chciałabym wiedzieć czy uważacie, że warto walczyć o małżeństwo które się rozpada? wtedy kiedy mi zależało mąż miał to gdzieś .. teraz kiedy mi przestało zależeć on zaczyna się starać .. gdyby nie nasz 3 letni synek to dałabym sobie spokój z ratowaniem, ale chyba ze względu na dziecko chcę ratować, choć nie wiem czy jest co .. rozmowy kończą się kłótniami, nie można z nim normalnie porozmawiać, obgadać pewnych tematów, bo zaraz się unosi, jest nerwowy, krzyczy .. wszystko musi być tak jak on chce, a gdy się buntuje i wyrażam swoje zdanie jemu to przeszkadza .. chwilami mam dosyć .. i cały czas zadaje sobie pytanie czy warto? nie wiem czy czuję jeszcze coś do niego .. czy Wy macie podobnie w swoich związkach, czujecie że coś się wypaliło lub skończyło? kłócicie się wiecznie o byle co, i w sumie wszystko jest na Waszych głowach a mąż nie rozumie, że nie musisz mieć zawsze ochoty na sex? zauważyłam że bardzo poróżniła nas kwestia wychowywania dziecka, ponoć 3 pierwsze lata dziecka w związku są kryzysowe, ale czy tak naprawdę jest? czy macie jakieś sposoby żeby utemperować takiego narwanego typa i wyciągnąć na prosta taki związek? lub dojść do porozumienia w kwestii wychowywania dziecka? powtarzam sobie, że w każdym związku są kryzysy, ale .. sama już nie wiem co myśleć .. ogólnie jesteśmy 4 lata razem a w sierpniu będzie 2 rocznica ślubu ..
rozmowy, rozmowy i kompromisy. Nie może być zawsze tak jak on chce, musicie rozmawiać. Skoro mu zależy i chce ratować związek to porozmawiajcie o tym jak to dalej widzicie i czy jesteście gotowi nad sobą pracować, on nad tą stoją nerwowością a ty nad czymś co jemu nie pasuje. Jeśli nie widzisz na to szans, to nie ma sensu być ze sobą tylko dla dziecka i wychowywać go w ciągłych kłótniach i awanturach.
Niestety nie kazdy facet chce rozmawiac ...ja to znam z autopsji
ja jestem w podobnym. Ona się zachowuje tak samo jak ten Twój. Co prawda że znamy się dopiero dwa miesiace ale juz pokazała co potrafi. Musi byc tak jak ona chce. Też sie zastanawiam czy warto się dalej w to pakować, boje się że zawsze tak będzie. Ja jestem z natury spokojny, jak jest problem to chce usiąść i o nim pogadac. Jak juz zaczne to krzyczy. Nie wiem już czy warto żeby się wiązać z nią
ja jestem w podobnym. Ona się zachowuje tak samo jak ten Twój. Co prawda że znamy się dopiero dwa miesiace ale juz pokazała co potrafi. Musi byc tak jak ona chce. Też sie zastanawiam czy warto się dalej w to pakować, boje się że zawsze tak będzie. Ja jestem z natury spokojny, jak jest problem to chce usiąść i o nim pogadac. Jak juz zaczne to krzyczy. Nie wiem już czy warto żeby się wiązać z nią
Bedzie ciezko.
Sprobuj jeszcze zawalczyc, nie jestescie z sobą dlugo.Szkoda, ze juz takie problemy.Moze sprobujcie terapii dla malzenstw?zaproponuj męzowi.Jesli chodzi o pojawienie sie dziecka to ja z kolei gdzies czytalam, ze perwszy rok jest kryzysowy...potem powinno byc lepiej.U mnie najgorszy byl polog, ciagle budzenie w nocy nie sprzyjalo pozytywnym nastrojom i czesciej byly spiecia.
7 2014-07-04 08:35:10 Ostatnio edytowany przez szczęście111 (2014-07-04 08:35:28)
U mnie też był kiedyś kryzys, ja nerwowa, mąż pił, - mieszanka wybuchowa.
Ale dało się to wszystko przezwyciężyć. A wiesz dlaczego - bo obydwoje tego chcieliśmy, obydwoje rozmawiając doszliśmy do wniosku że mamy kryzys, zaczęliśmy rozmawiać, on i ja powiedzieliśmy sobie wszystko co leży na sercu i każdy zaczął się starać. Ja poszłam do psychologa zwalczać nerwicę - on przestał pić.
I jakoś się udało.
Przede wszystkim oby dwie strony muszą chcieć- to wystarczy. Zawsze razem jesteście silniejsi.
Rozmowy, bez krzyków, bez kłótni. Inaczej nie ma szans. Ale musicie dużo rozmawiać. Może spróbujcie spędzić trochę czasu sam na sam. Pójść na randkę, do kina ![]()