Witam, chciałabym przedstawić moją historie i poprosić o kilka słów otuchy. Jestem młoda, mam przed sobą całe życie, w związku byłam 2,5 roku. Od pół roku zaczęło się psuć maksymalnie. Mój chłopak mieszkał u mnie, dzięki mnie zyskał kilka materialnych rzeczy, pochodzi z uboższej rodziny, niż ja, więc gdy się zakochałam, chciałam mu pomóc i tak też się stało. Żyliśmy sobie jak w bajce, on się mną opiekował, kochał, był dobry. Jakiś czas temu zmienił się o 180 stopni i nie potrafię tego zrozumieć do dziś. Powiedzieliśmy sobie dużo złych rzeczy, on powiedział, że ja robię mu wodę z mózgu, ale tak naprawdę to on mnie ranił. Codziennie płakałam, byłam smutna i przygnębiona. Zaczął znów spotykać się ze swoimi kolegami i wtedy wszystko się zmieniło. Zaczął strasznie mnie kłamać, a przez dwa lata nawet nie znalazł żadnej pracy, żył z dnia na dzień, a moja rodzina go utrzymywała, miał jakieś fuchy, ale tylko na chwile. Gdy miał trochę więcej pieniędzy, to zawsze musiał je wydać na bzdury. Miał również problemy z narkotykami. Ostatnio przestał mnie szanować i coraz gorzej się do mnie odzywał, a ja głupia to znosiłam. Wiem, że to rozstanie zmieni moje życie na lepsze, bo przez niego nie poszłam na studia, ani nie miałam żadnych znajomych. Uzależnił mnie od siebie, a teraz odszedł. Dobrze, że tak się stało, ale nie wiem jak mam zając swój wolny czas, jak mam poznać nowych ludzi? Pracuję. Wiem, minęło kilka dni od rozstania, ale ja potrzebuję kontaktów z facetami, nie erotycznych, ale takich, żeby był ktoś, kto mnie przytuli, wtedy gdy będzie źle. Mieszkam w małej wiosce, gdzie mam poznawać ludzi? Gdy rano się budzę, czuję się strasznie, jakbym spała z kamieniem na klatce piersiowej. Na jedno cieszę sie, że go już nie ma, a na drugie tak mi przykro i czuję wielki żal. Podałam mu rękę, dałam mu wsparcie i wiele możliwości, a on nawet nie potrafił tego uszanować.
Dodam tylko, że byłam jego pierwszą kobietą i nie rozumiem jak można tak łatwo machnąć na to ręką.
Wiem, że może chce spróbować coś innego, ale mógł porozmawiać, a nie traktować mnie jak powietrze i wmawiać to durne słowo 'kocham'.