Nie wiem czy to nie błąd, ze zakładam ten wątek... Obserwuje to forum od 7 miesięcy, kody maź po raz pierwszy mnie zdradził. Wybaczylam( chociaz wybaczę ie to moze zbyt duze słowo) dosyć szybko, ponieważ błyskawicznie sie otrząsnął i po kilku latach przepychanek wrócił moj ukochany, taki jak na początku związku. Zakochany bez pamięci. Było cudownie. Rozpoczęliśmy chodzenie na terapie ktora wg mnie dawała dóbr rezultatu chociaz małymi bardzo kroczkami, ponieważ mimo, ze postanowiłam walczyć to jednak nie mogłam uporać sie z jego zdradą. Podeszłam do sprawy raczej bardzo dojrzale, chociaz oczywiście było ciezko, czesto mu wypominalam co zrobił i miałam problemy z kontrolą itp. No ale jestem pewna,.ze to co wtedy zrobił to była zabawa,nic wielkiego, mysle naprawde, ze nie było wtedy nawet zdrady fizycznej. Tak mysle i dlatego wtedy z nim zostałam - naprawde w to uwierzylam i nie przekonujcie mnie, ze było inaczej bo oczywiście zdaje sobie sprawę, ze mogłam sie mylić, ale jednak tak myslalam.
Potem było kilka pięknych w moim mniemaniu miesięcy- on sie bardzo starał, bardzo- czułam jego miłość na każdym niemal kroku. Terapeuta rownież zapewniał mnie o jego miłości. Walczyliśmy chociaz były oczywiście trudne chwile i dużo kłótni. Ale terapia wciaz trwała wiec ja byłam pewna, że chciaz czeka nas dużo pracy to przed nami mocniejszy zwiazek z wielkiej miłości na całe zycie. Czułam to i wiem, ze to była prawda. Czułam jego wielką miłość.
A teraz z dnia na dzien zostawił mnie dla innej, zupełnie innej, niedawno poznanej kobiety i od razu wszedł z nia w zwiazek. Intensywny.
Szok.
Mamy dwoje dzieci.
Jeszcze kilka dni temu zapewniał o wielkiej miłości a ja nic nie przeczuwałam. Nasz terapeuta tez nie. Wszystko szło w dobrym koerunku. A teraz zostałam sama. Mam ogromne wsparcie w przyjaciołach i jego rodzinie. Wszyscy są wstrząśnięci. Nikt nie wie co sie z nim stało. To zupełnie nie w jego stylu. Jakby cos go opętało. Wpadł w jakiś amok.
Oznajmił mi spokojnie ze wciaz mnie kocha i zawsze bedzie kochał, ze bedzie mnie wspierał zawsze i opiekował sie dziecmi. Po czym pojechał do niej na noc.
Nie wiem jakiej rady potrzebuje, ponieważ teoretycznie wiem co powinnam zrobic. Ale to takie trudne. Tak strasznie boli. Tak strasznie sie boję.
Potem dokończę pisanie...