opal74 napisał/a:Animus to co twoim zdaniem powinna zrobić Joanna?próbować walczyć z tym nowym uczuciem dla dobra rodziny?za wszelką cenę walczyć?
myślisz,że jest to możliwe,aby uratować związek,kiedy na horyzoncie jest ta trzecia?osobiście znam przypadek,kiedy żona próbowała,popadła na swoje nieszczęście w alkoholizm i niestety nic nie wskórała,tamta była cwańsza i owinęła sobie chłopa dokumentnie wokół palca.Walka trwała 3 lata i poległa.Czy warto się szarpać i wykańczać psychicznie?
Widzisz Opal, ja zupełnie nie wiem, co Joannka i ktokolwiek inny POWINIEN zrobić. Nie wiem, co POWINNA, ale wiem, co można zrobić. Pisałem o powinności i jak ją rozumiem.
W innym wątku pisałem o walce. Walka, zwłaszcza za wszelką cenę, zbliża nas tylko do przegranej i wszelka cena powoduje totalną stratę tego wszystkiego.
W życiu bym się nie podjął ratowania ZWIĄZKU, bo cóż to jest związek. Znam związki chemiczne, przyczynowo- skutkowe oraz prawne określenie relacji, zwane związkiem małżeńskim. Inni piszą o więzach lub więzi. Znaczenie tych słów jest takie, że od razu widać coś, co służy do skrępowania i zniewolenia (wiązać, więzić). Jak ktoś bardzo lubi, to nie można nikomu tego prawa odmówić.
Robienie czegokolwiek wbrew swojej i cudzej woli nie może dać pozytywnego wyniku. Często takie działania dają wynik dokładnie odwrotny do zamierzonego.
Na pytanie ostatnie daję więc odpowiedź zdecydowaną i jednoznaczną: nie warto się ani szarpać, ani wykańczać psychicznie.
Ale zapytam: a skądże to pochodzi, że tylko takie są wyjścia w takiej sytuacji? Z braku wyobraźni.
Teorie podejmowania decyzji mają zgoła inne odpowiedzi: w każdej sytuacji życiowej jest wiele rozwiązań, wyjść. To tak jak z klockami logicznymi: jest kilka możliwości ich ułożenia według wzoru, ale kiedy kładziemy je przed osobą, która nie umie korzystać ze swojej wyobraźni to nie znajdzie nawet jednego rozwiązania i wtedy mówi: "Tego się nie da ułożyć." Ale to nie jest prawda. Czasami wystarczy kogoś naprowadzić, Czasami potrzeba dać czas i jak ktoś jest wystarczająco bystry, to znajdzie rozwiązanie.
W sprawie zachwianej relacji zbyt często podpowiada się jedno rozwiązanie: ROZWÓD. A problemy po rozwodzie się nie kończą, ale dopiero zaczynają. Są na ten temat odpowiednie opracowania. Mogę podać stosowne tytuły.
cachmir napisał/a:.
No Animus teraz to lekko przesadziłeś. !!!!
Właśnie w jednym z Twoich postów oceniłeś jak Autorka wychowa swoją córkę,
że też dojdzie do rozwodu i takie tam bzdury.
Na jakiej podstawie wyciągasz takie wnioski do cholery ???
Oceniłem? Aha, to jaką ocenę dałem? Jak widzisz znak drogowy "Uwaga, śliska nawierzchnia" to on ocenia Ciebie, czy Twoje umiejętności kierowania pojazdem?
Do jasnej cholery, może byś tak wniknęła nieco w znaczenie słów, których używasz, zanim wyciągniesz zbyt pochopne wnioski.
A teraz podstawy:
Joannka napisał/a:Ja chcę spoglądać w lustro i mieć poczucie: Joaśka, jesteś uczciwa!
Moja córka w przyszłości będzie brała ze mnie przykład i chcę, aby ona też mogła kiedyś stanąć przed lustrem i spojrzeć sobie prosto w twarz.
Widzisz te słowa? Widzisz, kto je napisał? A cóż to znaczy, że Joannka pisze, że Jej Córka będzie brała z Niej przykład? Widzisz tę perspektywę przyszłości, w której kiedyś stanie Córka Joannki i też sobie uczciwie powie prosto w twarz: "Biorę przykład z Mojej Matki i biorę rozwód !" Widzisz ten przykład?
Jak chcesz widzieć więcej, to poczytaj statystyki, które mówią o rozpadzie relacji u dzieci osób, które się rozwiodły. Naukowo nazywa się to modelowaniem postaw dzieci w procesie wychowania.
Jak już to wszystko zobaczysz i sprawdzisz to wróć tu i napisz mi, czy to są moje wymysły, oceny, wnioski, czy może jednak wyniki badań?