zdradzona... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 164 ]

Temat: zdradzona...

Wiem, że ten temat się pojawiał już milion razy ale zwyczajnie sobie z tym nie radzę. Czy komuś się udało odbudować małżeństwo po zdradzie. Pewnie usłyszę, że powinnam się szanować, odejść i ułożyć sobie życie od nowa. Jednak nie pytam tu, nie chcę słuchać o odejściu bo to wiem sama jednak walczę z tym i chciałabym wiedzieć czy warto i czy może się udać. Czy jednak mimo wszystko szkoda to przedłużać.
W dużym skrócie mój mąż wyjechał w delegację za granicę poznał kogoś tam, jednak dopiero po powrocie znajomość przerodziła się w internetowy romans, jeśli tak mogę powiedzieć. Sęk w tym, że po powrocie (nie było Go tylko powiedzmy miesiąc) zmienił się nie do poznania a ja już w chwilę po powrocie wiedziałam, że coś nie tak. Sytuacja ciągnęła się długo On jej posyłał kwiaty był nawet seks wirtualny, jednak najgorsze miało dopiero się wydarzyć. Kłóciliśmy się ciągle On chciał się wyprowadzić, nawet powiedział, ze chce rozwodu. Ja i nasze dziecko usłyszało tyle przykrych słów, że nawet powtarzać tego nie mogę i jak o tym piszę to ciągle płaczę. Przyszła chwila, że uznaliśmy, ze będziemy próbować się dogadać i okazało się, że jestem w ciąży. Jednak nic się nie zmieniło. Usłyszałam wtedy, ze dziecko można przestać kochać ot tak. Miał wyjechać na trzy dni w związku ze swoimi zainteresowaniami a my z Nim ale po pierwsze nie chciałam a On też pisał do internetowych znajomych, ze nie wiadomo po co z Nim pojedziemy więc nie pojechałyśmy. I na tym wyjeździe przespał się z gówniarą młodszą ode mnie o 13 lat. Okazało się, ze z nią prowadził rozmowy już od zeszłego roku ale nie mogli się spotkać i jak nadarzyła się okazja to ją doskonale wykorzystał. Załamałam się bo wiedziałam, że to koniec. Potem nawet mi trochę ulżyło, że w końcu nie będzie kłótni i nie będę musiała tego znosić. Ale mieszkaliśmy razem bo taki postawiłam warunek, dopóki dziecko się nie urodzi nie wyprowadzi się bo nie wiadomo jak będzie a jest jeszcze jedna kruszynka w domu. Pewnego dnia poszłam na wizytę do lekarza i wróciłam nadzwyczaj szybko a On siedział przed kompem i z jakąś kolejną cholerną laską zabawiał się wirtualnie, oglądając ją nagą siedząc ze spodniami spuszczonymi i wiadomo i tego nie zniosłam po prostu dostałam jakiegoś szału podeszłam do Niego dałam mu w pysk i kazałam się wynosić (na szczęście moje dziecko było u dziadków) poszłam do drugiego pokoju zanosząc się płaczem i zastanawiając co powiem naszej córce. Nie mogłam na Niego patrzeć, nie mogłam uwierzyć w to co mi zrobił po 9 latach razem, 7 lat po ślubie i 5 letnie dziecko a On skrzywdził nie dość, ze mnie to naszą małą kochaną córeczkę, która stała się nerwowa i często mówiła, ze wcześniej tak z tatusiem nie było, Ona Go uwielbiała a I on był dla Niej wcześniej cudowny. W każdym razie przyszedł do mnie i powiedział, że przeprasza i On nie chce się wyprowadzać, że On się będzie starał ale ja mówię, ze ja mam to gdzieś bo ja już nie chcę i nie mam zamiaru się starać na co On powiedział, ze nie muszę On mi pokaże, ze mu zależy. Od tego czasu jesteśmy razem i się stara, z córką szybko poszło jak tylko zauważyła, ze wrócił dawny tata jest kolosalna różnica ale czuję się źle, wcale nie jest lepiej. Jak Oni śpią ja wyję, jak ich nie ma ja wyję. Nie wiem czy długo dam radę tak jestem w 7 miesiącu ciąży i tylko płaczę. W ciągu dnia jeszcze jakoś jest robimy coś razem ale, nie umiem powiedzieć, ze Go kocham, żeby  mnie przytulił bo czasami tego potrzebuję, żeby pocałował cokolwiek już nie będzie jak kiedyś bo ja nie potrafię. Nawet nie wiem czy potrafię z Nim być. Najważniejsze jest to, ze nie mogę mu już zaufać nigdy nie będę mogła. Nie dość, ze mnie zdradził to mnie okłamywał i źle traktował naszą córkę. Przepraszam jeśli nie dość jasno ale choć od kiedy się dowiedziałam minęło już 80 dni wciąż nie mogę przestać płakać.
Nasze małżeństwo nie było idealne owszem były kłótnie ale sytuacja nasza była trochę skomplikowana, mieszkaliśmy ze starszą unieruchomioną osobą, obydwoje pracowaliśmy, ja miałam trochę głowę zawaloną pracą bo spadło na mnie milion obowiązków, o które się nie prosiłam ale nikt nie pytał i spędzałam w pracy masę czasu. Dodatkowo trzeba było ugotować, zająć się babcią z wszelkimi czynnościami higienicznymi oraz ćwiczeniami a nie angażowałam w to mojego męża bo wyszłam z założenia, ze to moja babcia. W każdym razie On powiedział, ze czuł się odrzucony i zapewne ma trochę racji ale sam też nie zabiegał o to żeby było inaczej bo jak już byłam w domu z "wolnym" czasem to On siedział i grał a przychodził tylko na seks. A może nie grał tylko z tą laską rozmawiał (bo Ona też growa) nie wiem tego już się nie dowiem.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez TakaOtoJa (2014-06-27 14:02:58)

Odp: zdradzona...

Miałam nie komentować, ale jakoś muszę..
Co Ty chcesz odbudowywać ? Na prawdę chciałabyś być z nim dalej ?
Pytasz się czy warto walczyć o ten związek .. Moja odpowiedź : NIE ... Ty masz walczyć ? Z jakiej racji ? Nawet jeśli podejmiesz decyzję o walkę i zostaniecie razem - Będziesz potrafiła kochać się z tym człowiekiem wiedząc że pukał inną ? Że "uprawiał wirtualny sex" z jakąś dziewczyną ? Że nie chciał Cie na wakacjach ? Że mu Twoja i dzieci obecność przeszkadzała ? Nie do wiary ..

Przykro mi, nie chcę pogłębiać Twojego smutku ale ja bym go kopnęła w tyłek..
Do tego :

Usłyszałam wtedy, ze dziecko można przestać kochać ot tak

On tak powiedział tak? Brzydziłabym się nim po tych słowach ...

Nie będziesz już z nim szczęśliwa.. szczęście dadzą Ci dzieci i powinnaś teraz odpoczywać, być spokojna a nie denerwować się, płakać przez niego i rozmyślać o tym co zrobił ..

Pozdrawiam

3

Odp: zdradzona...

Tyle, że przed tym wszystkim był naprawdę wspaniałym facetem, córka Go uwielbiała i znów tak jest. Jestem przekonana, ze to wszystko stało się, ze On chciał wyjechać tam gdzie Był w delegacji (zupełnie inne życie kraj azjatycki, On w hotelach 5 gwiazdkowych, Europejczycy traktowani tam jak bóstwa), potem jak wrócił znów to samo i chciał nas odtrącić bo tak byłoby łatwiej odejść. Jak z Nim rozmawiałam to mówił, że On mówił różne rzeczy bo myślał, że będzie mu łatwiej się zdecydować odejść...nie wiem, nie mam zamiaru Go tłumaczyć bo uważam, ze niezależnie od tego co by się działo w związku, nie zdradza się dopóki jasno i wyraźnie nie powie się, ze to koniec i się nie wyprowadzi...ech najgorsze jest to, ze co powiedzieć córce jak jej to wytłumaczyć. Kiedyś jak jej tłumaczyliśmy dlaczego rodzice jej kuzynki nie mieszkają razem to był płacz. A po tym wszystkim ja próbowałam jakoś naprowadzić, że może my też nie będziemy razem, tzn powiedziałam, ze może będziemy mieszkać osobno bo tata znów wyjedzie to tak płakała, ze nie dało się jej uspokoić. Powtarzała, że przecież tata kocha mamę, mama tatę a Ona nas i że rodzina musi być razem. a jeszcze innym razem jak niestety była świadkiem kłótni to powiedziała przytulcie się to zobaczycie jak się kochacie, zaczęła nas ściskać, jak ja jej mam powiedzieć, ze nie będziemy razem...Boże ja oszaleję...

4 Ostatnio edytowany przez Samotna79 (2014-06-27 14:20:00)

Odp: zdradzona...

A odbudowywać nie wiem czy chcę ale chyba dla dobra małych istotek, za które jestem odpowiedzialna powinnam, a może nie powinnam....żeby czasami życie mogło być prostsze.
I jeszcze jedno minęło prawie 3 miesiące a zdarza się w ciągu dnia, ze nie myślę, może faktycznie z czasem będzie coraz lepiej...

5

Odp: zdradzona...

Nienawidzę takich tematów sad Powiem szczerze że wróciły mi stare emocje... najpierw smutek, głęboki... chciałbym przytulić i powiedzieć że będzie dobrze, ale nie będzie... Później złość:( Jak można być takim człowiekiem sad

Doskonale wiem co czujesz... Moja żona mnie zdradzała z zupełnie dla mnie niezrozumiałych powodów... przynajmniej wtedy... Miała swoje fantazje która chciała realizować (sex z dwoma mężczyznami... itp) których ja nie byłem w stanie zaspokoić i przede wszystkim nie chciałem... Dodajmy mój ciężki charakter który w tamtym czasie nie pozostawiał miejsca nawet na rozmowę na ten temat... Prawdą jest że swoje za uszami miałem... w każdym związku i w każdym rozstaniu nigdy nie jest tak że zawiniła jedna strona... Jednak w przypadku zdrady jedna ze stron przekracza pewną granicę... Nie ma po tym powrotu...

Wiem doskonale co czujesz... Ja chciałem wybaczyć i walczyć... nie z jej powodu a córeczki którą kocham nad życie... Załatwiłem terapię małżeńską... wszystko niby było na dobrej drodze... aż nagle przyłapałem ją na kłamstwie... Niby głupie, nie tolerowałem fajek, a widziałem jak paliła kiedy wyszła z psem... Nie to jednak był punkt zapalny, a to że się wypierała... patrzyła mi w oczy i kłamała że wcale tak nie było... poszedłem do jej kurtki i wyciągnąłem fajki i zapalniczkę... ale dalej się wypierała... Wtedy nie wytrzymałem i się wyprowadziłem... Jak się okazało wcale nie przestała mnie zdradzać, a co więcej zdążyła złożyć papiery rozwodowe... jednak udawała do ostatniej chwili... Kłamała na terapii... kłamała na co dzień...

Teraz bardzo ważna rzecz... zastanów się dlaczego chcesz to ratować?? Dla dzieci?? czy dlatego że go kochasz?? Jeżeli dla dzieci to zrozum że nie pomożesz im w ten sposób sad Pamiętaj że dzieci najwięcej uczą się obserwując rodziców... nie słuchając tego co rodzice mówią czy chcą przekazać sad Czego nauczysz swoje dzieci?? Jak być nieszczęśliwą?? Myślisz że tego nie widzą?? Chcesz żeby twoje dzieci przechodziły to samo co Ty?? Nie wydaje mi się sad Człowiek który mówi że można przestać kochać własne dzieci jest potworem sad Jak się pokocha nawet nie swoje to już się nie przestanie...

Pomyśl teraz o twoim stanie sad jesteś w Ciąży sad powinnaś mieć święty spokój sad potrzebujesz pomocy i wsparcia sad miłości i bezpieczeństwa sad Pomyśl że uczucia to chemia... tak działa człowiek że wszystko to impuls elektryczne i chemia... nie rozumiemy tego do końca, ale wszystko kieruje się pewnymi prawami... Problemem jest to że nosisz w sobie dziecko... dziecko które przez tą chemie czuje dokładnie to co Ty... Ten sam smutek, złość, strach... W okresie kiedy jest najbardziej bezbronne jego ojciec funduje mu koszmar którego nie będzie pamiętało, ale może odbić się na całym jego przyszłym życiu...

Przepraszam, w takich sprawach nie jestem obiektywny... Jednak mimo tego że Cię nie znam to twój mąż nie przeżyłby spotkania ze mną... ewentualnie powiesiłbym za jaja na latarni... na cienkiej żyłce... żeby obcięło powoli pod jego ciężarem... Idealna kara dla pedofilii i tego typu skur.... hmm

Skoro już mnie poniosło, to dobra rada... nie walcz... odpuść... musisz to zrobić dla siebie i dzieci... inaczej się wykończysz... Nie daj się zniszczyć, bo z tego co mówisz to dzieci nie mogą na ojca liczyć sad

6 Ostatnio edytowany przez Darkness (2014-06-27 14:45:00)

Odp: zdradzona...

Dziewczyno tu nie ma miejsca na ratowanie związku to może się udać jeśli obie strony tego mocno chcą.
A ty Rysiu też ją zdradziłeś  /ona twoje fantazje zaspokajała ?...
Jeśli tak to mamy kolejnego hipokrytę

7

Odp: zdradzona...

Chciał odejść  - dla mnie sam fakt tego byłby argumentem na to by się z nim pożegnać..
Jak można chcieć odejść od żony i dziecka które kocha ? Informacja - Czyli was nie kochał.. Bo kogoś, kogo się kocha się nie zostawia.. a już na pewno nie własne woli .. Podobały mu się tamtejsze luksusy ? To niech tam wyjedzie i zostanie..

Tak, dzieci mocno odczuwają rozstanie  rodziców.. ale kiedyś to zrozumieją..
Chcesz zostać dla dzieci ? Jeżeli będziesz umiała utworzyć z nim zdrowy związek to zostań..
Ja nie potrafiłabym nawet go pocałować.. Po prostu bym się nim brzydziła .. i nie chciała bym żeby moje dzieci patrzyły jak się męczę i udaję że jest dobrze, że mama kocha tatę tak jak zawsze... O sprawach łóżkowych już nie wspomnę...

Ale jak wspomniałam to Twoja decyzja i to Ty będziesz musiała (bądź nie ) żyć z nim pod jednym dachem ..

8

Odp: zdradzona...

Rysiu odkąd kazałam się wynieść jak pisałam On się namyślił i jest wręcz idealny, stara się i w ogóle a córka Go uwielbia, nigdy nie przestała tylko nie rozumiała dlaczego tata jest hmm no oddala się od niej...a teraz znów wszystko wróciło do normy, wariują razem, Ona się śmieje jak dawniej, woła tatusiu kocham Cię itd...i ja już nie walczę powiedziałam, że mam Go gdzieś na co On ok teraz ja będę walczył o córkę i o Ciebie...

9

Odp: zdradzona...

TakaOtoJa - wiem, że to moja decyzja, wiem dlatego chciałam wiedzieć czy się udaje mimo wszystko czy warto próbować to odbudować dla dzieci a potem może się uda i mnie jakoś wrócić do normalności mimo, ze z Nim

10 Ostatnio edytowany przez TakaOtoJa (2014-06-27 14:54:24)

Odp: zdradzona...

Teraz nagle na walkę mu się nabrało tak ? A tak to was nie chciał ? Nie chciał tej córeczki co woła że go kocha !
Myślisz że jak ruch** tamtą to myślał o Tobie albo o córce ? Miał was gdzieś ... I teraz się stara ? To świnia a nie facet.. Prawdziwy ojciec nie powiedziałby  że umie przestać kochać swoją córkę "od tak " ..  !!!
A teraz zgrywa dobrego ojca ?! On gra ! Grunt mu się usunął to zaczął się starać a tak to wolał pukać panienkę.. Niż spędzać czas z Tobą i córeczką..

PS. nie masz pewności że nigdy więcej Cie nie zdradzi.. skoro zrobił to raz i to jeszcze z taką premedytacją gdzie taki zadowolony z siebie był ...

11

Odp: zdradzona...

Niestety też tak czuję i dlatego to jest najgorsze, co jeśli za miesiąc, dwa czy pół roku to się powtórzy...po prostu nie wiem czy warto próbować, pomyślałam, ze jak poczytam, że się jednak udaje to spróbuję...jeśli dam radę...

12 Ostatnio edytowany przez Rysiu (2014-06-27 15:49:58)

Odp: zdradzona...
Darkness napisał/a:

A ty Rysiu też ją zdradziłeś  /ona twoje fantazje zaspokajała ?...
Jeśli tak to mamy kolejnego hipokrytę

Myśl sobie co chcesz... ja nie zauważyłem żebym napisała coś o tym że zdradzałem... ale standardowe myślenie... Więc nie ja nie zdradzałem... ja po jej zdradzie usiłowałem się zabić... była moją pierwszą kobietą i nie spojrzałem na inną jeszcze przez rok po rozwodzie...


A wracając do właściwego tematu zamiast bronić się przed głupimi atakami, to trzeba zrozumieć powód zdrady... Jeżeli powodem były zachcianki... a tak to wygląda... bo nie krył się specjalnie z tym, zmienił zachowanie, mówił że nie kocha... to przepraszam ale coś jest nie halo... Teraz się stara... ale na ile?? kiedy mu się znudzi?? dlaczego masz mu ufać??

Zrozumiałbym gdyby w waszym małżeństwie działo się źle... wdał się w romans bo znalazł tam coś czego nie miał od ciebie... zrozumiał że nie tędy droga... można spróbować wybaczyć... ale to nie taka sytuacja:/ dla mnie twój mąż ma zapędy nie w tą stronę hmm sorki ale ja mam 29 lat, a dziewczyna w wieku 20 wydaje mi się dzieckiem hmm czułbym się jak pedofil hmm

Czego szukał u takiego dziecka?? no raczej nie rozmowy na poziomie, rozmowy o życiu i wsparcia... tylko głupich fantazji sexualnych...

Zrobisz jak będziesz chciała... ale myśl o sobie... pamiętaj że szczęśliwy rodzic do dobry rodzic... męcząc się dalej nic nie zyskasz na tym...


EDIT

Jedno jest na 100% pewne... nawet jak wybaczysz, nigdy nie zapomnisz...

13

Odp: zdradzona...

Wyjaśniając ja nie pisałam nić, ze zdradzałeś.
Dwa dziewczyna miała lat 22 i mają i niestety mają wspólne zainteresowania jakim są gry komputerowe i nie tylko ja tego nigdy nie podzielałam na co zresztą On mówił, że dobrze bo dwoje w domu siedzących przed kompem to byłoby przegięcie. Nie piszę tego żeby Go tłumaczyć bo tak naprawdę mam to gdzieś dlaczego z Nią poszedł do łóżka. Jeśli jesteś w małżeństwie 7 lat to najpierw rozmawiasz z żoną, że jest tak i coś trzeba zrobić ale On nie rozmawiał od razu po powrocie poleciał z grubej rury i to mnie zdziwiło kompletnie. Jak pisałam nasze małżeństwo nie było idealne i mam świadomość swoich błędów ale to nie usprawiedliwia zdrady i tego jak się zachowywał. Ja też miałam powody by czuć się odrzuconą kiedy On spędzał czas przed kompem a ja byłam jak chciało się seksu i choć to zapewne nieistotne okazje do tego żeby zdradzić też miałam, bo widocznie wciąż jestem atrakcyjną kobietą i się facetom jednak podobam ale mimo to nie zrobiłam tego nigdy i nie zrobiłabym osobie, z którą jestem w związku to jest dla mnie proste i tyle. Co innego gdybyśmy wcześniej rozmawiali o tym, ze jest źle brakuje mu tego czy tego ale nie do dnia wyjazdu było naprawdę dobrze a przed wyjazdem było nawet lepiej bo wiedzieliśmy, ze będziemy tęsknić a po życiu w oderwaniu od rzeczywistości świat mu się przewartościował i miał wszystkie lata i życie, które zbudowaliśmy gdzieś. Nawet jak mówił, ze się chce wyprowadzić to tak naprawdę tego nie robił, nie wiem może nie wiedział czego chce i jak mu w końcu powiedziałam ok rozumiem nic z tego nie będzie mam dość spadaj to On się zaczął starać ale macie rację nie wiem czy jutro mu nie przejdzie, nie wiem nawet czy teraz mnie nie okłamuje. Chyba nawet gdybym miała dowód, że nie kłamie nie mogłabym uwierzyć, że tak jest po prostu ktoś kto był wspaniałym facetem, wspierającym mężem i ojcem robi nagle coś takiego więc teraz chyba ja już nigdy mu nie zaufam...miałam nadzieję, ze jest ktoś komu się udało, widziałabym może sens w próbie odbudowy ale jakoś nie ma nikogo kto by napisał było ciężko ale jesteśmy razem i jest naprawdę dobrze.

14

Odp: zdradzona...

O zdradzie nie było do ciebie:) Ktoś inny mnie hipokrytą nazywał smile

Nic nie usprawiedliwia zdrady... żadne braki... żadne potrzeby... alkohol... ani długa rozłąka... ale o ile można spróbować zaufać komuś kto chociaż ma jakąś motywację, to jednak dla mnie to była zachcianka... a to znaczy że znaczycie mniej niż jego zachcianki:/

15 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2014-06-27 16:30:29)

Odp: zdradzona...

Było cieżko jesteśmy razem i jest naprawdę dobrze smile
Jestem ponad rok po wszystkim - nie żałuje
Nie mam zbyt wiele czasu wiec dlatego tak króciutko.

Szukaj wątku End_aluzji - tam juz jest jakies 4lata po.
Wątek MoniaCo- tu nie wyszło

16

Odp: zdradzona...

Przepraszam,ze zasmiecam temat, ale czy moglbym prosic Cie Rysiu o wypowiedzenie sie w moim? Chcialbym poznac Twoja opienie. Zreszta nie tylko Rysia.


Moderatora prosze o usuniecie wkrotce tego posta

17

Odp: zdradzona...
ryba81 napisał/a:

Było cieżko jesteśmy razem i jest naprawdę dobrze smile
Jestem ponad rok po wszystkim - nie żałuje
Nie mam zbyt wiele czasu wiec dlatego tak króciutko.

Szukaj wątku End_aluzji - tam juz jest jakies 4lata po.
Wątek MoniCo- tu nie wyszło

18

Odp: zdradzona...

dziękuję Ryba, już poszukuję...

19

Odp: zdradzona...

Poczytałam i widzę, ze 4 lata a czasami wciąż boli. Ech, w październiku mamy 8 rocznicę ślubu mąż zapytał co bym chciała a ja nie mogłam z siebie nic wydusić, chciałam tylko krzyczeć: chciałabym żebyś tego nie zrobił, chciałabym cofnąć czas!. Niestety tego nie dostanę. We wrześniu urodzi się nasz syn i wcale nie jest jak z córką, wtedy była radość, razem to przeżywaliśmy a teraz...chcę to jakoś przetrwać, wydaje mi się, ze Go kocham, choć czasami tak strasznie nie mogę na Niego patrzeć. Jak Go widzę to chce mi się płakać ale wciąż mimo to potrafi mnie nieraz rozbawić. Wszystko jest takie skomplikowane, niby mnie przytula, niby jest ze mną, niby mówi że kocha ale to niby bo ja czuję, że to nieprawda, nie potrafię wierzyć w to co mówi...

20

Odp: zdradzona...

Jeżeli dalej się upierasz przy walce to tutaj już nic więcej nie zdziałasz smile

Jeżeli naprawdę tego chcesz skorzystajcie z profesjonalnej pomocy smile Podejmij decyzję i działaj w tym kierunku smile niezależnie jaki by nie był smile

21

Odp: zdradzona...

chyba nie poradzisz sobie sama...
skorzystaj z fachowej pomocy
terapeuta dla ciebie, dla was
drugie dziecko, jest o co zawalczyć, tylko mąż musi jasno się opowiedzieć sam przed sobą, rozkminić problem ...
szukaj pomocy póki czas

22

Odp: zdradzona...

Mąż niby się opowiedział, tylko jak teraz uwierzyć w te Jego deklaracje sic!

23

Odp: zdradzona...

Samotna79.
przede wszystkim musisz sobie zdac sprawe z tego czy Ty chcesz
Jezeli nie chcesz przedzej czy pozniej sie wszystko rozwali, wiec lepiej predzej chyba no nie?
Jezeli chcesz, to tu nie ma chciec na pol gwizdka, jestes ta pokrzywdzona, a jakze, ale niestety tez bedziesz musiala nad poprawa relacji pracowac.
Jezeli pozwolisz tylko jemu nad tym pracowac, to szanse sa bardzo nikle, ale jakies sa. Moze na nowo sie do niego przekonasz, a moze juz nie bedziesz potrafila, tego nikt nie jest w stanie przewidziec.
Zycze rozmyslu i zebys sama z soba sobie na poczatek dala rade.

Rysiu,
mimo ze byles skrzywdzony, to jakos zal mi Ciebie nie jest. Kto wie jaki z Ciebie narwaniec..., a podobno za uszami tez cos masz. Ciekawe co.
i nie lubie radykalow, nie lubie bo sa be

24 Ostatnio edytowany przez Rysiu (2014-06-28 22:29:14)

Odp: zdradzona...
TEO50 napisał/a:

Rysiu,
mimo ze byles skrzywdzony, to jakos zal mi Ciebie nie jest. Kto wie jaki z Ciebie narwaniec..., a podobno za uszami tez cos masz. Ciekawe co.
i nie lubie radykalow, nie lubie bo sa be

Wiesz nie proszę o twój żal:) Mi za to żal ciebie:) za uszami ma każdy... a jak nie umie się do tego przyznać to jest tylko hipokrytą:)

Standardowe myślenie kobiety smile Facet be smile To jest naprawdę przykre smile

Co do radykalnego myślenia każdy ma jakieś... Przynajmniej mam w życiu jakieś zasady smile Nie każę Ci myśleć jak ja smile za to widać Ty nie tolerujesz nikogo kto myśli inaczej niż Ty smile

EDIT...

A jak chcesz wiedzieć co to mam Ciężki charakter:) uparty jestem smile jednak głównie chodziło mi o to że nie umiałem rozmawiać z żoną o jej potrzebach... Ona zdradziła bo chciała spróbować czegoś czego ja nie byłem jej w stanie dać... i o ile nie ja zdradziłem, to część winy biorę na siebie... bo zawsze wina leży po środku...

Twoje myślenie za to jest bezbłędne big_smile Standardowa "psełdo feministka"... Nie wie kim jestem, co zrobiłem, dlaczego big_smile ale muszę być zły big_smile bo tak big_smile

25

Odp: zdradzona...

no Rysiu, przed chwila nazwano Ciebie hipokryta wiec dalej musiales podac paleczke,
nawet nie wiesz do ktorej czesci Twojej wypowiedzi sie przyczepilem, ale widocznie takie masz zasady, proste toporne, prymitywne i dla mnie nieco idiotyczne
ot takie na przyklad jak to;
cyt
"Przepraszam, w takich sprawach nie jestem obiektywny... Jednak mimo tego że Cię nie znam to twój mąż nie przeżyłby spotkania ze mną... ewentualnie powiesiłbym za jaja na latarni... na cienkiej żyłce... żeby obcięło powoli pod jego ciężarem... Idealna kara dla pedofilii i tego typu skur.... hmm"

Ciekaw jestem czy homofobem tez jestes, czy problemy rozwiazujesz sila piesci, no i co za tymi uszami nadal sie nie dowiedzialem

26

Odp: zdradzona...

Aaaaaa facet big_smile

Nie chomofobem nie jestem smile nigdy nie uderzyłem kobiety smile mam określone zasady w życiu i się ich trzymam smile np nie pierprz... wszystkiego co się rusza i na drzewo nie ucieka smile

Teraz jest wszystko jasne, bo myślałem że to typ kobiety który został skrzywdzony i każdego uważa za złego smile Tak mam radykalne zasady odnośnie zdrady smile wiem też że jeżeli jest miejsce na luźną interpretację to ludzie Cierpią smile masz tutaj przykładów mnóstwo smile zapewne sam masz coś za uszami dlatego nie podoba Ci się krytyka ze strony innego faceta... w końcu powinna być solidarność plemników smile ale przykro mi nie ma smile

Nie jestem obiektywny, to fakt smile temat zdrady znam od strony pokrzywdzonego i dlatego potrafię się w jego/jej położeniu postawić... Wyrażam też jasno swoje poglądy kótre o dziwo też są jasne smile a więc:

-Jesteś sam rób co chcesz byle nikogo nie krzywdzić...
-W związku jak przysięgałeś/przysięgałaś wierność dochowaj... jak mąż/żona nie ma nic przeciw to rób co chcesz, ale nie oszukuj innych...

Jednak fragment do którego się odniosłeś... Dokładnie tak myślę... bo to co zrobił było podłe... Moje zdanie na temat facetów którzy zdradzają podziela pewnie 99% zdradzonych kobiet... a odnośnie pedofilii 100% rodziców... Sam jestem rodzicem i w tej kwestii bym zabił gdyby ktoś skrzywdził mi dziecko...

Nie wiem co się tak przyczepiłeś, bo ja radykałem nie jestem smile nie uważam że mam rację i mimo że wcześniej pisałem w tym temacie że powinna zostawić, to widząc że nie chce doradziłem pomoc specjalisty... Bo nie kieruje się tym co bym chciał... nie moje życie... wyrażam tylko swoje zdanie smile

I tak nazywam hipokrytą każdego kto ma coś za uszami i się nie przyznaje... ideałów nie ma... jeżeli ktoś się za takowego uważa jest hipokrytą i nie przekona mnie nikt że jest inaczej...

27 Ostatnio edytowany przez Samotna79 (2014-06-29 01:43:14)

Odp: zdradzona...

W głębi chce naprawiać ale jakoś ciężko mi to wydobyć. Nie ufam, czuje się nieatrakcyjna (On zawsze mówił, że jeśli chodzi o seks jest świetny) a ja nie wystarczyłam ani jako przyjaciółka, ani jako miłość, ani seksualnie. Chciał odejść ja myślę, że tak jak pisałam zauroczył Go kraj, w którym by,  chciał wyjechać i żyć jak książę ale ja nigdy bym tam nie wyjechała wiec Jego marzenia...zaczął się oddalać itd. Chodzi o to, że teraz nie potrafię podejść do Niego tak po prostu i przytulić, pocałować, powiedzieć, że kocham, nie umiem się zachowywać naturalnie. To jak naprawić skoro nie mogę się przełamać...wydaje mi się, że chce ale nie mogę...co do radykalności to wiem, że nigdy z żonatym facetem nic nie mogłoby mnie połączyć a co do wybaczenia zdrady mówiłam, że nie wiadomo jakbym się zachowała gdyby mnie to spotkało...choć czuje się skrzywdzona, upokorzona a nawet czuje wstyd to myślę, że może da się to jakoś ogarnąć...

28

Odp: zdradzona...

Słuchaj możesz wszystko... Ale podejmij decyzję... Przestań się zastanawiać... Zastanów się co może się stać najgorszego w przypadku każdej z decyzji... Czy jesteś gotowa na takie ryzyko..

Teraz ważna rzecz... Nie wybaczyłaś... Więc się nie dziw że nie zachowujesz się normalnie. Nie zmieni się to jednak dopóki nie zaczniesz nad tym pracować. W tej chwili wowtarzasz że nie możesz i nie umiesz, programując podświadomość właśnie na takie reakcje. Jest wiele technik które pomogą to zmienić, ale najlepiej przedstawi Ci je specjalista:) myślę że dość się zastanawiałaś... Czas działa na twoją niekorzyść... Utrwala uczucie zranienia...

Co może się stać najgorszego jeżeli wybaczysz?? Może się nie udać tego naprawić... Może okazać się że znowu zrobi to samo... Ale na pewno uda się wybaczyć jeżeli bedziesz szczerze tego chciała i nad tym pracowała...

Podejmij decyzję, i jakakolwiek by nie była zacznij działać... Zapisz na kartce swoje cele.. Co chcesz osiągnąć... Czytaj to rano, w południe i przed snem... Czytaj za każdym razem jak dopadnie Cię zwątpienie... I najważniejsze... Walcz z całych sił o to czego naprawdę pragniesz... Pamiętaj że możesz wszystko... Nie ma dla Ciebie rzeczy niemożliwych...

29 Ostatnio edytowany przez renesans (2014-06-29 10:48:00)

Odp: zdradzona...

Ja temat zdrady przerobiłam 7 lat temu.
To prawda że to traumatyczne przeżycie. U Ciebie dochodzi temat ciąży... Tu gdzie winna być nadzieja jej brak sad.
Mogę napisać jak przeżyłam te 7 lat.
Otóż mąż początkowo wypierał się faktów, niestety miałam niezbite dowody. Oczywiście dociekałam , dlaczego, z czyjej winy jak do tego doszło i wszelkie takie. Do dziś nie wiem jak i dlaczego się zaczęło, nawet nie wiem cz się skończyło czy tylko przeszło w fazę lepszego maskowania.
Ponieważ mamy 2 dzieci ciężko mi było definitywnie się rozstać, nie chciałam odbierać im ojca.  Zostawiłam tę decyzję mężowi z warunkiem, żeby przy kolejnej okazji po prostu odszedł.
Nie wiem jak mąż do tego podszedł, dziewczyna 15 lat młodsza nie była raczej materiałem na związek szukała wrażeń, sponsora nie wiem czego... wkrótce po tym przerzuciła się na kolejnego frajera.
Po co to piszę? Dlatego, że starałam się chłodno podejść do tematu. Oczywiście sama ze sobą przeżywałam wszystko. Mąż nie wierzy w terapeutów...
O ile wcześniej bardzo starałam się o dom, zabiegałam o zadowolenie męża, tak po przeżyciu zdrady straciłam sens czy przestałam kochać?
Nie wydaje mi się. Kocham ale jest to miłość nieszczęśliwa, romantyczna "tylko moja", wyidealizowana i stracona.

W pierwszej fazie po zdradzie nie mogłam zrozumieć jak on mógł tak zrobić, ogromny żal, złość, poczucie straconego czasu. Najśmieszniejsze jest to, że mój mąż często powtarzał mi że jak przyłapie mnie z kochankiem to zabije nas obu smile. Dla siebie nie stosuje tych samych kryteriów;/.
Co do przyczyn nie wiem bo nie podał. Zadręczałam się początkowo myślami jak ja mogłam się do tego przyczynić, jednak doszłam do wniosku, że sam powinien to powiedzieć. Co o tym myślisz TEO50?. ( Albo za dużo albo za mało prasowałam?).
Co do seksu to nie ograniczaliśmy go sobie raczej... (ale tutaj też nie wiem bo mąż się nie skarżył).
Ogólnie co się tyczy rozmowy, to ciężko było uzyskać jakąkolwiek więc nie drążyłam dla własnego zadowolenia, coby mąż w furię nie wpadł i już gotowy problem do kłótni.

Rozpisałam się nieco a miałam napisać co mi ta zdrada poczyniła?
-Odebrała wiarę wiarę w trwałość związku
-obniżyła poczucie własnej wartości i wartości partnera
-obniżyła mi poprzeczkę co do starań
-paradoksalnie umniejszyła poczucie mojej winy i odpowiedzialności za drugiego człowieka ( bronię się od 7 lat przed oddaniem siebie).

Stałam się biernym uczestnikiem swego życia. Nie wymagam, nie oczekuję, brałam to co los przynosi. Zaczęłam żyć z mężem ale sama.
Nie powiem, przeżyłam cudowne chwile tylko, że one już nie budują. Wpadają w odchłań i wciąż mało i mało.

Brak zaufania to jest coś co towarzyszy mi przez ten czas i już go nie odbudujemy. Mąż pierwszy zdjął obrączkę którą z własnej woli zakładał, to i ja z czasem zdjęłam.

Dziś czekam na papiery rozwodowe, i to nie z powodu zdrady. Odeszłam bo zrozumiałam, że już nie ma nas...jestem ja i on i dzieci.

Pewnie każdy z nas nieszczęśliwy na swój sposób ale jak nie ma nadziei i chęci że da się coś zrobić?

SAMOTNA, przykre mi się nie udało, ale nie z powodu zdrady. Zdrada to następstwo, zdrada ma początek i jeśli dwoje ludzi odkopie ten początek, dojdzie do fundamentów swego TAK na bycie razem to może się uda. PEWNIE WARTO PRÓBOWAĆ ale jakie uczucia w Tobie pozostaną co zwycięży?
Jedno co Ci powiem, nie duś tego w sobie, depresja to straszna choroba, niby jej nie widać a dopada kiedy myślisz, że wszystko już ok.
Trzeba znaleźć jakiś sposób żeby poczuć się lepiej. Zostaw zdradę męża jego sumieniu a Ty zajmij się sobą i dziećmi czas uleczy rany, teraz je zabezpiecz żeby się nie zakaziły.
Nie myśl o ojcu niech on się stara, niech staje na głowie niech Cię wspomaga, przyjmuj to bez oporów należy Ci się i nie płacz, rób tylko to co sprawia Ci przyjemność, odpręż się resztę zostaw jemu na głowie.

30 Ostatnio edytowany przez Samotna79 (2014-06-29 20:28:37)

Odp: zdradzona...

I kolejne przykłady na to, że wcześniej czy później i tak będzie rozwód. Wiem, że muszę zdecydować ale się boje i to każdej decyzji. Żałosne to ale jeśli powiem dobra chce z Nim być a On za miesiąc mi powie, że znowu coś...a jeśli powiem pakuj walizki a moja córka to jakoś koszmarnie przeżyje, chodzi o to, że jak się nie ma dzieci to nie trzeba myśleć za nie też. Powiedziałam mu dziś, że nie wiem co powinnam zrobić. Natomiast jeśli zostanę nigdy już nie pozwolę żeby dziecko przez Niego płakało, nie pozwolę na żadne kłamstwo jeśli Go złapie na jakimkolwiek to tez koniec.
I na koniec nasza córka wróciła dziś z wakacji z dziadkami i wskoczyła tacie na ręce i tańczyli razem, Ona obejmowała Go za szyję, przytulała, i klepała rączką po ramionach a do mnie się uśmiechała. Potem wskoczyła do Niego i razem leżeli, bawili się klockami, mówiła kocham Cię i tęskniłam. No to pytam jak teraz mam jej to odebrać to po prostu jakiś dramat i czasem czuje, ze zwyczajnie nie mam wyjścia...

31

Odp: zdradzona...

bo to jest bardzo trudne - wcale nie jest dziwne,że nie wiesz, co masz zrobić...
szukaj wsparcia dla siebie
pomocy dla Was

32

Odp: zdradzona...

Cokolwiek postanowisz , jest to dobre bo to twoja decyzja, nie słuchaj rad nikogo, tylko siebie...dziecko jest ważne, ty jesteś ważna, on jest ważny, ale jeśli zdradza nie szanuje Ciebie, więc nie szanuje i dziecka...Jeśli zrobi wszystko byś w niego uwierzyła jeszcze raz, jeśli ty będziesz się szanować po tym co się stało, to śmiało idźcie dalej ze sobą. Co masz robić, nie rozwód, wyprowadź się natychmiast, nie utrzymuj kontaktów, tyle ile trzeba, ale nie szukaj pocieszenia, bo prawdopodobnie tobie się totalnie odmieni, nie odwracalnie, nie o to chodzi. On musi zrozumieć co stracił i co straci na zawsze jeśli to się powtórzy.Ta mała jest ważna nie wy. Ale jak wy dla siebie będziecie ważni to ta mała otrzyma niebo(normalność,jeśli nie ... to ja nie mam rady.....ale wiele tu osób które powiedzą co i jak.

33

Odp: zdradzona...
Samotna79 napisał/a:

I kolejne przykłady na to, że wcześniej czy później i tak będzie rozwód. Wiem, że muszę zdecydować ale się boje i to każdej decyzji. Żałosne to ale jeśli powiem dobra chce z Nim być a On za miesiąc mi powie, że znowu coś...a jeśli powiem pakuj walizki a moja córka to jakoś koszmarnie przeżyje, chodzi o to, że jak się nie ma dzieci to nie trzeba myśleć za nie też. Powiedziałam mu dziś, że nie wiem co powinnam zrobić. Natomiast jeśli zostanę nigdy już nie pozwolę żeby dziecko przez Niego płakało, nie pozwolę na żadne kłamstwo jeśli Go złapie na jakimkolwiek to tez koniec.
I na koniec nasza córka wróciła dziś z wakacji z dziadkami i wskoczyła tacie na ręce i tańczyli razem, Ona obejmowała Go za szyję, przytulała, i klepała rączką po ramionach a do mnie się uśmiechała. Potem wskoczyła do Niego i razem leżeli, bawili się klockami, mówiła kocham Cię i tęskniłam. No to pytam jak teraz mam jej to odebrać to po prostu jakiś dramat i czasem czuje, ze zwyczajnie nie mam wyjścia...

Kolejny przykład że nie ma co zamiatać pod dywan, a nie że na pewno rozwód. Będzie rozwód bo nie dogadujemy się na innych płaszczyznach, bo ja nie chcę żyć jego życiem bo to jest nic pewnego. Wybrałam rozstanie ze względu na dzieci, na postawę męża, na jego charakter nie ze względu na zdradę.
Zdrada tylko dała mi inne spojrzenie na związek, ale liczy się postawa Twego męża po.
Mój uważa że w życiu wszystko należy się jemu, że jestem tylko jego cieniem i zaiste tak było. Nie chcę uzależniać swego życia od tego, że kiedyś światło zgaśnie i ja zniknę. W sumie już prawie zgasłam ale nie przez zdradę. Zdrada przetarła mi oczy, zdjęła welon i wszystko stało się jakby wyraźniejsze. Od tego czasu szłam obok ale swoją drogą. No i nie poszliśmy w tym samym kierunku.

34 Ostatnio edytowany przez TEO50 (2014-06-29 21:48:57)

Odp: zdradzona...

Samotna79
chce by Tobie szczescie sprzyjalo, chcialbym bys czasami byla pogodna, moze jak na jakis lepszy pomysl wpadne napisze Ci cos wiecej.

renesans,
szkoda mi Ciebie, wiesz jaki jest problem po zdradzie? Ze dwoje chce moze naprawic a nie wie jak. Obawa przed zaangazowaniem i obawa przed nastepna porazka.
Czytam to forum i czasami doczytam ze po pierwszej byla druga i nastepna. Dlaczego wlasnie tak? Czy wisilki jednej strony? Jezeli jedna polowka chce naprawic, a druga powie: staraj sie, a pozniej sie obaczy.. To wierz mi predzej czy pozniej ta starajaca tez odpusci.
Nie wiem czy za duzo czy za malo koszul prasowalas.
Masz racje ze mial powiedziec dlaczego do tego doszlo.
Nie powinnas odpuscic terapeutow, moglas to postawic jako warunek.
Niemadre ze powiedzial ze jak Ciebie przylapie z kochankiem to was zabije, zreszta mozesz wedlug jego slow zazadac jego zycia ;-).  Ale powaznie tak sie mowi wtedy jak brak seksualnosci, osoba ktora to wypowiada ma na mysli ze jego seksualnosc powinna wystarczac z nawiazka, ze druga polowka nie ma prawa z powodow erotycznych zdradzic, bo tego ma pod dostatkiem a nawet z nawiazka. (pomijam emocjonalnosc, co jest chyba glownym powodem zdrad)
cyt.
"Ponieważ mamy 2 dzieci ciężko mi było definitywnie się rozstać, nie chciałam odbierać im ojca."
calkowicie falszywe zalozenie. W tej wypowiedzi brak mi Twojej osoby brak mi RENESANS.
A co za tym idzie nietrudno bylo przewidziec:
"Stałam się biernym uczestnikiem swego życia. Nie wymagam, nie oczekuję, brałam to co los przynosi."

Przykro ze wlasnie tak Twoja historia sie konczy:
"Dziś czekam na papiery rozwodowe, i to nie z powodu zdrady. Odeszłam bo zrozumiałam, że już nie ma nas...jestem ja i on i dzieci."

Samotna79
nie wbijaj sobie do glowy ze predzej czy pozniej konczy sie rozwodem. To forum naprawde potrafi zdolowac. Ciezko tu radzic jakiegos optymizmu, ale pomysl ze kazdy jest jednorazowy w swoim rodzaju. Pamietaj ze jak 99 sie nie udalo mozesz byc 100 ktorej sie uda.

Mam tez inne przemyslenia ale one sa bardzo dolujace, nawet mnie.

Fatalnie ze widze w Tobie nastepna meczennice ze;
"No to pytam jak teraz mam jej to odebrać to po prostu jakiś dramat i czasem czuje, ze zwyczajnie nie mam wyjścia..."
poswiecasz sie dla dziecka, to nie wyjdzie Tobie na zdrowie. Albo radykalnie zmienisz Twoje myslenie, albo Twoje postepowanie.
A sowja droga, dlaczego on nie robi nic takiego zeby te uczucia ktorymi darzy go corka, byly takimi jak Ty bys go chciala darzyc? (chyba ze nie chcesz)
moze go o to zapytasz?

Edit,
renesans,, po Twoim wyjasnieniu sprzed minuty, nawt Cie rozumie.

35 Ostatnio edytowany przez Samotna79 (2014-06-29 22:09:53)

Odp: zdradzona...

Stara się, widzę to. Mówi, że nie będzie naciskać ale wie, że mnie kocha i będzie robił wszystko żebym uśmiechała się do Niego tak jak uśmiecham się kiedy mówię o córce. Nie wiem może to po prostu dla mnie za wcześnie ale nie mogę uwierzyć w prawdziwość tych wszystkich deklaracji. Przecież przez 9 lat ufałam mu bezgranicznie a On mnie jednak okłamał, skrzywdzić nie tylko mnie ale i córkę. Choć jak widać po Jej zachowaniu relacje się pięknie naprawiają. Co do bycia męczennicą nie patrzyłam na to w ten sposób, po prostu jestem matką teraz przede wszystkim matką i zwyczajnie chce szczęścia moich dzieci, czy to nie działa w dwie strony, szczęśliwa mama=szczęśliwe dziecko ale odwrotnie może tez....

36 Ostatnio edytowany przez Samotna79 (2014-06-29 22:11:08)

Odp: zdradzona...

A jeszcze co tego co robi...często mówi, że mnie.kocha, przytula, dziś zanim mała wróciła włączył muzykę i "porwał" do tańca, proponuje wyjście do restauracji czy kina, gdyby nie to co się stało można by rzec, że jest jak kiedyś...tylko ja na razie nie potrafię uwierzyć, że robi to bo faktycznie tak czuje....szlag by to jasny trafił...czuję się jak dziecko we mgle...

37

Odp: zdradzona...
renesans napisał/a:

Zdrada przetarła mi oczy, zdjęła welon i wszystko stało się jakby wyraźniejsze. Od tego czasu szłam obok ale swoją drogą. No i nie poszliśmy w tym samym kierunku.

Renesans,
U mnie jest dokładnie tak samo.
Po zdradzie zaczęłam iść obok swoją drogą z tą różnicą, że dalej jest nam po drodze.
Ale jestem gotowa w każdej chwili się odłączyć.
Wcześniej nawet do głowy by mi to nie przyszło.
Bo małżeństwo dawało mi złudne poczucie bezpieczeństwa i przewidywalności.

38

Odp: zdradzona...

prawdopodobnie i za wczesnie i nie mozesz uwierzyc. Mozesz w glebi duszy myslec ze to mydlenie oczu, masz prawo. Ale z takim nastawieniem zle sie zyje. Sprobuj nie myslec w ten sposob ze skrzywdzil Ciebie i corke, biorac was jako calosc. To tylko pogarsza moim zdaniem sytuacje. Moze se przekonalas ze naprawa relacji miedzy nim a corka nie wymagala ogromnych inwestycji. On sobie z tego doskonale zdaje sprawe. Poobserwuj jak to miedzy nimi jest (co jestem pewien ze juz zrobilas). Nie stawiaj corki na rowni z Toba, to sa dwie rozne rzeczy. Przemysl to sobie, jaki efekt wywarl na Tobie i jaki na corce, moze zdobedziesz troche dystansu do tego.
Rozumie ze piszesz teraz jestem matka, podobnoz dziala w ten sposob szczesliwa mama=szczesliwe dziecko, ale sama widzisz ze Twoja cora szczesliwa jest. A mama?
Moze znow jestem jedyny ktory uwaza ze dzieci i zona to dwie pary butow. Ty sie z dziecmi utozsamiasz, to jest jasne jak slonce i prawda. Ale to niestety nie dziala.
Dzieci chociaz male juz sa osobowosciami, to juz nie jest czesc Twojego ciala. Juz nie.
Kim Ty dla niego jestes? Mozesz byc prawie ze pewna ze na takie pytanie odpowie zona. A nie matka moich dzieci.
Jak zostaniesz matka jego dzieci, to Twoja wartosc w jego oczach spadnie. Mysle ze to normalny facet i chce miec zone a nie matke dzieci. Juz pomysl jaka to roznica i co z tego moze wyniknac.
Nie chce dalej rozwijac tematu, bo i tak w wiekszosci czytajacych herezje pisze.
Dopowiem jedynie ze kolej rzeczy jest taka ze (zwykle) bierze sie zone (meza) powstaje rodzina, sa dzieci ktore sie wychowuje, dzieci dorastaja, wyprowadzaja sie, i pozostaje to co wzielismy sobie na poczatku. Przemysl sobie ile czasu chcialas spedzic z nim borac sobie go za meza, pomysl sobie ile czasu spedzisz z dziecmi. 20, 25 lat i wyfruna z domowego gniazdka, a podobno: i nie opuszcze Cie az do smierci.
Samotna79, karty w Twoich rekach, rozumie ze zraniona jestes, ale  pozostajac z mezem ze wzgledu na dzieci, z takim zalozeniem, to szczesliwa Ty nie bedziesz.
Ja mysle ze Twoj maz juz wie jakie ma priorytety, ja mysle ze gotow jest odpowiedziec na wszystkie Twoje pytania, wiec go pytaj, i badz egoistka troche, bo masz tylko to jedno jedyne zycie, i jak nie bedziesz stala za tym co robisz, to szczescia juz nie zaznasz.

A meczennica?
Obys nia nie zostala, bo jak slysze ze ze wzgledu na dzieci to juz wiem jak ten zwiazek wyglada.

39

Odp: zdradzona...
Samotna79 napisał/a:

..tylko ja na razie nie potrafię uwierzyć, że robi to bo faktycznie tak czuje....szlag by to jasny trafił...czuję się jak dziecko we mgle...

Jeszcze jakiś czas tak będzie.
Daj sobie ten czas, daj Wam ten czas.

40

Odp: zdradzona...
Przyszłość napisał/a:
renesans napisał/a:

Zdrada przetarła mi oczy, zdjęła welon i wszystko stało się jakby wyraźniejsze. Od tego czasu szłam obok ale swoją drogą. No i nie poszliśmy w tym samym kierunku.

Renesans,
U mnie jest dokładnie tak samo.
Po zdradzie zaczęłam iść obok swoją drogą z tą różnicą, że dalej jest nam po drodze.
Ale jestem gotowa w każdej chwili się odłączyć.
Wcześniej nawet do głowy by mi to nie przyszło.
Bo małżeństwo dawało mi złudne poczucie bezpieczeństwa i przewidywalności.

tak mocne stanie na nogach i pełna gotowośc do zmiany
po zdradzie stajemy się niezależne, silne i bardzo zasadnicze.
wiemy, copotrafimny znieśc i wiemy, czego nie chcemy znieść
znamy swoją wartość i wiemy czego chcemy
możesz meziu nam towarzyszyć - jesli nam po drodze...

41

Odp: zdradzona...

Ja na razie nie wiem na co jestem gotowa. Jak patrzę na córkę jaka jest z Nim znowu szczęśliwa to jestem gotowa zostać. Jak myślę o sobie jestem gotowa Go spakować. Jak myślę o tych 9 latach razem jestem gotowa spróbować. Jedno na co gotowa nie jestem to uwierzyć, na pewno na to nie jestem. Wieczorami ryczę jak bóbr ale wczoraj dotarło do mnie, że to nie jest płacz bo taka jestem załamana tym co mnie/nam zrobił, ryczę bo każda decyzja jaką podejmę nie jest do końca tą, którą uważam za słuszną przynajmniej w tej chwili, dobija mnie to. Nie chce być męczennicą ale też nie chcę krzywdzić dzieci. Było nam razem dobrze tyle lat ale też skoro to nic nie znaczyło dla tej chwili z Nią to jakie to ma znaczenie. Jak czytam to co napisałam to wydaje mi się, że jestem potwornie żałosną postacią...a w życiu podejmowanie decyzji nie przychodziło mi trudno...a teraz...

42

Odp: zdradzona...

wcale nie jesteś ...przytulam wink

43

Odp: zdradzona...

Dziękuję smile
To dlaczego się czuje jak żałosna istota, która nie potrafi dania kopnąć w dupy tylko się waha, może to jednak miłość...a może męczeństwo...

44

Odp: zdradzona...

a może zwyczajnie  - życie...

45

Odp: zdradzona...
Samotna79 napisał/a:

Dziękuję smile
To dlaczego się czuje jak żałosna istota, która nie potrafi dania kopnąć w dupy tylko się waha, może to jednak miłość...a może męczeństwo...

Samotna daj sobie czas nie musisz dziś decydować nikt nie każe Ci się spieszyć, a wątpliwości zawsze będą tym bardziej, że czar prysnął, ułuda minęła.
Nie jestem szczęśliwa z powodu, że odchodzę od męża ale będąc z nim na jego warunkach w ogóle mnie nie było. Rozumiesz?

Jeśli znajdziesz dla Siebie sposób aby być przy nim Sobą to znajdziesz szczęście ale zgoda musi być w Tobie. Wierzę, że nie jest człowiekiem bez honoru i serca. Niech tylko wie, że zdradzając sam na siebie zakłada sidła.Jak nie potrzebuje miłości, szacunku niech odejdzie i da żyć Tobie i dzieciom.

Powinien się jeszcze raz zdeklarować tym razem z pełnymi konsekwencjami. I niech się przygotuje na wszystko, niech będzie świadom swej decyzji.

46 Ostatnio edytowany przez Samotna79 (2014-06-30 21:02:54)

Odp: zdradzona...

Wczoraj mu powiedziałam już, że nie podjęłam jeszcze decyzji ale jeśli zdecyduję, że jednak będziemy razem to jakiekolwiek kłamstwo z Jego strony oznacza koniec o zdradzie nawet nie ma co mówić. Powiedziałam też o dzieciach...On powiedział, że wie jakie byłyby konsekwencje, wie że kolejnych szans nie będzie. Tylko decyzję podjąć jakoś ciężko przychodzi z jednej strony to On mój rycerz z drugiej świnia, która chciała wszystko zaprzepaścić i nie umie wyjaśnić dlaczego co mnie do rozpaczy doprowadza.

47

Odp: zdradzona...

W głębi wydaje mi się, że dam radę zacząć wszystko od nowa ale im więcej myślę co i jak tym bardziej myślę, że jestem zbyt zraniona żeby to przetrwać. Nawet nie zraniona chodzi o to, że tak mnie oszukał a ja tylko chciałam miłości, szczerości i zaufania a On "tylko" to właśnie mi odebrał. Czy ja w ogóle będę kiedyś gotowa do podjęcia ostatecznej decyzji, przecież muszę coś zdecydować...

48

Odp: zdradzona...

są osoby. którym decyzje przychodzą dość łatwo
są takie, które mają z tym problem

ja należę to tych ... drugich ale wiem, że w końcu przychodzi czas i te decyzję potrafię podjąć, tak będzie tez i z tobą smile

49

Odp: zdradzona...

Albo mam dziś kiepski dzień albo...dziś wydaje mi się, że nie ma już nas, ze nie potrafię z Nim być napisałam nawet do Niego taki list (nie wiem czy kiedykolwiek mu Go pokażę, czy chcę żeby przeczytał) ale list, w którym piszę jak się czułam od chwili kiedy Go poznałam aż do dziś. List, w którym na końcu napisałam, że nie żałuję tych lat z Nim, że byłam szczęśliwa móc przeżyć tę miłość, że dzięki Niemu są /będą nasze wspaniałe dzieci oraz żeby wiedział, że czułam się przy Nim bezpiecznie. Jak również list gdzie piszę, że żałuję, że pozwoliłam mu zranić córkę i syna w jakiś sposób już też, że nie pozwoliłam mu odejść od razu a prosiłam żeby przemyślał żeby później nie żałował. List, w którym napisałam, że zrozumiałam i może odjeść bo nie wydaje mi się w tej chwili, że dam radę przez to przejść razem z Nim. List, w którym napisałam, że kochałam Go miłością bezgraniczną i obdarzyłam Go takim samym zaufaniem oraz to że już zawsze będę Go kochać bo sprawił, że poznałam to wspaniałe uczucie i dzięki Niemu zaufałam drugiej osobie ( o ironio). Cały dzień dziś płaczę

50

Odp: zdradzona...

Tak mnie jeszcze jedno zastanawia, dziś przeczytałam wątek Vanillaskay, i czy kryzys wieku średniego może dopaść faceta jak się 34 lata? Bo tak myślę i mój mąż też w czasie kiedy to wszystko się zaczęło dziać On zaczął mówić o dietach (nie tylko mówić) co to na przyrost masy itp. Zaczął biegać, ćwiczyć pompki a wcześniej nawet mu takie rzeczy do głowy nie przychodziły, a później potrafił nawet o 22 iść biegać, czy to lato czy mróz. No i ta ... z którą poszedł do łóżka miała ledwie 22 czy 23 lata i te w necie również w tej okolicy.

51

Odp: zdradzona...

Nie warto.. Ja wybaczyłam.Więcej nawet sprzedałam swój dom i zostawiłam wszystko. Dziękował,przysięgał że nigdy więcej, że tylko mnie kocha.Teraz śmieje mi się w twarz. A ja niczego tak nie żałuje jak tamtej decyzji sprzed 8 lat.

52

Odp: zdradzona...

Z tym kryzysem to jest dobre. Jak mojemu powiedziałam, że to wygląda jak kryzys wieku średniego to się straaasznie oburzył.
No jak to, on taki młody ( 39 lat) a ja mu wylatuję z kryzysem WIEKU ŚREDNIEGO. Siłka, przez ponad pół roku na śniadanie jajecznica z min 5 jajek ( co potem nie wiem, bo się wyprowadził). Ale to dzień w dzień. Nowy kumpel 20 latek. Oprócz tego wieczorne regularne max chlanie. 
Jak sobie pomyślę, że ona się rodziła kiedy zaczynaliśmy się spotykać to czuję się jak dinozaur:) Nasz pierwszy seks, ona siusiu do nocnika. Rodzę pierwsze dziecko, ona idzie do przedszkola:)
W sumie 34 lata to jak dla mnie młody facet. Ale może to zależy od sytaucji życiowej.
Samotna, urodzisz. Zadbasz o siebie. Zazdroszczę ci tych 34 lat:)
Ciekawe czy u kobiet też jest coś w rodzaju kryzysu wieku średniego?

53

Odp: zdradzona...
Samotna79 napisał/a:

Tak mnie jeszcze jedno zastanawia, dziś przeczytałam wątek Vanillaskay, i czy kryzys wieku średniego może dopaść faceta jak się 34 lata? Bo tak myślę i mój mąż też w czasie kiedy to wszystko się zaczęło dziać On zaczął mówić o dietach (nie tylko mówić) co to na przyrost masy itp. Zaczął biegać, ćwiczyć pompki a wcześniej nawet mu takie rzeczy do głowy nie przychodziły, a później potrafił nawet o 22 iść biegać, czy to lato czy mróz. No i ta ... z którą poszedł do łóżka miała ledwie 22 czy 23 lata i te w necie również w tej okolicy.

Moim zdaniem to taki "pierwszy dzwonek". Jeszcze nie czterdziecha, ale już nie boskie lata dwudzieste...
Do mnie na treningu przystawiał się pan w wieku Chrystusowym, z dwójką małych dzieci. A jaki to on wojownik, a jak to on o formę zaczął dbać, postanowił wrócić do treningów z czasów studenckich, a to, a śmo...
A jakich to fantazji seksualnych się nasłuchałam, jakie to z bab "podłe zwierzęta" bo im wytryski na buzię nie pasują...
A potem grzecznie do domku i córeczek wracał. Zbierało mi się na wymioty, jak tę poczwarę widziałam.

Facet był beznadziejny, współczułam jego żonie, nie wiem, jakim cudem zrobili dwójkę dzieci, bo ja bym go kijem nie tknęła...


A, "naocznie" zauważyłam, że panienki kończące studia, którym się nie udało portek na wydziale złapać, bardzo chętnie celują w takich - 34-44 lata, żonaci, dzieciaci...

54

Odp: zdradzona...

Może się zaczęło, sama nie wiem. W każdym razie jajecznica czy płatki owsiane, żytnie i jęczmienne niezmiennie są. Jeśli ziemniaki to najlepiej niesolone...śmieszy mnie to trochę ale nic to. Dziś usłyszałam...przepraszam, że Cię skrzywdziłem i naprawdę wydawało mi się, ze mówi to szczerze...przyszedł do mnie przytulił i to powiedział...

55

Odp: zdradzona...
Samotna79 napisał/a:

Może się zaczęło, sama nie wiem. W każdym razie jajecznica czy płatki owsiane, żytnie i jęczmienne niezmiennie są. Jeśli ziemniaki to najlepiej niesolone...śmieszy mnie to trochę ale nic to. Dziś usłyszałam...przepraszam, że Cię skrzywdziłem i naprawdę wydawało mi się, ze mówi to szczerze...przyszedł do mnie przytulił i to powiedział...

Pewnie mu gdzieś dietę rozpisują. A ryż i pierś z kurczaka w menu też? Bo to obowiązkowe u trenujących panów... No i odżywki białkowe...

56 Ostatnio edytowany przez Samotna79 (2014-07-02 23:32:59)

Odp: zdradzona...

Owszem ryż, kurczak itp jest  hahaha :-) wszystko się zgadza (jeju dawno się tak po prostu nie roześmiałam)
A o dietę mnie pyta , dziwne to wszystko jest po tym co się stało, nie umiem być naturalna wobec Niego...

57

Odp: zdradzona...
Samotna79 napisał/a:

Owszem ryż, kurczak itp jest  hahaha :-) wszystko się zgadza (jeju dawno się tak po prostu nie roześmiałam)
A o dietę mnie pyta , dziwne to wszystko jest po tym co się stało, nie umiem być naturalna wobec Niego...

A KOENZYM Q10 ŁYKA? Bo naczelny pan z kryzysem wieku średniego bardzo go zachwalał, że to starość oddala.. (serio, sama słyszałam...)

58

Odp: zdradzona...

Tego jeszcze nie ale wiadomo to może lada chwila zacznie, chyba Go jutro spytam czy mu nie kupić.
Batszeba pojęcia nie masz jak ja się uśmiecham, dziękuję.

59

Odp: zdradzona...
Samotna79 napisał/a:

Tego jeszcze nie ale wiadomo to może lada chwila zacznie, chyba Go jutro spytam czy mu nie kupić.
Batszeba pojęcia nie masz jak ja się uśmiecham, dziękuję.

Cieszę się.

A serduszka na FB też mu wklejały?

Bo wspomnianemu naczelnemu kryzysowi wieku średniego panienki pisały coś w stylu: "najlepszy i najpiękniejszy ???"

I ONE PISAŁY TO NA SERIO!

60

Odp: zdradzona...

dziewczyny, to jakaś masakra, to kim ja w wieku 50 lat jestem...
a w głowie ciągle maj
nie przesadzacie trochę ... za bardzo
panowie w średnim wieku to tak kole 50 siątki
wcześniej nie jest źle, bo jeszcze ...można, udaje się
a właśnie kole tej 50 siątki to ... no nie zawsze a chęć, jest a jakże
no biorąc pod uwagę cywilizację, to powiedzmy 45 lat ale naciągane...
wcześniej musowo inne powody są...

61

Odp: zdradzona...

In_ka ja tylko o obserwacjach mojego m piszę, naprawdę tak jest nie przesadzam. Teraz nie biega bo w pracy siedzi do późna ale poza tym...
Batszeba serduszek nie było a może nie wiem bo nigdy nie zaglądałam jakoś a później to już wszystkie hasła zmienione i poblokowane....

Tak chciałabym wierzyć, że naprawdę żałuje tego co mi/nam zrobił...

62 Ostatnio edytowany przez batszeba (2014-07-03 00:26:06)

Odp: zdradzona...
in_ka napisał/a:

dziewczyny, to jakaś masakra, to kim ja w wieku 50 lat jestem...
a w głowie ciągle maj
nie przesadzacie trochę ... za bardzo
panowie w średnim wieku to tak kole 50 siątki
wcześniej nie jest źle, bo jeszcze ...można, udaje się
a właśnie kole tej 50 siątki to ... no nie zawsze a chęć, jest a jakże
no biorąc pod uwagę cywilizację, to powiedzmy 45 lat ale naciągane...
wcześniej musowo inne powody są...

Inka, ja wcale nie twierdzę że KAŻDY facet tak ma. Muszę przyznać, że na tych treningach spotkałam też takiego, który ma teraz 44 i ten swój kryzys wieku średniego bardzo mocno na wodzy trzyma - facet potrafi się kontrolować i nie ośmiesza się.


A co do tego maja w głowie - kurcze, można go mieć i po 60. Można się zakochiwać, wchodzić w nowe związki - ale te akcje, o których my tutaj piszemy to nie jest maj w głowie, to jest tzw. cipioza mózgu, a to insza inszość jest i z miłością niewiele ma wspólnego.

Samotna79 napisał/a:

Tak chciałabym wierzyć, że naprawdę żałuje tego co mi/nam zrobił...

Ale powiedz szczerze: CO BY CI TO DAŁO? Jakie to ma teraz znaczenie? Jego zadaniem było do tego nie dopuścić, a nie zrobić Ci z życia kipisz a potem latać i żałować.

63

Odp: zdradzona...

wiecie co a ja myślę sobie, że to taka moda...
bo teraz moda jest ...zmieniać
kiedyś wartością była stałość ... popsuło się to - naprawiało
a teraz się ...wymienia
na nowe oczywiście
i co do rzeczy - to słuszna może koncepcja jest, co do ludzi i uczuć - miernota nad miernotami
ot co...

64 Ostatnio edytowany przez Samotna79 (2014-07-03 12:43:08)

Odp: zdradzona...

Niestety też uważam, ze jakoś teraz łatwiej wszyscy odpuszczają i zamiast spróbować naprawić zanim się stanie najgorsze to wszyscy sobie potrafią wytłumaczyć...On bo nie było tak a srak, kochanka no bo przecież żona taka z dupy tylko te żony częstokroć nie wiedzą o co w ogóle chodzi. No bo mój miał zawsze wyprane, wyprasowane, ugotowane, posprzątane, seks też był i naprawdę nikt nie narzekał. Nie powiem bo problemów mieliśmy dużo ze względu na mieszkanie z chorą osobą i czasem utrudnione pewne sprawy a i później praca ale sorry do samego wyjazdu było prawie idealnie a później trzask prask i równia pochyła. Ja po powrocie widziałam, że jest nie tak i próbowałam rozmawiać i seks urozmaicać a i tak skończyło się tak jak skończyło. Niestety nie potrafię nad tym przejść do porządku dziennego ale i niestety nie jestem w stanie skończyć tego wszystkiego. Czyli się szmacę, nie pamiętam już kto tak napisał na forum, bo chcę spróbować nie rozpieprzyć tego, bo chcę dać szansę dupkowi, który raz poszedł do łóżka z jakaś pieprzoną gówniarą. Zwłaszcza, że On mówi, że mu zależy (wiem mówią to co chcemy usłyszeć) ale ja chcę uwierzyć, że naprawdę żałuje. Widzę, że się stara i w stosunku co do mnie i do córki bardzo, co dało efekt kolosalnej zmiany. Nie wiem tylko czy mimo wszystko wytrwam w przekonaniu, że jednak warto poświęcić swoją godność, dumę i wiarę w miłość po grób. Bo prawda jest taka, ze im dalej od tego co się wydarzyło tym mi trudniej niestety a miało być ponoć odwrotnie...i mam coraz więcej wątpliwości ale "walczę".

65

Odp: zdradzona...

Dziś rano postanowiłam spróbować przez weekend zachowywać się 'normalnie'. Mianowicie nie "wyrzygiwać" TEGO przy każdej nadarzającej się okazji, zobaczymy czy się uda. Pomyślałam, ze może na początek spróbuję raz w tygodniu znaleźć dzień czy dwa żeby się ograniczyć z tym bo dzisiejszy dzień zaczął się średnio. Mój mąż mówi nie widziałaś mojego paska do spodni bo nie mogę znaleźć a ja na to bez zastanowienia pewnie jest tam gdzie ostatnio gacie zdejmowałeś a On mówi no właśnie tutaj a ja chodziło mnie tam gdzie zdejmowałeś poza domem tongue no po wszystkiemu ech. Wychodząc do pracy przyszedł mnie przytulic i pocałować dlatego pomyślałam, że spróbuję zobaczymy jak uda uda się wytrzymać bez dowalania. Może jednak będziemy tymi, którym się uda choć naprawdę trudno mi w to uwierzyć...

Posty [ 1 do 65 z 164 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024