Witam, mój problem jest dosyć "świeży" lecz postanowiłem opisać go na forum, bo obiektywne spojrzenie na tą sprawę może być niezastąpione.
Z góry dziękuje za dotrwanie do końca, oraz przepraszam za chaotyczność w tekście.
Tak więc od początku..
Poznałem moją "ex" (dalej zwaną Anią [imię zmienione
]) w styczniu 2011 roku, poznaliśmy się w sumie zupełnie przypadkiem, byłem na urodzinach kolegi, w pewnej chwili postanowiłem wyjść z kolegą 'na papierosa' i wtedy spotkałem Anie, sama do mnie zagadała ponieważ miałem na sobie koszulkę zespołu który znała. Spędziliśmy ze sobą cały wieczór na dworze i dużo rozmawialiśmy (choć tutaj muszę przyznać że dużo też mówiłem o mojej wcześniej niespełnionej miłości ). Od tamtego wieczoru Ania bawiła się jakby w podchody, rozmawialiśmy z dnia na dzień ze sobą coraz więcej, zaczęliśmy się spotykać po szkole aż pewnego dnia wyznałem że ją kocham, bardzo ją to wtedy przestraszyło i upierała się że nie jest gotowa na poważny związek (bo się go boi), lecz na prośby by w takim razie zerwać wszelki kontakt upierała się że chce ze mną dalej rozmawiać i się spotykać. Spotkania te wyglądały tak że ja przez długi czas mówiłem jej co do niej czuje, podczas któregoś już z kolei spotkania gdy odprowadzałem ją na autobus dała mi buziaka, a na następnym spotkaniu pocałowaliśmy się ( po czym uciekła z płaczem ). Ostatecznie w kwietniu postanowiła że możemy zostać razem mimo że jeszcze nic do mnie nie czuje, w maju podczas swoich urodzin wyznała mi miłość. Przez ponad 2 lata trwania szkoły średniej widywaliśmy się praktycznie codziennie w szkole, na każdej przerwie jak i po szkole, była bardzo szczęśliwa( przynajmniej tak twierdziła) , ja zresztą też.
Jak w każdym związku mieliśmy te gorsze chwile, jedną z nich było wyznanie przeze mnie że.. mi się znudziła lecz nie chciałem tego kończyć i dać temu jeszcze szanse ( było to jakoś w lutym 2012 ) dzięki czemu mieliśmy potem jeszcze dwa wspaniałe lata ze sobą.
Inną z tych gorszych chwil było gdy Ania wyjeżdżała w odwiedziny do swojej siostry do Londynu, bardzo źle znosiłem tą rozłąkę i za każdym razem zrywałem z nią ponieważ chciałem uciec od tego smutku ( ale i tak było tylko gorzej ). Po jej powrocie zawsze ją przepraszałem i wracaliśmy do siebie (ona potem twierdziła że nigdy tego mojego 'zerwania' nie uznawała). W czerwcu 2013 "zaręczyliśmy się". Następnie poszliśmy na studia na tą samą uczelnie, lecz dwa różne kierunki. Ania zamieszkała w mieście gdzie była uczelnia, a ja dojeżdżałem z domu. Przez studia widywaliśmy się już tylko w weekendy, lecz czasami udawało mi się ją odwiedzić w akademiku. Pomimo tego że rzadziej się widywaliśmy, jakoś dawaliśmy rade i zawsze czekaliśmy tylko na weekend. Miesiąc temu zmarła babcia Ani, bardzo źle to znosiła i nie widzieliśmy się praktycznie pół czerwca (złożyły się jeszcze inne czynniki, jak np. sesja egzaminacyjna). Równo temu tydzień jeszcze wszystko było dobrze, lecz we wtorek zostawiła mi wiadomość że powinniśmy porozmawiać, spotkaliśmy się w środę i wtedy oznajmiła mi że trzeba to zakończyć, ponieważ mamy zbyt duża różnice charakteru itp. Nie byłem na to gotowy i nie wysłuchałem jej do końca. Na następny dzień gdy to przemyślałem prosiłem ją o kontakt ale już było za późno, powiedziała mi tylko żeby 'tego nie utrudniać'. Niestety nie odpuszczałem i poprzez rozmowy z jej Mamą chyba wymusiłem spotkanie z nią.
Spotkałem się z nią wczoraj, rozmowę odbyliśmy w bardzo przyjaznej atmosferze (była bardzo zdziwiona moim spokojem "mówisz bardzo dojrzale" ), Ania wyjaśniła mi że od jakiegoś czasu okresowo była szczęśliwa i nieszczęśliwa, że zaczęły przeszkadzać jej rzeczy które wcześniej jej nie przeszkadzały (np. że jestem innego wyznania, że czasem w pośpiechu ubrałem niewyprasowaną koszulę itp.), nie wiedziała co robić oraz że przez studia nie miała czasu tego przemyśleć, lecz gdy sesja się zakończyła nie mogła spać parę nocy ponieważ rozmyślała o tym i doszła do wniosku że nie chce tego kontynuować ("że tak będzie lepiej"). Powiedziała że to przede wszystkim problem z nią, że jest mi wdzięczna za to jaki byłem, że się dla niej zmieniłem, że "wniosłem dużo dobrego do jej życia".
Na pytanie czy mnie kocha, stwierdziła że tak, że chyba zawsze będzie mnie kochać ponieważ jestem jej pierwszą prawdziwą miłością, ale już zdecydowała że nie chce już ze mną być. Zaproponowałem jej abyśmy chociaż zostali przyjaciółmi, powiedziałem jej że ją kocham oraz że będę na nią czekał.
(Nie wiem czy to ma jakieś znaczenie, ale jej siostra z Londynu miała coś podobnego, tzn. jakoś po 3 latach zostawiła swojego chłopaka też z powodu problemu "ze sobą".)
Teraz żyje tylko tą nadzieją że ona zmieni decyzję, czy słusznie?
Czy może jednak dać sobie spokój, ale jak to zrobić?