Witam wszystkich Net użytkowników. Zarejestrowałam się tutaj niedawno. Jestem 23- letnią mieszkanką Kielc. Podpisuję się nickiem Hope, ponieważ praktycznie nigdy nie tracę nadziei na odmianę losu. Chciałam się podzielić moją historią i zapytać o radę. Problem z samotnością dotyczy mnie odkąd pamiętam, nawet gdy spotykam się ze znajomymi co bywa coraz rzadsze czuję się beznadziejnie nie mam pojęcia skąd to wynika wiem, że "nie jestem pępkiem" świata i nigdy się tak nie czułam ale brak mi takich znajomych, którzy będą chcieli mojego towarzystwa, którzy chętnie napiszą zadzwonią, zawsze marzyłam o przyjaciółce , czy dobrej koleżance z którą będę mogła zarówno porozmawiać o głupotach jak i popłakać. Niestety nie stanę na środku ulicy z wywieszoną na szyi kartką "zaprzyjaźnij się ze mną". Uważam się za osobę mogącą wiele od siebie zaoferować, przy osobach godnych zaufania nawet zabawną i imprezową. Niestety często nie widzę różnicy pomiędzy normalnym kontaktem, a nachalnością co często kończy się łzami i dołowaniem się. Chciałabym poznać osoby, które mają podobny problem, chociaż do znajomości z internetu, podchodzę z rezerwą, bo boję się komukolwiek zaufać. Jak Wy radzicie sobie z samotnością, czy czujecie się dobrze we własnej skórze? Pozdrawiam
cześć Hope
Jestem od Ciebie sporo starsza mam dom rodzinę i ten sam problem...samotność. Teraz mieszkam w Kielcach i 5 dni w tygodniu tu pracuję potem wracam do domu. Kończąc pracę idę na samotny spacer albo coś zjeść. I jest ciężko bo nie lubię samotności. Co do tej kartki na szyi tez o tym myślałam hehe. We własnej skórze czuję się dobrze ale często mam ochotę po pracy wyjść gdzieś i móc na luzie z kimś pogadać.:)Niestety wszyscy moi znajomi i rodzina są daleko a ja sama w nowym mieście.....więc teraz dopiero wiem co to samotność i taka nie moc rozmowy bo przecież nie będę ludzi na ulicy zaczepiać żeby ze mną pogadali
pozdrawiam