Nie miałam ZZO, bo zamiast wywoływania porodu zdecydowano u mnie o cięciu cesarskim z powodu położenia miednicowego, ale do ostatniej chwili byłam przekonana, że przy porodzie naturalnym chcę skorzystać ze znieczulenia. Kobiety, które miały ZZO były zadowolone i miło wspominają poród. Co do poglądu na temat znieczulenia to panuje przeświadczenie, że po co, że dawniej kobiety rodziły bez i dawały radę, ale jeśli jest możliwość to dlaczego nie skorzystać? Krąży wiele mitów odnośnie ZZO i dlatego wiele kobiet nie decyduje się na nie. Tutaj jest to najlepiej wyjaśnione, rozmawiałam także z lekarzem, który wszystko potwierdził:
"Zzo NIE GROZI uszkodzeniem rdzenia kręgowego, bo wkłucie następuje w dolnym odcinku kręgosłupa lędźwiowego, gdzie rdzeń kręgowy już nie sięga. Poważniejsze uszkodzenia neurologiczne podczas zzo zdarzają się niezmiernie rzadko ? raz na 150?200 tysięcy porodów.
Leki stosowane w znieczuleniu zewnątrzoponowym używane są w tak małych stężeniach, że nie mają jakiegokolwiek zauważalnego wpływu na dziecko. Poza tym, prawidłowo podane, nie przedostają się do krwiobiegu matki, a więc i dziecka.
Jest wręcz przeciwnie ? zzo poprawia stan dziecka, bo dzięki eliminacji bólu i stresu u rodzącej lepszy jest tzw. przepływ maciczno-łożyskowy (przepływ krwi przez łożysko), a co się z tym wiąże ? lepsze dostarczanie tlenu do płodu, dzięki czemu dziecko rodzi się w lepszym stanie ogólnym.
Jeśli lekarz poda środek znieczulający w odpowiednim stężeniu (a nie zbyt dużym), kobieta zachowuje odruch parcia i, kierowana przez położną, samodzielnie wypycha dziecko.
Większe prawdopodobieństwo porodu zabiegowego istnieje wtedy, gdy znieczulenia podano za dużo lub rodząca nie chce współpracować podczas parcia z położną, ale gdy wszystko przebiega jak należy, nie ma takiego ryzyka."