Witajcie...
Proszę Was o radę, bo chyba się pogubiłam.
Chodzi o faceta. Chodzi o to, że niby teoretycznie jest AŻ ZA NAD. Jakby jakaś kobieta stanęła z boku to by zazdrościła, bo on się obnosi ze swoim uczuciem. Nie wiem, czy to normalne, ale mnie to zawstydza. Nie jestem nauczona i nigdy nie byłam publicznie, jaskrawo, głośno okazywać tego co czuje. Czy chodzi o smutek, czy radość.
Gdy mówię o tym, że ja tak nie chce- oburza się i wścieka. Wtedy jest złość, pretensje, CIĄGŁE PRETENSJE i wątpliwości.
Moje jasne i kategoryczne NIE jest traktowane jako TAK. Kiedy zwyczajnie nie mam na coś ochoty ( wyjść, zjeść coś, założyć itp) ma pretensje i próbuje NA SIŁĘ mnie "przekonać". Nie rozumie tego, że mogę zwyczajnie nie chcieć.
Przykładowo nie chce gdzieś wyjść, bo źle się czuje lub nie mam nastroju- kiedy powiem NIE najpierw sypie się lawina pytać DLACZEGO, nawet jak moja odpowiedź jest krótka, następnie dorabianie teorii- bo się wstydzę z nim pokazywać, bo mam kogoś na boku, bo przecież musi być jakieś DRUGIE DNO, nie może być prosto.
Zacięta płyta pytań i oskarżeń. Jest nachalny i czuje terror. Nie cały czas, ale przez większą połowę czasu, który z nim spędzę.
Na chwilę obecną nie mogłabym z nim przebywać non stop, bo się męczę. Męczą mnie wieczne tłumaczenia jak małemu dziecku, męczą mnie wymuszania na mnie określonych zachowań, męczy mnie stres, bo doszło do tego, że boję się odezwać tak, czy inaczej, bo będzie złość i pretensje.
Koleżanki, sąsiadki wszystkie zachwycone, bo mnie facet "nosi na rękach" POKAZUJE, OKAZUJE, WIELKIE SŁOWA, zazdroszczą.
BO MU ZALEŻY. Owszem, nie twierdze, że nie, ale boje się, że to jest jakaś dziwna obsesja, natarczywość, zaborczość? I że to się nie zmieni, nawet gdybym powiedziała sakramentalne tak.
W jego głowie mam być TAKA i robić TO. Czy to ze mną jest coś nie tak? Czy to nienormalne, że po całym dniu spędzonym z nim muszę SAMA, samotnie od tego odpocząć ? Czy jestem jakaś dziwna, że wolę ciszę, prywatność i nie cierpię przekrzykiwania oraz publicznego latania pod niebo? Poradźcie, bo się pogubiłam...
Wszystko to co robisz jak w zupełności normalne i nie masz czym się martwić. To ten chłopak ma taki charakter, że musi być po jego myśli. Nie przyjmuje sprzeciwu. Niestety z tego co piszesz nie wróżę wam szczęśliwego związku, bo jeśli on jest teraz taki to będzie taki już zawsze, albo jeszcze gorszy. Masz prawo do swojego zdania i on powinien to uszanować. Męczą Cię z nim spotkania, bo nie jesteś szczęśliwa będąc z nim. Gdyby było pięknie chciałabyś z nim spędzać jak najwięcej czasu. A widać, że bardziej próbujesz go unikać niż z nim być. Musisz zastanowić się czy chcesz, żeby było tak dalej, ciągle się tłumaczyć mu i kłócić o wszystko. Czy jednak bardziej cenisz sobie wolność w swoich wyborach.
To co Twój chłopak robi jest nienormalne moim zdaniem. Nie szanuje Twoich decyzji tylko za wszelką cenę chce coś osiągnąć.
Mam nadzieję, że pomogłam. Pozdrawiam ![]()
Tak, potrzebuje rad kogoś z boku. Bo ja się chyba tak ukisiłam w tym wszystkim, że już nie wiem co jest normalne a co nie...
To właśnie spróbowałam Ci pokazać co jest normalne a co nie. Mam nadzieję, że teraz jaśniej na to patrzysz
Autorko, masz wybór, albo jesteś dorosła i decydujesz się na życie po swojemu, nie zwracając na opinię innych uwagi, a co za tym idzie, dziękujesz swojemu chłopakowi za związek i się rozstajesz, bo to, co on robi jest mega męczące i chore. Albo jesteś dzieckiem i potrzebujesz rodzica, który ciągle Ci mówi, co założyć, co powiedzieć, jak się czujesz, co masz robić i co masz myśleć.
Wybór należy do Ciebie.
Twoje przekonania i reakcje są jak najbardziej normalne. Jeśli nie masz na coś ochoty to tego nie robisz, a to, że on nie rozumie i dorabia teorie to jego problem.
Poza tym już sama wiesz, że nie możesz z nim przebywać non stop, czyli wspólne mieszkanie i przyszłość w ogóle nie wchodzą w gre, więc po cóż Ci taki chłopak?
Ano to jest tak jak się człowiek łudzi, że coś może się zmienić. Że przecież nie można się tak zachowywać, bo to nawet nielogiczne. Tak to tak, nie to nie. Nie za bardzo do mnie dociera nawet, że można czegoś nie słyszeć/ nie przyjmować do wiadomości. To absurdalne, że ktoś traktuje SIEBIE jak pępek świata, próbuje NARZUCIĆ i zdominować...Przykro stanąć twarzą w twarz z faktem, że taki ktoś będzie deptał moje potrzeby i mnie jako osobę, by poczuć się jak PAN I WŁADCA.
Tak, jestem dorosła, cały czas ponoszę konsekwencje swoich wyborów i nawet chwilowych słabości.
Ludzie gadają " bo faceci myślą zupełnie inaczej", " bo to facet, mój ma tak samo", "chce dobrze, żaden problem".
Ja rozumiem, że myślą inaczej itd. ale są pewne granice. Czasem zaczynam po prostu wątpić, czy na tym łez padole są jeszcze wartościowi faceci, przy których można po prostu czuć się dobrze.
Ano to jest tak jak się człowiek łudzi, że coś może się zmienić. Że przecież nie można się tak zachowywać, bo to nawet nielogiczne. Tak to tak, nie to nie. Nie za bardzo do mnie dociera nawet, że można czegoś nie słyszeć/ nie przyjmować do wiadomości. To absurdalne, że ktoś traktuje SIEBIE jak pępek świata, próbuje NARZUCIĆ i zdominować...Przykro stanąć twarzą w twarz z faktem, że taki ktoś będzie deptał moje potrzeby i mnie jako osobę, by poczuć się jak PAN I WŁADCA.
Tak, jestem dorosła, cały czas ponoszę konsekwencje swoich wyborów i nawet chwilowych słabości.
Ludzie gadają " bo faceci myślą zupełnie inaczej", " bo to facet, mój ma tak samo", "chce dobrze, żaden problem".
Ja rozumiem, że myślą inaczej itd. ale są pewne granice. Czasem zaczynam po prostu wątpić, czy na tym łez padole są jeszcze wartościowi faceci, przy których można po prostu czuć się dobrze.
Zapewniam Cię, że są, ale nie znajdziesz ich tracąc czas i nerwy na kogoś takiego.