Potencjalne sytuacje:
Ona: Nie myślę o Tobie w ten sposób, przykro mi.
On: To się może zmienić, nie wiesz tego.
Ona: Nic z tego nie będzie...
On: Możesz mi zagwarantować, że nigdy nie zmienisz zdania?
Ona: No nie, ale...
On: No widzisz!
Ona: Między nami nic się nie wydarzy, traktuję Cię jak przyjaciela...
On: Szansa jest zawsze. To źle, że próbuję?
Opis:
Kumpel, kolega, dobry znajomy, przyjaciel, inny twór, którego nie zaliczamy do kategorii "materiał na osobistego faceta", aspiruje do roli tegoż faceta. Odmowy, tłumaczenia, prośby, groźby nic nie dają. Zakochał się i koniec. Wyżej wymieniony aspirant nie zamierza się jakoś szaleńczo narzucać z wybuchami uczuć, ale życzy sobie od czasu do czasu uczestniczyć w naszym życiu niby jak dotąd, jako ten kumpel, kolega itd., ale... no właśnie, niby. Bo jednocześnie informuje, że nie traci nadziei, a nasze jednoznaczne "nie" niby (znowu niby) przyjmuje do wiadomości, ale uważa, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy nigdy nie zmieni się nasze postrzeganie go. Podkreślę, że jednoznaczne, jasne i dobitne "nie" słyszał przynajmniej kilka razy, tak samo jak informacje, że to będą spotkania, a nie randki, że nie chcemy go zwodzić, że nie, nie i nie. Uświadomiony jest, wie, na czym stoi. Albo chociaż powinien wiedzieć.
Problem:
Co robimy z delikwentem? Z jednej strony uprzedzałyśmy, więc nie można powiedzieć, że robimy mu niepotrzebnie nadzieję. Z drugiej strony osobnik jest w randze co najmniej kumpla, kolegi (...), przyjaciela, więc nie chcemy go ranić, niezależnie od jego umiejętności zrozumienia jasnych przekazów. Kontynuujemy więc znajomość i uznajemy, że swoje w kwestii uświadomienia o naszych uczuciach (a raczej ich braku) zrobiłyśmy czy staramy się myśleć w pewnym sensie za niego i ograniczamy/zrywamy kontakt?
Bonus:
Pytanie do panów - jak odbieralibyście zgodę na dalszą znajomość, poinformowani, że tym jedynym nie zostaniecie? Jako zostawianie otwartej furtki, przyzwolenie na dalsze zabiegi mające na celu zdobycie kobiety, kokieterię i że "nie" u kobiet oznacza "tak" albo "być może", czy dosłownie tak, jak zostało ustalone - rób, co chcesz, ale na własną odpowiedzialność, bo nie jestem i nie będę zainteresowana związkiem? Jakiego podejścia od kobiety w takiej sytuacji oczekiwalibyście - sama ma zniknąć z Waszego życia, jeśli jest pewna, że Was nie chce, mimo że zabiegacie o spotkania czy powinna się zgodzić na kontynuowanie znajomości w dotychczasowym trybie? A może jesteście z tych, którzy sami zerwaliby kontakt po sygnale, że trafili do popularnego ostatnio friendzone?