Co to za miłość? Zostać czy odejść? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Co to za miłość? Zostać czy odejść?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 9 ]

1 Ostatnio edytowany przez Ezer (2009-09-14 00:06:26)

Temat: Co to za miłość? Zostać czy odejść?

Stwierdziłam, że założę osobny wątek dla potrzeby mojego problemu.
Być może część kwestii pokrywa się z poprzednimi wątkami ale moja historia jest bardzo specyficzna.

Od początku.
Poznaliśmy się przeszło 2 lata temu. Pracowaliśmy w jednej firmie, razem (z innymi) zaczynaliśmy pracę w tym samym okresie.
Praca polegała na całotygodniowych wyjazdach po Polsce w celu promowania artykułów zdrowotnych. Podjęłam tę pracę bo:
1. Nie miałam nigdy szczęścia do "stałych etatów" - jestem wolnym duchem
2. Nie miałam - chronicznie - kasy
3. Siedziałam całymi dniami w domu i było mi nudno, pusto i źle.
4. Miałam chłopaka (od 6-ciu lat), który regularnie przyjeżdżał do mnie o 20 00 i wracał o 23 00. (bo tak mu pasowało). Ledwo pojawiała się w drzwiach już od progu żądał herbaty albo kawy albo kolacji.
Czułam się jak jego gosposia.

Ponieważ nie miałam nigdy ojca (zostawił mamę, gdy miałam pół roku) zawsze mi w życiu brakło męskiej czułości, wsparcia, dodania odwagi, docenienia.
Warto dodać, że jak byłam całkiem mała (2-4 lata) bawiłam się żołnierzykami, skakałam z drzew i lubiłam ryzyko. Raz nawet, gdy paradowałam z przywieszonymi do pasa pistoletami, zobaczyli mnie policjanci, którzy przyjechali do nas o coś spytać moją babcię. Stanęłam wówczas w drzwiach na szeroko rozstawionych nogach i przyjęłam groźną minę. Policjant powiedział do babci: ale ma pani odważnego wnuka - gratuluję!
Tylko, że ja byłam dziewczynką!
Później, często mama mówiła do mnie (!!!) mój mały mężczyzna, bo potrafiłam wykłucać się w jej obronie z sąsiadami, etc.
Ta rola dobrze weszła mi w krew i tak jakoś podświadomie czułam, że mężczyźni są źli i trzeba z nimi walczyć. często też (do dziś mi się zdarza) kiedy spotykam jakiegoś faceta robię wyzywającą minę i patrzę mu prosto w oczy, jakby zapraszając do walki.
Jednak im jestem starsza tym bardziej widzę, że to jakaś sztuczna tożsamość, z którą prawdziwa "ja" niewiele mam wspólnego.
Tak czy owak nie szło mi z facetami, mimo, że jestem , jak mówią ładną, atrakcyjną kobietą.
Pierwszą miłość przeżyłam w wieku 12 lat. Byłam w nim śmiertelnie zakochana.
On był 5 lat starszy i w domu zakazywano mi się z nim spotykać. Tzn. w ogóle nie miałam pozwolenia na widzenia z nim.
Spotykaliśmy się więc w lesie, ogrodzie, gdzieś, na skraju ulicy.
Wieczorami on stukał kamyszkami w moje okno a ja znajdywałam "pretekst" by wyjść na dwór.
To ja pierwsza (jak zwykle) wyznałam mu miłość.
Mogliśmy godzinami gadać o tym i tamtym, rozmowom nie było końca.
Ale niestsy, pewnego dnia do mojego domu doszedł anonim od "życzliwych", którzy uświadomili moją rodzinę jak sie rzeczy mają i od tego czasu on mnie unikał. Pewnego dnia w przypływie desperacji postanowiłam się do niego wybrać, bo długo się nie pokazywał. On wyszedł, powiedział, że z nami koniec i, że ma inną.
ten dzień był dla mnie koszmarem. Działo się to gdy miałam niewiele ponad 13 lat ale ból i miłość do niego pozostały we mnie aż do ukończenia 20 r.ż.
Żeby było ciekawiej, on spotykał się ze mną potajemnie. nigdy się mną nie chwalił przed kumplami, choć była to tajemnica poliszynela, że jesteśmy razem. To ja byłam dumna, że go mam.
Kiedy on wychodził z podstawówki i mieli bal pożegnalny nie zaprosił mnie na niego bo się wstydził. Ja nikomu się nie podobałam bo miałam "grube nogi".
Przełknęłam to jakoś. było wtedy dla mnie naturalne, że coś jest ze mną nie tak i to i tak łaska z jego strony, że on mnie chce.
Później po latach powiedział mi, że byłam jego prawdziwą miłością ale się mnie wstydził. Powiedział też coś takiego "cały czas za mną latałaś". Wstydzę się, ale to była prawda. Byłam tak spragniona odrobiny akceptacji, że latałam, czekałam, miałam nadzieję, pisałam pamiętniki ....
c.d.n.

P.S. Z tym pierwszym chłopakiem łączyła mnie tylko miłość platoniczna, przytulenia, pocałunki, nic poza tym.

Drugiego faceta poznałam przez ogłoszenie w wieku 20 lat (co za wstyd ale nie potrafiłam normalnie nawiązywać tego typu znajomości)
On był wielkim artystą. W domu miał bajzel, sterty gazet, książek, etc. miał wielkie plany zostać reżyserem. Nasze rozmowy wyglądały mniej więcej tak: Ja cos opowiadałam o sobie, o swoich rozterkach a on mi mówił: misiu, daj sobie spokój z tą dziecinadą, weź się w garść". .Kiedy błagałam go nie raz aby został dłużej (wracał zawsze p 23 00) to tłumaczył, że tak mu wygodniej.
Z nim straciłam dziewictwo. Przyjeżdżałam do niego na całe noce. On mieszkał z ojcem. I ten ojciec krzywo na mnie patrzył. W końcu przestał się do mnie odzywać. Mój facet mi poniewczasie wyjaśnił, że wg jego ojca dziewczynie nie wypada tak od razu nocować u chłopaka. Ja tego nie pojmowałam. Nie nauczono mnie w domu tego typu norm. Stąd tez dla jego ojca byłam, jak to ujął "dziewczyną znikąd".
Bardzo mnie to bolało i nalegałam, żeby mój facet jakoś nas sobie przedstawił ale nie doczekałam się tego.
Mój facet był porywczy i gniewny. Raz mnie uderzył bo był w złym humorze z powodu awarii komputera.
Raz nawrzeszczała na mnie przez telefon, że nie chciałam mu pożyczyć komórki, bo jemu się popsuła.
Jednak ja, jak głupia ciągle z nim byłam. Gdy chciałam odejść, on poprawiał sie na chwilę i dalej robił co chciał.
Najbardziej bolało mnie, że nigdy nie brał mnie poważnie.
Interesowałam się w tym czasie ezoteryką, itp., huną, buddyzmem.
Dla niego to były bzdety, które kwitował jednym zdaniem.
Ciągle mnie pouczał co powinnam robić, z kim się zadawać.
Ale i tak robiłam swoje.
Nigdy go nie zdradziłam.
Niestety, już po rozstaniu ze mną, kiedy go definitywnie rzuciłam on przyznał się, że zdradzał mnie ze swoją "dobrą koleżanką" która miała wielki cyc.
Szlochał i przepraszał ale wtedy coś we mnie ostatecznie pękło. Do końca.
Już nawet nie chodziło o zdradę.
Chodziło o to, że od początku mnie oszukiwał, rzadko miał dla mnie czas, wymawiał się "robotą".
na koniec rzucił mi: "ale ty byłaś naiwna, że tego nie zauważyłaś".
Byłam. Ufałam mu bezgranicznie.
Zanim jeszcze się rozstaliśmy, postanowiłam wyrwać się z kieratu, w który mnie wtłoczył.
Jego codzienne przyjazdy, przesłuchania dlaczego nie chcę się z nim widzieć danego dnia.
i te telefony. Zawsze jak dzwonił, jego pierwszym pytaniem nie było "co słychać" ale "gdzie jesteś".
Moja wolna dusza nie znosi kajdan więc postanowiłam się uwolnić.
c.d.n.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Co to za miłość? Zostać czy odejść?

Hmm...dużo przeżyć, które na pewno na długo zapadną Ci w pamięć. Teraz jesteś już szczęśliwa?

3

Odp: Co to za miłość? Zostać czy odejść?

Szczęśliwym się bywa. Raczej trudno szczęśliwym być.

Zaczęłam ten wątek parę dni temu, kiedy sprawy wyglądały całkiem inaczej.
W chwili obecnej wszystko się zmieniło, trudno mi napisać coś konkretnego nie chcę zapeszać ale czuję, że znalazłam właściwą drogę.
Życie jest jak rzeka, stale płynie i nie da się niczego przewidzieć, więc może pewnego dnia dopiszę kolejną część mojej historii, mam nadzieję, że szczęśliwą.

4

Odp: Co to za miłość? Zostać czy odejść?

ehh... mężczyźni przychodzą, łamią nam serca i odchodzą trzaskając drzwiami aż czasem serce pęka.......

5

Odp: Co to za miłość? Zostać czy odejść?

Ezer twoje problemy z facetami masz dla tego bo oni się ciebie boją -czasem jak patrzę na moje koleżanki to wolą kobietkę kruchą mało zaradną by Oni mężczyźni mogli jej służyć pomocą i czuli się dowartościowani (bez obrazy dla płci przeciwnej).
Natomiast Ty zawsze byłaś niezależna i niestety podobna pod tym względem do mnie Ja tez miałam takie problemy tylko że Ja miałam Ojca a przede wszystkim wspaniała matkę i mogłam ją zanudzać swoimi problemami .

Teraz mogę powiedzieć że z tego powodu przechodziliśmy kryzys .Bo Ja wiedziałam wszystko najlepiej i tak właśnie było .Teraz by On czuł się też dowartościowany udaję i pilnuję by pytać jego o zdanie i robić tak jak on chce idę na kompromis.

Nie popełniaj mojego błędu!!
--------------
Tamara

6

Odp: Co to za miłość? Zostać czy odejść?
Tamara985 napisał/a:

Ezer twoje problemy z facetami masz dla tego bo oni się ciebie boją -czasem jak patrzę na moje koleżanki to wolą kobietkę kruchą mało zaradną by Oni mężczyźni mogli jej służyć pomocą i czuli się dowartościowani (bez obrazy dla płci przeciwnej).
Natomiast Ty zawsze byłaś niezależna i niestety podobna pod tym względem do mnie Ja tez miałam takie problemy tylko że Ja miałam Ojca a przede wszystkim wspaniała matkę i mogłam ją zanudzać swoimi problemami .

Teraz mogę powiedzieć że z tego powodu przechodziliśmy kryzys .Bo Ja wiedziałam wszystko najlepiej i tak właśnie było .Teraz by On czuł się też dowartościowany udaję i pilnuję by pytać jego o zdanie i robić tak jak on chce idę na kompromis.

Nie popełniaj mojego błędu!!
--------------
Tamara

Ale mnie trafiłaś Tamara!
Gratuluję!
W samo sedno sprawy!

Teraz parę słówek o mnie.
Masz rację. Zawsze byłam cholernie niezależna, silna i nie chwaląc się - mądra.
Chociaż z mądrością to nie zawsze sama sobie radziłam.
łatwiej radzić komuś wink
I jak się z facetem nie zgadzałam to zawsze waliłam prosto z mostu i w samo sedno.
Potrafię przejrzeć faceta na wylot i jak coś głupiego robi to mu wygarnę.
Ale zmieniłam taktykę ostatnio.
Ale nie dlatego, żeby się kryć z moją mądrością i siłą.
Ja tak nie umiem.
Jak mam coś udawać to mam gdzies taki związek.
Staram się rozmawiać, porozumiewać i wspierać mojego obecnego faceta.
Bo niestety ma kompleksy i jest słaby.
Ale uwaga.
Ja też jestem słaba bo w końcu go potrzebuję.
Jedyna różnica między nim a mną jest taka, że ja się potrafię odsłonić, wywnętrzyć i ukazać tę słabość a on nie (jak to facet).
I choć często mnie rani to nie żałuję.
Też go ranię choć o tym nie wiem, nie chcę wiedzieć czy jeszcze inaczej.
Często czuję, że nie mam w nim wsparcia.
Że mnie nie obroni przed złym światem, że jest za słaby.
Ale go kocham i doszłam do wniosku, że musze go wspierać w stawaniu się silnym.
Bo tak na prawdę każdy jest wartościowy i jak to sobie uświadomi to zyskuje pewność siebie i siłę.
Mam w ogóle bardzo skomplikowany związek - duuża różnica wieku, etc.
Ale to szczegóły nie nadające się na forum.
Chętnie bym z Toba pogadała np przez gg lub email.
Pozdrawiam.

7

Odp: Co to za miłość? Zostać czy odejść?

Teraz by On czuł się też dowartościowany udaję i pilnuję by pytać jego o zdanie i robić tak jak on chce idę na kompromis....

8

Odp: Co to za miłość? Zostać czy odejść?

Nie opisałaś swojego problemu, którym jest obecny związek. Czyżby kolejna porażka?

Posty [ 9 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Co to za miłość? Zostać czy odejść?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024