Witam serdecznie. Szczerze mówiąc sam nie wiem co tutaj robię. Chociaż może inaczej ? wiem dlaczego wszedłem na to forum, ale nie mam pojęcia czy opisanie swojej historii może mi jakoś pomóc. Czuję jednak, że nie dam rady trzymać w sobie pewnych rzeczy dłużej, a anonimowo na forum wyrzucenie z siebie tego wszystkiego jest łatwiejsze. Może znajdzie się ktoś kto będzie mógł spojrzeć na całą tę sytuację z innej perspektywy, poradzić mi coś, albo opieprzyć. Zwracam się z tym do Was, Drogie Panie, ponieważ męski punkt widzenia jest mi już dobrze znany, dlatego chciałbym poznać opinię przedstawicielek płci przeciwnej. Na początek może napiszę, że jestem dwudziestopięcioletnim studentem. Jak się nietrudno domyślić ? bezsensownie zakochanym.
Historia jednocześnie prosta, a zarazem zaplątana jak słuchawki schowane w kieszeni. Przez ponad 20lat żyłem sam, samotnie, w samotności. Nie znaczy to jednak, że byłem gołym głazem na bezludnej planecie. Dookoła rodzina, znajomi, nawet przyjaciele. Zawsze było z kimś pogadać, pójść na piwo czy pośmiać się. Byłem jednak jak puzzel, który przypadkiem trafił do pudełka z gotową układanką. I dowiedziałem się o tym dopiero wtedy gdy poznałem ją. Nigdy czegoś takiego nie poczułem. Nigdy też nie sądziłem, że jestem w stanie wykrzesać z siebie aż tyle, że mogę wyjść aż tak bardzo poza ?mędrca szkiełko i oko?. Ciągle słyszałem od innych, że jestem jak z marmuru. I w zasadzie mieli racje. Mało na tym świecie jest rzeczy, które mnie kiedykolwiek ruszyły. Trzeba naprawdę ostrego ostrza, żeby wbić je we mnie. Ale jak pokazują to ostatnie miesiące mojego życia, wcale to ostrze nie musi być aż tak bardzo ostre, a nawet nie musi być ostrzem?
Gdy ją poznałem to w pierwszej chwili od razu zwróciła moją uwagę. Co tak naprawdę jest dziwne, bo nie ma nic wspólnego z ?moim typem?. Jeszcze wtedy była ze swoim byłym chłopakiem, dlatego sprawa była dla mnie prosta ? ?nie tykaj tego co nie twoje?. Trzymanie się tego wcale nie było trudne. Od momentu naszego poznania do kolejnego spotkania się, upłynęło sporo czasu. A gdy ono już nadeszło była po rozstaniu ze wspomnianym wcześniej chłopakiem. Nie znam dokładnych okoliczności ich zerwania, ale wiem że nie obszedł się z nią najłagodniej. Mocno to przeżyła, przez kilka miesięcy otrząsając się z tego. Choć tak naprawdę, nigdy do końca się po tym nie pozbierała.
W zasadzie od naszego ponownego zobaczenia się dosyć szybko zaczęliśmy się umawiać. Na początku ? co tu ukrywać ? wyglądało to wszystko słabo. Oboje do końca nie wiedzieliśmy czego chcemy, i jak bardzo chcemy posunąć to do przodu. Jednak wraz z upływem czasu, gdy poznawaliśmy się lepiej, zaczynało być po prostu dobrze. Wiedziałem, że ona nie może zapomnieć o swoim byłym chłopaku, że za żadne skarby świata nie mogę sobie pozwolić na zakochanie się w niej bo stoję na zbyt niepewnym gruncie. No ale stało się ? cel namierzony, strzała wystrzelona, ofiara upolowana. Nie zamierzałem jej mówić o swoich uczuciach. Chciałem dać jej czas na uporządkowanie swoich wszystkich spraw, w żaden sposób nie naciskać na nią. Ale okazji tak naprawdę do tego nie było. W jej życiu pojawił się znowu on. I mimo że do siebie nie wrócili to ja zostałem dla niej tylko przyjacielem. I to chyba całkiem dobrym, bo rozmawialiśmy (rozmawiamy) prawie codziennie, a widujemy się niewiele rzadziej.
Pewnego razu zdecydowałem się powiedzieć jej o moich uczuciach. Moment może nie był najlepszy ale już nie mogłem w sobie tego więcej tłumić. Wyrzuciłem z siebie to jedno z najkrótszych zdań świata, którego siła nie jest wcale słabsza od bomby atomowej. 9 liter przedzielonych odstępem, ułamek sekundy i już po wszystkim. Jej reakcja? ?-Nie możesz tak mówić?. Później jeszcze przez kilka godzin echo tych słów odbijało się w mojej głowie. I bolą one do dziś. Po tym wszystkim pogubiłem się kompletnie. Chciałem zostawić ją za sobą i żyć dalej. Nie dało się. Bywały dnie gdy torpedowałem ją wiadomościami od siebie. Efekty tego tez były żadne. Kontaktu nie zerwałem z nią nigdy ? paradoksalnie nasza przyjaźń nawet się rozwinęła.
Ale mnie cały czas jej mało. Mógłbym wymieniać godzinami rzeczy z nią związanych, których mi brakuje. Nie ma godziny żebym o niej nie pomyślał. Pierwsza rzecz, którą robię po przebudzeniu i ostatnia przed zaśnięciem, to sprawdzenie czy nie mam wiadomości od niej. I tak już od roku. Czasem mam wrażenie, że naprawdę może coś do mnie czuć. Kilkakrotnie już mówiła mi - ?jesteś dla mnie ważny?, ?często myślę o tobie?, ?gdyby nie on to bylibyśmy razem?. Ale gdy zestawi się to z ?on jest dla mnie najważniejszy?, ?nie będziemy nigdy razem?, ?kocham go?, to trudno uwierzyć w to, że mogłaby darzyć mnie jakimś większym uczuciem. I jeszcze to ?zasługujesz na kogoś lepszego?. Ale ja nie chcę kogoś ani o ciut lepszego, ani nawet ideału! Wystarczysz mi Ty?
W dodatku teraz jeszcze wyjeżdża. Z nim. Zapewne każdy powie ? tak będzie dla ciebie najlepiej, łatwiej zapomnisz. Problem w tym, że ja nie chcę zapomnieć. Pierwszy raz w życiu wiem czego chcę, ale żadną siłą nie mogę tego osiągnąć. Będąc z nią zacząłem patrzeć całkowicie inaczej na świat. Zmieniłem w sobie wiele rzeczy, znacznie różnię się od siebie samego sprzed roku. I z całą pewnością przy niej doznałem szczęścia. Choć bardzo ulotnego.
2 2014-06-11 20:05:19 Ostatnio edytowany przez szarykotek (2014-06-11 20:09:12)
Strasznie przykro mi to mówić, ale widać tutaj typowy przykład tak zwanego "friendzone". Ona może z Tobą o wszystkim pogadać, jesteś cudowny, gdyby nie TAMTEN to bylibyście razem...A Ty karmisz się tymi słowami w nadziei, że kiedyś stworzysz z nią wymarzony związek. Tymczasem kobieta jeśli kogoś wsadzi w ramę przyjaciela, to bardzo rzadko w ogóle bierze go pod uwagę jako mężczyznę do związku. I mówię to jako przedstawicielka tej płci.
Dlaczego jest mi przykro? Ano bo wyglądasz na mądrego, zdecydowanego i ogarniętego chłopaka. Z tej racji chyba najwyższa pora zacząć myśleć rozsądnie i nie brnąć w to dalej - marnujesz bowiem być może najpiękniejsze lata swojego życia. Ona woli tamtego, nawet jeśli jest najgorszym sk...elem.
3 2014-06-11 20:22:02 Ostatnio edytowany przez Kubasiewicz (2014-06-11 20:23:41)
To może zawalcz o nią? Powinieneś moim zdaniem poruszyć ten temat z nią już nie raz, czemu itd. Mówisz że z nim wyjeżdża, teraz może już być za późno na cokolwiek ale próbuj. I nie powiem że wyjedzie i będzie Ci lepiej bo będzie Ci gorzej i Twoje życie wróci do poprzedniego stanu tylko że tym razem będzie w nim jakaś pustka która będzie Cie męczyła i nie będziesz potrafił tego rozwiązać. Jak dla mnie? Walcz, bo masz jeszcze o co
Poza tym napisałeś że do końca się nie wyleczyła z niego, i tu może być "pies pogrzebany". I tak jak nasza Kotka napisała wygląda to bardzo na FZ.
Witam serdecznie. Szczerze mówiąc sam nie wiem co tutaj robię. Chociaż może inaczej ? wiem dlaczego wszedłem na to forum, ale nie mam pojęcia czy opisanie swojej historii może mi jakoś pomóc. Czuję jednak, że nie dam rady trzymać w sobie pewnych rzeczy dłużej, a anonimowo na forum wyrzucenie z siebie tego wszystkiego jest łatwiejsze. Może znajdzie się ktoś kto będzie mógł spojrzeć na całą tę sytuację z innej perspektywy, poradzić mi coś, albo opieprzyć. Zwracam się z tym do Was, Drogie Panie, ponieważ męski punkt widzenia jest mi już dobrze znany, dlatego chciałbym poznać opinię przedstawicielek płci przeciwnej. Na początek może napiszę, że jestem dwudziestopięcioletnim studentem. Jak się nietrudno domyślić ? bezsensownie zakochanym.
Historia jednocześnie prosta, a zarazem zaplątana jak słuchawki schowane w kieszeni. Przez ponad 20lat żyłem sam, samotnie, w samotności. Nie znaczy to jednak, że byłem gołym głazem na bezludnej planecie. Dookoła rodzina, znajomi, nawet przyjaciele. Zawsze było z kimś pogadać, pójść na piwo czy pośmiać się. Byłem jednak jak puzzel, który przypadkiem trafił do pudełka z gotową układanką. I dowiedziałem się o tym dopiero wtedy gdy poznałem ją. Nigdy czegoś takiego nie poczułem. Nigdy też nie sądziłem, że jestem w stanie wykrzesać z siebie aż tyle, że mogę wyjść aż tak bardzo poza ?mędrca szkiełko i oko?. Ciągle słyszałem od innych, że jestem jak z marmuru. I w zasadzie mieli racje. Mało na tym świecie jest rzeczy, które mnie kiedykolwiek ruszyły. Trzeba naprawdę ostrego ostrza, żeby wbić je we mnie. Ale jak pokazują to ostatnie miesiące mojego życia, wcale to ostrze nie musi być aż tak bardzo ostre, a nawet nie musi być ostrzem?
Gdy ją poznałem to w pierwszej chwili od razu zwróciła moją uwagę. Co tak naprawdę jest dziwne, bo nie ma nic wspólnego z ?moim typem?. Jeszcze wtedy była ze swoim byłym chłopakiem, dlatego sprawa była dla mnie prosta ? ?nie tykaj tego co nie twoje?. Trzymanie się tego wcale nie było trudne. Od momentu naszego poznania do kolejnego spotkania się, upłynęło sporo czasu. A gdy ono już nadeszło była po rozstaniu ze wspomnianym wcześniej chłopakiem. Nie znam dokładnych okoliczności ich zerwania, ale wiem że nie obszedł się z nią najłagodniej. Mocno to przeżyła, przez kilka miesięcy otrząsając się z tego. Choć tak naprawdę, nigdy do końca się po tym nie pozbierała.
W zasadzie od naszego ponownego zobaczenia się dosyć szybko zaczęliśmy się umawiać. Na początku ? co tu ukrywać ? wyglądało to wszystko słabo. Oboje do końca nie wiedzieliśmy czego chcemy, i jak bardzo chcemy posunąć to do przodu. Jednak wraz z upływem czasu, gdy poznawaliśmy się lepiej, zaczynało być po prostu dobrze. Wiedziałem, że ona nie może zapomnieć o swoim byłym chłopaku, że za żadne skarby świata nie mogę sobie pozwolić na zakochanie się w niej bo stoję na zbyt niepewnym gruncie. No ale stało się ? cel namierzony, strzała wystrzelona, ofiara upolowana. Nie zamierzałem jej mówić o swoich uczuciach. Chciałem dać jej czas na uporządkowanie swoich wszystkich spraw, w żaden sposób nie naciskać na nią. Ale okazji tak naprawdę do tego nie było. W jej życiu pojawił się znowu on. I mimo że do siebie nie wrócili to ja zostałem dla niej tylko przyjacielem. I to chyba całkiem dobrym, bo rozmawialiśmy (rozmawiamy) prawie codziennie, a widujemy się niewiele rzadziej.
Pewnego razu zdecydowałem się powiedzieć jej o moich uczuciach. Moment może nie był najlepszy ale już nie mogłem w sobie tego więcej tłumić. Wyrzuciłem z siebie to jedno z najkrótszych zdań świata, którego siła nie jest wcale słabsza od bomby atomowej. 9 liter przedzielonych odstępem, ułamek sekundy i już po wszystkim. Jej reakcja? ?-Nie możesz tak mówić?. Później jeszcze przez kilka godzin echo tych słów odbijało się w mojej głowie. I bolą one do dziś. Po tym wszystkim pogubiłem się kompletnie. Chciałem zostawić ją za sobą i żyć dalej. Nie dało się. Bywały dnie gdy torpedowałem ją wiadomościami od siebie. Efekty tego tez były żadne. Kontaktu nie zerwałem z nią nigdy ? paradoksalnie nasza przyjaźń nawet się rozwinęła.
Ale mnie cały czas jej mało. Mógłbym wymieniać godzinami rzeczy z nią związanych, których mi brakuje. Nie ma godziny żebym o niej nie pomyślał. Pierwsza rzecz, którą robię po przebudzeniu i ostatnia przed zaśnięciem, to sprawdzenie czy nie mam wiadomości od niej. I tak już od roku. Czasem mam wrażenie, że naprawdę może coś do mnie czuć. Kilkakrotnie już mówiła mi - ?jesteś dla mnie ważny?, ?często myślę o tobie?, ?gdyby nie on to bylibyśmy razem?. Ale gdy zestawi się to z ?on jest dla mnie najważniejszy?, ?nie będziemy nigdy razem?, ?kocham go?, to trudno uwierzyć w to, że mogłaby darzyć mnie jakimś większym uczuciem. I jeszcze to ?zasługujesz na kogoś lepszego?. Ale ja nie chcę kogoś ani o ciut lepszego, ani nawet ideału! Wystarczysz mi Ty?
W dodatku teraz jeszcze wyjeżdża. Z nim. Zapewne każdy powie ? tak będzie dla ciebie najlepiej, łatwiej zapomnisz. Problem w tym, że ja nie chcę zapomnieć. Pierwszy raz w życiu wiem czego chcę, ale żadną siłą nie mogę tego osiągnąć. Będąc z nią zacząłem patrzeć całkowicie inaczej na świat. Zmieniłem w sobie wiele rzeczy, znacznie różnię się od siebie samego sprzed roku. I z całą pewnością przy niej doznałem szczęścia. Choć bardzo ulotnego.
Pięknie piszesz. Mam to samo. Ale ja jestem kobietą.
5 2014-06-11 20:56:54 Ostatnio edytowany przez Byla_Narzeczona (2014-06-11 21:26:09)
To może zawalcz o nią? Powinieneś moim zdaniem poruszyć ten temat z nią już nie raz, czemu itd. Mówisz że z nim wyjeżdża, teraz może już być za późno na cokolwiek ale próbuj. I nie powiem że wyjedzie i będzie Ci lepiej bo będzie Ci gorzej i Twoje życie wróci do poprzedniego stanu tylko że tym razem będzie w nim jakaś pustka która będzie Cie męczyła i nie będziesz potrafił tego rozwiązać. Jak dla mnie? Walcz, bo masz jeszcze o co
Poza tym napisałeś że do końca się nie wyleczyła z niego, i tu może być "pies pogrzebany". I tak jak nasza Kotka napisała wygląda to bardzo na FZ.
Kuba niestety osobiście uważam, że nie ma o co walczyć
Jestem w podobnej sytuacji do tej dziewczyny. Autor - tak jak napisała Kotka - trafił do friendzone'u. I z doświadczenia wiem, że dopóki ona się z niego nie wyleczy, to nie ma w ogóle o czym rozmawiać. Nagła walka z Jego strony może wręcz ochłodzić ich relacje (co wyszłoby raczej na dobre w tej sytuacji tak swoją drogą). Ona wie, że zawsze może do niego napisać, wyżalić się czy pośmiać i zapewne tylko tego od niego oczekuje - obecności i gotowości do pomocy.
Nie wiem, czy jej chłopak to toksyk, czy się swojego czasu zwyczajnie ostro pokłócili, ale w momencie, gdy ona go kocha (sk...na, czy nie), wszelkie starania pójdą na marne.
Autorze - życzę Ci jednak, by jej wyjazd (co prawda nie wiem, jak długi) zdystansował Cię do tej sytuacji. Przykro mi, bo wnioskując z tego co i jak piszesz, fajny chłopak z Ciebie. A że jestem bardzo emocjonalną bestią po przejściach, to na słowa "Ale ja nie chcę kogoś ani o ciut lepszego, ani nawet ideału! Wystarczysz mi Ty?" stanęły mi łzy w oczach ![]()
Byla_Narzeczona może masz racje że nie ma o co walczyć ale przecież zawsze warto spróbować niż potem żałować i rozmyślać co by to było
A może jednak mu się akurat uda? W sumie nikt tego nie wie
Ale życzę mu jak najlepiej.
Niby też racja
Ale to niech już Autor oceni, czy zniósłby ewentualne odrzucenie, czy woli jednak czekać "in the shadows for his time" (tak mi się skojarzyło z pewną piosenką
)
Jestem w szoku ...
W swoim poście użyłeś chyba z kilkunastu zwrotów, których użył wiele lat temu nieszczęśliwie zakochany we mnie kolega pisząc mi romantyczne maile.
Chyba jesteś jego emocjonalnym bratem bliźniakiem. Jeśli twój ociec również nadużywał alkoholu to ja bym ci radziła wybrać się na terapię, inaczej skłonność do zatracania się w fantazjach i mieszania jej z rzeczywistością ci nie minie i wiecznie będziesz oscylował między nadmiernym dystansem, a totalnym emocjonalnym zatraceniem.
Dziewczynę sobie odpuść. Miłość nie polega na żebraniu o cudze zainteresowanie i emocje. Jeśli to jednostronne uczucie to znaczy, że to twoja fantazja, marzenie na temat bycia blisko z kimś, ale na czymś takim nie zbuduje się zdrowej, prawdziwej relacji.
Pogódź się z sytuacją i skup na własnym życiu i na pracy nad własnym poczuciem wartości, aż w końcu zaczną cię interesować emocjonalnie dostępne dziewczyny.
Dziękuję bardzo za wszystkie odpowiedzi. Przeczytałem każdego posta i chciałbym się odnieść do tych fragmentów, które wydały mi się najważniejsze.
Strasznie przykro mi to mówić, ale widać tutaj typowy przykład tak zwanego "friendzone". Ona może z Tobą o wszystkim pogadać, jesteś cudowny, gdyby nie TAMTEN to bylibyście razem...A Ty karmisz się tymi słowami w nadziei, że kiedyś stworzysz z nią wymarzony związek. Tymczasem kobieta jeśli kogoś wsadzi w ramę przyjaciela, to bardzo rzadko w ogóle bierze go pod uwagę jako mężczyznę do związku. I mówię to jako przedstawicielka tej płci.
O "friendzone" chciałem napisać już wcześniej ale przez pośpiech i ogólne zdezorientowanie po prostu zapomniałem. I chyba w dużej mierze mógłbym się zgodzić z Twoją wypowiedzią. Ona doskonale wie, że jestem dla niej dostępny 24/7. Zawsze gdy mnie potrzebuje to jestem, nigdy się nie odwróciłem od niej. Chociaż nasze relacje to istna sinusoida. Ledwo się poznaliśmy to zaczęliśmy się spotykać. Później oddaliliśmy się od siebie na chwilę, by wprowadzić nasze relacje na grunt przyjacielski i żeby znowu zacząć się spotykać. Najbardziej mi żal tego ostatniego etapu, kiedy w moim odczuciu było naprawdę dobrze. Zdawało mi się, że otrzymałem od niej szansę i teraz muszę ją tylko wykorzystać. W żaden sposób nie musiałem zabiegać o jej uwagę, ona sama proponowała następne spotkania. Myślę, że nie skłamałbym pisząc, że wtedy dziennie wymienialiśmy między sobą kilkaset smsów. A dlaczego mi żal? Bo mocno przyczyniłem się do rozwalenia tego. Oboje lubimy postawić na swoim i choć praktycznie zawsze jej ustępuję to tym razem chciałem obstać przy swoim. Co najśmieszniejsze była to totalna błahostka nieróżniąca się za bardzo od kłótni o to kto ma nieść torbę z zakupami. No i lawina poszła... palnąłem jakąś totalną głupotę. Ona stwierdziła, że nie mam do niej zaufania. Była to naprawdę drobna rzecz, ale nie dziwię się jej reakcji. W końcu nikt nie lubi gdy mu się coś bezpodstawnie zarzuca. No ale biorę za to pełną odpowiedzialność.
To może zawalcz o nią? Powinieneś moim zdaniem poruszyć ten temat z nią już nie raz, czemu itd. Mówisz że z nim wyjeżdża, teraz może już być za późno na cokolwiek ale próbuj. I nie powiem że wyjedzie i będzie Ci lepiej bo będzie Ci gorzej i Twoje życie wróci do poprzedniego stanu tylko że tym razem będzie w nim jakaś pustka która będzie Cie męczyła i nie będziesz potrafił tego rozwiązać. Jak dla mnie? Walcz, bo masz jeszcze o co wink Poza tym napisałeś że do końca się nie wyleczyła z niego, i tu może być "pies pogrzebany". I tak jak nasza Kotka napisała wygląda to bardzo na FZ.
Jakiś czas przed tym gdy zaczęliśmy się znowu spotykać postanowiłem zacisnąć zęby i spróbować walczyć o nią. Nie wiem czy mi to w jakiś sposób pomogło ale faktem jest, że po jakimś czasie zadzwoniła do mnie żeby się umówić. A rozmów o tym przeprowadziłem z nią kilka. Efekt zawsze ten sam - nasza przyjaźń się tylko umacniała.
Pięknie piszesz. Mam to samo. Ale ja jestem kobietą.
W takim razie życzę szczęścia :)
Kuba niestety osobiście uważam, że nie ma o co walczyć sad Jestem w podobnej sytuacji do tej dziewczyny. Autor - tak jak napisała Kotka - trafił do friendzone'u. I z doświadczenia wiem, że dopóki ona się z niego nie wyleczy, to nie ma w ogóle o czym rozmawiać. Nagła walka z Jego strony może wręcz ochłodzić ich relacje (co wyszłoby raczej na dobre w tej sytuacji tak swoją drogą). Ona wie, że zawsze może do niego napisać, wyżalić się czy pośmiać i zapewne tylko tego od niego oczekuje - obecności i gotowości do pomocy.
Nie wiem, czy jej chłopak to toksyk, czy się swojego czasu zwyczajnie ostro pokłócili, ale w momencie, gdy ona go kocha (sk...na, czy nie), wszelkie starania pójdą na marne.
Ale pytanie czy ona może się z niego wyleczyć? Na początku gdy się pojawił nie powstrzymywałem się przed wygłaszaniem swojej opinii na jego temat. No i to był błąd. Ona ciągle go broniła nawet jeśli zrobił jakieś świństwo. Teraz już wiem, że atakując go tak naprawdę atakowałem samego siebie. W takich sytuacjach najlepiej jest się po prostu skupić na samym sobie i na tym co można zrobić. A czy on jest toksyczny? Nie wiem dokładnie co to oznacza, ale... kiedyś byłem świadkiem pewnej sytuacji gdy on przy wszystkich jej znajomych najzwyczajniej w świecie wydarł się na nią, że źle się ubrała (dodam, że w moim odczuciu była ubrana zwyczajnie jak na grilla u znajomych - no chyba że najnowsze trendy zakazują ubierania przez kobiety jeansów i bluzek z którym rękawem), po czym mając gdzieś to, że płacze wyszedł jakby nic się nie stało. Ona wybiegła za nim, przewracając się na kostce i rozcinając oba kolana. Reakcji z jego strony brak. A sytuacji podobnych do tej (a nawet gorszych) było wiele więcej.
W swoim poście użyłeś chyba z kilkunastu zwrotów, których użył wiele lat temu nieszczęśliwie zakochany we mnie kolega pisząc mi romantyczne maile.
Chyba jesteś jego emocjonalnym bratem bliźniakiem. Jeśli twój ociec również nadużywał alkoholu to ja bym ci radziła wybrać się na terapię, inaczej skłonność do zatracania się w fantazjach i mieszania jej z rzeczywistością ci nie minie i wiecznie będziesz oscylował między nadmiernym dystansem, a totalnym emocjonalnym zatraceniem.
Chyba do tego fragmentu najtrudniej jest mi się odnieść. Mogę jedynie napisać, że rzeczywiście mam w sobie coś z marzyciela ale zdaje mi się przy tym, że w swoim życiu zazwyczaj wybieram jak najbardziej zdroworozsądkowe rozwiązania. Nawet na początku w jej wypadku było podobnie. Wszystko zmieniło się gdy zacząłem czuć coś więcej. Może to właśnie kwestia tego? Że nigdy wcześniej do nikogo czegoś takiego nie poczułem? Bo to nie jest tak, że wykazuję dystans względem innych kobiet. W mojej przeszłości zdarzyło mi się wejść z relacje z innymi dziewczynami. Bywały i krótsze, i dłuższe. Wszystkie się kończyły - czasem z mojej inicjatywy, czasem robiła to druga strona. Nawet jeśli to bolało to umiałem wziąć się w garść i dosyć szybko stanąć na nogi. Tutaj jest inaczej. Przy żadnej nie czułem się tak dobrze. Na nikim wcześniej mi tak nie zależało.
Dziewczynę sobie odpuść. Miłość nie polega na żebraniu o cudze zainteresowanie i emocje. Jeśli to jednostronne uczucie to znaczy, że to twoja fantazja, marzenie na temat bycia blisko z kimś, ale na czymś takim nie zbuduje się zdrowej, prawdziwej relacji.
Pogódź się z sytuacją i skup na własnym życiu i na pracy nad własnym poczuciem wartości, aż w końcu zaczną cię interesować emocjonalnie dostępne dziewczyny.
Nigdy nie zależało mi na tym by jej uczucia do mnie przechodziły przez pryzmat litości. Wątpię żebym mógł z tego czerpać radość i satysfakcję. Najlepsze dla mnie momenty z naszej przeszłości to te, w których widziałem, że bycie ze mną sprawia jej radość. Że tego chce. Moje poczucie własnej wartości też stoi na całkiem niezłym poziomie. Wiem na ile mnie stać i co mogę zaoferować. Podobnie jest z zainteresowaniem płci przeciwnej - nieskromnie powiem, że nie narzekam. Co z tego jak zależy mi na konkretnej osobie?
Może jeszcze dodam jedną rzecz. Nie wiem czy ma to znaczenie, ale przed tym jak zaczęliśmy się na nowo spotykać, ona była niesłusznie o mnie zazdrosna. Nigdy się do tego nie przyznała ale z pewnego źródła wiem, że mam rację. I zastanawia mnie czy jej zachowanie mogło mieć coś wspólnego z żywieniem do mnie jakichś uczuć, czy może postąpiła jak przysłowiowy pies ogrodnika?
za wszystkie błędy językowe i gramatyczne z góry przepraszam. Ze względu na późną godzinę mogłem popełnić jakieś pomyłki.
10 2014-06-12 05:48:51 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-06-12 05:54:21)
Nie wiem czy coś wniosę konkretnego do tematu, bo nie jestem panią i prezentuje czesto inne spojrzenie na to wszystko co zwiazane z relacjami romantyczno-seksualnymi, ale moje przemyslenia sa takie:
Po pierwsze nie wiem o czym mowi Szarlotkanagorąco, bo nic mega romantycznego tu nie zauwazylem. Na pewno nie chłód, ale tez nie totalne zatracenie.
Jeśli chodzi o to, że ona zabiega o typa który się tak zle zachowuje to oznacza, że ma niskie poczucie własnej wartości, lub on jej tak obnizył, że nie potrafi z tego wyjsc bojąc sie relacji z Tobą (gdzieś jest opór, moze niepewnosc, moze poczucie winy). Jesli jest to tylko i wylacznie sprawka niskiego poczucia własnej wartości, to oznacza tez, że będzie latała za niedostępnymi chamami i im bardziej będzie ją taki zlewał, tym bardziej będzie ona o niego zabiegała. Czemu tak sie dzieje? Ano dlatego, że ona uważa, że jeśli ktoś kocha ją za nic to musi być szurnięty i takiego nie bedzie szanowała, nie bedzie jej imponowal. Dlatego, że ona sama siebie nie kocha i nie szanuje. Ba, nawet może sie nienawidzić (wtedy to dopiero to najgorszych toksyków/drani będzie ciągnąć). I dlatego jej schemat miłosny jest taki, ze chłopak powinien wymagac by:
- sie zmieniła (krzywdzisz, ale ona podswiadomie tego chce... nie ma co rozwijac tematu)
- ona sie starała Cie zdobyc (masz zalety, jestes atrakcyjny, ale jej tego nie dajesz i jesli cos dla Ciebie zrobi to łaskawie ją przygarniesz - czyli traktujesz ją jako kogos gorszego od siebie, a Ty jestes osławionym wyzwaniem).
Taka osobe nalezy wyslac na terapię, bo wydajesz sie ciekawym i dobrym człowiekiem, wiec raczej grać przy niej nie chcesz, a pomóc owszem.
Na pewno jest to szybka ocena i skrajna, ale nie zrobiłbym tego, gdybyś nie napisał o tym, że jej chłopak:
- nie potraktował jej dobrze przy rozstaniu (i to mało powiedziane)
- krytykował ją, jej wygląd, jej zachowanie
- miał gdzieś to, że sobie zrobiła krzywdę, płakała
- pewnie sporo rzeczy o ktorych nie napisałeś i nie powiedziała Ci nawet o nich
Czy zazdrosc to uczucia? Mysle, ze tak. Na tym tez mozna wtedy bazować, bo to znowu jej pokazuje niedostepnosc i atrakcyjnosc dla innych kobiet. Wtedy ona predzej przystosuje sie do opinii otoczenia.
Tamten gosc widocznie jest atrakcyjniejszy, wiecej wymaga i jest niedostępny (a emocjonalnie to juz szczegolnie, zero empatii dla niej).
I pytanie. Chcesz byc jak on? Chcesz grać? Chcesz krzywdzic? Jako przyjaciel mozesz jej pomoc.
Nie jest mozliwym, by osoba z niezaburzonym poczuciem własnej wartości była 'zakochana' w osobniku, który ją nie szanuje.
To jest podejscie psychologiczne.
A jesli chodzi o przyciaganie seksualne to juz osobny temat. Duzo zalezy czy od poczatku relacji macie jakis intymniejszy kontakt fizyczny. Jesli tak, to przynajmniej wiadomo, ze jej nie odpychasz i to jest nie taka zła baza. Reszta to ukazanie podswiadome lub nie cech męskich, gdzie zapewnia sie bezpieczenstwo (wg oczywiscie jej programu, ktory ma zakodowany przez rodziców, bo raczej nie jest jeszcze swiadoma co nią kieruje).
Miej na uwadze, że mogłem nie trafić, bo ludzi tych nie znam. Byc moze to ona dla niego była podła i dlatego juz z nią nie wytrzymywał. Byc moze był dla niej dobry, ale to ona teraz stara sie go przepraszac za głupie zagrywki, ale nie ma innego wyjscia niz grzeczne proszenie, a więc robi to 'dosadnie'.
A jesli chodzi o samego Ciebie to tak samo jak w kazdej przyjazni damsko-meskiej = brak seksualnosci i hormonow szczescia wynikających z połączenia ciał (a duszy to przy okazji rozumienia, nie nadskakiwania).
I jeszcze coś. Wyznawanie uczuć jest gwozdziem do trumny, kiedy nie widzimy ani troche zachowan, ktore pokazuja ze druga strona tez cos czuje lub może poczuć. Jesli ma spaczona swiadomosc o poczuciu bezpieczenstwa (unikanie bliskich relacji 'zobowiazujacych') to bedzie tylko czuła niepokoj, a to odpycha.
Sytuacja jest na prawdę ciężka. Twoja przyjaciółka, ukochana, nie wiem do końca jak ją nazwać
jest od niego bardzo uzależniona. Opisałeś tą sytuację na grillu, to przykre, ale jej może nawet brakować jego krytyki, jego poniżania. Ona jest pewnie bardzo skromną i mającą niską samoocenę dziewczyną. Ona go nadal kocha, bo trudności uwolnić od kogoś takiego. Kiedyś pewnie był inny, zmienił się, ona ma ciągle obraz jego przed laty, tęskni za tym jaki był, ma nadzieję że się zmieni, a wszystkie niepowodzenia bierze na siebie. Wiem coś o zadawaniu bólu innym i o tym jak inni mogą zadać ból. Ale to już za mną, mam nadzieję że już na prawdę.
Twój sposób mówienia o wszystkim, jest strasznie dojrzały, tylko obawiam się że ona daje pozory bardzo dojrzałej osoby, a tak na prawdę w środku jest bardzo pogubiona. Może on czasami daje jej bliskość lakiego potrzebuje, seks w takim przypadku, bardzo przywiązuje kobietę do takiego mężczyzny, upokarzając ją, a zaś później, dają sobie upojną noc wszystko jakoś odchodzi na boczny tor, złudzenia że będzie lepiej od teraz, jego obietnice, i to że podbudowuje jej kobiecość, chociaż za chwilę zdarza się toksyczna sytuacja, no ale to nic, przecież jest jeszcze miłość. Z miłości toksycznej gorzej jest się uwolnić, niż zakończyć normalny związek, który polega na prawdziwej miłości.
Ona wyjechała z nim, w jakim celu? Chcą wszystko odbudować, zbliżyć się?
To wszystko jest na prawdę ciężkie, ale jedyny sposób to odsunąć się, jeżeli zabranie jej Ciebie, i przejrzy na oczy, jeżeli uświadomi sobie że to co jest między wami może być zdrową relacją, odezwie się, jeśli nie zostanie z nim, uzależniona od niego. Odsuń się na jakiś czas, będziesz wtedy mógł zobaczyć jak wygląda znów życie bez niej, zacznij dostrzegać rzeczy i osoby do okoła, w końcu zapomnisz. A ona w końcu musi zrozumieć, że Cię rani, a po drugie, nie można mieć dwóch kochających mężczyzn, niech wybierze, i niech ten który jest wart miłości, nie cierpi, a ten cwaniak który jest wszystkiego pewien otworzy oczy. Życzę Ci dużo wytrwałości, w codziennym życiu, bo to teraz one będzie najtrudniejsze dopóki nie zapomnisz.
nie ma sensu walczyc, zabiegac skoro ona go kocha, tym bardziej za nim jest im ja on gorzej traktuje, odpycha, widać tak często jest ze im obiekt trudniejszy do zdobycia to bardziej zależy drugiej osobie,
chociaż ja jej nie rozumiem, bo moglaby mieć chłopaka który ja szanuje,
ale przyciąganie seksualne chemia jest miedzy nimi a z wami jak to jest? był choć pocałunek?
jeśli nie to nawet się nie łudź ze cos z tego będzie
najlepiej się odsuń od niej, jak tu ci radzono, pokaz ze nie jesteś na kazde zawolanie, może sama zacznie zabiegac o ciebie
zresztą czy ona jedyna na swiecie pytam teoretycznie bo cie rozumiem:)
Sytuacja jest na prawdę ciężka. Twoja przyjaciółka, ukochana, nie wiem do końca jak ją nazwać
jest od niego bardzo uzależniona. Opisałeś tą sytuację na grillu, to przykre, ale jej może nawet brakować jego krytyki, jego poniżania. Ona jest pewnie bardzo skromną i mającą niską samoocenę dziewczyną. Ona go nadal kocha, bo trudności uwolnić od kogoś takiego. Kiedyś pewnie był inny, zmienił się, ona ma ciągle obraz jego przed laty, tęskni za tym jaki był, ma nadzieję że się zmieni, a wszystkie niepowodzenia bierze na siebie. Wiem coś o zadawaniu bólu innym i o tym jak inni mogą zadać ból. Ale to już za mną, mam nadzieję że już na prawdę.
Twój sposób mówienia o wszystkim, jest strasznie dojrzały, tylko obawiam się że ona daje pozory bardzo dojrzałej osoby, a tak na prawdę w środku jest bardzo pogubiona. Może on czasami daje jej bliskość lakiego potrzebuje, seks w takim przypadku, bardzo przywiązuje kobietę do takiego mężczyzny, upokarzając ją, a zaś później, dają sobie upojną noc wszystko jakoś odchodzi na boczny tor, złudzenia że będzie lepiej od teraz, jego obietnice, i to że podbudowuje jej kobiecość, chociaż za chwilę zdarza się toksyczna sytuacja, no ale to nic, przecież jest jeszcze miłość. Z miłości toksycznej gorzej jest się uwolnić, niż zakończyć normalny związek, który polega na prawdziwej miłości.
Ona wyjechała z nim, w jakim celu? Chcą wszystko odbudować, zbliżyć się?
To wszystko jest na prawdę ciężkie, ale jedyny sposób to odsunąć się, jeżeli zabranie jej Ciebie, i przejrzy na oczy, jeżeli uświadomi sobie że to co jest między wami może być zdrową relacją, odezwie się, jeśli nie zostanie z nim, uzależniona od niego. Odsuń się na jakiś czas, będziesz wtedy mógł zobaczyć jak wygląda znów życie bez niej, zacznij dostrzegać rzeczy i osoby do okoła, w końcu zapomnisz. A ona w końcu musi zrozumieć, że Cię rani, a po drugie, nie można mieć dwóch kochających mężczyzn, niech wybierze, i niech ten który jest wart miłości, nie cierpi, a ten cwaniak który jest wszystkiego pewien otworzy oczy. Życzę Ci dużo wytrwałości, w codziennym życiu, bo to teraz one będzie najtrudniejsze dopóki nie zapomnisz.
Zagubiona popieram Ciebie w 100%.
Ona po prostu musi dojrzeć.
Ona musi zobaczyć i ich porównać.
A co jest najgorsze w tym wszystkim, że ona jest uzależniona od swojego partnera i zapewne liczy, że jeszcze jej się wszystko poukłada, że on się zmieni etc.
Ale tak nie będzie.
On pan a ona wierna a głupia.
Witam serdecznie. Szczerze mówiąc sam nie wiem co tutaj robię. Chociaż może inaczej ? wiem dlaczego wszedłem na to forum, ale nie mam pojęcia czy opisanie swojej historii może mi jakoś pomóc. Czuję jednak, że nie dam rady trzymać w sobie pewnych rzeczy dłużej, a anonimowo na forum wyrzucenie z siebie tego wszystkiego jest łatwiejsze. Może znajdzie się ktoś kto będzie mógł spojrzeć na całą tę sytuację z innej perspektywy, poradzić mi coś, albo opieprzyć. Zwracam się z tym do Was, Drogie Panie, ponieważ męski punkt widzenia jest mi już dobrze znany, dlatego chciałbym poznać opinię przedstawicielek płci przeciwnej. Na początek może napiszę, że jestem dwudziestopięcioletnim studentem. Jak się nietrudno domyślić ? bezsensownie zakochanym.
Historia jednocześnie prosta, a zarazem zaplątana jak słuchawki schowane w kieszeni. Przez ponad 20lat żyłem sam, samotnie, w samotności. Nie znaczy to jednak, że byłem gołym głazem na bezludnej planecie. Dookoła rodzina, znajomi, nawet przyjaciele. Zawsze było z kimś pogadać, pójść na piwo czy pośmiać się. Byłem jednak jak puzzel, który przypadkiem trafił do pudełka z gotową układanką. I dowiedziałem się o tym dopiero wtedy gdy poznałem ją. Nigdy czegoś takiego nie poczułem. Nigdy też nie sądziłem, że jestem w stanie wykrzesać z siebie aż tyle, że mogę wyjść aż tak bardzo poza ?mędrca szkiełko i oko?. Ciągle słyszałem od innych, że jestem jak z marmuru. I w zasadzie mieli racje. Mało na tym świecie jest rzeczy, które mnie kiedykolwiek ruszyły. Trzeba naprawdę ostrego ostrza, żeby wbić je we mnie. Ale jak pokazują to ostatnie miesiące mojego życia, wcale to ostrze nie musi być aż tak bardzo ostre, a nawet nie musi być ostrzem?
Gdy ją poznałem to w pierwszej chwili od razu zwróciła moją uwagę. Co tak naprawdę jest dziwne, bo nie ma nic wspólnego z ?moim typem?. Jeszcze wtedy była ze swoim byłym chłopakiem, dlatego sprawa była dla mnie prosta ? ?nie tykaj tego co nie twoje?. Trzymanie się tego wcale nie było trudne. Od momentu naszego poznania do kolejnego spotkania się, upłynęło sporo czasu. A gdy ono już nadeszło była po rozstaniu ze wspomnianym wcześniej chłopakiem. Nie znam dokładnych okoliczności ich zerwania, ale wiem że nie obszedł się z nią najłagodniej. Mocno to przeżyła, przez kilka miesięcy otrząsając się z tego. Choć tak naprawdę, nigdy do końca się po tym nie pozbierała.
W zasadzie od naszego ponownego zobaczenia się dosyć szybko zaczęliśmy się umawiać. Na początku ? co tu ukrywać ? wyglądało to wszystko słabo. Oboje do końca nie wiedzieliśmy czego chcemy, i jak bardzo chcemy posunąć to do przodu. Jednak wraz z upływem czasu, gdy poznawaliśmy się lepiej, zaczynało być po prostu dobrze. Wiedziałem, że ona nie może zapomnieć o swoim byłym chłopaku, że za żadne skarby świata nie mogę sobie pozwolić na zakochanie się w niej bo stoję na zbyt niepewnym gruncie. No ale stało się ? cel namierzony, strzała wystrzelona, ofiara upolowana. Nie zamierzałem jej mówić o swoich uczuciach. Chciałem dać jej czas na uporządkowanie swoich wszystkich spraw, w żaden sposób nie naciskać na nią. Ale okazji tak naprawdę do tego nie było. W jej życiu pojawił się znowu on. I mimo że do siebie nie wrócili to ja zostałem dla niej tylko przyjacielem. I to chyba całkiem dobrym, bo rozmawialiśmy (rozmawiamy) prawie codziennie, a widujemy się niewiele rzadziej.
Pewnego razu zdecydowałem się powiedzieć jej o moich uczuciach. Moment może nie był najlepszy ale już nie mogłem w sobie tego więcej tłumić. Wyrzuciłem z siebie to jedno z najkrótszych zdań świata, którego siła nie jest wcale słabsza od bomby atomowej. 9 liter przedzielonych odstępem, ułamek sekundy i już po wszystkim. Jej reakcja? ?-Nie możesz tak mówić?. Później jeszcze przez kilka godzin echo tych słów odbijało się w mojej głowie. I bolą one do dziś. Po tym wszystkim pogubiłem się kompletnie. Chciałem zostawić ją za sobą i żyć dalej. Nie dało się. Bywały dnie gdy torpedowałem ją wiadomościami od siebie. Efekty tego tez były żadne. Kontaktu nie zerwałem z nią nigdy ? paradoksalnie nasza przyjaźń nawet się rozwinęła.
Ale mnie cały czas jej mało. Mógłbym wymieniać godzinami rzeczy z nią związanych, których mi brakuje. Nie ma godziny żebym o niej nie pomyślał. Pierwsza rzecz, którą robię po przebudzeniu i ostatnia przed zaśnięciem, to sprawdzenie czy nie mam wiadomości od niej. I tak już od roku. Czasem mam wrażenie, że naprawdę może coś do mnie czuć. Kilkakrotnie już mówiła mi - ?jesteś dla mnie ważny?, ?często myślę o tobie?, ?gdyby nie on to bylibyśmy razem?. Ale gdy zestawi się to z ?on jest dla mnie najważniejszy?, ?nie będziemy nigdy razem?, ?kocham go?, to trudno uwierzyć w to, że mogłaby darzyć mnie jakimś większym uczuciem. I jeszcze to ?zasługujesz na kogoś lepszego?. Ale ja nie chcę kogoś ani o ciut lepszego, ani nawet ideału! Wystarczysz mi Ty?
W dodatku teraz jeszcze wyjeżdża. Z nim. Zapewne każdy powie ? tak będzie dla ciebie najlepiej, łatwiej zapomnisz. Problem w tym, że ja nie chcę zapomnieć. Pierwszy raz w życiu wiem czego chcę, ale żadną siłą nie mogę tego osiągnąć. Będąc z nią zacząłem patrzeć całkowicie inaczej na świat. Zmieniłem w sobie wiele rzeczy, znacznie różnię się od siebie samego sprzed roku. I z całą pewnością przy niej doznałem szczęścia. Choć bardzo ulotnego.
Pogódź się z tym, że nie zawsze dostajemy tego czego chcemy. Ona woli tamtego - walcząc o nią jedynie wyjdziesz na durnia.
Moim zdaniem, a miałam taką sytuację gdy byłam na miejscu Twojej dziewczyny.
Byłam odrzucona od mojego faceta (kiedyś) potrzebowałam poczuć się potrzebna i też znalazłam takiego przyjaciela. Ja otrzymywałam to czego akurat potrzebowałam, wsparcie, uwagę, komplementy, a w końcu i jego uczucie. Informacja o uczuciu była niestety końcem naszej relacji bo nie mogłam ranić tej osoby. Jednak to jak postawiła mnie na nogi ta relacja było niesamowite.
Jeśli chodzi o to, że ona zabiega o typa który się tak zle zachowuje to oznacza, że ma niskie poczucie własnej wartości, lub on jej tak obnizył, że nie potrafi z tego wyjsc bojąc sie relacji z Tobą (gdzieś jest opór, moze niepewnosc, moze poczucie winy). Jesli jest to tylko i wylacznie sprawka niskiego poczucia własnej wartości, to oznacza tez, że będzie latała za niedostępnymi chamami i im bardziej będzie ją taki zlewał, tym bardziej będzie ona o niego zabiegała. Czemu tak sie dzieje? Ano dlatego, że ona uważa, że jeśli ktoś kocha ją za nic to musi być szurnięty i takiego nie bedzie szanowała, nie bedzie jej imponowal. Dlatego, że ona sama siebie nie kocha i nie szanuje. Ba, nawet może sie nienawidzić (wtedy to dopiero to najgorszych toksyków/drani będzie ciągnąć). I dlatego jej schemat miłosny jest taki, ze chłopak powinien wymagac by:
- sie zmieniła (krzywdzisz, ale ona podswiadomie tego chce... nie ma co rozwijac tematu)
- ona sie starała Cie zdobyc (masz zalety, jestes atrakcyjny, ale jej tego nie dajesz i jesli cos dla Ciebie zrobi to łaskawie ją przygarniesz - czyli traktujesz ją jako kogos gorszego od siebie, a Ty jestes osławionym wyzwaniem).
Taka osobe nalezy wyslac na terapię, bo wydajesz sie ciekawym i dobrym człowiekiem, wiec raczej grać przy niej nie chcesz, a pomóc owszem.Na pewno jest to szybka ocena i skrajna, ale nie zrobiłbym tego, gdybyś nie napisał o tym, że jej chłopak:
- nie potraktował jej dobrze przy rozstaniu (i to mało powiedziane)
- krytykował ją, jej wygląd, jej zachowanie
- miał gdzieś to, że sobie zrobiła krzywdę, płakała
- pewnie sporo rzeczy o ktorych nie napisałeś i nie powiedziała Ci nawet o nich
Zdaje mi się, że coś w tym może być. Już na początku naszej znajomości zauważyłem, że ona nie do końca akceptuje samą siebie. Jeśli chodzi o wygląd to zawsze jest jakieś ale - tego jest za dużo, tego za mało, to mam brzydkie, a to nieładne. Podobnie zresztą jest w innych sprawach. Nawet w tym czym jest naprawdę dobra twierdzi, że inni są lepsi, ona jest co najwyżej przeciętna i nie miałaby okazji odnieść sukcesu na tej płaszczyźnie. Zawsze gdy mówiłem je jakiś komplement słyszałem tylko 'nie jest tak, dobrze wiem jak wyglądam, nie musisz mi wciskać kitu'. I tak ciągle w kółko. Mimo że w moich oczach jest naprawdę atrakcyjną osobą o niebanalnych zainteresowaniach. Wydaje mi się, że może to wynikać z tego, że ona sama przez długi czas nie mogła znaleźć nikogo. W końcu trafił się on i wywrócił jej życie do góry nogami. Z relacji naszych wspólnych znajomych wiem, że pod jego wpływem zmieniła sporo. Od słuchania innej muzyki, po jej pogląd na wiele spraw. Sam zauważyłem też, że kopiuje jego zachowania. Podam taki przykład - jednego razu byłem światkiem ich kłótni. Wszystkie to co on jej wtedy mówił, później ona powtarzała podczas jednej z kłótni ze mną. Irytowało mnie wtedy to okropne, bo czułem się wtedy jakby to on mówił jej głosem.
Czy zazdrosc to uczucia? Mysle, ze tak. Na tym tez mozna wtedy bazować, bo to znowu jej pokazuje niedostepnosc i atrakcyjnosc dla innych kobiet. Wtedy ona predzej przystosuje sie do opinii otoczenia.
Tamten gosc widocznie jest atrakcyjniejszy, wiecej wymaga i jest niedostępny (a emocjonalnie to juz szczegolnie, zero empatii dla niej).
I pytanie. Chcesz byc jak on? Chcesz grać? Chcesz krzywdzic? Jako przyjaciel mozesz jej pomoc.
Nie jest mozliwym, by osoba z niezaburzonym poczuciem własnej wartości była 'zakochana' w osobniku, który ją nie szanuje.
To jest podejscie psychologiczne.
Z całą pewnością nie chciałbym dopuścić do takiej sytuacji, że ona płacze prze mnie czy czuje się skrzywdzona. To też nie jest tak, że uważam jego za największe zło świata. Bo zapewne ma jakieś pozytywne cechy. Domyślam się, że razem przeżyli wiele pięknych chwil. Ale uważam, że w pewnym momencie on zaczął ją mocno ranić a ona pomimo tego nie potrafi uwolnić się od jego dobrego obrazka. Wiem o wielu przypadkach kiedy on zadał jej straszny ból, a opisana już wcześniej historia z grillem nie należy do tych najcięższych.
A jesli chodzi o przyciaganie seksualne to juz osobny temat. Duzo zalezy czy od poczatku relacji macie jakis intymniejszy kontakt fizyczny. Jesli tak, to przynajmniej wiadomo, ze jej nie odpychasz i to jest nie taka zła baza. Reszta to ukazanie podswiadome lub nie cech męskich, gdzie zapewnia sie bezpieczenstwo (wg oczywiscie jej programu, ktory ma zakodowany przez rodziców, bo raczej nie jest jeszcze swiadoma co nią kieruje).
Wiem, że nie odpycham jej pod tym względem gdyż do kontaktu fizycznego dochodziło. W zasadzie pierwsze spotkania wynikały z jej inicjatywy. Więc to też tak trochę jakbym od samego początku wzbudził jej zainteresowanie.
Twój sposób mówienia o wszystkim, jest strasznie dojrzały, tylko obawiam się że ona daje pozory bardzo dojrzałej osoby, a tak na prawdę w środku jest bardzo pogubiona. Może on czasami daje jej bliskość lakiego potrzebuje, seks w takim przypadku, bardzo przywiązuje kobietę do takiego mężczyzny, upokarzając ją, a zaś później, dają sobie upojną noc wszystko jakoś odchodzi na boczny tor, złudzenia że będzie lepiej od teraz, jego obietnice, i to że podbudowuje jej kobiecość, chociaż za chwilę zdarza się toksyczna sytuacja, no ale to nic, przecież jest jeszcze miłość. Z miłości toksycznej gorzej jest się uwolnić, niż zakończyć normalny związek, który polega na prawdziwej miłości.
Ona wyjechała z nim, w jakim celu? Chcą wszystko odbudować, zbliżyć się
Nie wiem czy to pozory, ale nigdy nie powiedziałbym o niej że jest niedojrzała. Czasami nawet sam czułem się bardziej dziecinny od niej. Wiem natomiast, że on jej wielokrotnie zarzucał bycie infantylną. A wyjeżdżają razem jako tylko przyjaciele. Będąc jeszcze razem wyjeżdżali wspólnie do pracy zagranicę. Ona na pewno liczy na to, że ich relacje mogą wrócić do stanu z przeszłości. A on natomiast mam wrażenie, że po prostu mu wygodnie mieć ją przy sobie. A kiedy ona wróci też nie wiadomo. Zapewne nieprędko. Muszę jeszcze dodać, że on naprawdę jest specyficznym człowiekiem i sam przez całe swoje życie nie spotkałem nikogo podobnego. W sferze poglądowej wykazuje on całkowitą negację dla mechanizmów o jaki opiera się cały współczesny świat, do wszystkiego dorabia swoją ideologię (przynajmniej dla mnie - często bardzo pokrętną), a wszystkiemu temu towarzyszy aura jego nieomylności i całkowitej obojętności na innych ludzi.
To wszystko jest na prawdę ciężkie, ale jedyny sposób to odsunąć się, jeżeli zabranie jej Ciebie, i przejrzy na oczy, jeżeli uświadomi sobie że to co jest między wami może być zdrową relacją, odezwie się, jeśli nie zostanie z nim, uzależniona od niego. Odsuń się na jakiś czas, będziesz wtedy mógł zobaczyć jak wygląda znów życie bez niej, zacznij dostrzegać rzeczy i osoby do okoła, w końcu zapomnisz. A ona w końcu musi zrozumieć, że Cię rani, a po drugie, nie można mieć dwóch kochających mężczyzn, niech wybierze, i niech ten który jest wart miłości, nie cierpi, a ten cwaniak który jest wszystkiego pewien otworzy oczy. Życzę Ci dużo wytrwałości, w codziennym życiu, bo to teraz one będzie najtrudniejsze dopóki nie zapomnisz.
nie ma sensu walczyc, zabiegac skoro ona go kocha, tym bardziej za nim jest im ja on gorzej traktuje, odpycha, widać tak często jest ze im obiekt trudniejszy do zdobycia to bardziej zależy drugiej osobie,
chociaż ja jej nie rozumiem, bo moglaby mieć chłopaka który ja szanuje,
ale przyciąganie seksualne chemia jest miedzy nimi a z wami jak to jest? był choć pocałunek?
jeśli nie to nawet się nie łudź ze cos z tego będzie
najlepiej się odsuń od niej, jak tu ci radzono, pokaz ze nie jesteś na kazde zawolanie, może sama zacznie zabiegac o ciebie
W obecnej sytuacji samo odsunięcie się chyba nie będzie takie trudne, heh. Parę razy wcześniej gdy chciałem urwać kontakt z nią, ona sama starała się go nawiązać. Z tym, że nigdy nie było tak, że ode mnie była tak daleko a niego tak blisko. A pocałunek był. I to nie jeden i nie tylko.
Pogódź się z tym, że nie zawsze dostajemy tego czego chcemy. Ona woli tamtego - walcząc o nią jedynie wyjdziesz na durnia.
Doskonale wiem, że życie nie jest opakowaniem pełnym żelek. Nie mam zamiaru nikogo do niczego zmuszać, bo to zwyczajnie nie miałoby sensu. Nie mam najmniejszego zamiaru stać jej na drodze do szczęścia.
Rada dla Ciebie, uciekaj od niej jak najdalej. Może nie robi tego podświadomie ale moim zdaniem to tak jakby miała dwóch chłopaków. Z Tobą sobie rozmawia pewnie się żali, jesteś dla mnie przyjacielem a ten drugi ją grzmoci i przytula. Liczy się to kogo przytula i komu mówi że go kocha. Ciebie ma w dupie, no może nie tak do końca ale w sferze uczuciowej na pewno. Ona nie zrezygnuje z kontaktu z Tobą, wysysa z Ciebie to co w Tobie najlepsze dla niej czyli przyjaciela. Ogarnij sobie życie, wyrwij tę jemiołę, bo za kilka lat będziesz sobie pluł w gębę co zrobiłeś
Rada dla Ciebie, uciekaj od niej jak najdalej. Może nie robi tego podświadomie ale moim zdaniem to tak jakby miała dwóch chłopaków. Z Tobą sobie rozmawia pewnie się żali, jesteś dla mnie przyjacielem a ten drugi ją grzmoci i przytula. Liczy się to kogo przytula i komu mówi że go kocha. Ciebie ma w dupie, no może nie tak do końca ale w sferze uczuciowej na pewno. Ona nie zrezygnuje z kontaktu z Tobą, wysysa z Ciebie to co w Tobie najlepsze dla niej czyli przyjaciela. Ogarnij sobie życie, wyrwij tę jemiołę, bo za kilka lat będziesz sobie pluł w gębę co zrobiłeś
to prawda..... podpisuję się pod tym. wiem, że to boli... jak chcesz, napisz do mnie na prv, bo jestem w bardzo podobnej sytuacji ;(
Prawdopodobnie doleciała do dna chociaż tego nie mozemy być pewni, utkneła w strasznie toksycznym związku z którego jeśli ty nie dałeś rady jej wyciągnąć to raczej nikt nie da i prawdopodobnie obudzi sie za miesiac rok może dłużej, być moze sie odezwie do ciebie ALE NIE CZEKAJ , ŻYJ BO NASZE ŻYCIE JEST KROTKIE< JAJCA W KROK I JAZDA DO PRZODU, KOBIETY takie są że łamią nas, a po czasie pukają sie w głowe CO JA ZROBIŁAM. ODEZWIE SIE ALE NIE CZEKAJ , zresztą do tej pory bedziesz już miał kogoś POZDRAWIAM
20 2014-06-13 01:20:22 Ostatnio edytowany przez ziemniaczana (2014-06-13 01:26:17)
Przykro mi, nic więcej nie potrafię powiedzieć.
Powiem teraz cos z perspektywy tej "drugiej strony".
Widzisz też zdarzało mi się, że kogoś bardzo lubiłam, był dla mnie ważny.
Ale jako przyjaciel, nie chłopak. W moim przypadku niestety jak ktoś wpadł w szufladkę kolega to cokolwiek by nie robił - nie zmieniłby tego.
I jest mi cholernie przykro - bo spotykam ludzi dobrych życzliwych na których mogę liczyć. No ale... to nie to.
Mimo wszelkich cech idealnego kandydata na faceta - nie czuję tej chemii.
Czasem czuje się naprawdę niemiło - bo czuję, że komuś zależy na mnie "bardziej" niż powinno, a ja najprawdopodobniej nigdy tego nie odwzajemnię.
Pamiętaj też - ludzie często widzą to co chcieliby zobaczyc.
Nie widzą natomiast tego co powinni.
A może to właśnie tak, że wiesz że jest nieosiągalna i dlatego tak cię do niej ciągnie
Może nie widzisz pewnych rzeczy?
I jeszcze jedna sprawa : to normalne, że każdy próbuje zrobić coś ze swoim życiem.
Skoro coś tam między wami było ...Być może rozsądek pchał ją ku tobie lecz niestety - serce nie sługa
A najprawdopodobniej jest tak zmasakrowana psychicznie, że sama nie wie czego chce czy też powinna chcieć, co jest słuszne, a co nie.
Cała ta historia i emocje z nią związane ciągną się za mną już od roku. Pewnie wcale nie jest to sporo biorąc pod uwagę przeżycia innych. Zachowując najpełniejszy obiektywizm muszę niestety zgodzić się z tą częścią użytkowników, która każe mi odpuścić. Myślę, że będzie to jedno z cięższych wyzwań w moim życiu ale trzeba zacisnąć zęby i po prostu zachować się jak facet. Ona wyjeżdża, nie będzie jej przez dłuższy czas i to powinna być dobra okazja do naprostowania tych wszystkich spraw. Prawda?
22 2014-06-13 13:52:38 Ostatnio edytowany przez szczęście111 (2014-06-13 13:58:49)
wiesz... powiem ci tak. Gdy odpuścisz i jej ciebie zabraknie, to sama do ciebie przyleci i oznajmi uczucia. A jeśli nie zabraknie to znaczy że tak jak ci dotąd dała do zrozumienia.. tylko przyjaciel. Ale czy chcesz być dla niej przyjacielem , skoro ci się podoba... Zastanów się...
Zawsze będziesz żył nadzieją i się niepotrzebnie łudził, nie będziesz zwracał na inne kobiety w twoim życiu, bo ona zawsze będzie obok ale jako przyjaciel, marnujesz cenny czas.
Gdybyś dał jej zatęsknić za tobą..... to może i coś by było, ale ja widzę tu tylko malutki procent że będziecie razem. Czyli musisz odpuścić, innego rozwiązania nie widzę. Po prostu musisz, bo przynajmniej wyjdziesz z tego jak koleś z jajami. Zbyt długo to trwa, gdyby chciała to by już dawno z tobą była. Jesteś tylko dla niej na otarcie łez, może cię wykorzystywać, poprzez zwierzanie się tobie i zajmowanie ci tego czasu, który mógłbyś poświęcić dla kogoś kto byłby z tobą na zawsze.
Więc odpuść, pokaż że masz jaja, i żegnaj gienia świat się zmienia. Nie chce to nie, nie proś się. Na razie to się prosisz o miłość a to WIELKI BŁĄD.
tak jak pisali poprzednicy - odetnij się od niej. Będzie bolało, ale nawet nie w 10% tak, jak zaangażujesz się jeszcze bardziej i wtedy to ona utnie. Tez ostatnio spotykałem się z zajętą dziewczyną, na samym początku powiedziała mi że ma chłopaka i nie spotka się ze mną. Kilka ponownych spotkań (chodziliśmy do tego samego miejsca) normalnie się do niej odzywałem jak nigdy nic, czasami w ogóle i po pewnym czasie ona zaczęła zagadywać. Aż po może miesiącu od tego pierwszego sama zagadała że zmienia klub i że będzie teraz na innej ulicy trenować, że to tu jej ostatni raz. Więc ponownie podbiłem i tym razem dała mi nr telefonu, w ogóle po tym wydała się bardzo szczęśliwa że ponownie ją zagadałem, a nie zagadywałem jak 'przyjaciel'.
Spotkanie, spacer, knajpka wszystko niby OK, ale zaczęła mi się za bardzo wyżalać. Poczułem że to idzie w złym kierunku (męska psiopsiółka). Zacząłem sprowadzać rozmowę na właściwy tor, ale dalej był opór. W końcu na spacerze zapytała czemu ją zagadałem pierwszy raz i tak dalej. Powiedziałem jej, że wiem że ma faceta, ale to że zagadałem nie znaczy że chcę być jej 'psiapsiółką'.. że mogę walczyć o nią, ale nie jeżeli ona we mnie widzi potencjalnego 'przyjaciela'. Powiedziała że ona jest z nim teraz ale nie wie co będzie dalej z nimi, że na chwilę bieżącą tak ale co przyniesie przyszłość nie wie.. Więc mówię: powiedz mi teraz że to nie ma szans, nie podobam ci się i odejdę na zawsze. Nie powiedziała tego. Powiedziała żebyśmy się spotkali jeszcze zobaczymy, ale nie jutro bo jutro się uczy etc. Może źle to opisałem, ale naprawdę zacząłem się angażować, to nie była taka pierwsza lepsza moja znajomość, od lat się nie zaangażowałem..
No i wróciłem do domu, przeanalizowałem to co powiedziała i czym to się skończyło? Bezsenną nocą i mega dołem kolejnego dnia doprawianego płaczem. Nie zadzwoniłem ponownie do niej, czułem że będę jej 'bezpieczną opcją' jakby jej nie wyszło z chłopakiem, a skoro bolało mnie na początku, to im dłużej to by trwało ból byłby o wiele większy.
szczęście111 w trafiła w same sedno nic doda nic ująć
Dziękuję wszystkim za odpowiedzi.
Zdaję sobie sprawę, że najlepiej byłoby odpuścić, wrócić do normalności. Normalnie żyć. Mówią mi to wszyscy i pewnie mają racje. Ale to naprawdę nie jest łatwe. Czasami mam wrażenie jakbym topił się z uczepioną do nogi betonową kulą. Wiem, że nie mam szans na ratunek a mimo to staram się wypłynąć na powierzchnię. Po prostu za dużo wydarzyło się w ostatnich miesiącach. Po głowie chodzi mi wiele wspomnień - dat, miejsc, słów i dużo innych. No ale muszę się od tego jakoś odciąć. W końcu przed poznaniem jej byłem tak bardzo ponad to wszystko. Nie rozumiałem jak można cierpieć z powodu złamanego serca. A już w ogóle jak można znaleźć dla kogoś w nim tak dużo miejsca. Cała ta historia nauczyła mnie wiele o sobie samym. Zmieniłem swój sposób patrzenia na wiele spraw, moje zachowanie uległo zmianom.
Być może jej wyjazd to doskonała szansa na uporządkowanie tego wszystkiego. Muszę się wziąć w garść. Dlatego postanowiłem skorzystać z Waszych rad i jak najbardziej zdystansować się od niej. Czas pokaże czy potrzebuje kontaktu ze mną, czy zajmuję w jej życiu jakieś szczególne miejsce. Trzeba być facetem, zacisnąć zęby i przejść przez to wszystko z podniesioną głową. Zapewne będzie to trudniejsze niż myślę, no ale cóż... jeśli nie zrobię nic dla siebie, to zrobię sobie jeszcze większą krzywdę. Jakoś to będzie.
Pewnie, że jakoś będzie, co do tego nie mam wątpliwości. Mnóstwo ludzi, chociażby na tym forum, codziennie podejmuje decyzje o odcięciu. Jakie są efekty? Wychodzi im to tylko na lepsze. Nawet jeśli ich obiekt westchnień nie reaguje - oni sami stają się zdrowsi, zdystansowani.
Powodzenia. ![]()
27 2014-06-17 08:49:16 Ostatnio edytowany przez szczęście111 (2014-06-17 08:52:07)
elmaestro, teraz to tylko wyjdź z kumplami na miasto, na piwko i szalej do woli, poznawaj inne kobiety, flirtuj ile wlezie, i nie dlatego żeby jej się szkoda tej znajomości zrobiło... zrób to DLA SIEBIE!
Masz czas.... mów sobie że jesteś świetny, bądź pewny siebie i głowa do góry, bądź miły, uprzejmy ale twardo stąpaj po ziemi, kobiety takich facetów uwielbiają ![]()
Witam ponownie.
Nie wiem czy to zgodne z zasadami forum tak odkopywać stare tematy, dlatego jeśli popełniłem tego typu wykroczenie nie miejcie mi tego za złe. Chciałem tylko nawiązać do historii, która była powodem do założenia tego wątku.
Od jej wyjazdu już niedługo miną trzy miesiące, a ja dalej nie potrafię usunąć jej ze swojej głowy. Powiecie pewnie, że trzy miesiące to tak naprawdę nie jest sporo, ale biorąc pod uwagę moment kiedy mnie odrzuciła to to wszystko trwa już prawie półtorej roku. Prawdę mówiąc brak mi już sił. Staram się postępować zgodnie z logiką - kontakt z nią mam prawie zerwany. Mówię prawie, bo czasem zdarzy się wymienić nam smsa. Zawsze to ona pierwsza się odezwie. Z początku jeszcze sam kilka razy do niej się odezwałem sprawdzając czy wszystko ok, ale później uznałem, że to bez sensu. Po co skoro ona ma tam jego i wydaje się szczęśliwsza niż tutaj? W ogóle uznałem, że to że jej tu nie ma to tak naprawdę może być świetna szansa dla mnie. Zdystansuję się od niej, od całej tej sytuacji, wyleczę się. Efekt? Jest jeszcze gorzej. W ogóle tracę poczucie własnej wartości. Wszystko wydaje się takie szare, byle jakie. Starałem się gdzieś wychodzić, zawierać znajomości. Ale zawsze szybko odpuszczałem. Zwłaszcza gdy widziałem, że druga strona wykazuje jakieś zainteresowanie. Może to i głupie, ale po pierwsze nigdy nie zależało mi na przelotnych znajomościach, po drugie zdaje mi się że teraz mógłbym na kogoś co najwyżej przerzucić tylko swój ból i po trzecie, żadna nie jest nią.
Boli mnie to wszystko strasznie. Zwłaszcza, że coraz bardziej zaczyna przekładać się na moje życie pozauczuciowe. Zarówno znajomi i rodzina widzą, jak mocno pogrążony jestem we własnych smutkach. Nie chcę ich obarczać swoimi problemami więc często muszę chować się za jakimiś maskami. Czasem wychodzi lepiej, czasem gorzej. Na studiach równia pochyła - z całkiem niezłego studenta, który nie miał większych problemów z nauką spadłem gdzieś na sam dół hierarchii akademickiej. W pracy podobnie - pierwszy raz w życiu nie udało mi się dotrzymać terminu oddawania projektów. Nie umiem już skupić się na niczym innym.
Brakuje mi już sił do tkwienia w tym. Nie widzę już dla siebie wyjścia. Sam nie wiem co mam robić. I wstyd się przyznać, ale zdarza mi się nawet uronić łzę nocami. W tym wszystkim wsparciem okazuje się dla mnie pewien stary przyjaciel, któremu - o ironio - pomogłem kiedyś w podobnej sytuacji. Wydawało mi się wtedy, że pozjadałem wszystkie rozumy i nigdy nie wmieszam się w nic podobnego. A teraz wszystkie te rady, które mu wtedy udzieliłem wydają się pozbawione jakiejkolwiek mądrości. No cóż... życie lubi zaskakiwać.
Najgorsze są chyba momenty kiedy wieczorami spać nie mogę i przez głowę przelatuje miliard pytań. Dlaczego to wszystko tak wygląda, dlaczego zamiast mojego oddania woli płakać za nim, dlaczego nie potrafi dostrzec jak bardzo mi na niej zależy... i wiele innych. Z jednej strony wiem, że jej z nim tam jest teraz dobrze, choć ponoć "razem nie są i nigdy nie będą" i że nie mogę z tym nic zrobić, ale z drugiej gdzieś tam tli się ta nadzieja, że coś się zmieni. Że w końcu doceni mnie. Bo ja mógłbym dla niej zrobić wszystko. I to nie są puste słowa. Już wiele w swoim życiu pozmieniałem tylko po to by zaczęła mnie postrzegać inaczej. A jeśli by tylko poprosiła pojechałbym nawet za nią. Rzucenie pracy czy studiów nie byłoby żadnym problemem. Ale po co to wszystko skoro ona jest tam z nim i wydaje się, że u niej wszystko dobrze?
Tak bardzo chciałbym móc ją przytulić, popatrzeć w te jej wielkie niebieskie oczy i odnaleźć ten magiczny błysk. Tęsknię za wszystkim co z nią związane - jej poczuciem humoru, uśmiechem, zapachem, barwą głosu, za tym jej mrużeniem oczu gdy mówi do mnie... Brakuje mi tego wszystkiego. Czy istnieją jakieś słowa czy czyny, które by to wszystko mogło odmienić?
Czasami tez sobie myślę, że jeszcze kiedyś ona dostrzeże to wszystko. Że zobaczy we mnie to co może dać jej szczęście. Ale po chwili wraca rozum, który mówi, że tak się dzieje tylko w zmyślonych opowieściach. Szkoda tylko, że za rozumem nie potrafi podążyć serce.
Witam elmaestro.
Napisz prosze czy poradziles sobie jakos. Jestem w identycznej sytuacji. Zerwalem kontakt ale caly czas o niej mysle. Spadlo mi poczucie wlasnej wartosci niemal do zera. Nie potrafie przestac o niej myslec nie moge sie na niczym skupic, przed rodzina musze udawac ze wszystko jest wporzadku. Napisz jak sie z tym wszystkim uporales. Moze to mi jakos pomoze.
30 2018-10-21 18:43:44 Ostatnio edytowany przez Olinka (2018-10-21 20:13:15)
Witam elmaestro.
Napisz prosze czy poradziles sobie jakos. Jestem w identycznej sytuacji. Zerwalem kontakt ale caly czas o niej mysle. Spadlo mi poczucie wlasnej wartosci niemal do zera. Nie potrafie przestac o niej myslec nie moge sie na niczym skupic, przed rodzina musze udawac ze wszystko jest wporzadku. Napisz jak sie z tym wszystkim uporales. Moze to mi jakos pomoze.
Podstawowym błędem jaki robisz jest uzależnienie swojego samopoczucia od drugiej osoby w tym przypadku kobiety.
To juz 2000 lat temu stoicy wpadli na pomysł, że to jest zgubne i mało rozsądne, prowadzi na manowce że tak powiem.
Ty jednak dalej powielasz ten sam błąd, nie ucząc się na cudzym doświadczeniu. Jesteś uzależniony od relacji, stanu emocjonalnego który wytworzyłeś z tą kobietą a nie od kobiety jako takiej.
Ten sam stan emocjonalny da się wytworzyć z nową osobą.
Masz tu audycję, zacznij się leczyć. Słuchaj, czytaj. Wkrótce przyjdzie ozdrowienie.
[nieregulaminowy link]
Witam elmaestro.
Napisz prosze czy poradziles sobie jakos. Jestem w identycznej sytuacji.
Hrefi ma sporo racji.
A zamiast rozpamiętywania i zadręczania się nieustająco polecany jest ten wątek:
https://www.netkobiety.pl/t67911.html
Gdy się go przeczyta od początku do końca, ma moc leczenia.