SZCZĘŚLIWE ŻYCIE - DOLCE VITA! - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » SZCZĘŚLIWE ŻYCIE - DOLCE VITA!

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

1

Temat: SZCZĘŚLIWE ŻYCIE - DOLCE VITA!

Mam pytanie:

CZY CHCIELIBYŚCIE ŻYĆ DŁUGO I SZCZĘŚLIWIE?


Pytanie to zakrawa o co najmniej śmieszność, gdyż  sądzę iż nie ma takiej osoby, która odpowiedziałaby na nie w sposób przeczący. A co powiecie, jeśli...zdradzę Wam "przepis" na długie i szczęśliwe życie, w którym choroby, cierpienia i ból będą albo niezwykle rzadkie, albo...nie będzie ich wcale. Uważacie może że to wszystko o czym tutaj piszę, to albo moje własne wymysły, albo wymysły innych - których opisuję? Jednak prawdziwy problem tkwi w nas samych - jeśli nie chcemy żyć długo i szczęśliwie (choćbyśmy nawet twierdzili przeciwnie), to...tak się nie stanie. Musimy zrozumieć, że prawdziwymi kreatorami naszego losu (i losu naszych bliskich w pewnej określonej oczywiście formie), jesteśmy - MY SAMI.

Jaki jest więc przepis na długie i szczęśliwe życie?

Ile to razy słyszałem w życiu narzekania i żale różnych osób na swój ciężki lub nieprzyjemny los. Ile razy słyszałem formułkę: "Dlaczego ten Bóg tak mnie pokarał, co ja takiego uczyniłem/am". Powiem otwarcie - śmiać mi się chce gdy to słyszę, choć oczywiście staram się zachować powagę i "kamienną twarz" w takich chwilach. Dlaczego chce mi się śmiać? Dlatego że zbitka Bóg i kara brzmi co najmniej zabawnie, by nie powiedzieć - głupio. Czy naprawdę sądzimy że Bóg chce Nas za cokolwiek karać? Jeśli tak, to znaczy że (jak większość ludzi wychowanych w naszej zachodniej kulturze), w ogóle nie mamy pojęcia po co żyjemy. Owszem, ludzie wiedzą że żyją, choćby dlatego iż gdy uderzą głową w mur - to poczują ból - a to znaczy boi więc żyję. Ale po jaką cholerę w ogóle żyjesz - można by się zapytać? Tutaj już odpowiedzi raczej nie usłyszymy, chyba że taką: "urodziłem się więc żyję, jak to po co - głupie pytanie". Pojęcia nie mamy - bladego pojęcia o tym jak funkcjonujemy i po co w ogóle funkcjonujemy.

Jak więc mamy zapewnić sobie szczęśliwe życie (Dolce Vita), jeśli sami nie wiemy po co istniejemy. Toż to przecież zupełnie pozbawione elementarnych zasad logiki. Zastanówmy się bowiem - po co Bóg chciałby Nas karać? Bo co - popełniamy grzechy? A jak mamy ich nie popełniać, gdy...wciąż się uczymy. Uczeń też nim dojdzie do perfekcji w jakiejś dziedzinie - wielokrotnie gdzieś popełni błędy, na czymś się sparzy, czegoś nie dopilnuje. Tu nie chodzi o to by od razu za to karać - tylko byśmy potrafili wyciągać wnioski z naszych poprzednich, nieudanych (i "grzesznych"), doświadczeń, abyśmy teraz bogatsi o tamte doświadczenia - uczynili coś lepszego. Rozwój - to kierunek którym podążamy, mamy się rozwijać, stąd też i te negatywne doświadczenia w naszym życiu, byśmy potrafili docenić i uzmysłowić sobie że...tak naprawdę wszyscy jesteśmy jednością. Negatywne doświadczenia mają uczyć - a nie karać, choć nie znaczy to wcale że...Bóg ma coś z nimi wspólnego - w żadnym razie. Bóg w ogóle pragnie tylko jednego - byśmy zawsze byli szczęśliwi, by było nam jak najlepiej i byśmy w ogóle nie musieli (NIGDY), odczuwać bólu, niechęci, nienawiści, wzgardy i innych nieprzyjemnych uczuć, generowanych zarówno przez Nas samych, jak i przez ludzi wśród których żyjemy.

Żeby zapewnić sobie szczęśliwe (a nawet dostatnie) życie, musimy pojąć i zrozumieć (a następnie zaakceptować), jedną rzecz. Mianowicie to - że My sami jesteśmy KREATORAMI naszego życia, nikt inny - to My decydujemy o scenariuszu dróg naszego życia - ani diabły, ani Anioły, ani Bóg - nie wtrącają się w ten proces (zważywszy że diabłów nie ma, zaś Anioły - to istoty nas wspierające na "Tamtym Świecie" - czyli z reguły - nasi Przewodnicy). Bóg pragnie być z Nas dumny, jak Ojciec i Matka, pragną być dumni z własnych pociech. Bóg Nas nie osądza (choćbyśmy nawet popełnili największe głupstwo w naszym życiu), ani też nie ocenia - bowiem Bóg jest czystą formą Energii Miłości. Ale to nie wszystko. Napisałem że każdy z Nas jest Kreatorem własnego życia - jak to możliwe zapytamy? Bardzo prosto - nic nie zmienimy w naszym życiu, dopóty dopóki nie uświadomimy sobie że możemy coś zmienić - wówczas zapewne to "coś" w jakimś sensie zmienimy. Ale długie i szczęśliwe życie osiągniemy dopiero wówczas - gdy uświadomimy sobie że...możemy zmienić wszystko, dosłownie wszystko w naszym życiu. Nasz Umysł - jest bowiem niezgłębioną księgą cudów, potrafiąca tworzyć "coś z niczego", nadawać kształty, formom nieistniejącym i je rozbudowywać. Nie potrafilibyśmy tego - gdybyśmy...sami nie byli Bogiem. Gdybyśmy nie byli Jego częścią. Częścią Bożej Mądrości i Siły, lecz przede wszystkim - MIŁOŚCI.

Brednie powiemy, wymysły itd, itp. Jak bowiem możemy zmienić nasze życie, gdy przecież wciąż próbujemy i nic nam nie wychodzi w tym temacie. Problem z Nami, zaczyna się od tego, iż np. uważamy śmierć za coś złego, coś strasznego, co nas spotyka. Tu już zaczynają się pierwsze schody na naszej drodze do późniejszego szczęścia i długiego, radosnego życia. Jeśli postrzegamy śmierć jako "coś złego", a jednocześnie zdajemy sobie sprawę że kiedyś umrzemy (lub wciąż o tym mówimy i myślimy), to nasze życie z całą pewnością nie będzie przypominać boskiego raju na ziemi, lecz "ukształtuje" się zgodnie z owym scenariuszem. Podobnie jak w tym dowcipie - Mężczyzna myśli sobie: "Ale mam parszywe życie, żona gruba i zrzędliwa, teściowa jeszcze lepsza jędza, pracuję tak ciężko a tak mało zarabiam bo mam szefa sadystę i dyktatora, nigdy niczego w życiu nie wygrałem, ostatnio sporo przytyłem, och Boże - moje życie jest do kitu", a obok niego siedzi Anioł i spisuje te myśli mówiąc: "Myślałem że choć raz poprosi o coś innego, ale skoro znów tego pragnie...

Właśnie - skoro pragniemy nieszczęść, które potem Nas doświadczają, dlaczego wciąż mamy pretensję o nasz "ciężki los" i "złe życie" do Boga? Lecz Wy zapewne chcielibyście bym przeszedł teraz do konkretów i wyjaśnił jak można łatwo i szybko poprawić swój własny los, np. zmieniając pracę na lepszą, osiągając wyższe zarobki i znacznie wydłużając nasze (i być może naszych bliskich), szczęśliwe życie. Oczywiście postaram się to zrobić, ale pamiętajcie - efekt końcowy i powodzenie zależy tylko od Was samych.

Nim jednak do tego przejdę, chciałbym zapowiedzieć, iż w kolejnym poście zaprezentuję sylwetkę człowieka, któremu się to wyśmienicie udało. A co udało? Ano długie, szczęśliwe, dostatnie, wygodne życie, które przeżywał tak - jak sam tego zapragnął. Był niezwykle majętny (jako guzików od swych wykonanych z adamaszku i aksamitu płaszczach używał...diamentów), a swój wolny czas poświęcał zgłębianiu najróżniejszych naukowych ciekawostek, był poliglotą, władającym kilkunastoma językami, człowiekiem niezwykle inteligentnym i niezwykle (jak na człowieka o jego statusie, pochodzeniu i majątku), skorym do pomocy najbiedniejszym i poszkodowanym przez "los". Jest to bez wątpienia postać historyczna o której opowiem w kolejnym poście, teraz wszakże pragnę jedynie nadmienić, iż po raz pierwszy widziano go na dworze Henryka VIII, gdzie zaprzyjaźnił się z królową Katarzyną Aragońską, a potem Anną Boleyn i Jane Seymour. Następnie był był na dworze króla Ludwika XV we Francji, gdzie zaprzyjaźnił się z jego metresą Madame de Pompadour, której był bliskim przyjacielem, a potem po jej śmierci  należał do dworu królowej Marii Antoniny.

Oczywiście w tym wszystkim nie byłoby może nic niezwykłego, gdyby nie fakt, iż okres pomiędzy panowaniem Henryka VIII w Anglii (1509 - 1547), a rządami Ludwika XV we Francji (1715 -1774), to ponad...dwieście lat. Jakże możliwe by jeden człowiek żył tak długo zapytamy, a może po prostu był to ktoś niezwykle doń podobny? Bez wątpienia była to jedna i ta sama osoba, co udowodnię w kolejnym poście. Ale to jeszcze nie wszystko, najbardziej niesamowite było co innego (o tym w kolejnej części). W każdym razie gdy już zmarł, ponoć jako duch, pojawił się w celi, w której siedziała królowa Maria Antonina, oczekując na śmierć. Zjawił się tam (wedle jej opisu), w noc poprzedzającą jej egzekucję (15/16 października 1793r.). Pocieszał ją by w ogóle nie obawiała się zbliżającej się egzekucji, mówił iż śmierci w żadnym razie nie powinna się bać, gdyż prawdziwe życie, przepiękne, niesamowite, cudowne życie - czeka nas dopiero po śmierci. Ponoć królowa prowadzona na szafot, wykazywała (jak twierdzą świadkowie), niezwykły wprost spokój i powagę. O tym wszystkim napiszę w kolejnym poście.


Przejdźmy więc do "przepisu" szczęśliwego i długiego życia:

Bóg obdarzając Nas Wolną Wolą pozostawił Nam wybór - czy chcemy aby nasze życie upływało w szczęściu czy też by było pasmem nieszczęść i cierpienia. Większość z Nas wybiera tę drugą "opcję". Oczywiście - nie dlatego że są masochistami i to lubią, lecz dlatego iż...nie mają pojęcia jak skorzystać z tej pierwszej możliwości.


NAJWAŻNIEJSZA ZASADA!

Jaka jest najważniejsza zasada długiego, beztroskiego i szczęśliwego życia? Powiem otwarcie - kontrolujmy się, My sami kontrolujmy przede wszystkim nasze myśli. One stanowią bowiem drogę, wiodącą Nas ku świetlanej przyszłości, lub mrocznej konieczności. Jak już wcześniej pisałem - My jesteśmy potężnymi istotami, gdyż stanowimy część boże Energii Miłości. A to oznacza że...jesteśmy Stwórcami. Pamiętajmy jednak  wielka moc równa się wielkiej odpowiedzialności. Jeśli nie potrafimy być odpowiedzialni, a posiadamy tę niezwykłą moc kreacji (bo ją posiadamy), możemy sprowadzić na siebie samych i naszych bliskich spore kłopoty. Dlatego też kluczem do wszystkiego jest odpowiedzialność!


JAK TO DZIAŁA?

Wszystko co w naszym życiu pomyślimy - wcześniej czy później do nas powróci w formie...zmaterializowanej lub osobistego doświadczenia. Można ten proces nazwać "Zasadą ECHO". Dlaczego echo? Dlatego że gdy będąc np. w górach krzykniemy coś głośno, to wówczas do Nas powróci poprzez echo. Podobnie jest z naszym umysłem - jeśli myślimy o samych nieszczęściach (ale na zasadzie: "Panie Boże oddal ode mnie wszelkie nieszczęścia i kłopoty, żebym tylko nie złamał nogi jak wyjdę rano z domu, żebym nie spóźnił się na autobus do pracy lub abym znów nie dostał złej oceny w szkole). Powiem krótko HA-HA-HA i raz jeszcze HA. Przecież w tym samym momencie właśnie materializujemy naszą "prośbę" - my jej nie chcemy, ale...myślimy o niej i ona do nas wróci - wcześniej czy później. Jeśli naprawdę chcemy uniknąć jakichkolwiek kłopotów i chorób, po prostu...nie myślmy o nich. A jak w zasadzie powinniśmy myśleć, by przyciągać do siebie szczęście i bogactwo?

Myślmy o danym szczęśliwym wydarzeniu (którego pragniemy dopiero doświadczyć), w sposób ciągły , lecz nie wybiegajmy nadmiernie w przyszłość, ani w przeszłość - myślmy jedynie o sytuacji TU i TERAZ - to Tu i Teraz ma się stać. Jeśli zaczniemy zbytnio wybiegać w bliżej nie określoną przyszłość, lub jeśli cofniemy się do nieszczęśliwej przeszłości - wszystko przepadnie, zostanie po prostu rozmyte w naszym umyśle. Myślmy o tym jakbyśmy już to mieli, a nie jakbyśmy planowali dopiero to zdobyć - musimy być pewni że tego właśnie chcemy - inaczej to wszystko...nas ominie. W poprzednich moich postach przedstawiłem dusze, które na "Tamtym Świecie", pod "okiem" swoich Przewodników - szkolą się w sztuce kreacji i tworzenia liści, kwiatów, drzew, gór, strumieni, mórz i wszystkiego co nas otacza. Oni również (co opisywałem), popełniają błędy, nie zawsze są w stanie wystarczająco skumulować swą energię, by powstało z tego coś dobrego i odpowiedniego, niekiedy tworzą rzeczy zdeformowane. Tak samo jest z nami - jeśli nie skupimy się na naszym celu (i nie ma znaczenia jego wielkość - nie ona jest ważna, ważna jest tu jedynie nasza konsekwencja w działaniu), niczego nie osiągniemy.

Chcemy żyć dobrze i szczęśliwie - zapomnijmy o naszych nieszczęściach zawodowych, starych nieudanych związków, minionych problemów i chorób naszych dzieci, chorób bliskich nam osób starszych (np. naszych rodziców), lecz przede wszystkim zapomnijmy o...trapiących Nas zapewne codziennie - osobistych lękach, typu - "boję się", "na pewno mi się nie uda", "a...jeśli się uda" itd. To wszystko odrzućmy - to Nam przeszkadza i ogranicza Nas totalnie. Przypomina to zamknięty pokój w którym się znaleźliśmy - zapełniony po brzegi najróżniejszymi śmieciami, tak, iż trudno poczynić jakikolwiek krok naprzód (nie ma gdzie, gdyż wokół pełno jest śmieci). Najpierw uprzątnijmy śmieci - a potem - wstawmy do pokoju stół, krzesła, może jakąś butelczynę dobrego trunku, otwórzmy okna i...delektujmy się szczęśliwym życiem.

Żeby nie być gołosłownym, przytoczę znów osobistą relację z własnego życia. Moja mama jakiś czas temu miała duże trudności z oddychaniem (niewątpliwy efekt palenia papierosów), do tego stopnia że nie mogła przyjmować posiłków. Niestety, nie chciała się przebadać, ani zrobić prześwietlenia klatki piersiowej, ani tym bardziej udać się do zwykłego lekarza. Nawet gdy chciałem umieścić ją w w szpitalu MSW - odmówiła (w ogóle ma prawdziwą alergię na lekarzy, nie znosi się badać i nie znosi robić jakichkolwiek badań. Zresztą chyba jak większość ludzi, ale Ona jest pod tym względem wyjątkowa). Żadne moje prośby ani nawet zapowiedź "siłowego" umieszczenia Jej w szpitalu - nie poskutkowały. Nic nie zadziałało. Mama po prostu nie ufa lekarzom (Marszałek Piłsudski miał podobnie), ja zresztą też nie za bardzo, ale jednak nie jestem takim sceptykiem w tych sprawach jak Ona. W każdym razie nie wiedziałem dokładnie co dalej robić. Postanowiłem...myśleć o tym iż jej płuca funkcjonują normalnie, że są najzupełniej zdrowe. Nie wiem jak długo to trwało (tak naprawdę trwa po dziś dzień), w każdym razie po jakimś czasie (może dwa, trzy tygodnie), jej oddech zaczął się stabilizować - i jeszcze raz zaświadczam, nie chodzi do żadnego lekarza, szpital omija wielkim łukiem. Potem jeszcze bardziej jej się polepszyło (zaczęła normalnie jeść). Dziś funkcjonuje zupełnie normalnie, (oddycha normalnie), spożywa wszystkie posiłki, które sama przygotuje, lub które )od czasu do czasu), przygotuję ja. I to pomimo ciągłego palenia papierosów, co wielokrotnie jej odradzałem.

Ponieważ wielokrotnie doświadczałem "łaski losu", za sprawą jedynie mego umysłu (częściowo opisywałem już te sprawy na forum), zatem raz jeszcze twierdzę - bądźmy konsekwentni z naszymi myślami i...nie myślmy o nieszczęściach i pierdołach - a szczęśliwe życie samo zacznie kołatać do naszych drzwi.


SZCZĘŚLIWE ŻYCIE - DOLCE VITA!

http://youtu.be/weMrzt6W8V8

Zobacz podobne tematy :
Odp: SZCZĘŚLIWE ŻYCIE - DOLCE VITA!

Bardzo fajny i ciekawy post. Super się Ciebie czyta i piszesz sama mądre rzeczy.
Zgadzam się z Tobą smile

3

Odp: SZCZĘŚLIWE ŻYCIE - DOLCE VITA!

DLACZEGO NAM SIĘ TO NIE UDAJE?


No właśnie, dlaczego mamy tak wielkie problemy w zapewnieniu sobie długiego i szczęśliwego życia i w ogóle w radzeniu sobie z otaczającymi nas problemami. Ja powiem krótko - WYCHOWANIE! To właśnie wychowanie w takiej a nie innej kulturze i otoczeniu, skutkują zanikiem możliwości samodzielnego wpływania na otaczający Nas świat. Najdobitniej widać to w śród małych dzieci. Ich ciekawość świata jest niesamowita (i często męcząca dla Nas samych). Pytają - "A dlaczego coś jest takie a nie inne", "dlaczego działa tak a nie inaczej" itd. itp. Oczywiście My wyjaśniamy Im dlaczego jest tak a nie inaczej (z reguły sami do końca tego nie wiemy, więc trochę "ściemniamy" trochę mówimy prawdę).

Zastanówmy się jednak - czy kiedykolwiek ktokolwiek (np. z rodziny, bliskich i przyjaciół), poinformował Was o niesamowitej sile Waszych umysłów? Nie? A dlaczego nie? Zapewne dlatego że Wy też o to nie pytaliście. Ale tak naprawdę to My wszyscy - ludzie kultury zachodniej (zresztą na dobrą sprawę nie tylko zachodniej), jesteśmy strasznie racjonalni. Trzymamy się kurczowo wpojonych Nam w dzieciństwie zasad i potem przekazujemy je naszym potomkom. Powiedzcie teraz, czy kończyna, którą ktoś utracił (np. w wypadku), ręka lub noga...może nam odrosnąć? Pytanie głupie prawda? Przecież wszyscy wiemy że nie może. Naprawdę? Skąd to wiemy? Bo tak nas nauczono, bo nigdy nie widzieliśmy, by komuś, kto stracił jakąś część ciała - wyrosła ona ponownie. A dlaczego o tym nie słyszeliśmy - można by zadać sobie pytanie? Być może dlatego że takie rzeczy się nie zdarzają - no bo inaczej coś byśmy na ten temat wiedzieli - prawda? Telewizja, internet, radio i cokolwiek jeszcze - natychmiast by Nas o tym fenomenie poinformowało - prawda?

No dobrze, a jeśli więc teraz jedynie napomknę iż są ludzie, którym nie w smak by cała reszta poznała TAJEMNICĘ (na razie całą resztę ludzkości nazwę "małpami" - choć ONI - używają innej zwierzęcej nazwy. Dlaczego jednak małpami? Dlatego iż wierzymy iż człowiek powstał przecież od małpy. Jeden z TYCH ludzi, powiedział w rozmowie z pewnym reżyserem filmowym z Hollywood, takie oto zdanie: "Jeśli ludzie chcą wierzyć że pochodzą od małpy, nie będziemy im w tym przeszkadzać. Jeśli chcą być małpami, będą przez nas traktowani jak małpy". Potem dodał jeszcze kilka innych słów - później je przytoczę). A jakaż to "tajemnica", której owi ludzie nie chcą byśmy poznali? Na razie niech pozostanie to moją słodką tajemnicą (choć wrócę do tego, jeszcze w tym poście). Tymczasem skupmy się na innym zagadnieniu - czy rzeczywiście utracona kończyna nie może ponownie nam odrosnąć?

A teraz chciałbym zaprezentować Wam historię chłopca, któremu rodzice "zapomnieli" powiedzieć że ludziom kończyny nie odrastają. Chłopiec ów dorastał na wsi, gdzie bawił się jaszczurkami. Zresztą jaszczurki, były jego ulubionymi zwierzakami, często też przyglądał się jak odrasta in utracony wcześniej ogon. Nikt mu jednak nie wyjaśnił ze ciało człowieka "działa inaczej" (prawdopodobnie on sam również o to nie pytał). W każdym razie podczas pewnego wypadku samochodowego, chłopiec ów stracił nogę. Była tak zmiażdżona iż lekarze musieli mu ją odciąć. Sensacja (USA), wybuchła po kilku tygodniach, gdy lekarze stwierdzili że - odcięta kończyna...zaczyna odrastać. Wkrótce pojawiła się też telewizja, która filmowała owe odrastanie nogi chłopca. Trwało to dość długo kilka miesięcy - w każdym razie ostatnie zaczęły odrastać palce i chłopiec mógł znów swobodnie się poruszać. Powiedzcie teraz - dlaczego nigdy o tym nie słyszeliście? Przecież była tam telewizja - sensacja jak się patrzy. Materiał jednak został zdjęty i zabroniono jego pokazywania. Ciekawe dlaczego tak się stało - prawda? Może dlatego by "małpy" nie musiały niepotrzebnie wysilać swego rozumu i zastanawiać się nad rzeczami, które nie są im potrzebne, gdyż jeśliby je odkryli - trudniej byłoby nad nimi zapanować. Przecież w telewizji i internecie jest cała masa "pouczających" i "rozwijających" programów dla "zwierząt": "Ale się gibam na lodzie" lub "Każdy tańczyć może" (nie wiem czy podałem poprawne tytuły, gdyż tych programów nigdy nie oglądałem). To powinno im (Nam), wystarczyć, nie ma powodu byśmy zastanawiali się nad jaką potęgą jest Nasz Umysł.

Myślicie że opowiadam o jakiejś "tajnej" spiskowej organizacji, która chce zawładnąć planetą? Nie, moi drodzy, nie tajnej - jak najbardziej jawnej, zresztą sami ONI przyznają oficjalnie że wcale się nie kryją, ani ze swymi poglądami, ani symbolika, ani z metodami działania - mówią oficjalnie działamy jawnie, kto chce znajdzie nas. Są to ludzie, którzy kontrolują w 95% (a być może o wiele więcej), cały przepływ finansowy ziemskiego globu. W ich rękach są banki, kontrolują giełdy - całe Wall Street i londyńskie City (wymienione tylko jako przykłady), są pod ich kontrolą. Ludzie ci są bajecznie bogaci i predestynują do roli nowej elity całego globu. Lecz jak myślicie skąd się wzięło ich niezwykle wprost bogactwo (zwykłemu zjadaczowi chleba, trudno będzie nawet wyobrazić sobie te kwoty, jakimi dysponują i obracają). Zapewne z oglądania ogłupiających programów i teleturniejów - prawda? Pewien dziennikarz, który rozmawiał z takim KIMŚ - usłyszał że on nigdy nie ogląda telewizji, a szczególnie najbardziej popularnych programów dla mas. Skąd się więc wzięła ich potęga? Stąd, skąd i wzięłaby się Nasza, gdybyśmy zrozumieli że posiadamy OGROMNĄ MOC - OGROMNĄ. Dlatego wszelkie programy o "cudownych dzieciach", są albo eliminowane, albo pokazywane jako "niesamowite" i "niepojęte"  cudowne przykłady, niezwykłych (i co ważne jedynych w swoim rodzaju), jednostek. Wszystko jest utrzymane w takim tonie - iż ci ludzie są jacyś niezwykli, wyjątkowi, skoro potrafią czynić cuda, czego nie potrafi zwykły "zjadacz chleba".

Czyż to nie średniowiecze - tylko miast rozrywek w postaci palenia na stosie, mamy dziś lepsze "zamulacze" mózgu - telewizję i internet. Spójrzmy na nasze dzieci, jak bardzo dziś uzależniają się od najróżniejszych nałogów (alkoholu, narkotyków, internetu). To wszystko dział na nich w sposób odmóżdżający, potem taki młodzieniec jeden z drugim - zapewne nie pójdzie do teatru lub opery na jakąś sztukę (np. którąś ze sztuk mego ulubionego dramatopisarza - geniusza wśród geniuszy, króla królów - Williama Shakespeare'a). Nie pójdzie, gdyż zanudziłby się tam na śmierć. Nie znamy historii (nawet własnego kraju, nie mówiąc o innych państwach, czy kontynentach), w ogóle nie wiemy jakie były nasze początki, czy stworzył nas Bóg w ogrodzie Eden, czy też wyewoluowaliśmy od małp człekokształtnych. Nieznajomość historii (zarówno tej nie tak odległej, jak i tej dotyczącej Naszego pochodzenia), powoduje iż "kręcimy się w kółko", wciąż popełniając te same błędy, które kiedyś już zostały popełnione. Jesteśmy jak dzieci we mgle, lub raczej owi ślepcy, z obrazu Pietera Bruegela, prowadzeni przez ślepców. Nie wiemy dokąd zmierzamy, ani skąd idziemy - wiemy tylko że idziemy, że poruszamy się.


http://4.bp.blogspot.com/_oPexPmG2jII/TDbwA9CoKQI/AAAAAAAAAmE/yWqeZdWOmos/s1600/bruegel137.JPG


A ludzie o których piszę, którzy...znają TAJEMNICĘ - myślą i działają inaczej. Oni wiedzą że TAJEMNICA tkwi w sile Naszego Umysłu. Jeśli zaczniemy myśleć tak, aby było Nam dobrze - to będzie Nam dobrze. Zarobimy ogromne pieniądze, otworzą się dla Nas drzwi, które zawsze wydawały Nam się zamknięte na amen. Kiedyś mój Ojciec opowiedział mi historię pewnego boksera (nie pamiętam już nazwiska), który wygrywał wiele starć jeszcze przed czasem i często nokautem. Miał on jednak pewną słabość - była nią jego psychika. Jeśli przed walką ktoś powiedział mu coś takiego: "Słuchaj, widziałem twojego przeciwnika, jest naprawdę dobry, myślę że nie masz z nim większych szans" - to jak myślicie, wygrywał czy przegrywał tę walkę? Oczywiście - przegrywał, gdyż zanim wyszedł na ring już ją przegrał w swym umyśle. Podobnie jest z Nami - dopóki nie uświadomimy sobie potęgi, która skrywa się w naszej głowie (naszym umyśle, nie mózgu), dopóty będziemy jak owi ślepcy - podatni na wpływy, kręcący się w kółko bez końca i wciąż obwiniający o swój ciężki los Boga, diabła i kogokolwiek innego.

Ale tutaj pojawia się podstawowe pytanie - czy ludzie rzeczywiście pragną zmiany swego życia? Czy może...jest im dobrze tak jak jest? Ów dziennikarz, którego przytoczyłem wyżej, opowiadał iż mężczyzna z którym rozmawiał (prawdopodobnie w formie wywiadu), powiedział mu że dzisiejszy świat przypomina filmowy Matrix - to znaczy że ogromna większość ludzi, jakieś 95%, wcale nie pragnie jakiejkolwiek zmiany w swoim życiu. Chcą by było tak jak jest - chcą być kontrolowani i sterowani, gdyż obawiają się innego sposobu życia. Podobnie jak w filmie, znaleźli się tacy, którzy chcieliby wrócić do Matrixa, tak i w naszym świecie są tacy, którym wyjaśnienie potęgi ich własnego Umysłu - niewiele da, gdyż albo nie będą potrafili korzystać z tej Mocy (którą każdy z Nasz posiada), albo też ogarną ich lęki i zniechęcenie - a to będzie oznaczało iż nic im się nie uda. Wówczas zapragną powrócić do swego dawnego życia - tak było im dobrze, gdy byli pod kontrola, niepotrzebnie zapragnęli jakiejś zmiany. To właśnie dlatego ów "baron z City", z którym był ów wywiad powiedział iż: "Większość ludzi zachowuje się jak bydło i chcą być tak traktowani. A jak traktuje się bydło" - zapytał przekornie dziennikarza? "Trzyma się je w odpowiednich miejscach (i odpowiednim poziomie rozwoju umysłowego), oraz znakuje się je. Wkrótce ludzie też zostaną oznakowani, otrzymają chipy podskórne, by było nam łatwiej nimi sterować. I wie pan co" - zwrócił się do dziennikarza z uśmiechem - "gwarantuję panu że się nie zbuntują".

PS: Mógłbym podać i inne przykłady dzieci, które siłą woli odtworzyły własne kończyny, nie tylko ten jeden - ale nie sądzę by było to w tym momencie najważniejsze. W kolejnym poście przedstawię sylwetkę niezwykłego człowieka, który wykorzystując siłę swego Umysłu, znacznie wydłużył swoje życie i uczynił je bogatym i szczęśliwym. Ciekawe - skoro on mógł, dlaczego My moglibyśmy tego nie potrafić?


Wszystko zależy od CIEBIE


POZDRAWIAM!


http://youtu.be/vv92xr0DTQk

4

Odp: SZCZĘŚLIWE ŻYCIE - DOLCE VITA!

ODWAGI - JA JESTEM - NIE BÓJCIE SIĘ!

Czyli Wiara czyni Cuda


Chciałbym Wam zaprezentować bardzo ciekawy przykład możliwości Naszych Umysłów, jak i zarówno braku wiary we własne siły - co automatycznie powoduje upadek wcześniej przez Nas wyznaczonych celów. W Ewangeliach św. Marka, Mateusza i Jana, opisana jest ciekawa historia z Jezusem w roli głównej. Mam na myśli tutaj sławne chodzenie po wodzie. Lecz nie chodzi mi tutaj o przykład samego Jezusa, lecz...św. Piotra. Rybacy (wśród których był św. Piotr), wypłynęli nad jezioro, by złowić ryby, a Jezus pozostał na brzegu. Rybacy długo nie wracali aż zapadł wieczór. Wówczas ujrzeli oni kroczącą po wodzie, dziwną postać - początkowo myśleli że to zjawa, lecz owa postać zwróciła się do nich słowami: "Odwagi, ja jestem, nie bójcie się". Wówczas ujrzeli przed sobą postać Jezusa, który bosą stopą chodził po tafli wody jeziora. Ujrzawszy to św. Piotr zawołał w stronę Jezusa: "Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie", a Jezus nakazał mu przyjść. Piotr więc wyszedł z łodzi i...postawił stopę na tafli jeziora, kroczył tak w kierunku Jezusa, krok za krokiem, gdy nagle silniejszy podmuch wiatru, wyrwał go z tego stanu. Wówczas uświadomił sobie że...zrobił coś, co nie powinno się wydarzyć - że chodzi po wodzie, co dla niego w owej chwili było nie do zaakceptowania. W tej samej chwili, w której uświadomił sobie iż jest na środku jeziora i po nim najzwyczajniej stąpa - w tej samej chwili zaczął tonąć. Jezus wówczas pochwycił go za rękę, wypowiadając wielce wymowne słowa: "Czemu zwątpiłeś (człowieku) małej wiary?"


http://www.ideas4earning.com/wp-content/uploads/2014/01/Jesus-Walk-Water-Mormon.jpg


A teraz opiszmy to co się wówczas wydarzyło. Sądzicie że to bajka, mit, opowieść dla grzecznych dzieci? Spójrzmy więc po kolei co się tam wydarzyło. Mianowicie rybacy, długo nie mogąc nic złowić, ujrzeli w zapadającym mroku - dziwną postać, którą uznali za zjawę. Wpadli w panikę, lecz Jezus uspokoił ich słowami: "Nie lękajcie się - oto jestem!" Widząc kroczącego po wodzie swego Mistrza, św. Piotr chciał tak jak i Jezus, przejść się po wodzie. Wiedział jednak że tego nie potrafi. A skąd to wiedział, należałoby zapytać? Najwidoczniej wychowując się w rodzinie rybackiej, od dziecka wiedział już co człowiek może, a czego nie - w kontakcie z żywiołem wody. Zdawał sobie sprawę że chodzenie po wodzie jest NIEMOŻLIWE, po prostu niemożliwe. Gdy więc ujrzał chodzącego po jeziorze Mistrza - poprosił go by TEN - UMOŻLIWIŁ mu podobne przespacerowanie się po tafli wody. Jezus powiedział: "Przyjdź do mnie". I co się wydarzyło? Piotr swobodnie stanął na tafli jeziora i mógł się po nim poruszać, nie zamaczając sobie nawet stóp. A dlaczego mu się udało - można by zapytać. Oczywiście dla niego samego (jemu podobnych i kolejnych rzesz chrześcijan, czytających o owym "cudzie"), było jasne jak mu się to udaje. To dzięki Jezusowi, Jego mocy i sile on Piotr - zwykły człowiek, niewykształcony rybak - może swobodnie poruszać się po tafli wody.

Lecz nagle, coś się nie udaje. Lekki powiew wiatru sprowadza Piotra na ziemię. Do jego umysłu dociera, że to, co się właśnie dzieje - nie mogłoby się wydarzyć - gdyż jest to niemożliwe. A jeśli coś jest niemożliwe do zrobienia - to tego na pewno nigdy zrobić się nie da. Do umysłu Piotra docierają wówczas pierwsze wątpliwości - dlaczego (i jak), utrzymuję się na powierzchni wody? Przecież to jest niemożliwe, wręcz nieprawdopodobne - a jednak. Gdy tylko te pierwsze wątpliwości docierają do jego umysłu - co się dzieje? Piotr zaczyna natychmiast tonąć. Krzyczy więc w stronę Jezusa: "Panie, ratuj mnie". Jezus wówczas podchodzi i chwyta go za rękę, wypowiadając wówczas słowa, które są wykładnią wszystkiego, o czym tutaj do tej pory napisałem: "Czemu zwątpiłeś człowieku małej wiary". Zauważcie - "Czemu zwątpiłeś", o czym to świadczy? Św. Piotr dopóki myślał (wierzył), iż to za sprawą mocy Jezusa - a nie siły swego własnego Umysłu - może dokonywać rzeczy niemożliwych, dla ludzkiego pojęcia i wyobrażenia - dopóty wszystko było dobrze. Szedł bez obaw w kierunku swego Mistrza. Problem zaczął się z chwilą, gdy uzmysłowił sobie (czyli obszedł go lęk), iż to co się dzieje jest tak naprawdę niemożliwe. Do jego umysłu zaczęło docierać - że to nie może dziać się naprawdę. Z chwila gdy tylko takie myśli pojawiły się w jego głowie - NATYCHMIAST zaczął tonąć.

A dlaczego? Już to opisywałem - dopóki wierzymy (i to wierzymy naprawdę, a nie na zasadzie niepewnych marzeń i próśb przyszłości), dopóty wszystko się Nam udaje. Gdy tylko ta wiara (w potęgę Naszych Umysłów), niknie, gdy pojawiają się pierwsze pytania, które rodzą pierwsze obawy - by wreszcie z całą mocą przejął nad nami władzę strach - to już koniec, to o czym właśnie myśleliśmy, to co było prawie na wyciągnięcie ręki - znika - zaczynamy tonąć, tak jak św. Piotr. Siła jest w Nas samych i tylko od Nas samych zależy czy zdecydujemy się z niej skorzystać - by poprawić nasz los. Bardzo często wychowanie, inni ludzie wokół Nas, środki masowego przekazu itd. itp. -zabijają w nas pewność siebie i wiarę w posiadaną (OGROMNĄ) moc. Sądzicie może że przypowieść o Jezusie (i św. Piotrze), chodzącym po wodzie jest zmyślona, nieprawdziwa? Powiem Wam, że w porównaniu z tym co potrafią niektórzy ludzie dzisiaj (nie żeby byli w jakiś sposób wyjątkowi, Oni po prostu konsekwentnie wierzą w to co robią), tamte "cuda" Jezusa, wydają się niewielkie i mało znaczące. Mimo to są częścią naszej wiary, gdyż nasz Umysł potrafi zaakceptować te "cuda", tylko wówczas, jeśli uczyni je Bóg, Syn Boży, Heros lub ktoś wyjątkowy, niesamowity, w każdym razie zupełnie różny od Nas wszystkich, spokojnych i twardo stąpających po ziemi zjadaczy chleba.

Ale zastanówmy się - czy nigdy nie myśleliście np. o wygraniu (kilku-kilkunastu-kilkudziesięciu milionów złotych) w totolotka (lub chociażby jakiejś mniejszej kwoty w jakimkolwiek innym teleturnieju lub zakładach). Zapewne nie tylko o tym myśleliście - ale wielokrotnie graliście (często z mizernym skutkiem). Czy potraficie wyobrazić sobie siebie siedzących w nowiutkim samochodzie, otwierających własną firmę, wyciągających gruby plik stu (lub dwustu), złotowych banknotów z bankomatu i mówiący iż to tylko "na drobne wydatki". Czy potraficie to urzeczywistnić? Czy potraficie zmienić swój los? Jeśli chcecie aby cokolwiek z tego się spełniło (lub coś, czego sami pragniecie), MUSICIE w to wierzyć, wierzyć w to tak, jak opisałem wcześniej. Jeśli pojawi się choć cień wątpliwości - zniszczycie wszystko. Aby się przekonać, zacznijcie od rzeczy małych (wielkość nie ma żadnego znaczenia, ale ma znaczenie dla ludzkiej psychiki, nam się bowiem wydaje że rzeczy mniejsze łatwiej osiągnąć niż te większe). Realizacja mniejszych celów dodaje ludziom odwagi i powoduje wzrost u nich pewności siebie. Pamiętajcie że wszelkie ograniczenia, jakie tylko mogą pojawić się na Waszej drodze - są generowane tylko przez Was samych. Jeśli pozbędziecie się ich (wyrzucicie je ze swego Umysłu) - osiągniecie...wszystko. Nie ma bowiem takich barier, które mogłyby Wam w czymkolwiek przeszkodzić - prócz waszych osobistych lęków i zniechęcenia.

Zauważcie akie fortuny posiadają niektórzy (bardzo nieliczni), ludzie. Myślicie że jak do nich doszli? Myślicie że są w czymkolwiek lepsi od Was samych - w czym? Tylko w tym iż zdają sobie doskonale sprawę z możliwości własnych Umysłów (np. własnej inteligencji i konsekwencji w działaniu), a to już oznacza duży sukces. Jeśli nie wierzycie w możliwość osiągnięcia sukcesu zawodowego, kierując się tylko siłą własnego Umysłu (co ja sam na sobie wielokrotnie doświadczyłem i opisałem), zacznijcie od spraw o wiele prostszych (przynajmniej w Waszym mniemaniu). Jeśli z kimś się kiedyś pokłóciliście, pałacie do kogoś niechęcią (lub ten ktoś pała nią do Was), jeśli ktoś wyrządził Wam krzywdę, lub to Wy wyrządziliście krzywdę jemu - wyobraźcie sobie, że...już się pogodziliście, że żyjecie w przyjaźni że wybaczyliście mu jego winę, lub że darujecie mu jego przewiny wobec Was. Chodzi o to byście potrafili konsekwentnie budować w swym Umyśle stałe wyobrażenie o przyjaźni z daną osobą. Jeśli zastosujecie się do moich wskazówek (lub uczynicie to co podpowiada Wam w danej chwili intuicja) i nie ogarnie Was zniechęcenie ani niepewność - osiągniecie sukces. Jeśli zauważycie zmianę w zachowaniu człowieka, który do niedawna był Wam nieprzyjazny - to znaczy że udało się Wam. Można przejść do "większych" zadań.


Aha pamiętajcie też o podstawowej zasadzie która tym wszystkim kieruje, a brzmi ona tak: "Uważaj o czym myślisz, bo Twoje marzenie może się spełnić" - wyjaśnię o co w tym chodzi w kolejnym poście.


CDN.

5

Odp: SZCZĘŚLIWE ŻYCIE - DOLCE VITA!

Primus,

Ty weź zacznij bloga pisać smile

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » SZCZĘŚLIWE ŻYCIE - DOLCE VITA!

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024