Moje drogie Babska,
znalazłam się tu zupełnie przez przypadek.Przez bezsenność trochę, bo jest ktoś, kto spędza mi sen z powiek. A dziś naprawdę chłopak zaszalał.
Znamy się od miesiąca około. Poznaliśmy się na imprezie. Na takiej imprezie, na której oboje byliśmy raczej przypadkiem, bo nie nasze klimaty. Potem jakaś kawa, spacer, noc gapienia się w gwiazdy w oczekiwaniu na tę, która zechce spaść. Bardzo szybko ogarnęła nas namiętność - poprostu ogień! I jest nam fajnie (tak to odczuwam ze swojej strony). Spotykamy się raz, dwa razy w tygodniu, co mi bardzo odpowiada, bo nie muszę rezygnować z moich dotychczasowych zajęć, ani ich przekladać i organizować wszystko na nowo. Wszystko idzie tak jak lubię, czyli bez przedwczesnych poświęceń i zbędnego na tym etapie znajomości, zaangażowania emocjonalnego. Choć muszę się przyznać ( w głębokiej tajemnicy), że ten chłopak wywołuje uśmiech na mojej twarzy...Muszę przyznać, również w głębokiej tajemnicy, że jest to ktoś, w kim mogłabym się zauroczyć, i poczuć się jak małolata, w swej szczęsliwości.
Tak było jeszcze trzy godziny temu. Przed esemeskiem: "Już chcę znów być z Tobą. Zamieszkaj ze mną!!!:*" Koniec cytatu. Tak nie pisze ktoś, kto spędza z tobą kilka godzin w tygodniu. I w wyniku tej wiadomości, spać dziś nie mogę. Już od tygodnia podejrzewałam, że chybajestem trochę na przyczepkę i zaczęłam skladać sobie fakty do kupy. A oto i one:
Pierwsze primo: zawsze spotykamy się w ten sam dzień tygodnia, jakim jest wtorek (a potem Sroda lub czwartek, ale wtorek i sroda przważają)
Drugie primo: nie wychodzimy w weekendy na imprezy, pomimo podobnych gustów muzycznych. Pomijam, że wolę się bawić bez swojego randkowego, w towarzystwie moich dziewczyn; ale S. nigdy nie wyszedł z propozycją wspólnej imprezy, a gdy ja to zrobiłam, to był strasznie chory
Trzecie primo: unika sytuacji, w których mogłabym poznać jego znajomych, czy brata, z którym mieszka
Czwarte primo: i piąte i szóste....i jeszcze kilka takich fakcików znaleźć bym mogła, mimo krótkiego stazu naszej znajomości, a do tego dochodzi opisany wyżej smsik.
Teraz już wiem, że na przyczepkę to byłam tylko częściowo, a częściowo byłam taką "łatką na kryzysową sytuację". Moje zauroczenie juz na pewno się nie przekształci w zakochanie. Pospotykam się z nim jeszcze trochę, aby w odpowiednio pięknym momencie, wypomnieć mu nocne pisanie, być może "pod wpływem"... chyba, że TamtaOna wróci, i nie zdąże...ech.