić jeśli che się to ciągnąć, bo ile można ze sobą pisać- spotkania raz na jakiś czas nie wystarczą.

jesli myślisz o nie poważnie, a ona rzeczywiście też czuje do Ciebie to co Ty do niej i nie jest to zauroczenie, a miłosć to może warto przeprowadzić sie po prostu tam do niej i zmienić szkołę/ pracę ?
Musisz to skonsultować z nią, a nie robić jej tym niespodzianki bo to może się jej nie spodobać.

Życzę Ci powodzenia i trzymam mocno kciuki!

3

Odp: Nie wiem...

A ja myślę, że to całkiem normalne, że chwilami możecie nie pisać do siebie non stop... Nie widzicie się codziennie, nie możecie robić czegoś razem, żeby np o tym rozmawiać. Zapewne każde z was na co dzień też robi to co zwykle, więc opowiadać drugiej osobie również za bardzo nie ma o czym. Nie przejmuj się tym smile Myślę, że jej mogą chodzić bardzo podobne myśli po głowie. Wydaje mi się, że na tym etapie, na jakim jesteście, to nie jest problem, którym należy się martwić, ale na przyszłość również radziłabym zastanowić się nad "zmniejszeniem odległości" między wami.

4

Odp: Nie wiem...

Też tak uważam, że nie musimy mieć kontaktu przez cały czas, przecież nie jesteśmy od siebie uzależnieni, ale nasze kontakty ograniczyły się do rozmowy w stylu:
- hej, co u Ciebie?
- hej, ok, a u Ciebie?
- spoko
- to fajnie
.
.
.
20 minut przerwy
.
.
.
- wiesz ja lecę spać, hej
- no hej

Kiedy kiedyś rozmawialiśmy o wszystkim, głównie wieczorami, nawet po kilka godzin, do samego rana. Dlatego teraz trochę mi smutno, że  nasze relacje opierają się na takim czymś. Jestem cierpliwy, wiem, że mi na niej bardzo zależy, na nikim mi w życiu tak nie zależało jak na niej. Dlatego nie chcę naciskać, być może to tylko taki okres przejściowy w naszej znajomości, mam nadzieję, że wkrótce wszystko się poprawi. Tylko nie wiem czy mam być pasywny, zachowywać się w stosunku do niej biernie, czekać aż ona napisze, czy właśnie na odwrót, czy to ja mam pisać, interesować się nią? Boję się, że jeden sposób może ją ode mnie za bardzo oddalić, a drugi... za bardzo oddalić, bo będę wykazywał za duże zainteresowanie. To dziwne, wiem, sam się dziwię czemu tak robię, ale sami rozumiecie i wiecie jak to wygląda. Gdyby wszystko mogło być naturalne...
Dziękuję za przeczytanie tych wywodów i za odpowiedzi, za zainteresowanie tą sprawą. Dziękuję smile

5

Odp: Nie wiem...

Czasem po prostu każdy potrzebuje czasu dla siebie

6

Odp: Nie wiem...

A nie możecie porozmawiać ze sobą przez telefon zamiast pisać? Oczywiście nie zawsze, ale tak dla urozmaicenia smile Przy normalnej rozmowie czasami tematy moga tworzyć sie same z siebie. Samo usłyszenie głosu tej drugiej osoby wiele daje. Możecie wtedy rozmawiać o tym jak dalej widzicie swoją relacje. Czy widzicie szansę, by zamieszkać obok siebie, spotykać się częściej, robić coś razem... Ja też z moim chłopakiem miałam różne momenty. Czasem też zwyczajnie były dni, kiedy nie było o czym rozmawiać, bo zazwyczaj każdy z nas wykonuje czynności rutynowe i nie ma w tym jakiejś ekscytacji, by dzielić sie tym z drugą osobą. Ważne, żeby móc ze sobą spędzać jak najwięcej czasu, bo głównie przeżywanie czegoś razem łączy ludzi. Moja znajoma miała podobną sytuację do Ciebie. Poznała przypadkiem chłopaka (z innego województwa - odległość ok 200/300km, nawet dobrze się nie orientuję), wymienili się numerami i okazało się, że mają ze sobą wiele wspólnego. Pamiętam, że oni chyba po dwoch miesiącach się ponownie spotkali, bo stwierdzili, że "konczą się im już tematy". Teraz są szczęśliwą parą. Jeżdżą do siebie przemiennie co 2 tygodnie i wszystko idzie w dobrym kierunku. Wy też możecie o tym szczerze porozmawiać, jeśli do tej pory tak dobrze się rozumieliście i obojgu wam na sobie zależy smile

7

Odp: Nie wiem...

Witam po dłuższej przerwie, jakoś się nie składało, żeby napisać, może też nie odczuwałem do końca takiej potrzeby. Ale wydarzyło się kilka nowych rzeczy i nie jestem pewny, nie wiem co teraz. Może zacznę od dnia, na którym skończyłem historię. Porozmawialiśmy jeszcze tego samego dnia, powiedziała mi, że myślała, że rozczarowałem się po spotkaniu z nią, dlatego nie pisała tak często i niczym się nie dzieliła, źle myślała. Wytłumaczyłem jej to, że sprawiła na mnie większe wrażenie niż sobie wyobrażałem i czułem się przy niej, że znamy się kilka lat, a nie kilka miesięcy. Zaczęliśmy pisać tak jak dawniej, jak minął nam dzień, jak w szkole w pierwszych dniach, co w domu itp., tylko że jak zwykle w sprawach humoru, tego jak się czuje odpowiadała zdawkowo, że jest ok, daje sobie sama radę, jakoś leci. Powiedziała także, że kończy z paleniem. Nie przeszkadza mi to jak ktoś pali, sam czasem zapalę dla towarzystwa, ale ucieszyłem się, bo wcześniej w pewien sposób próbowałem ją nakierować słowami, żeby spróbowała skończyć. Robiłem to dyskretnie, bardzo dyskretnie, jednak ona mi podziękowała, zrozumiała, że próbowałem jej pomóc. Poczułem się bardzo miło. Okazałem jej większe zainteresowanie niż to było w ostatnim czasie, mówiłem jej, że jestem dla niej dostępny codziennie przez cały dzień, może mi o wszystkim powiedzieć, niezależenie co to jest, wiedziałem nawet jakie ma lekcje kolejnego dnia. Widocznie odpowiadało jej takie zachowanie z mojej strony, bo dowiedziałem się, że tęskniła za tym co było wcześniej, że dobrze, że jestem, że mnie kocha. Pisaliśmy sobie tak normalnie, tak jak to było jeszcze przed tymi wyznaniami co do naszych uczuć, czułem się, jakby wróciła stara dobra znajomość. Aż do 5 września. Przywitałem się z nią normalnie wieczorem, a ona zapytała... Zapytała, kim my właściwie dla siebie teraz jesteśmy, jaka jest pomiędzy nami relacja. Z jednej strony myślałem, żeby napisać, że przecież jeżeli się kochamy, to dwóm osobom powinno zależeć na dążeniu do bycia szczęśliwymi wspólnie, niezależnie od tego jak daleko od siebie mieszkamy, jakie mamy poglądy, jak wyglądamy. Ja jednak napisałem, że nie wiem, nie wiem co jest pomiędzy nami, bo nigdy tego nie ustalaliśmy, przecież nie napisałbym jej, że jesteśmy parą, jesteśmy razem bez żadnego ustalania tego z nią. Nie odzywała się przez dzień. Kolejnego dnia jakby wszystko wróciło do normy, ale tylko dla niej. Tym razem to ja spytałem, po jej przywitaniu, co jest pomiędzy nami. Zapytałem, bo jeżeli ona chciała znać moją odpowiedź, to pewnie jakieś zdanie na ten temat miała i nie myliłem się. Powiedziała, że to nieuczciwe, że pisze mi, że mnie kocha choć to prawda, to nie chce, żebym poczuł się jakby to tylko była jakaś głupia zabawa, bo przecież my nigdy nie będziemy razem, nie mamy wspólnej przyszłości... Nie wytrzymałem, stałem się okropnie ironiczny i byłem zły na to co pisała, bo w końcu to mogła być tylko głupia zabawa w uczucia. Dla tej głupiej zabawy przejechałem pół kraju, myślę o niej codziennie, kocham ją. Zabolało też to, że mimo tego co nas podobno łączy, łączyło ona w ogóle nie widzi nas w przyszłości, bo przecież mieszkamy za daleko od siebie! I ja i ona unieśliśmy się emocjami i napisaliśmy sobie za dużo szczerości, obraziła się. Uznała, że nie godzę się z jej zdaniem i może będzie lepiej jak sobie odpuścimy. Spytałem, czy chce to tak wszystko zostawić, chce mnie zostawić, otrzymałem odpowiedź, że ona już to zrobiła, ale nadal będę dla niej bardzo ważny, zawsze będzie o mnie pamiętać, kocha mnie. Odpuściłem. 11 września jak niby nigdy nic, napisała dobrze mi znane: "hej co u Ciebie?", chciałem z nią porozmawiać, bo tęskniłem, ale z drugiej strony nie chciałem, bo to co zrobiła... Pokłóciliśmy się o coś, co źle odczytała i podobno mnie przez mnie zostawiła, tylko podobno, bo ona przemyślała sprawę i nie chce tego tracić! Szkoda tylko, że nie zrozumiała, jak ja się czułem w ciągu tych kilku dni i znowu zaczęła mnie obwiniać, że jak ja się zachowuje, ona była smutna i tęskniła przez te dni, a ja teraz mam ją w dupie! Jak tak w ogóle może być! Szkoda tylko, że ona nie pomyślała o mnie... Przedwczoraj(12 września) wyjaśniliśmy sobie, pogodziliśmy się, ona rozumie moje zachowanie, bo sama by się zachowała jeszcze gorzej, tylko było jej smutno i potrzebowała kogoś do rozmowy, bo ma ogromne problemy rodzinne, naprawdę nie wiem jak ona to wszystko ogarnia, podziwiam ją, tyle problemów. Poczułem się głupio, że nie pogadałem z nią wtedy, kiedy ona napisała po przerwie, bo potrzebowała mnie. Zawiodłem ją... Wczoraj(13) i dzisiaj do tej pory nic nie pisała, sam już nie wiem co robić... Wiedziałem, że pytanie co jest pomiędzy nami padnie, ale nie myślałem, że teraz. Przerosło mnie to, nie wiem co teraz zrobić. Ja ją kocham, ona mnie też, ale ona nie widzi nas razem w przyszłości, a ja widzę, chciałbym z nią być. Nie wiem co zrobić, ja ją chcę, mimo tego, że nie mieszkamy blisko od siebie.

Dziękuję za przeczytanie i wszelkie odpowiedzi.
Serdecznie pozdrawiam

8

Odp: Nie wiem...

potrzeba Wam bycia razem zeby wiedziec czy chcecie i mozecie byc razem. Spotykania sie i bycia inaczej mozecie sobie na monitotach stwierdzac co chcecie i nic z tego nie wyniknie. Zdecyduj czy chcesz sie z Nia spotykac na powaznie w realu czy nie i jezdzic do Niej a Ona do Ciebie i zapytaj Ja. Ona tez sie niech nad tym zastanowi. I tyle. Wtedy dopiero bedziecie wiedzieli co czujecie, jacy jestescie i czy chcecie byc razem.

9

Odp: Nie wiem...

Odezwałem się wczoraj, bo już nie potrafiłem wytrzymać. "Wiesz miałam urwanie głowy, przepraszam". Spoko rozumiem, to nic. To nic takiego w końcu, przecież nasza znajomość opiera się się tylko na internecie, to nic takiego, to zabawa. To tylko głupia zabawa. Mam chłopaka - powiedziała. Zabolało, nie sam fakt, ale to w jaki sposób zostało mi to przekazane i jak się przygotowywała do zakomunikowania mi tego. Bo lepiej było wzbudzić we mnie poczucie, że to ja coś zepsułem i móc zacząć spotykać się z innym chłopakiem, niż powiedzieć wprost, że ma się kogoś. Przecież zawsze lepiej jest nakłamać, to przecież nie boli... Napisałem, że nie będę miał już dla niej czasu, matura, prawko, to dla mnie ważne. Zaczęła się dopytywać co takiego się stało, co zrobiła źle, czemu nie chcę już mieć z nią kontaktu. Nie chciała uwierzyć, że po prostu nie będę mieć czasu, dalej chciała się dowiedzieć, czemu jej nie wierzę, nie ufam, nie chcę jej. Wiecie co źle zrobiłem? Hmm? Tak, dokładnie. Zaufałem jej. Ale nie winię jej za to, przecież to moja wina, że się zawiodłem, nie powinienem był mieć żadnej nadziei. To, że ona mi ją zrobiła, to nic takiego. To wyłącznie moja wina. I co w zamian otrzymałem? W zamian za prawdę, w zamian za to, że powiedziałem kolejny raz prawdę dostałem wyrzuty i oskarżenia. "To i tak nie miało przyszłości, ja też chce być szczęśliwa, mieć coś od życia. Myślałam, że jesteś tak bliską mi osobą, że zrozumiesz, że będziesz przy mnie. A Ty po prostu mnie zostawiasz, to też świadczy o tym, że Twoje uczucia były niestałe." Nie wytrzymałem. Kazałem jej spojrzeć na siebie, bo jeżeli moje uczucia nie były stałe, to jej uczuć w ogóle nie było. Przeprosiłem, że nie powiedziałem, że chcę z nią być. Przecież tylko 201582018512850258 razy powiedziałem, że jest dla mnie najważniejsza, że chcę jej, że ją kocham, że jest całym światem. Przecież za każdym razem, nie przywiązywałem żadnej wagi do tych słów, w końcu moje uczucia są nic nie warte wink. "Ty mieszkasz w krakowie i masz w dupie to jak się czuję". No pewnie, że mam w dupie. Szkoda tylko, że ani razu nie dostrzegła jak mi na niej zależy, przecież w końcu byliśmy tylko w internecie, nasze spotkanie nic nie znaczyło. Spotkała się dwójka obcych ludzi, którzy nigdy się nie powinni się spotkać, to było w sumie takie nic przecież, nie? Misja spełniona, szef chyba może być ze mnie zadowolony. Udało się jakoś wypełnić 4 miesiąca życia, może nawet przez pewne okresy była szczęśliwa, ogólnie to jestem zadowolony z wykonania zadania. Szkoda efektu ubocznego, ale poproszę szefa o jakąś premię, za niespodziewaną miłość, na pewno zrozumie. W sumie całkiem fajna taka praca, być zastępstwem wink. "Ja Cię naprawdę kocham, nie zostawiaj mnie". Uznałem, że tak będzie lepiej, przecież w końcu przynoszę jej same smutki, nic jej od siebie nie daje, ma przeze mnie same problemy, a tak będzie mogła się skupić na nim, będzie mogła się jemu poświęcić, dla niego żyć. I tak za tydzień będzie mnie coraz mniej, za miesiąc będzie zapominać, za rok będzie wiedzieć, że ktoś taki jak ja żyje sobie na świecie, a za kilka lat stanę się głupim wspomnieniem z okresu dojrzewania. Głupią miłością, głupim chłopakiem, głupim wszystkim. Przecież to takie proste zapomnieć o człowieku smile. "To Ty odchodzisz, nie ja, ja zawszę będę przy Tobie, przy mojej prawdziwej, czystej miłości. Dam sobie radę." W końcu przyznała się, że to kłamstwo. "Nie radzę sobie, potrzebuję pomocy." Szkoda tylko, że zrobiła to na końcu, no ale cóż, najwyraźniej nie byłem tym kim myślałem, że jestem. Ogólnie to mój tok myślenia jest zbyt rozbudowany i często się mylę, tak jak i w tym przypadku. "Nie zostawiaj mnie". Przecież ma kochającą rodzinę, przyjaciół, znajomych, z którymi może o wszystkim pogadać, super chłopaka, który ją kocha, niech się uśmiecha a nie smuci. "Nie mam powodu do uśmiechu. Ty byś miał? Zrozum, miłość mojego życia mnie zostawia". Przecież ona znajdzie sobie kogoś innego, kogoś lepszego ode mnie, kogoś kto będzie ją rozumiał i potrafił pocieszyć niezależnie od sytuacji. Będzie taki lepszy, a może już nawet jest. Mnie nigdy nie powinno być w jej życiu, nie byłem jej warty. Szkoda, że tak późno to zrozumiałem, no ale, przecież człowiek uczy się na błędach i do tego przez całe życie smile

Jest mi mimo wszystko bardzo źle, nie chcę jej zostawiać. Tak, uniosłem się honorem i dumą. Sami chyba rozumiecie, jednego dnia pisze wam ktoś, że jesteście wszystkim, a na drugi dzień dowiadujecie się od tej osoby, że ma kogoś. To mnie strasznie zabolało, ale to pewnie ja popełniłem błąd. Nie dowiedziała się nigdy ode mnie, że chcę być z nią. Ale kiedy jej to miałem przedstawić? Wtedy, kiedy pisała, że nie widzi naszej wspólnej przyszłości? Przecież wyszedłbym na jakiegoś psychicznie chorego, albo że nie słucham jej i kieruję się tylko swoimi chęciami, marzeniami i tylko swoim dobrem. Ja chcę być z nią, naprawdę, ale nie chcę niszczyć tego co ją łączy z tamtym chłopakiem, nie jestem taki, bo wiem, że kiedyś podobna sytuacja mogłaby mi się przydarzyć. Dlatego sam już nie wiem co robić. Kocham ją, chcę jej, jest dla mnie wszystkim mimo tego czego się dowiedziałem, ale z drugiej strony uniosłem się honorem, bo nie chcę znowu czegoś zepsuć, nie chcę zepsuć im szczęścia, chcę, żeby ona była szczęśliwa, nie chcę zranić tego chłopaka. Nie wiem, po prostu nie wiem...

10

Odp: Nie wiem...

No i cóż, dwa tygodnie sobie minęły, nie mamy ze sobą żadnego kontaktu, ostatnio dowiedziałem się, że przecież nie jestem jej bliski, bo gdybym był, to bym zrozumiał, że ona też ma prawo do szczęścia i tak naprawdę nigdy jej nie kochałem, bo nie pozwalam jej z kimś być. Ok. Ale szczytem wszystkiego było skopiowanie wiadomości do swojego chłopaka, a następnie wysłanie mi jej. Poczułem się, jakbym się narzucał, przeszkadzał, dlatego ja już nic nie piszę, w końcu przynosiłem zawsze same problemy i nieszczęścia, nawet gdy pisała mi, że chciałaby, żebym zamieszkał obok niej. No cóż, w końcu byłem tylko kimś z internetu, zastępstwem, kilkumiesięcznym wsparciem. Rozumiem, poznała nowych ludzi, ma nowe koleżanki, ale nie myślałem, że nawet głupie pytanie: "jak Ci minął dzień?" będzie takie trudne do egzekwowania. No ale, najwyraźniej jest. Najwyraźniej nie byłem nigdy bliski, najwyraźniej nie chcę jej szczęścia, najwyraźniej mieszkam z drugiej strony kraju i mam w dupie jej uczucia. Najwyraźniej to moment, aby to zakończyć.

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024