Muszę to z siebie wyrzucić. Moje życie jest jak z jakiejś żałosnego melodramatu. Jestem uzależniona od mężczyzn, szczególnie tych niedostępnych, kocham za bardzo, mam niskie poczucie własnej wartości. Z zewnątrz jestem uśmiechnięta, towarzyska, a w środku jest ogromna pustka i smutek. Jestem wykształcona, atrakcyjna, z dobrego domu, ale sama jestem przerażona sobą i swoim zachowaniem. Bardzo często rozmyślam o tym co działo się w moim życiu i jest mi ogromnie smutno.
Byłam kiedyś bardzo zakochana (3 letni związek), bardzo mi się podobał, byliśmy przyjaciółmi i tak naprawdę to ja GO zdobyłam swoimi staraniami. Był moim pierwszym facetem, dogadywaliśmy się świetnie, mogłam na niego zawsze liczyć, zawsze mnie wspierał i z wzajemnością. Po kilku latach on wykorzystał moją miłość, tzn. w dowód mojej miłości do niego chciał żebym uprawiała sex w 3 z jego kolegą, do czego PRAWIE doszło, bo byłam młoda, zakochana i naiwna, potem kilka razy prowokował podobne, równie chore sytuacje. Byłam psychicznie wykończona, czułam się sponiewierana, że pozwoliłam sobie na to wszystko, a on jakoś nie liczył się ze mną.
Następnie poznałam przystojnego chłopaka, który był dobry, pracowity, życzliwy, starał się o mnie. Od swojego ex dowiedziałam się, że tamten siedział w więzieniu, zapytałam wprost, okazało się to prawdą (!). Przeżyłam ogromny szok, poczułam się oszukana. Nie chciałam się z nim wiązać, ale że fajnie nam się spędzało czas spotykaliśmy się bez zobowiązań (2 razy się ze sobą przespaliśmy..). On dalej starał się mnie do siebie przekonać. Wyjechałam na studia do innego miasta, z czasem przestałam się z nim kontaktować, w między czasie ex bardzo chciał wrócić, dzwonił jak to mnie kocha itd, na krótko się zgodziłam, potem ostatni raz na zawsze z nim zerwałam.
Wróciłam na wakacje do domu. Po pół roku bez kontaktu z tym z więzienia odezwałam się, chciałam odnowić kontakt, ale nic już ode mnie nie chciał, a ja wręcz przeciwnie. Stwierdziłam, że może powinnam była mu kiedyś dać szansę? Przespał się ze mną i wyjechał za granicę, gdzie poznał inną.. Nie mamy kontaktu do dziś.
Potem poznałam faceta, który mieszkał w innym mieście i czułam że jest "lepszą partią" (bardzo dobre wykształcenie i praca, własne mieszkanie), pamiętam jak na początku znajomości czułam, że to TO, a jednocześnie zastanawiałam się dlaczego TAKI facet mnie chce, bałam się że nie będę dla niego wystarczająco dobra i mądra. Na początku nam się układało, wyjścia razem, romantyczne chwile, ja bardzo się starałam, dziś widzę, że bardziej niż on, chociaż emocjonalnie nie potrafiłam się otworzyć, nie potrafiłam z nim o wszystkim swobodnie porozmawiać, bo rzucał mi uwagi typu "głupie pytania zadajesz". Przez to zamiast rozmawiać zamykałam się w sobie, czułam się jakbym nie była na jego poziomie. Z czasem zaczął mi przeszkadzać jego brak uczuć (nie mówił nic że jestem dla niego ważna, kocha mnie albo cokolwiek), więc 2 razy powiedziałam mu o swoich wątpliwościach (odległość + jego obojętność) i chciałam to skończyć. Ale jakoś zawsze podczas spotkania się godziliśmy, ja płakałam, on mnie przytulał i wszystko wracało do normy. Na krótko. Podczas trzeciej kłótni on na mnie naskoczył pod byle pretekstem, ja wykrzyczałam, że mam tego dość bo traktuje mnie jak swoją koleżankę, co O ZGROZO potwierdził... Chyba ze zwykłej kultury przeprosił mnie, ale zbyt mnie to zabolało i rozstaliśmy się. Bardzo ciężko to przeżyłam, narobiłam sobie niepotrzebnych nadziei.
Teraz spotykam się z sympatycznym , zwykłym facetem, ale nie sypiamy ze sobą, ja tego nie chcę. On mówi że mnie kocha i ma poważne plany wobec mnie. Ale ja nie potrafię dać kroku dalej. To wszystko to dla mnie za dużo, czuję się straszną osobą.