Witam. Sama nie wiem od czego zacząć, ale to będzie raczej długa historia. Potrzebuję porady, bo już sama nie wiem co robić.
Ponad rok temu poznałam się z pewnym chłopakiem na studiach. Praktycznie od samego początku ciągnęło nas do siebie. Pewnego razu napisał do mnie, potem kilka imprez i zaczęliśmy się ze sobą spotykać. Problemem tkwił w tym, że to było od razu po zerwaniu z jego dziewczyną, z którą był ponad 3 lata w związku. Ale zakochałam się, a szczerze mówiąc nie przytrafiło mi się to nigdy wcześnie, przynajmniej nie z taką siłą. To całe "spotykanie", bo do niczego między nami nie doszło wtedy, oprócz wspólnych spacerów, rozmów itp., trwało jakieś 2-3 miesiące. Niestety w trakcie, jego ex, ciągle się wpieprzała. Wydzwaniała do mnie i przedstawiała się za kogoś innego, głuche telefony, jakies głupie teksty na fb.. Ja starałam się to olewać, bo naprawdę bardzo mi zależało. Jednak to się skończyło. On z dnia na dzień przestał się do mnie odzywać. Dowiedziałam się potem, że wrócił do byłej. Bardzo cierpiałam, choć może Wam się to wydać dziwne, skoro do niczego między nami nie doszło, ale tak jak wcześniej wspomniałam, nie czułam czegoś takiego jeszcze do nikogo. Nadal razem studiowaliśmy i niestety nasi najlepsi kumple byli w jednej paczce, ale ja starałam się nie zwracać na niego uwagi, nie odzywaliśmy się do siebie, praktycznie w ogóle. On po 6 misiącach, na wspolnej imprezie, zebral się na odwagę i postanowił mnie przeprosić. Byłam w ogromnym szoku, jednak wyśmiałam go i miałam to w dupie. Wydawało mi się już wtedy, że o nim zapomniałam. Tak nawiasem, to starałam się ułożyć sobie życie z 3 innymi, ale nie wyszło. Ale przechodząc do sedna.. W maju, kolejny raz zdarzyło się tak, że byliśmy na jednej domówce. Jakoś tak wyszło, że nagle zaczęliśmy leżeć obok siebie i rozmawiać (ale oboje bylismy podpici). Potem, zaczął mnie przytulać, co bardzo mnie zszokowało (nie opierałam się), a jeszcze poźniej wyszliśmy do kuchni i on zaproponował, żebyśmy się pocałowali. Wtedy ja odpowiedziałam "chyba cię po*ebało" i wyszłam. Ale poszedł za mną, znów położył się obok mnie i przytuleni zasnęliśmy. Następnego dnia przyjechał do mnie z moimi znajomymi, a kolejnego, znów mieliśmy wspólną imprezę, Ja już to wszystko przemyślałam i postanowiłam, że muszę spróbować, choćby miała to być jednorazowa akcja. I tak się stało. On mnie pocałował, a potem całą noc nie mogliśmy się od siebie odkleić (seksu nie było). Gdy obudziliśmy się rano myslałam, że pójdziemy bez słowa w swoje strony, ale o dziwo, zaczęliśmy normalnie rozmawiać. Potem do mnie napisał. Jakieś dwa, trzy dni później powiedział mi, że do wszystkiego przyznał się swojej byłej i zerwali ze sobą. Ona wyjechała. Mijał miesiąc, w którym praktycznie każdy dzień spędzaliśmy razem. Ja czekałam na jego decyzję, bo chciałam dac mu czas, żeby wszystko przemyślał i dopiero jak będzie pewny miał mi powiedzieć, czego chce, żeby kolejny raz mnie nie wykiwać. I w końcu doczekałam się. Powiedział, że mnie kocha i, że chce byc ze mną. Byłam najszczęśliwsza na świecie, zresztą nadal jestem. Tylko problem pojawił się jakieś 2 dni po tym, kiedy powiedział mi o tym. Zadzwoniła do mnie jego była. Powiedziała, że chce się ze mną spotkać. Mnie zatkało, z jednej strony nie chciałam, ale z drugiej ciekawiło mnie bardzo co chce mi powiedzieć. I spotkałyśmy się. Jej słowa brzmialy mniej więcej tak: "słuchaj, jest taka sprawa, że przed moim wyjazdem (tu padło jego imię) zrobił mi dziecko i moja ciąża jest zagrożona. Nie stałabym na drodze do waszego szczęścia, ale chciałabym, żeby moje dziecko miało ojca. Jeśli mi nie wierzysz to spytaj jego, albo jego matki." Zatkało mnie. Pomyślałam telenowela. Odpowiedziałam jej ze jest nienormalna i odeszłam, Nie uwierzyłam w to. Kiedy mu o tym powiedziałam, on stwierdził, że też jej nie wierzy dlatego nie chciał mi nic mówić, ale umówił ją już do lekarza, żeby to sprawdzić. Żyliśmy w stresie przez cały tydzień. Nie wiedziałam co robić, chociaż nadal nie dopuszczałam tej myśli do wiadomości. Okazało się, ze to prawda. gdy mi o tym powiedział, odeszłam z płaczem bez słowa. Ale potem wróciłam. Wiedziałam, tylko, że go kocham i nie chce tego zakończyć. Spytałam go co teraz. On odpowiedział, że tak bardzo chce być ze mną, ale nie wie czy damy radę. Powiedziałam, że ja dam. A on wtedy odpowiedział w żarcie, tak bardzo jesteś zakochana? I wtedy pierwszy raz wyznałam mu miłość. (Nie dodałam jeszcze wcześniej, że mam strasznie ciężki charakter i wiem że rok wczesniej byl jeszcze gorszy i on ciągle mi to wypominał. Nie potrafię okazywać uczuć.) Przełamałam się. Zatkało go, ale od tej pory zmieniło się wszystko. Zachowujemy się tak jakbyśmy byli razem, ja nie widzę poza nim świata i staram się nie mysleć o tej ciąży. Ale czasami nadchodzi taki dzień jak dziś. Myślę o tym wszystkim i zdaję sobie sprawę z tego, że zabieram ojca niewinnej istocie, mimo, ze on powiedział, że dziecka nie zostawi i ja jestem pewna, że tak będzie. Tylko mam obawy straszne, że zaangażuję się już tak naprawdę w 100%, a on wtedy powie nara i mnie zostawi, poleci kolejny raz do tamtej. Boję się też tego, że jak urodzi się dziecko, to też będzie chciał do niej wrócić.. Kocham go nad życie i przeżywam teraz cudowne chwile, jest mi z nim wspaniale, ale nie wiem co robić. Nie wiem, czy mogę być taką suką, bo chyba inaczej siebie nazwać nie mogę. Proszę o jakieś obiektywne rady...
Witaj,
Twoja sprawa nie jest łatwa. Potrzebna jest większa ilość szczegółów, żeby ocenić sytuację. Po pierwsze zastanów się kim ma być dla Ciebie w przyszłości ten człowiek. Młodzieńczą miłością? mężem i ojcem dla Twoich dzieci? Przeanalizuj to dokładnie.
Teraz nie oszukujmy się, jesteś kobietą, więc suma summarum chcesz, żeby to był "ten" jeżeli go kochasz. Zastanów się czy możesz być z nim szczęśliwa. Zadaj sobie serię pytań: czy nie będziesz zazdrosna o to, że dziecko które urodzisz nie będzie jego pierwszym? czy zniesiesz fakt, że Twój mąż kiedyś Cię porzucił? itp.
Jeżeli stwierdzisz, że będziesz w stanie to wszystko znieść, przejdźmy do kwestii zaufania. Wyczuwam w Twoim tekście, że mu nie ufasz. Mówią, że zaufanie to podstawa związku...chyba nie bez powodu. Widzisz jak Ci ciężko, albo poważnie porozmawiacie i mu zaufasz albo związek się rozpadnie.
Kolejna sprawa to dziecko. Czujesz, że odbierasz mu rodzica. Prawda jest taka, że usłyszysz wiele niemiłych słów od wielu ludzi. Przyznam Ci się, że jestem z rozbitej rodziny, przyjaźnię się z osobami z podobnych rodzin i wszyscy twierdzimy, że jeśli rodzice się nie kochają nie ma miłości w domu i szczęśliwej rodziny. Ty nie masz tu nic do rzeczy.
Malum pogadaj poważnie ze swoim facetem a zobaczysz co naprawdę ma Ci do zaoferowania i czy macie szansę. Dla mnie podstawowym pytaniem jest czy on kocha Cię tak samo jak Ty jego..
Ja bym w to nie brnęła, koleś jakiś taki nie zdecydowany od początku, a z kąd możesz mieć pewnosc ze jak się dziecko urodzi to nie wroci do tamtej? a może ona mu będzie beczec ze nie daje rady i zostawi ciebie dla niej z litości? Może się tak okazac, ty zainwestujesz w ten związek a za 9 miesięcy kopnie cie bo poczuje się ojcem i będzie mieć mala rodzinke. Ale to tylko moja opinia. Chyba bylas zapchajdziurą w trakcie zaloby po związku.
Witaj,
Twoja sprawa nie jest łatwa. Potrzebna jest większa ilość szczegółów, żeby ocenić sytuację. Po pierwsze zastanów się kim ma być dla Ciebie w przyszłości ten człowiek. Młodzieńczą miłością? mężem i ojcem dla Twoich dzieci? Przeanalizuj to dokładnie.
Teraz nie oszukujmy się, jesteś kobietą, więc suma summarum chcesz, żeby to był "ten" jeżeli go kochasz. Zastanów się czy możesz być z nim szczęśliwa. Zadaj sobie serię pytań: czy nie będziesz zazdrosna o to, że dziecko które urodzisz nie będzie jego pierwszym? czy zniesiesz fakt, że Twój mąż kiedyś Cię porzucił? itp.Jeżeli stwierdzisz, że będziesz w stanie to wszystko znieść, przejdźmy do kwestii zaufania. Wyczuwam w Twoim tekście, że mu nie ufasz. Mówią, że zaufanie to podstawa związku...chyba nie bez powodu. Widzisz jak Ci ciężko, albo poważnie porozmawiacie i mu zaufasz albo związek się rozpadnie.
Kolejna sprawa to dziecko. Czujesz, że odbierasz mu rodzica. Prawda jest taka, że usłyszysz wiele niemiłych słów od wielu ludzi. Przyznam Ci się, że jestem z rozbitej rodziny, przyjaźnię się z osobami z podobnych rodzin i wszyscy twierdzimy, że jeśli rodzice się nie kochają nie ma miłości w domu i szczęśliwej rodziny. Ty nie masz tu nic do rzeczy.
Malum pogadaj poważnie ze swoim facetem a zobaczysz co naprawdę ma Ci do zaoferowania i czy macie szansę. Dla mnie podstawowym pytaniem jest czy on kocha Cię tak samo jak Ty jego..
Tak, chciałabym, żeby był ojcem moich dzieci i moim mężem, chciałabym spędzić z nim całe życie. Już dużo o tym myślałam i chyba dałabym radę to wytrzymać, tylko tak jak napisałaś, chyba największy problem jest w zaufaniu. Na razie żyje chwilą, jestem z nim szcześliwa, nigdy nie byłam tak bardzo.. Jeśli chodzi o to, że to nie nasze dziecko będzie jego pierwszym, to nie robi mi żadnej różnicy. Kolejną sprawą jest też to, że na pewno wiele osób będzie i jest przeciwnym temu związkowi. Ludzie uważają, że ojciec powinien być przy dziecku. A właśnie moje zdanie jest takie, że jeśli nie ma miłości między dwojgiem ludzi, to dziecko nigdy nie będzie szczęśliwe, bo właśnie tak było u mnie w domu. Musiałam po prostu o tym napisać, żeby mi choć trochę ulżyło, bo strasznie się boję..
Ja bym w to nie brnęła, koleś jakiś taki nie zdecydowany od początku, a z kąd możesz mieć pewnosc ze jak się dziecko urodzi to nie wroci do tamtej? a może ona mu będzie beczec ze nie daje rady i zostawi ciebie dla niej z litości? Może się tak okazac, ty zainwestujesz w ten związek a za 9 miesięcy kopnie cie bo poczuje się ojcem i będzie mieć mala rodzinke. Ale to tylko moja opinia. Chyba bylas zapchajdziurą w trakcie zaloby po związku.
Czasami też mam takie myśli...
Ja bym nie wchodzil drugi raz do tej samej rzeki. Tak na dobra sprawe to kawal chu.. Nawet jesli wtedy cie "rzucil" to moglby jakos wytlumaczyc, pogadac z toba powiedziec "sluchaj, jestem pantoflem, byla chce sie zejsc ale nie chce zebysmy utrzymywali kontakt" i o wiele lepiej by to wygladalo;) A wyglada to tak jak wyglada, ze cie olal, kopnal w dupe. Dowiedzial sie ze ona jest w ciazy, wiec ja kopnal w dupe i do ciebie znowu polecial, naprawde chcesz byc z kims takim? Mysle ze kazda zasługuje na cos lepszego. I dodam jeszcze, ze wiem co mowie, wiem co on czuje, znalazlem sie kiedys w podobnej sytuacji.. Tyle ze nie okazalem sie gnojem:) pozdrawiam.
Ja bym nie wchodzil drugi raz do tej samej rzeki. Tak na dobra sprawe to kawal chu.. Nawet jesli wtedy cie "rzucil" to moglby jakos wytlumaczyc, pogadac z toba powiedziec "sluchaj, jestem pantoflem, byla chce sie zejsc ale nie chce zebysmy utrzymywali kontakt" i o wiele lepiej by to wygladalo;) A wyglada to tak jak wyglada, ze cie olal, kopnal w dupe. Dowiedzial sie ze ona jest w ciazy, wiec ja kopnal w dupe i do ciebie znowu polecial, naprawde chcesz byc z kims takim? Mysle ze kazda zasługuje na cos lepszego. I dodam jeszcze, ze wiem co mowie, wiem co on czuje, znalazlem sie kiedys w podobnej sytuacji.. Tyle ze nie okazalem sie gnojem:) pozdrawiam.
A co znaczy w podobnej sytuacji?