Mam koleżankę. Była u mnie wczoraj. Koleżanka/przyjaciółka - kim ona w zasadzie dla mnie jest?
Znamy się od przedszkola, choć głębszą znajomość zawarłyśmy w czasach licealnych. Bywałam wtedy u niej często, wspólne oglądanie horrorów po nocach, pogaduchy, etc.
Jednak zawsze miałam poczucie, że ona nie do końca jest ze mną szczera. Dziś jest dla mnie w zasadzie jedyną przyjaciółeczką, którą widuję w miarę często. Tylko, że nasze kontakty nie satysfakcjonują mnie do końca.
Nie wiem czy znacie takie uczucie: Ja coś mówię, opowiadam, angażuję się - temat ważny dla mnie - moje problemy, depresje, etc. Ona słucha ale oczami jest gdzie indziej, natomiast uśmiecha się, potakuje. Gdybym jej zwróciła uwagę, pewnie zamknęłaby sie w sobie, tak bywało często. Więc kontynuuję ale czuję, że moje słowa padają w próżnię. Wolałabym, żeby powiedziała mi: wiesz, nie pogadamy dziś na ten temat, bo jestem zmęczona, czy cokolwiek szczerego. Ale ona udaje, że słucha. A ja udaję, że ta rozmowa sprawia mi ulgę.
Ogólnie dziewczyna jest mi życzliwa, bo np. jak ją o coś poproszę to dla mnie zrobi, pomoże przy organizacji imprez, przynosi ciasteczka, piwo i w ogóle. Ale bywają też momenty mniej przyjemne.
Jeden taki moment zapadł mi szczególnie w pamięć.
Było to może z 3 lata temu. Akurat schudłam dość znacznie i przyjechałam ją odwiedzić. Siedziałyśmy sobie w kuchni. Był też jej ojciec, który rzucił mi kąśliwą uwagę: "ale schudłaś, teraz to w ogóle biustu nie masz". Zrobiło mi się cholernie przykro i niezręcznie. Jednak ona uśmiechnęła się jakoś tak, że czułam iż ma satysfakcję z tego docinka. Coś tam powiedziała w stylu: "tato, no wiesz..." ale oczy nie kłamią.
Od tamtej pory obiecałam sobie, że nigdy jej nie odwiedzę.
Ale ja szybko zapominam i przebaczam.
Tylko, że nic się w sumie nie zmienia.
W ogóle dumam sobie nad szczerością w kontaktach z ludźmi i powiem, że odczuwam jej rażący brak wszędzie naokoło.
Usłyszałam niedawno zdanie, że człowiek średnio podczas rozmowy kłamie 18 razy na godzinę.
Jak to możliwe?
Podam przykłady:
Idzie ulicą gość, ma fatalny nastrój, w domu była awantura, pieniędzy brak, etc. Gość spotyka kumpla. Kumpel rzuca: O cześć Jurek, jak leci?
- W porządku! (sztuczny uśmiech bo przecież ma doła)
Koleżanka pyta:
-Jak wyglądam w moich nowych spodniach?
- Super! (chociaż widzę, że ją pogrubiają)
Spotykam nieżyczliwą osobę a ona mówi:
- O, jak miło Cię widzieć! (bo ma interes, a w zasadzie to najchętniej nie widywałaby mnie wcale)
Takich sytuacji można przytoczyć setki.
Nie wiem jak Wam ale mi cholernie ciężko żyć "nieszczerze". to mnie boli. Nieszczerość nigdy nie prowadzi do zażyłości bo opiera się na fałszywych fundamentach, które i tak runą.
Osobiście wolę prawdę, nawet gorzką. Jak się ją przełknie, to już nie jest tak źle. I przynajmniej wiadomo o co chodzi.
Z powodu mojej szczerości niektórzy mnie nie lubią bo mówię prosto z mostu (co nie znaczy niegrzecznie czy nietaktownie) inni z kolei twierdzą, że jestem naiwna bo się otwieram za bardzo.
A ja tego nie rozumiem. Smutno mi że tak jest.
a wiesz co to jest dyplomacja?
przecież jak spotkam w supermarkecie kolezanke, ktorej w dodatku nie lubiei nie mam ochoty ogladac, na jej pytanie "jak leci?" nie odpowiem "pies mi zdechł, a brat się powiesił, wyrzucili mnie z pracy, a do drzwi puka komornik", tylko rzucam szybkie "dzieki, jest ok"
ale przyjaciólka, to już inna bajka.w przyjaźni nie ma miejsca na fałsz i zdawkowe odpowiedzi. Z moim najlepsiejszym przyjacielem, na pytanie co jest nie tak, a nie jestesmy gotowi na zwierzenia, odpowiadamy "opowiem Ci jutro", czyli w sumie nie teraz ale kiedyś, albo w ogóle...taki kod.
taki mój pogląd na prawdy, pólprawdy i gówno prawdy...nie zawsze trzeba być szczerym, bo nie każdy na naszą szcerość zasługuje...
A ja zawsze byłam zwolenniczka brutalnej prawdy.Dyplomacja owszem, ale w okreslonych sytuacjach i nie ma to nic wspólnego z kłamstwem.
Jasne byli ludzie oburzeni moją bezpośrednia uwagą ....ale może dlatego ,ze człowiek mimo wszystko woli słyszeć to co che niz naga prawdę((((((((((((
szczerość popłaca!! jesli masz wielu przyjaciół i otworzysz się przed nimi to wtedy okaże się kto naprawdę chce Cię słuchać a kto jest znudzony Twoimi problemami, jeśli w grupie przyjaciół jest problem i należy go rozwiązać(np giną pieniądze) to jeśli powiesz szczerze co o tym uważasz tylko Ci prawdziwi przyjaciele nie obrażą się za prawdę, szczerość i otwartość i zostaną przy Tobie, a Ci "przyjaciele", którzy czekają, aż powiemy to, co chcą usłyszeć odejdą, bo nie są przyzwyczajeni do szczerości...
5 2009-09-23 15:10:18 Ostatnio edytowany przez kircke (2010-05-21 18:46:30)
A ja wiem, że szczerość nie popłaca. twój przykład barbie to tylko jedna sytuacja, a w życiu codziennie mamy miliony innych, które są jedynie potwierdzeniem słynnych słów dr hous'a: 'wszyscy kłamią'.
Ja przejechałam się już na wielu osobach. czasem była to z ich strony zazdrość, czasem nigdy niewytłumaczone pretensje (dziecinada). różnie. ale rozumiem doskonale autorkę tematu. mówisz drugiej osobie o najważniejszej sprawie swojego życia, a okazuje się, że poza tobą nikogo to nie obchodzi. i wtedy okazuje się rzeczywiście, że zaufanie, którym obdarzyłeś osobę było na wyrost. co wtedy? teoretycznie powinniśmy już nigdy nie zaufać i stronić od ludzi, żeby znowu się nie sparzyć. wiem po sobie, że to pomysł na krótką metę. a chyba najbardziej skuteczne jest nienazywanie ludzi przyjaciółmi. jak tylko wypowie się to słowo bańka mydlana pęka i zaczyna się chrzanić. odpowiedni dystans do swoich problemów i do osób, z którymi rozmawiamy pozwala 'sterować' emocjami. nie wymagam już od ludzi. traktuję luźniej znajomości z ludźmi. wiem, na kogo mogę liczyć, gdy jest źle, ale nie jestem już tak uzależniona od tych osób.
I też nie potrafię zrozumieć typowych (?), sytuacyjnych kłamstw, często mam przez to kłopoty. nie potrafię wymyślić jakiejś historyjki podczas rozmowy, dlatego wolę unikać takich sytuacji. prawda jest dla mnie najważniejsza, nawet ta najgorsza. są oczywiście sytuacje, w których można usprawiedliwić 'niemówienie', ale są niezwykle rzadkie i nie zawsze warte poświęcenia.
nie znoszę fałszywych, w dupę uprzejmych ludzi. szlag mnie trafia kontakt z takimi osobami, dlatego dla własnego zdrowia staram się unikać.
nie wiem, jak na was, ale na mnie nie działają pseudo-rady, że świat już taki jest, że nic nie zmienimy. jak można mieć takie podejście? jak można na to zezwalać? och! nareszcie temat bliski moim doświadczeniom. niestety nieprzyjemnym.
a wiesz co to jest dyplomacja?
przecież jak spotkam w supermarkecie kolezanke, ktorej w dodatku nie lubiei nie mam ochoty ogladac, na jej pytanie "jak leci?" nie odpowiem "pies mi zdechł, a brat się powiesił, wyrzucili mnie z pracy, a do drzwi puka komornik", tylko rzucam szybkie "dzieki, jest ok"
llorona - a nie wystarczy powiedzieć po prostu: kiepsko, ale nie chcę o tym rozmawiać. albo w ogóle nie kontynuować, tylko powiedzieć 'kiepsko' w taki sposób, że rozmówca skuma. mnie nie przechodzi przez gardło: 'w porządku', gdy świat spada mi na głowę.
pozdrawiam wszystkich szczerych ![]()
Nie wyobrażam sobie, aby na pytanie "jak leci?" odpowiadać, że nie mam nastroju, mam doła itd. Nie odbieram za kłamstwa stwierdzenia typu :dziękuję, u mnie w porządku". Po prostu nie wszystkim przecież zaprzątamy uwagę naszymi problemami, a lepiej jest być miłym i uśmiechniętym, niż mrukliwą zrzędą, którą wszyscy będą omijać.
Ezer, myślę, że za bardzo się tym przejmujesz.
To nie jest tak, że wszyscy są nieszczerzy. Jeśli koleżanka kupi sobie spódnicę w kolorze, którego ja nie znoszę i zapyta mnie, jak mi się podoba ta kiecka, to na pewno nie skrytykuję, tylko powiem, że jej jest w niej ładnie. Niegrzecznością byłoby, gdybym "dowaliła" prosto z mostu gorzkie słowa krytyki. Trzeba umieć dostosować się do sytuacji, do człowieka.
Kircke napisała "(...) i też nie potrafię zrozumieć typowych (?), sytuacyjnych kłamstw, często mam przez to kłopoty. nie potrafię wymyślić jakiejś historyjki podczas rozmowy, dlatego wolę unikać takich sytuacji. prawda jest dla mnie najważniejsza, nawet ta najgorsza. są oczywiście sytuacje, w których można usprawiedliwić 'niemówienie', ale są niezwykle rzadkie i nie zawsze warte poświęcenia.
nie znoszę fałszywych, w dupę uprzejmych ludzi. szlag mnie trafia kontakt z takimi osobami, dlatego dla własnego zdrowia staram się unikać.
nie wiem, jak na was, ale na mnie nie działają pseudo-rady, że świat już taki jest, że nic nie zmienimy. jak można mieć takie podejście? jak można na to zezwalać?
oooooch! nareszcie temat bliski moim doświadczeniom. niestety nieprzyjemnym".
Dzięki kircke, fajnie, że jest ktoś, kto dokładnie mnie zrozumiał.
Cóż dodać? Bardzo dużo mogłabym napisać. Jak dla mnie odpowiedzi w stylu "w porządku" kiedy mi się wali świat, są kłamstwem i tyle. Uważam, że każdy zasługuje na prawdę, kiedy jej komuś nie powiem, żeby "oszczędzić mu wysłuchiwania moich tyrad" to tak jakbym nie szanowała go na tyle aby się odsłonić. Pewnie, że nie wszystkim mówi się w szczegółach o problemach ale zwykłe "kiepsko" to wg. mnie bardzo dobry pomysł
.
Ja sama o wiele chętniej i to w każdej sytuacji wysłucham szczerej odpowiedzi, szczerych uczuć jakiejkolwiek osoby niż zdawkowego, nic nie mówiącego "w porządku".
A tak na marginesie. Ludzie czasem są tak przygnieceni problemami, że nie zdajemy sobie sprawy, jak mogłoby im pomóc proste wysłuchanie, szczera wypowiedź. Czasem np. ktoś nosi się z zamiarem samobójstwa (nie przesadzam) ale nauczony nie "zawracania głowy nikomu" nie wypowie się, ale udaje, że jest ok. A potem nagle zdziwienie: przecież to był taki szczęśliwy człowiek, co się stało ?! Gdybym wiedziała...
Ja zawsze staram się być szczera i choć wtedy człowiek wystawiony jest na zranienie, to jednak nie żałuję niczego. Tylko kiedy jestem prawdziwa, czuję że żyję. Niestety często czy to z tchórzostwa, czy to z chęci przypodobania się mówię, nie to co chciałabym powiedzieć. I zawsze mi potem z tym źle, zawsze czuję, że z każdym takim "kłamstewkiem" zabijam kawałek mojej duszy.
Co do mówienia komus prosto z mostu, że mu nie pasuje np. sukienka to moje zdanie jest takie, żeby jednak mówić szczerze, choć to ciężko przez gardło przechodzi. Sama z doświadczenia wiem, jak nieszczerze zachowuje się często moja matka, kiedy pytam ją jak wyglądam.
Zawsze mówi "ładnie", "szczupło", choć wiem, że to często kłamstwo. I nie cenię już w ogóle jej zdania, bo jak w takiej sytuacji mam brać ją poważnie?
Zdecydowanie wolałabym, żeby powiedziała mi np. "Wiesz, ale w tych spodniach to jednak wyglądasz niezbyt" - przynajmniej od razu wiem, na czym stoję. Taka uwagę oczywiście trzeba podać delikatnie i taktownie, nikt nie mówi o dołowaniu kogoś. Właśnie takie wyuczone, mechaniczne potakiwanie jest w gruncie rzeczy uwłaczające, może nawet powodować zafałszowany obraz u osoby ocenianej.
ezer - zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś.
temat oczywiście rzeka, ale uważam, że tylko prawda ma rację bytu. kłamstwo to brak szacunku.
mam dokładnie ten sam problem z moją "przyjaciółką". Nazywam ją tak, bo jest mi bliska. Ale ja nie odczuwam aby nią była. Kiedy wygaduję się jej, tez mam wrażenie że mnie nie słucha kompletnie-potem to wychodzi pod czas rozmów iż przytaczam coś a ona nie wie o co chodzi. Ona mówi ciągle o sobie i tylko jej osoba się liczy. Zaczęłam się odsuwać od niej. Ona nie pyta się co u mnie słychać. Wspieram ją, bo jest jej ciężko i nie ma nikogo innego bliskiego. Wiem, że nie jestem fair robiąc tak, ale mam miękkie serce.
Też nie wiem co w tym przypadku zrobić.
Ciężka sprawa.
A ja szczera też jestem, aż do bólu czasem i mówię to co mi do głowy przyjdzie i to co uważam za stosowne. Nie zawsze wychodzę na tym dobrze ale jest mi lżej wewnętrznie, że powiedziałam co myślę.
W końcu działanie KARMY.
W sumie to w przypadku luźnej znajomości nie zawsze warto mówić prawdę, że sie ma doła, bo coś tam. Bo niewykluczone, że jak powiesz, że jest ci źle bo coś sie stało, to z tej informacji nie wypłynie plotka. Ja zwykle odpowiadam na pytanie jak leci: po staremu,nic ciekawego. Bo jakoś nie umiem kłamać że jest oki, jak nie jest.
Inna sprawa to krytyka zachowania i wyglądu. Bywa, że niby szczera krytyka jest tak naprawde chęcią dowalenia komuś, bądź dowartościowania się. Czyli to też może być kłamstwem, nie tylko brak szczerości. I takie pseudo szczere osoby też są fałszywe. Ja osobiście nie wierzę w niektóre słowa krytyki, zwłaszcza kiedy wiem, że to gówno prawda i wyczuwam fałsz w kimś, kto mi ją mówi