rozstaliśmy się z hukiem - mam borderline, on też ma jakieś zaburzenia a może ciężki charakter.
doszłam do siebie trochę, mimo że borderline nadal częściowo jest we mnie, ale lepiej się trzymam, on to zauważył i zaczął się odzywać. mówił, że chce odbudować kontakt, rozmawiać itp... po miesiącu zdecydowałam że z nim porozmawiam on mi mówił że tęskni, że uczucia nadal w nim są, że poznał kogoś że nie chce ranić tej dziewczyny, ani mnie bo wie że mnie ranił... ma trudną sytuację w domu, matka jest niepełnosprawna i połowę tygodnia musi spędzać tam... jestem w stanie to zaakceptować ale to nie o to chodzi.
mówił mi, że moze by sie zwiazal z ta dziewcyzna ale nie porafi bo mysli o mnie... to mu powiedzialam zeby cos zrobil zebysmy byli razem... a on mowi ze sie boi ze bedzie znow horror ja mu mowie ze tez sie tego boje...
powiedzial ze na jesien jak bede w jego miescie mieszkac to bedizemy sie spotykac, bo teraz nie ma sensu, a ja powiedzialam ze tak to ja nie chce, bo robi sobie ze mnie oficjalna furtke jak z tamta mu nie wyjdzie to do mnie sie odezwie...
ech... kocham go, on wie o tym, tez mi mowil o swych uczuciach w moja strone, ale w koncu zdecydowalam sie ze pokaze mu pazury - zlikwidowalam wszelkie kontakty poprzez ktore moglby utrzymywac ze mna wirtualny kontakt, bo nasz zwiazek byl w 90% wirtualny poprzez wyjazdy - on byl za granica i ja tez.
mowil ze nie wie co robic, ze teskni, ze chcialby byc obok, a potem ze poznal jakas dziewczyne...
czy to szczyt bezczelnosci czy mi sie tylko tak wydaje... no dobrze ze byl szczery i powiedzial a nie udawal...
ale ja powiedzialam sprawe jasno, bo do polowy sierpnia (polowa sierpnia to wazny dzien dla nas) jesli nie zrobi czegos bysmy trwale ze soba byli i dazyli do udanego zwiazku wspolnie to ja zrywam z nim kontakt czego dalam mu przedsmak teraz... usuwajac maila, wszelkie zrodlo wirtualnosci...
kocham go nie potrafie sobie z tym poradzic ale stwierdzilam ze jak mnie kocha to zrozumie to i przyjdzie... bo juz i tak jest za pozno... ale wiem ze to nie jest wina kogos szczegolnie tylko tak sie drogi ulozyly jego matka obloznie chora, ja chora... ech
(((
kocham go... ale staram sie zapomniec, zdystansowalam sie do tego, wczesniej bardzo to przezywalam teraz powiedzialam mu ze moze dobrze by zwiazal sie z ta kobieta, a on powiedzial ze bylam jego pierwsza kobieta, ze ciezko wyrzucic mnie z serca, umyslu i sobie nie radzi... ale boi sie ze jak wrocimy do siebie to znow "koszmar" sie zacznie.........
tez sie tego obawiam......... ale wiem ze z mojej strony jest zdrowotnie duza poprawa........ wiec nie sadze by to bylo spowodowane mna.....