Witam! Ciągle jestem w szoku.Problemem jest mój mąż.8 lat temu przyznał się do romansu z koleżanką w pracy.Była w ciąży, on przypuszcza,że to jego dziecko.Do dziś nie potwierdziła, nie zaprzeczyła.Trzyma w garści męża i mojego męża( obydwaj panowie się poczuwają). Sprawa ucichła, mąż błagał mnie o wybaczenie - wybaczyłam.Wtedy najmłodsze moje dziecko miało 10 lat.Wydawało się, że wychodzimy na prostą.Odchorowałam strasznie ten romans.Była moją koleżanką, jego pracownica,potem przełożoną.Wszystko się przewartościowało.Stałam się cyniczna.Ale dawałam radę.Kiedy w w 2011 zadzwonił telefon, że mąż miał wypadek w drodze do pracy- zamarłam.Jak się okazało nic mu się poważniejszego nie stało.Tylko....podczas wypadku w samochodzie jechała z nim ona.Zanim przyjechało pogotowie, zabrał ją kolega z miejsca wypadku. Przeżyłam szok!! Czyli to trwało dalej....Mimo, że wydawało się, iz dogadaliśmy się w małżeństwie.To był uderzenie w twarz.Mąż, zbagatelizował sprawę.Twierdził najpierw że to nieprawda - potem po naciskach, że jednorazowa sprawa ( biedulka nie miała jak dojechać do pracy) Uwierzyłam! ( ???)zaznaczając,że jeśli go jeszcze raz przyłapię na kłamstwie- to z nami koniec.Finał2014.Mąż zachowuje się dziwnie.Przechodzi kolejną zmianę stanowiska, tym razem na dużo gorsze.Setki rozmów telefonicznych ( jeszcze tylko porozmawiam z...." i tym podobne bzdury) zmarnowany zeszłoroczny urlop. staram się mu pomóc, co przy jego porywczości jest trudne.IX-XII - tragedia ,w domu się nie odzywa.Dorosłe już dzieci pytają mnie co się dzieje.Wyjaśniam, że ojciec przechodzi kryzys ( kolejny.)Styczeń, coś zaczyna sie dziać wokół komórki.Prawie z nią śpi.Znika ciągle, dawniej leżała na wierzchu.Chętnie odwozi syna, znika na długi czas. Widziałam to wszystko, ale kładłam te dziwaczności na karb przeżywania zmiany stanowiska. Jednak kiedy licznik w samochodzie ciągle był zerowany,wyjścia po papierosy się przedłużały, niechcący odebrany telefon z nieznanym numerem szybko zniknął.Codziennie skasowane rozmowy.I wreszcie zdjęcie jej w komórce.Przecież wiedział o moim ostrzeżeniu.....same wiecie.Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam sprawdzać.Cudem sprawdzony biling i szok! Dziennie 80 SMS i kilka 30 min.rozmów na jeden tylko numer.Byłam tak zszokowana,że początkowo myślałam ze to numer operatora potwierdzającego każdą rozmowę.Idiotka! Ktoś sprawdził mi ten numer.Tak to jej.Byłam rozgoryczona. Rozmowa ze mną trwa 37 sek, z nią 60 min.Czuję, że to koniec.Rozmowa poważna prowadzona od bardzo spokojnie po dzikie wrzaski- nic nie daje.Kłamał w żywe oczy.Aby rozwiązać tę sprawę, skontaktowałam się z jej mężem.Potwierdził wszystko.Teraz oczekuję odpowiedzi męża na moje pytanie "Co ma zamiar zrobić?".Leży ,gapi się w TV, czuję że "zawisł", nie chce rozwiązania.Co mam robić ?
(...)Teraz oczekuję odpowiedzi męża na moje pytanie "Co ma zamiar zrobić?".Leży ,gapi się w TV, czuję że "zawisł", nie chce rozwiązania.Co mam robić ?
Oczekujesz od męża odpowiedzi na pytanie "Co ma zamiar zrobić?"??????? Nie zadałaś tego samego pytania sobie?
Możesz Ty zdecydować o tym, co dalej z waszym związkiem.
Możesz zostać i udawać, że nic się nie wydarzyło.
Możesz postawić mu warunki i od ich spełnienia uzależnić trwanie waszego związku.
Możesz odejść już teraz.
Wnieść sprawę o rozwód i pogonić z domu.
Chyba, że rola gosposi ci odpowiada.
Wnieść sprawę o rozwód i pogonić z domu.
Chyba, że rola gosposi ci odpowiada.
Nie jestem tylko gosposią.Mam odpowiedzialną pracę, w której muszę być stabilna emocjonalnie.
Wiem, że mogę odejść...ale , muszę wiedzieć na 100% ,że on woli ją.Problem w tym, że nie chce rozmawiać.Myślę o mediatorze.
To wszystko dzieje się w wielkiej tajemnicy, nikt nie wie....To byłby wielki szok dla wszystkich.W jego pracy wyczuwam zmowę milczenia.Tyle lat i nikt nie dał mi do zrozumienia, a przecież to moi dawni koledzy i znajomi. Martwie się o dzieci.
On woli... was dwie. Jemu taka sytuacja odpowiada. Stąd jego brak chęci do rozmowy z Tobą. Stąd z jego strony brak decyzji albo o zakończeniu romansu, albo o zakończeniu związku z Tobą.
Nie ważne co robisz zawodowo. Miłością twojego męża jest jego kochanka, dlatego to z nią potrzebuje porozmawiać w trudnych momentach. Ty jesteś gosposią w domu, w którym on zamieszkuje. Wiele lat temu zaakceptowałaś tą sytuację, więc nie licz, że się coś zmieni. Ponieważ ona jest wygodna i ma męża jelenia, to nie czuje potrzeby od niego odchodzić, by być z twoim mężem. Zresztą twój mąż ma podobną sytuację z tobą.
Możesz dalej nic nie robić i szczęśliwie się zestarzeć w tym czworokącie, albo się z nim rozstać.
Nie ważne co robisz zawodowo. Miłością twojego męża jest jego kochanka, dlatego to z nią potrzebuje porozmawiać w trudnych momentach. Ty jesteś gosposią w domu, w którym on zamieszkuje. Wiele lat temu zaakceptowałaś tą sytuację, więc nie licz, że się coś zmieni. Ponieważ ona jest wygodna i ma męża jelenia, to nie czuje potrzeby od niego odchodzić, by być z twoim mężem. Zresztą twój mąż ma podobną sytuację z tobą.
Możesz dalej nic nie robić i szczęśliwie się zestarzeć w tym czworokącie, albo się z nim rozstać.
On twierdzi, że obecnie rozmawiali tylko na tematy zawodowe.Ale dla mnie to zdrada w sensie emocjonalnym.Pytam"Dlaczego nie rozmawiał ze mną?" odpowiada ze nie wie i milczy dalej.Ona od kilku miesięcy wyprowadziła się od męża, zabierając dzieci.Tego dowiedziałam się "na mieście". Jej mąż jest "nakręcony" na nią,brzydko o niej mówi,ale zależy mu na dzieciach, które widuje w zależności od jej humoru, więc "bluzga" ale nic nie robi.Uważa, że szykuje miejsce dla nich i w krótkim czasie, gdy już nie wytrzymam i opuszczę męża, tam zamieszkają.Każda rozmowa z nim jest przykra, opowiada fakty z przeszłości od których zamieram ze strachu.Mój mąż, kiedy powiedziałam mu, że kontaktuję się z nim, zdenerwował się ( nie myślał, że jestem do tego zdolna) uważa, że z niego kawał....Twierdzi, że to ona jest jego ofiarą, ale nie chce podać żadnych szczegółów.dodam jeszcze,że tam jest różnica wieku ok.17 lat.
Dziękuję za komentarze, bardzo mi pomogłyście, bo już myślałam,że wariuję i naprawdę nic się nie stało.( mąż w złości wykrzyczał, że SMS i telefony do koleżanki to nie grzech!!!)
8 2014-06-08 11:51:02 Ostatnio edytowany przez assassin (2014-06-08 11:52:33)
Ile kubłów pomyj wylanych na głowę potrzebuje czy to kobieta czy mężczyzna, żeby zrozumieć, że druga strona ma ją/jego w d... Zmarnowałaś Autorko przy nim kilka lat swojego życia... w imię czego? A teraz zastanawiasz się czy nie zmarnować kilku/kilkunastu kolejnych... i znowu pytanie: w imię czego?
PS Ułatwieniem jest opcja Cytuj post i wtedy nie musisz nic kopiować.
No moment, przecież sama napisałaś, że mu powiedziałaś, że jak jeszcze raz go przyłapiesz, to będzie koniec.
Przyłapałaś go i..? To oznacza, że Twoja słowa są nic nie warte. Twoje ultimatum i groźby można sobie wpuścić jednym uchem i wypuścić drugim. Dla niego Ty i Twoje słowa są nic nie warte.
Wiesz co powinnaś zrobić, więc nad czym się zastanawiasz? Poczytaj wątki tych, których mężowie zdradzili i faktycznie walczyli o swój związek i porównaj ich zachowanie z zachowaniem Twojego męża.
Czuję, że to koniec.Rozmowa poważna prowadzona od bardzo spokojnie po dzikie wrzaski- nic nie daje.Kłamał w żywe oczy.Aby rozwiązać tę sprawę, skontaktowałam się z jej mężem.Potwierdził wszystko.Teraz oczekuję odpowiedzi męża na moje pytanie "Co ma zamiar zrobić?".Leży ,gapi się w TV, czuję że "zawisł", nie chce rozwiązania.Co mam robić ?
Dlaczego krzyczysz, dlaczego robisz awanturę i dlaczego pytasz go co zamierza? On niczego nie chce zmieniać, ma fajnie, Ty w roli gosposi - facet ma posprzątane, ugotowane, ma gdzie spać i wracać od kochanki.
Czujesz, że to koniec ale czekasz jednocześnie aż to on podejmie decyzję i ją oficjalnie ogłosi.
Proponuję, żebyś wzięła sprawy we własne ręce i po pierwsze:
- zebrała dowody jego niewierności, skontaktowała się z DOBRYM prawnikiem, który pomoże Ci się przygotować
- złożyła pozew rozwodowy
- przedstawiła swój plan na życie mężowi (prawie ex) plan ma się zaczynać od - wyprowadzasz się, daję Ci na to dwa dni, złożyłam pozew rozwodowy, majątek dzielimy ....(tutaj pada Twoja propozycja nie do odrzucenia), jeśli macie wspólne konto, powinnaś je wyczyścić przed nim, bo on raczej nie będzie się chciał dzielić
- idziesz na terapię do DOBREGO psychologa, żeby pomógł Ci stanąć na nogi
- dla relaksu wyobraź sobie swojego męża gołego męczonego przez talibów ![]()
Dziękuję za porady.Zacznę od postawienia się na nogi.
12 2014-06-21 08:29:40 Ostatnio edytowany przez szczęście111 (2014-06-21 09:28:49)
Depresjanko, przykro mi bardzo, że aż tak się zawiodłaś. Musisz być twarda. A twój mąż już nie jest nic wart.
jak widać historia lubi się powtarzać ![]()
13 2014-06-21 09:26:45 Ostatnio edytowany przez MamaNalijki (2014-06-21 09:27:07)
Bądz konsekwentna i szanuj siebie to i inni Cie poszanują, banalne a jednak skuteczne.Powiedzialas raz i koniec, rozumiem dać szansę, jedną ale potem to juz nie są zadne warunki tylko gra na naiwnosci drugiej osoby.Ile kochanek meza bedziesz jeszcze tolerować?
Bardzo mi pomagacie tymi wypowiedziami.Mam swoje lata i bardzo ciężko w tym wieku zaczynać od początku.Jestem w tym bardzo samotna.Nie chcę za bardzo wciągać w te sytuację dorosłe co prawda już dzieci, ale ja miałam bardzo krótko ojca i starałam się ( dalej tak mam), aby im zaoszczędzić jego brak, chcę by dalej go szanowały i kochały.Ale to i tak nieco zmieniło ich stosunek do ojca.Ulżyło mi tylko, kiedy po konfrontacji ,tylko jedno z nich nie miało pojęcia co się dzieje.Dwoje doskonale znało sytuację od dawna.czekały tylko , abym to ja im potwierdziła ( lub zaprzeczyła) jak się sprawy mają.Ostatnio znalazłam niezaprzeczalne dowody na to co tak naprawdę czułam w sercu.Ale wiedzieć i zobaczyć - same wiedzie, to różnica.Leczę się psychiatrycznie i powolutku odzyskuję jasność myślenia.Wyjechałam,patrzę z daleka i widzę jaką byłam idiotką.Jednak muszę tam niebawem wrócić, czeka mnie bardzo ciężki rok ( chcę by syn skończył spokojnie maturę w starej szkole). Podjęłam decyzję, abyśmy się rozdzielili przynajmniej na kilka miesięcy.Niech idzie do niej i wychowuje uczciwie "swoje" dziecko.On jakby tego nie słyszał i spokojnie wraca na nasza leżankę przed TV.Nie chce mi się myśleć o przyszłości, nie mam tu rodziny która by mnie wspierała.Czasem telefon, który sugeruje abym dała sobie spokój z nim, bo on zwyczajnie mnie nie kocha.To bardzo boli, ale to prawda.Tyle młodości i zapału włożyłam w tę rodzinę,nie jesteśmy zamożni,wspierałam zawsze męża gdy piął się po szczeblach kariery.Ma dobre zarobki.A on wspierał ją.Powiem tylko, że nie jestem najgorsza, szczupła, atrakcyjna,nie wyglądam na te lata....ale co z tego.I tak jej nie dorównuje.Jestem do niczego.Smutno mi.....Będę czekać na wasze rady.
Ostatnio znalazłam niezaprzeczalne dowody na to co tak naprawdę czułam w sercu.Ale wiedzieć i zobaczyć - same wiedzie, to różnica.Leczę się psychiatrycznie i powolutku odzyskuję jasność myślenia.Wyjechałam,patrzę z daleka i widzę jaką byłam idiotką.
(...)
Powiem tylko, że nie jestem najgorsza, szczupła, atrakcyjna,nie wyglądam na te lata....ale co z tego.I tak jej nie dorównuje.Jestem do niczego.Smutno mi.....Będę czekać na wasze rady.
NIE jesteś "do niczego" i nie ma tu miejsca na "dorównywanie" BO... to mąż miał romans i zbeszcześcił wasze małżeństwo - to była JEGO decyzja... postanowił zostać "amatorem kwaśnych" jabłek i ZWYCZAJNIE o Tobie i Twoich uczuciach nie raczył myśleć wówczas... I nie myśli DALEJ, rozkładając się przed WASZYM TV.
NIE ma w TYM żadnej Twojej winy... ani twojej niedoskonałości.
Ty po prostu stałaś się dla niegodziwca, że pozwolę sobie użyć określenia jednej pani z naszego bloga: "WYGODNĄ sytuacją"
STRASZNIE trudne zadanie stawiasz przed sobą. Trwać u boku takiego oszusta przez kolejny rok. To jak dłubanie widelcem w otwartej ranie... Nie byłabym w stanie czegoś takiego znieść...
Życzę zatem sił.
I tak jej nie dorównuje.
Śmiem wątpić...
Tyle młodości i zapału włożyłam w tę rodzinę
Czasami się w życiu nie ułoźy..Życzę Ci byś jeszcze była szczęśliwa..bo z męźem to Ty szczęscia juź nie zaznasz.
Trochę ochłonęłam i moja decyzja jest taka: chcę, aby wyprowadził się do niej.Tam ma zobowiązania i obowiązki.To będzie uczciwsze, niż takie podwójne życie.Musi doznać dnia codziennego z nią.Niech wreszcie kłamstwa i pozory znikną, inni też muszą wiedzieć.Mam dosyć udawania, że wszystko jest ok.Nie wiem czy to dobra decyzja, ale tak dyktuje mi serce.Dziękuję za wsparcie i opinie.
Masz wątpliwości co do słuszności decyzji. Co musiałabyś ze sobą zrobić, by dalej wierzyć w jego opowieści?
Gratuluję tego, że przestałaś się okłamywać i przytomnie spojrzałaś na swego jeszczemęża. Gratuluję odwagi i decyzji.
to dobra decyzja i słuszna. trzeba zawsze mieć nadzieję w lepsze jutro;)
Trochę ochłonęłam i moja decyzja jest taka: chcę, aby wyprowadził się do niej.Tam ma zobowiązania i obowiązki.To będzie uczciwsze, niż takie podwójne życie.Musi doznać dnia codziennego z nią.Niech wreszcie kłamstwa i pozory znikną, inni też muszą wiedzieć.Mam dosyć udawania, że wszystko jest ok.Nie wiem czy to dobra decyzja, ale tak dyktuje mi serce.Dziękuję za wsparcie i opinie.
Depresjantko,współczuje ci tego co przechodzisz,tych krzywd wyrządzonych przez m.Ważne że dokonałaś wyboru i dajesz sobie szanse na nowe życie.Zrozumiałe jest to że masz jakies wątpliwości,ale twoj wybór dyktuje ci serce i rozum.Kawał czasu 25 lat... Jesteś dzielną i odważną kobietą i masz wsparcie w dzieciach. Twoje 49 lat to najlepszy okres w życiu kobiety i tyle jeszcze przed tobą wspaniałych chwil;-)Trzymam kciuki za ciebie.
hej Depresjanka, przeczytałam uważnie Twój wątek...wiem, że masz potwornie cięzko...ale pozwól, że zwrócę Ci uwagę na jedno. Napisałaś, że podjęłaś decyzję, że on ma się wyprowadzić do niej. Moja Droga on ma się wyprowadzić z Twojego/Waszego domu, ale gdzie pójdzie to już jego sprawa- ciebie to Kochana powinno interesować tyle co zeszłoroczny śnieg.
Widzę tu sposób Twojego myślenia, Ty wciąż myślisz za Was, Ty wciąż myślisz My. Czy to nie było tak, że mu matkowałaś w tym związku?Nie wiem na jakim etapie otrząsania się po zdradzie jesteś, może za wcześnie na takie moje refleksje, może jeszcze nie czas...
pozdrawiam Cię serdecznie
Kochane dziewczyny!
Nawet nie wiecie, co znaczą dla mnie wasze rady.Jestem z tym wszystkim sama ( dziecko to nie partner,nie muszą wiedzieć o wszystkim i tego nie chcę). Upieram się na przeprowadzce do niej , aby poniósł konsekwencje długoletnich kłamstw, wreszcie był odpowiedzialny za swoje czyny.Jeśli wyprowadzi się ( to już postanowione) w trzecie miejsce , wesprą go rodzice, siostry, cała reszta która ma o nim wspaniałe mniemanie.Nic się nie zmieni, będą i tak kontynuować związek po staremu ( po cichu) myślę że chodzi tu o wspólną pracę.Spadnie na cztery łapy, a ja chcę żeby trochę otrzeźwiał, poczuł codzienność z kimś innym, nie koniecznie różową ( chodź i tego nie wykluczam). Pytanie "czy już rozmawiał z nią" udzielona odpowiedź " częściowo"-podobno i ona tego nie chce.Im po prostu tak wygodnie "po cichu, w tajemnicy przed znajomymi, często wspólnymi".Ale to już czas na rozwiązanie ostateczne.To lepsze i tak , niż to co było dotychczas.Trzymajcie za mnie kciuki, bym wytrwała ten czas.łzy lecą, ale cóż to się już stało.
Kochana - tak jak nie miałaś wpływu na "odmianę" jego uczuć, tak i nie masz na to gdzie zamieszka.
Gdybyś zaś skupiła się na sobie i tym by wyjść z tego grzęzawiska DLA siebie (a nie dla tego by ON zrozumiał, odczuł, miał nauczkę) - byłoby dla Ciebie LEPIEJ?
Potrafisz się już ODCIĄĆ od jego popapranego życia...? czy wciąż jeszcze musisz w nim uczestniczyć i mieć ILUZJĘ kontroli?
Trzymaj się i spróbuj SPOJRZEĆ z boku...
życie potrafi weryfikować więc głowa do góry nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
wziąć życie w swoje ręce i nie oglądać się za siebie bo co było i nie jest nie pisze się w rejestr;)
Droga Anhedonnno! masz rację, tak też postąpiłam, ale on nie chce się raczej nigdzie wyprowadzić, zaczyna prowokować mnie swoim zachowaniem, przeczekać.... Rozwiązanie naszego problemu nie interesuje go.W ogóle nie rozmawiamy o tym, jak gdyby nigdy nic....Teraz już naprawdę nie mam siły.Chce zmieść śmieci pod dywan i ma pretensje "że tak to rozdmuchałam". Czy znowu wraca matrix ? Ratunku !Co robić? Radźcie doświadczone kobiety...
Rozwiązanie naszego problemu nie interesuje go .W ogóle nie rozmawiamy o tym, jak gdyby nigdy nic....
Ot nowość...
A Ciebie INTERESUJE rozwiązanie problemu?
Bo mam wrażenie, że O ILE w jego interesie jest NIC nie robić... to Ty się czujesz przez to nieszczęśliwa...
Jemu jest tak dobrze jak jest...
To KTO będzie dążył do rozwikłania sytuacji? Ten któremu jest wygodnie... czy ten któremu sprawia to dyskomfort?
JAK W PRACY byś do takiego dylematu podeszła? Komu powierzyła rozwiązanie węzła?
Niestety ciągle nie dociera do niego, że ja go już nie chcę-tak po prostu.Chcę być sama i oddychać głęboko.Co robić ? Rozmowa wyczerpana.Wszystko już było powiedziane w moim "monologu". Chyba oczekuje, że to ja zniknę.
29 2015-03-18 21:07:20 Ostatnio edytowany przez panigie (2015-03-18 21:08:18)
Po przeczytaniu nasuwa się jedno!!
Otwórz drzwi, kopnj w dupę i je za nim zamknij!!
O czym tu, na Boga , myśleć??
30 2015-03-18 22:26:15 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-03-18 22:29:30)
Niestety ciągle nie dociera do niego, że ja go już nie chcę-tak po prostu.Chcę być sama i oddychać głęboko.Co robić ? Rozmowa wyczerpana.Wszystko już było powiedziane w moim "monologu". Chyba oczekuje, że to ja zniknę.
Z Twoich wcześniejszych postów wnoszę, źe masz mocne dowody zdrady męża, dlaczego zatem nie wystąpień o rozwód z jego winy?
Sytuacja jest jasna: żadne z Was nie chce odbudowywać związku, nie kochacie się, nie wspieracie, nie przyjażnicie. Po co ciągnąć dłużej tę farsę zwaną małżeństwem?
Szkoda, bo dałaś się dupkowi wciągnąć w nicość, która prowadzi to obdrapania człowieka z resztek szacunku.
Skoro to trwa już tyle miesięcy!!. Dla mnie to oczywiste ze chciał mieć was obie. A teraz? Dalej wspolzyjecie ze sobą czy chodzi tylko o to, jemu, żeby mieć miejsce zamieszkania? Czyli maz ignoruje Twoje zadania. Hmm, a gospodarstwo domowe dalej prowadzicie razem? Jak to wygląda w kwestii prania, gotowania, sprzątania, zakupow?
33 2016-03-31 23:51:53 Ostatnio edytowany przez Depresjanka (2016-03-31 23:56:34)
Myślę,że to wszystko zmierza do jednego.....spieprz....sobie życie.
Dalej jest tak samo.Czuję,że miedzy nami nie ma już nic.czysta ekonomia.Uczucie które wreszcie zdefiniowałam to gorycz,poczucie wykorzystania.Tqk naprawdę wszyscy maja dosyc tego tematu.On nie chce się wyprowadzić mnie nie stać na ucieczkę od niego.Dalej ciągnie to co było tylko - ostrożnie.Wodę ma z mózgu robioną.Mnie pełna ignorancja z obu stron.
Dlaczego się nie rozwiedziesz? Przy takich dowodach masz duże szanse na alimenty.
za 3 m-ce miną dwa lata od założenie tego tematu, a TY dalej tkwisz w tym ??
Witaj, przypadkiem trafiłam na Twój temat. Z wielu względów jest mi bliski. Też 25 lat małżeństwa, dorosłe dzieci. dwa lata temu odkryłam, ze moj maż dzwoni do kobiet z ogłoszeń do telegazety. Czesto utrzymuje kontakty z tymi samymi przez wiele miesiecy. Gdy to odkryłam, załamalam się. Nie wiem, czy sie tez nie spotyka. Sytuacja jest chora, zwłaszcza, ze od tamtej pory jest dla mnie wulgarny, krytykuje i ogranicza pod wzgledem finansowym itd. Dodam, ze pracuje i mam swoje pieniądze. Potrafi byc agresywny zwłaszcza po alkoholu. Twierdzi, ze juestem nieczuła wobec niego a podobnie jak Ty poświeciłam jemu inaszej rodzinie wszystko. Jak dałaś sobie rade? Co u Ciebie? ja też nie umiem sie rozstac. Maz podobnie jak twój spokojnie siedzi przed tv po kazdej awanturze i czeka na obiadek. Dobija mnie jego tumiwisizm. Zero decyzji. Nie ukrywam - dzwoniłam do niektórych z tych kobiet - kłamia, ze już nie dzwoni a potem znowu odkrywam to samo. Beznadzieja. Straciłam wiare w siebie.
Witaj, przypadkiem trafiłam na Twój temat. Z wielu względów jest mi bliski. Też 25 lat małżeństwa, dorosłe dzieci. dwa lata temu odkryłam, ze moj maż dzwoni do kobiet z ogłoszeń do telegazety. Czesto utrzymuje kontakty z tymi samymi przez wiele miesiecy. Gdy to odkryłam, załamalam się. Nie wiem, czy sie tez nie spotyka. Sytuacja jest chora, zwłaszcza, ze od tamtej pory jest dla mnie wulgarny, krytykuje i ogranicza pod wzgledem finansowym itd. Dodam, ze pracuje i mam swoje pieniądze. Potrafi byc agresywny zwłaszcza po alkoholu. Twierdzi, ze juestem nieczuła wobec niego a podobnie jak Ty poświeciłam jemu inaszej rodzinie wszystko. Jak dałaś sobie rade? Co u Ciebie? ja też nie umiem sie rozstac. Maz podobnie jak twój spokojnie siedzi przed tv po kazdej awanturze i czeka na obiadek. Dobija mnie jego tumiwisizm. Zero decyzji. Nie ukrywam - dzwoniłam do niektórych z tych kobiet - kłamia, ze już nie dzwoni a potem znowu odkrywam to samo. Beznadzieja. Straciłam wiare w siebie.
Nie piszesz, czy rozmawiałaś z nim na ten temat, tzn na temat tych dziwnych kontaktów oraz zmiany jego zachowania względem Ciebie. Jak było wcześniej między Wami, od jakiego czasu odkryłaś aktywność męża w sieci?
Być może poczuł się atrakcyjny, a Ty zaczęłaś przeszkadzać, jakby nie było, nie widać uczucia z jego strony do Ciebie.
Domyślam się, że nie jest Ci łatwo podjąć decyzję o rozstaniu po tylu latach małżeństwa. Istotne jest to, czy widzisz szansę na jakieś porozumienie, czy mąż całkowicie odseparował się od Ciebie?
Postaraj się ignorować jego ataki na Ciebie, nie wykłócaj się, zwłaszcza wtedy, gdy on jest pod wpływem %, jeśli możesz wyjdź do innego pokoju, na spacer.
Przy okazji też możesz mu wytknąć co nieco żeby nie myślał sobie, że jest taki super.
Radziłabym, żebyś tymczasem poświęcała sobie max czasu, nie musisz go też obsługiwać, zwłaszcza, że żyjesz za swoje.
Jednocześnie dyskretnie zbieraj dowody, obserwuj go, może Ci się to przydać w przyszłości.
Do bab nie dzwoń, nie ma sensu i tak niczego się nie dowiesz.
Myślę,że to wszystko zmierza do jednego.....spieprz....sobie życie.
Dalej jest tak samo.Czuję,że miedzy nami nie ma już nic.czysta ekonomia.Uczucie które wreszcie zdefiniowałam to gorycz,poczucie wykorzystania.Tqk naprawdę wszyscy maja dosyc tego tematu.On nie chce się wyprowadzić mnie nie stać na ucieczkę od niego.Dalej ciągnie to co było tylko - ostrożnie.Wodę ma z mózgu robioną.Mnie pełna ignorancja z obu stron.
sama na to pozwolilas
dwa lata takiego zycia
dziewczyno ty się wykończysz na własne zyczenie
Najgorszy jest marazm. Życie w tym co znam. Ale sama piszesz, że czujesz się wykorzystana. Tak nie można. Jeśli sama nie szanujesz się, to i on nie będzie Ciebie szanował. Jeśli pokażesz swoją siłę, moc, zaczniesz walczyć o godność, wtedy on zacznie się wycofywać. Wiem sama po sobie. Trzeba pozbyć się strachu, który jest w głowie. Można wszystko w każdym wieku. Życie jest zbyt piękne i krótkie, aby poniewierał tobą byle jaki cham. Zacznij działac. Idż na terapię, do psychologa, zadbaj o siebie, idz na jakiś kurs, szkolenie itd. Nie gotuj mu, nie pierz, nie sprzataj, nie prasuj. Jak życie z nim męczy Cię, to sie po prostu rozwiedż. Uwierz, cisza, spokój, życie bez stresu są bezcenne. Wim, że podjęcie konkretnych, ostatecznych decyzji jest trudne. Człowiek po prostu umiera. A po wszystkim zaczynasz żyć i zastanawiasz się dlaczego tak pózno pozbyłaś się pasożyta. Okazuje się, że mój były dopiero teraz mnie docenił, kiedy dla niego jestem obca. Ciągle szuka kontaktu. Ale ja jestem lata świetlne od niego. Życzę Ci podjęcia trafnych decyzji.
oczywiście, ze rozmawialiśmy na temat tych jego kontaktów, mówiłam, ze to mnie upokarza i czuje się zdradzana. On uparcie zaprzeczał, ze dzwoni, ale w koncu nie miał wyjscia. Twierdzi, ze to głupia zabawa. Mój maż to 2 osoby w jednej. Bywa czuły, opiekunczy, a innym razem jest strasznym chamem. Do tego jakies chore układy z matka, której oddaje wypłaty na przechowanie, ona lata po prawnikach, zeby sprawdzic, co mu sie nalezec bedzie po rozwodzie, bo wie, ze się kłócimy. Zarzucają mi rozrzutnosć, a ja do fryzjera chodzę 2 razy w roku, skromnie się ubieram, nigdzie nie wychodze. Ciągła krytyka mojej osoby z jej strony doprowadza mnie do szału.
Kochane moje babeczki !
Zawiodę was, dalej tkwię w tym chorym układzie. Złapałam go wreszcie na kłamstwie oko w oko ( cały czas to samo t6łumaczenie mojego :super" męża "nie robię nic złego") Postałam pod blokiem tej lepszej pani i...a kuku! mina bezcenna.Był tak zaskoczony, że nawet nie oponował, gdy odjechałam samochodem.Co z tego i tak Przylazł do domu.Udaje,ze nic takiego.Pozmywał dziś po obiedzie (łał!), a był tam po nocy w "sprawach jak zawsze państwowych".Jak mam, wyprowadzić go z domu(wraca jak bumerang - bezczelnie). Boję się awantur, gdy zmienię zamki.To małe miasto i zaszkodzi mi taka sytuacja w pracy.Jestem apatyczna, zła na cały świat i BARDZO samotna-na własne życzenie ( z nikim się nie spotykam , bo wstyd mi takiego obrotu sytuacji - jestem już "stara" i nie przystoi to tylu latach małżeństwa ( w tym roku 29 ....ha,ha,ha....)Proszę odpiszcie moje odważne koleżanki. Co wy byście zrobiły?
Przecież nikt za Ciebie go nie weźmie za kark ...
Piszesz , że wstyd przed ludźmi? Male miasteczko?
A nie jest Tobie wstyd, że maja Cię za wieczną rogaczkę?Skoro by Wasze rozstanie odbiło by się echem ..To jego zdrada po tylu latach nawet nie wzbudza ..nic..
Przecież gdybyś chciała to Twój mąż dawno by byl już"kawalerem"
Co Ci z tego, że nakryjesz go pod klatką? Po co robisz z siebie..... ? Przecież i tak nic z tym nie zrobisz!
Skoro Twój mąż raz pozmywał naczynia po obiedzie. ..to kto ostatnie lata po nim myje? Kto mu gotuje?
Kobieto! Jestes starsza niż ja. ..ale mam wrażenie, że wiek nie jest wyznacznikiem dojrzałości i szacunku dla samej siebie.
Mi nic do tego...ale Ty się wstydź tego co sama sobie i sama z siebie robisz
Nie wiem co Ci napisać, bo to Ty musisz podjąć życiową decyzję. Możesz tkwić w tym gooo....nie i mówić jak moja znajoma, że jeszcze nie stać jej na podjęcie decyzji, że boi się, że on bez niej sobie nie poradzi itp. Chyba jednak boi się zmian. Lepsze życie w patologii - znane, niż nieznane, które czeka gdzieś za rogiem. Jestem starsza od Ciebie i odeszłam od alkoholika i zdradzacza po 30 latach życia. Zostawiłam wszystko. Najgorszy był dzień, kiedy wzięłam walizkę i po raz ostatni zamknęłam za soba drzwi własnego domu. Nie mogłam się obejrzeć, bo by mi chyba serce pękło. Odeszłam i nie żałuję. Żyję sobie spokojnie, po cichutku, pracuję. Mam świetne relacje z dziećmi. Pomagają mi jeśli pomocy potrzebuje. Jestem wolna. Ludzie mnie szanują, doceniają. Dopiero teraz mam czas tylko dla siebie. I samych dobrych, przyjaznych ludzi wokół siebie.
Piszesz, że mąż Cię zdradza, ale kłamie, kluczy, wypiera się tego. Ty natomiast sprawdzasz jego telefon, śledzisz, udowadniasz zdradę. Też to przerabiałam i wiem, że to droga do nikąd. Chyba, że zbierasz twarde dowody do rozwodu z orzeczeniem jego winy. Wtedy to ma jakiś sens. Ale tylko w takim wypadku. Co Ci to dało, że stałaś pod blokiem panny? Co mu udowodniłaś? Czy to coś zmienia w waszym życiu? A garów nie mogłaś sama sobie pozmywać? Boisz sie cokolwiek zrobić, bo co ludzie powiedzą? Ludzie i tak wszystko wiedzą, komentują, plotkują. To wszystko odbywa się za twoimi plecami. Jedni Ci współczują, a inni się śmieją. A może ktoś Cię widział pod blokiem tej kochanicy męża, skoro to mała miejscowość. Mnie wspierały dzieci. Syn powiedział, że jeśli sama nie pójdę do sądu, to on mnie tam zaciągnie. Sami zaproponowali, że będą świadkami. Też mieli dość tej sytuacji. Ale trzeba podjąć decyzję, być twardą, zebrać dowody zdrady. Nie ma zmiłuj. Życie to nie bajka. Mój ex mnie lekceważył, traktował z pobłażaniem i kłamał, kłamał, kłamał. Udowodniłam mu, że popełnił bład. Zebrałam dowody zdrady, udowodniłam alkoholizm i odeszłam. Dopiero teraz mnie szanuje, szuka kontaktu itd. Jakby nie było jestem teraz dla niego obca, więc może stąd te jego umizgi. Dla mnie to stary satyr. Ostatnio widziałam go na pogrzebie w rodzinie i patrzyłam jak na obcego, mało atrakcyjnego , podstarzałego faceta. I zastanawiałam się co ja w nim widziałam przez ostatnie lata. Chcesz rady? Radzę Ci zrób to co ja zrobiłam. Rozwiedż się. Jakaś wymiana zamków nic nie da, bo na niego to nie działa. Ciągle go straszyłaś, Groziłąś i nic z tego nie wynikło. On mówi, że nic się nie stało, bo zdrada to nic takiego? Tak mówi, bo Ty to kupujesz. Musisz być konsekwentna. Ale to Twoje życie i zrobisz jak zechcesz. Chyba, że jak moja znajoma będziesz narzekać, śledzić go, umartwiać się, wpadać w depresję, a on będzie się bawił. Aż za kilka lat jak zdrowie już będzie nie to, przyjdą choroby, starego dziada nikt nie zechce, to wtedy staniesz się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - kochaną żoną. Żoną , która będzie pielęgniarką, kucharką, praczką. Nikim więcej.
Nie wiem co Ci napisać, bo to Ty musisz podjąć życiową decyzję. Możesz tkwić w tym gooo....nie i mówić jak moja znajoma, że jeszcze nie stać jej na podjęcie decyzji, że boi się, że on bez niej sobie nie poradzi itp. Chyba jednak boi się zmian. Lepsze życie w patologii - znane, niż nieznane, które czeka gdzieś za rogiem. Jestem starsza od Ciebie i odeszłam od alkoholika i zdradzacza po 30 latach życia. Zostawiłam wszystko. Najgorszy był dzień, kiedy wzięłam walizkę i po raz ostatni zamknęłam za soba drzwi własnego domu. Nie mogłam się obejrzeć, bo by mi chyba serce pękło. Odeszłam i nie żałuję. Żyję sobie spokojnie, po cichutku, pracuję. Mam świetne relacje z dziećmi. Pomagają mi jeśli pomocy potrzebuje. Jestem wolna. Ludzie mnie szanują, doceniają. Dopiero teraz mam czas tylko dla siebie. I samych dobrych, przyjaznych ludzi wokół siebie.
Piszesz, że mąż Cię zdradza, ale kłamie, kluczy, wypiera się tego. Ty natomiast sprawdzasz jego telefon, śledzisz, udowadniasz zdradę. Też to przerabiałam i wiem, że to droga do nikąd. Chyba, że zbierasz twarde dowody do rozwodu z orzeczeniem jego winy. Wtedy to ma jakiś sens. Ale tylko w takim wypadku. Co Ci to dało, że stałaś pod blokiem panny? Co mu udowodniłaś? Czy to coś zmienia w waszym życiu? A garów nie mogłaś sama sobie pozmywać? Boisz sie cokolwiek zrobić, bo co ludzie powiedzą? Ludzie i tak wszystko wiedzą, komentują, plotkują. To wszystko odbywa się za twoimi plecami. Jedni Ci współczują, a inni się śmieją. A może ktoś Cię widział pod blokiem tej kochanicy męża, skoro to mała miejscowość. Mnie wspierały dzieci. Syn powiedział, że jeśli sama nie pójdę do sądu, to on mnie tam zaciągnie. Sami zaproponowali, że będą świadkami. Też mieli dość tej sytuacji. Ale trzeba podjąć decyzję, być twardą, zebrać dowody zdrady. Nie ma zmiłuj. Życie to nie bajka. Mój ex mnie lekceważył, traktował z pobłażaniem i kłamał, kłamał, kłamał. Udowodniłam mu, że popełnił bład. Zebrałam dowody zdrady, udowodniłam alkoholizm i odeszłam. Dopiero teraz mnie szanuje, szuka kontaktu itd. Jakby nie było jestem teraz dla niego obca, więc może stąd te jego umizgi. Dla mnie to stary satyr. Ostatnio widziałam go na pogrzebie w rodzinie i patrzyłam jak na obcego, mało atrakcyjnego , podstarzałego faceta. I zastanawiałam się co ja w nim widziałam przez ostatnie lata. Chcesz rady? Radzę Ci zrób to co ja zrobiłam. Rozwiedż się. Jakaś wymiana zamków nic nie da, bo na niego to nie działa. Ciągle go straszyłaś, Groziłąś i nic z tego nie wynikło. On mówi, że nic się nie stało, bo zdrada to nic takiego? Tak mówi, bo Ty to kupujesz. Musisz być konsekwentna. Ale to Twoje życie i zrobisz jak zechcesz. Chyba, że jak moja znajoma będziesz narzekać, śledzić go, umartwiać się, wpadać w depresję, a on będzie się bawił. Aż za kilka lat jak zdrowie już będzie nie to, przyjdą choroby, starego dziada nikt nie zechce, to wtedy staniesz się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - kochaną żoną. Żoną , która będzie pielęgniarką, kucharką, praczką. Nikim więcej.
Sama prawda, a finał do przewidzenia.
Depresjanko, Twój mąż od KILKUNASTU LAT! prowadzi podwójne życie, a Ty przez ten cały czas, oszukujesz się, cierpisz i czekasz...na co?
Kilkanaście lat, to kawał życia w niepewności, cierpieniu, upokorzeniu. Musisz wreszcie podjąć decyzję i uwolnić się od niego i takiego życia.
Zbierz dowody i zrób wreszcie ten krok, odważ się, z tym panem już nic dobrego Cię nie czeka.
45 2016-06-12 22:40:13 Ostatnio edytowany przez oliwia9195 (2016-06-12 23:24:14)
Pytasz, co byśmy zrobiły bedąc na twoim miejscu?
No cóż- odpowiem tak.
Może spróbuj wczuć się w jego sytuację i pomyśl, jak on może cię postrzegać i może wtedy coś do ciebie dotrze.
Facet ten od wielu lat łajdaczy się z jakąś dziwą na boku i doskonale wie o tym, że TY TEŻ O TYM WIESZ. Widzi więc w tobie mocno przestraszoną i zakompleksiona kobietę, którą można pomiatać, bo ona tak boi się oderwać się od jego portek, że gotowa jest do końca zycia udawać, iż deszcz pada, chociaz w rzeczywistości pluje jej się twarz.
A teraz pomyśl- gdyby sytuacja była odwrotna i to ty od wielu lat miałabyś jakiegoś boczniaka na boku, praktycznie miałabyś go oficjalnie, czyli jak to się mówi, na legalu, a w domu siedziałby twój mąż i tolerował twoje łajdactwo.
To ja się ciebie pytam- czy ty szanowałabyś takiego faceta?
Czy liczyłabyś się z kimś, kto toleruje twoje łajdactwo?
Czy traktowałabyś poważnie jego groźby śrośby?
Za kogo byś miała takiego faceta?
Czy w głębi serca uważałabyś, że to taki wspaniały człowiek i Boże kochany jak to on ciebie kocha, że aż boczniaka jest w stanie przełknąć?
No pomyśl dziewczyno logicznie. Przecież wiadomo, że miałabyś takiego faceta za ostatniego frajera i pipę i dalej puszczałabyś się ze swoim boczniakiem, bo taki układ od lat wszedłby ci w krew i najzwyczajniej w świecie byłby dla ciebie wygodny. Twój mąż robiłby za bankomat i za zasłonę dymną dla twojego kureffstwa, a ostatnią rzeczą, jaką byś chciała zmienić, to zachować się honorowo i odejść do bocznego.
Twój mąż ma cię za nic i ja wcale mu się nie dziwię. Gdybym była na jego miejscu też miałabym cię za frajerkę i na pewno nie liczyłabym się z tobą.
Dalej- dziwisz się, że oblech siedzi ci na karku, chociaz ty kazałaś mu wynieść się do boczniary. I jak znam zycie, ty pewnie na tej podstawie, może łudzisz się, że lowelas wróci do ciebie, bo tak naprawdę w głebi serca, to on ciebie kocha, tylko jeszcze o tym nie wie, bo znacznie młodsza od ciebie boczniara zawróciła mu w głowie.
A jak powiem ci tak- on nie odchodzi do bocznej, ponieważ nie jest taki głupi. Tylko idiota zostawi porządną zonę, porządną i dbającą o niego, o dzieci i dom kobietę dla baby, która puszcza się z nim za plecami własnego męża i która ma dziecko nie wiadomo z kim. Ten stary lowelas musiałby upaść na łeb, by z własnej i nieprzymuszonej woli wiązać się z kurfą- czy ty tego nie rozumiesz? Dlatego właśnie siedzi ci na karku, bo jesteś dobrym parawanem dla jego łajdactwa i dobrze wywiązujesz się z obowiązków pani domu oraz jego służącej. Młoda nadaje się do ruchania, a ty nadajesz się do prozy zycia na co dzień- dlaczego ten stary miałby rozwalać tak wygodny dla niego układ? Bo w jego honor, to chyba raczej nie wierzysz? A może wierzysz? Może tak w głębi serca wierzysz, w to, że twój mąż to porządny facet? Weź kobieto porządny rozmach i wykop łajdusa za zbity pysk, a czy on pójdzie do boczne, czy nie, to ty już się tym nie interesuj i nie przejmuj.
46 2016-06-15 14:03:52 Ostatnio edytowany przez Bolesław (2016-06-15 14:05:15)
Nie chce mi się tego nawet czytać, sorry. Kolejny zafajdany obraz "związku" i poważny problem kogoś, kto jest raniony przez kogoś innego (ktory jesli sam nie dostanie po dupie, to nic nie zrozumie). Padło tu jednak kilka pytań i mam kilka spostrzeżeń.
1. Nie, wasze małżeństwo nie jest zmarnowane. Na pewno były piękne chwile, macie dziecko. Ale jeśli wszystko postrzegasz z punktu widzenia obecnych wydarzeń to nic innego poza własną raną, nie ma dla Ciebie znaczenia. To co się dzieje jest złe, ale w tym wszystkim Ty również wybrałaś zło, stałaś się, jak sama mówisz, cyniczna. Nie chce nawet wchodzić w to co to oznacza. Brrr.
2. Twój mąż Cię zdradzał, nie zaprzestał tego, ma nadal osobisty kontakt ze swoją kochanką czemu sprzyja sytuacja wspólnej pracy (to bardzo dziwne, że na to pozwoliłaś bo pierwszym warunkiem koniecznym dla zaprzestania romansu i wybaczenia romansu, jest w 100% urwanie jakiegokolwiek kontaktu z byłym kochankiem/kochanką nawet kosztem pracy czy miejsca zamieszkania. Tu wygrały pieniądze (to ten cynizm?)). Nie wiesz jak dzisiaj jest, wtedy też nie wiedziałaś. Brakuje Ci konsekwencji. Chcesz utrzymać status quo. Jest to materialny status quo. A zdrada nadal trwa i kontakt, nawet jeśli by to była tylko zdrada emocjonalna, zaangażowanie, to co to dla Ciebie jako kobiety zmienia?
3. Jak najbardziej miałaś prawo powiadomić męża tej kobiety o zaistniałej sytuacji. Dziwne, że tego nie zrobiłaś.
Dalej pisać nie chcę, bo to jest babranie się w bagnie kogoś kto w pewnym etapie życia wybrał materializm. I nawet jeśli jest osobą pokrzywdzoną, jak autorka, to wybrał zło. Teraz kwestia leży w zmianie sposobu myślenia, postępowania, odbudowie szacunku do samej siebie i wartości. Kiedy to zacznie być robione, stanie się, to samo rozwiązanie stanie się jasne (naprawdę można wyobrazić sobie różne rozwiązania).
Wszystko zostało już napisane. Nic nie ma do dodania. To jest Twoje życie i Ty musisz podjąc decyzję jak ma ono dalej wyglądać. Nie Twój mąż. On decyzję podjął. Prowadzi podwójne życie. Ma żonę i kochankę. Ma się świetnie. Natomiast Ty podejmij decyzję, abyś mogła żyć godnie. Jeśli tego nie zrobisz, to w dalszym ciągu dasz przyzwolenie mężowi na ku.....stwo. Czy Ciebie zycie z takim człowiekiem nie " boli''?