Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » KULTURA » Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 45 ]

1 Ostatnio edytowany przez noelle87 (2009-09-10 21:55:08)

Temat: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

,,K****, zaraz się jazda zacznie?- pomyślała Justyna.
  Było jej zimno, a przemoczone deszczem ubranie kleiło się do ciała. Wczoraj znów zabawiła więcej niż powinna. Miała wyjść z koleżanką tylko na piwo, a skończyło się w łóżku chłopaka. ,,No, jak zawsze. Ona wyciąga mnie na piwo, na głupawe ploteczki w stylu ,,tylko my dwie,? a zaraz przychodzi ten jej Grześ i ciągnie za sobą Michała. Ciekawe, czy ta kretynka kiedykolwiek zrozumie, że Michał nie jest w moim stylu. Nie śpieszy mi się do wychodzenia za mąż i rodzenia dzieci, tak jak jej. Chce sobie niszczyć życie- proszę bardzo. Ale mnie niech w to nie wciąga.?- Myśli, idąc w deszczu.
  Przyjaźń Justyny z Kasią, o której Justyna nie potrafiła powiedzieć inaczej niż: ,,ta kretynka?, była dość specyficzna. Właściwie to, co łączyło obie dziewczyny jako przyjaźń odbierała jedynie Kasia. Dla niej przebywanie z Justyną, jej nietypowy sposób bycia i myślenia, były namiastką świata, do którego ona nigdy dostępu mieć nie mogła. Głęboko religijni rodzice ciągle traktowali Kasię jak dziecko i o istnieniu wielu rzeczy do dziś nie miałaby pojęcia, gdyby nie jej przyjaciółka. To za jej namową w wieku 14 lat zapaliła swojego pierwszego papierosa, a rok później upiła się do nieprzytomności na urodzinach kuzynki. Zbuntowana przeciwko całemu światu Justyna była też dla Kasi doskonałym pretekstem, by zdobyć uznanie dziewczyn z klasy- bo przecież znała ,,tę? Justynę i z dziecięcą naiwnością mogła prostować absurdalne plotki na jej temat, jakimi regularnie karmiło się miasto.
  Justyna miała zupełnie inne zdanie na temat znajomości z Kasią. W dzieciństwie nie przywiązywała do jej obecności w swoim życiu większej uwagi. Nieśmiała blondyneczka była, bo najwidoczniej być musiała. Justyna nie zastanawiała się także dlaczego tak często rodzice Kasi zapraszają ją do siebie do domu, dają jej jeść i nazywają ,,biedną Justynką?. Znaczących różnic między sobą a Kasią nie widziała- no może oprócz tego, że z Kasi była płaczliwa laleczka, która uczepiona rękawa Justyny, wiecznie się czegoś bała. A Justyna nie bała się niczego- to jej się bano po tym, jak jako pięciolatka zabiła kamieniem wróbla, bo: ,,przeszkadzało jej, jak gadał?.
  Dopiero kiedy Justyna dorosła, zrozumiała, że rodzice Kasi zwyczajnie litowali się nad nimi obiema. Justynka była samotną dziewczynką, której matka uciekła ze swoim kochankiem, zostawiając ją z jedną ze swoich ostatnich zdobyczy. Ta pozbawiona ciepła rodzinnego dziewczynka, z całą pewnością nie mogła sprowadzić na złą drogę spokojniej jak anioł na obrazku Kasi, za którą nie wiedzieć czemu, nie przepadały żadne dzieci.
  Kiedy Justyna uświadomiła sobie to wszystko, przestała mieć ochotę na jakiekolwiek kontakty z Kasią i jej rodziną. Bała się jednak, że jej zupełnie nieprzystosowana do życia koleżanka (biorąc pod uwagę kryteria ,,przystosowania do życia? którymi kierowała się sama Justyna ), całkowicie się załamie. Zrobiło jej się trochę szkoda Kasi, której nawet głupiego kłamstwa trzeba było uczyć długo i ciągle na nowo powtarzać, że jeśli raz kogoś okłamie, Bóg na pewno jej nie ukarze. Przynajmniej nie w tej chwili.
  Dlatego Kasia w życiu Justyny została. Pod jej wpływem zaczęła nawet robić coś tak grzesznego, jak oglądanie się za chłopakami. Chodząc z ułożonym jak ona sama Grzegorzem, który w jej marzeniach już był idealnym mężem i oddanym ojcem gromadki dzieci, nie mogła pojąć, dlaczego Justyna nie chce związać się z jego kuzynem Michałem. Zdaniem Kasi, Michał idealnie pasował do Justyny i kiedyś, gdy Justyna wyszłaby za niego za mąż, a Kasia za swojego ukochanego Grzegorza, byłyby prawdziwą rodziną.
  Michał, owszem, różnił się od swojego kuzyna Grześka, za którym tak szalała Kasia. Słuchał ciężkiej, metalowej muzyki i nałogowo palił papierosy. Z powodu częstych wagarów nie skończył żadnej szkoły i dlatego w czasie, kiedy jego koledzy zdawali matury, on babrał się w smarze w serwisie samochodowym sąsiada.
  Justyna nie raz słyszała plotki, jakoby ona i Michał byli parą, gdyż często widywano ich na mieście razem. Jednak o tym, że tych dwoje łączy jedynie satysfakcjonujący seks, nie wiedział nikt. Justyna miała duże potrzeby, a Michał w ,,tych? sprawach był bardzo dobry. Potrafił zrozumieć, że Justynę nie interesuje żaden poważny związek uczuciowy i bez wahania godził się na seksualne eksperymenty bez zobowiązań,  jakie mu proponowała. Kręciły go ich spotkania które miały na celu tylko jedno: rozładowanie napięcia i przekroczenie kolejnych granic. Justyna była konkretna i wiedziała czego chce- poza tym była naprawdę ładna. Zgrabna właścicielka długich, farbowanych na czerwono włosów stanowiła wyraźne przeciwieństwo Kaśki. I była bezczelna wobec wszystkiego, co się ruszało- a to Michałowi podobało się w niej najbardziej.
  Justyna wiedziała, że Michał tak samo jak ona, ma dość nudnych spotkań z Kasią i jej ukochanym Grzesiem. Przypuszczała, że Michał godzi się towarzyszyć Grześkowi tylko po to, by pod byle pretekstem wziąć ją do swojego mieszkania i tam razem z nią oddać się seksualnym uniesieniom.
  Wczoraj wypiła za dużo. W szkole każdy panikował przed próbną maturą, która nieuchronnie się zbliżała. To skutecznie popsuło jej humor, a dawka nudnego ględzenia Kaśki na dokładkę, stanowiło doskonały powód, by się upić.
Wypiła jedno piwo, a potem drugie. Później Michał postawił wszystkim drinka. Potem chyba jeszcze jedno piwo?W pewnym momencie zaczęło jej się kręcić w głowie i Michał powiedział, że odwiezie ją do domu. Przeprosili towarzystwo, a potem Justyna zapamiętała tylko jak Michał ją rozbierał i zachłannie całował. Przez chwilę pomyślała, że zadzwoni do ojczyma i powie, że zostaje u Kaśki na noc- na pewno by się zgodził. Jednak Michał pieścił ją tak rozkosznie, że szybko o tym pomyśle zapomniała.
  Rano obudził ją potworny ból głowy. Z trudem pozbierała swoje porozrzucane ubrania i spojrzała na komórkę. Szesnaście nieodebranych połączeń od ojczyma i sms od Kaśki, z zapytaniem, czy wszystko w porządku. Była zła na siebie, że przegięła z alkoholem, a potem dała się omamić czułościom Michała. To nie pierwszy raz, kiedy w środku tygodnia nie wróciła na noc do domu. Ojczym straszył ją, że jak tak dalej pójdzie, nie ma szans na zdanie matury i dostanie się na studia. Justyna pomimo wszystko przyznała mu w duchu rację. Musi być bardziej odpowiedzialna, inaczej skończy jak jej matka.
  Popatrzyła chwilę na śpiącego Michała. Jego ciemne loki opadły mu na twarz, a ręka leżała tam, gdzie chwilę wcześniej znajdowały się biodra Justyny. ,,Nawet ładny jest?- pomyślała.- ,,Tylko szkoda, że taki cham z niego?.
  Przy wyjściu z klatki powitało ją przeszywające zimno deszczowego poranka. Cienka dżinsowa kurtka szybko nasiąknęła woda. Kiedy dotarła do domu, była przemoczona na wylot.
  Drzwi były otwarte. Nacisnęła lekko klamkę, mając nadzieję na ciche przejście do swojego pokoju.











                             
(2)

Tego poranka nie tylko Justynę trapił silny ból głowy. Taki sam, a może jeszcze większy bo podsycany niepokojem trapił jej ojczyma.
Justyna nie była jego biologiczną córką, ale dla Jerzego nie miało to żadnego znaczenia. Nie przejmował się litościwym kiwaniem głów pobożnych sąsiadek kiedy po pracy szedł obładowany zakupami albo wysłuchiwał kolejnych uwag na temat niegrzecznej dziewczynki. ,,Nie jego a tak się nią zajmuje?.  Tak, Jerzy zajmował się Justyną i kochał ją jak swoje własne dziecko. Niekiedy siadając w swoim ulubionym fotelu i głaszcząc kota-przybłędę myślał, że ze wszystkiego, co w swoim życiu zdobył i co posiadał to właśnie ona jest jego największym szczęściem. Dla niej otworzył swoją maleńką księgarnię na rogu ulicy i wybudował dom. Było ciężko, ale dał radę. Często z rozrzewnieniem wspominał jak to od rana do wieczora przesiadywał w księgarni z maleńką Justynką śpiącą na zapleczu. Szkoda mu było zatrudniać kogoś do pomocy bo czasy nie były ciekawe i każdy grosz się liczył. Zwłaszcza, że mała była bardzo chorowita i ciągle potrzebowała jakiś leków. Rodziny Jerzy nie miał żadnej, sąsiadek o pomoc prosić nie chciał więc pewnego dnia wpadł na pomysł, że będzie córkę zabierał ze sobą do pracy. Na zapleczu urządził jej niewielki pokoik, wstawił łóżeczko i zabawki. Ruchu w księgarni nie było wielkiego, więc miał dziecko ciągle na oku. Czytał jej dużo książeczek i cieszył się, że dziewczynka jest tak bardzo spragniona wiedzy o świecie. Justyna szybko nauczyła się czytać i pisać. W szkole szło jej bardzo dobrze i gdyby nie to karygodne zachowanie byłaby najlepsza w klasie?
Jerzy często obwiniał się za wszystkie pyskówki Justyny w szkole. Sądził, iż do jego porażki wychowawczej przyczyniło się to, że mała wychowywała się w niepełnej rodzinie. Często myślał, że może gdyby jego córka miała matkę byłaby inna. Koleżanka Jerzego z lat szkolnych co prawda wiele razy zabierała Justynę do siebie ale Jerzy zdawał sobie sprawę, że nawet całe dnie spędzone u niej w domu nie zastąpią małej prawdziwej, pełnej rodziny. Patrząc na spokojną i ułożoną córkę koleżanki- Kasię- czuł żal, że samotny mężczyzna nie jest wystarczającą podporą dla nastoletniej dziewczyny.
Starał się z nią dużo rozmawiać i był bardzo wyrozumiały. Pozwalał Justynie na wiele rzeczy przekonany, że córka wie, iż ufa jej bezgranicznie. Ale kiedy coraz częściej stawiała na swoim, Jerzy poczuł, że traci swoją ukochaną dziewczynkę.
Tak samo jak kiedyś matkę Justyny?

Mimo, iż minęło 19 lat Jerzy wciąż nie mógł pogodzić się ze stratą miłości swojego życia. Był już wcale nie młodym mężczyzną, kiedy poznał Mariolę. Piękna blondynka urzekła go swoim wdziękiem i inteligencją. Godzinami potrafili rozmawiać o sztuce i Jerzy nigdy nie mógł się nadziwić, że taka kobieta jest nim zainteresowana. Upajał się tonem jej głosu, płynnymi ruchami i naturalną gracją. Była dla niego jak bogini ze starogreckich mitów. Miał wielką nadzieję na stabilizację u jej boku. W marzeniach często widział siebie, Mariolę i jej maleńką córeczkę jako rodzinę jedzącą rano śniadanie przy wielkim, dębowym stole. Mariola marzyła, by być aktorką, więc Jerzy wymyślił, że mogłaby grać w filmach a on zostałby wtedy krytykiem filmowym i rozpisywał się nad wielkim talentem swojej żony.
Ludzie ostrzegali go przed Mariolą. Mówili, że ,,szuka ojca dla dziecka? ale Jerzy nie chciał im wierzyć. Był przekonany, że ktoś taki cudowny jak ona nie byłby zdolny do zadania rany prosto w serce i oburzał się bardzo, gdy słyszał, że ,,jeszcze się przejedzie?.
Gdy Mariola zaproponowała mu adopcję trzymiesięcznej Justyny zgodził się bez wahania. To miał być milowy krok w budowaniu ich rodziny. Miał zostać ojcem Justynki a za kilka miesięcy, po ślubie, mężem Marioli.
Życie, a może temperament niedoszłej żony zadecydowało inaczej. Pewnego popołudnia Mariola zostawiła mu córeczkę. Miało być na chwilę, miała iść tylko do fryzjera.
Nie wróciła już nigdy. Kiedy Jerzy zmartwiony zaczął następnego dnia szukać narzeczonej jej przyjaciółka przyniosła mu lakoniczny list. Mariola napisała w nim, że dusi się w ich związku, że chce innego, lepszego życia. Że zostawia mu Justynę bo jej dziecko w życiu nie jest potrzebne a Jerzy przecież zgodził się być jej ojcem więc niech się nią zajmuje.
Justynka w jego życiu została. Mariola nigdy nie wspominała o swoich najbliższych z ,,pewnych powodów? więc Jerzy nie dociekał, czy mała ma jakiś dziadków. Opiekował się nią, jak umiał najlepiej.

,,Wszystko się sypie?- tak pomyślał podczas jednej z bezsennych nocy Jerzy, gdy Justyna po raz kolejny nie wróciła na noc do domu.
Miała 17 lat i Jerzy wciąż nie mógł zrozumieć, jak to się stało, że gdzieś zniknęła mała Justynka. Niewinną i słodką blondyneczkę zastępowała teraz krąbna pannica z ufarbowanymi na wściekle czerwony kolor włosami. Ze zdaniem Jerzego liczyła się tylko wtedy, kiedy czegoś potrzebowała. W innych przypadkach za właściwe uważała tylko swoje poglądy, których nie bała się bezczelnie głosić wszem i wobec. Jerzy ciągle dziwił się, jak to się dzieje, że pomimo wszystko ludzie jednak jej ulegają. Justyna w tym roku miała zdawać maturę  i jakimś cudem jej wyniki w nauce były jednymi z najlepszych w kasie. Czy czarowała wszystkich wokoło błękitem swoich oczu, czy szantażowała kamiennym wyrazem twarzy tego nie wiedział nikt. Justyna miała w sobie niezwykłą zaciętość do pewnych rzeczy. Jeśli czegoś chciała, to musiało być jej.
,,Muszę zrobić coś, by zechciała wydorośleć?- westchnął Jerzy. W tym momencie w przedpokoju usłyszał cichy szmer.

Jerzy podniósł się z fotela i zdecydowanym krokiem ruszył na spotkanie z córką. Przyglądał się, jak usiłuje rozwiązać sznurówki swoich glanów i czekał na powitanie z jej strony. Justyna jednak pochłonięta poplątanymi sznurówkami i zła, że coś tak głupiego zajmuje jej cenny czas nie zauważyła ojca. Dopiero kiedy zdecydowała się zwyczajnie zrzucić buty bez ich rozwiązywania i z ulgą podniosła głowę zauważyła, że Jerzy bacznie jej się przygląda.
-O? cześć tato. Obudziłam Cię?- Justyna niepewnym głosem próbowała przekonać siebie i ojca, że ten poranek nie różni się niczym od wszystkich innych. Że nic się nie stało, a ona właśnie wróciła z krótkiego spaceru. Pozory normalności?
- Nie, Justynko, nie spałem dzisiaj. Czekałem na Ciebie.
- A tego? idziesz do pracy?
- Mam wolne. Siadaj, musimy porozmawiać.
Justynę zdziwiła pewność siebie ojca. Postanowiła spróbować odwlec rozmowę w czasie, z nadzieją, że kiedy ojciec trochę odpocznie, nie będzie dla niej tak surowy. Ona sama również była zmęczona i obawiała się, że w swoim obecnym stanie nie wymyśli sensownych argumentów, by wytłumaczyć ojcu, dlaczego po raz kolejny nie wróciła na noc.
- Tato, ale zobacz, która jest godzina. Może się prześpij chwilę, co? Potem pogadamy.
- Justyna? powiedziałem coś i chciałbym, żebyś mnie posłuchała. Chodź tutaj.
Justyna westchnęła. Nie było sensu kłócić się z ojcem i pogarszać swojej sytuacji. Porozmawia z nim teraz, dla świętego spokoju i po raz setny obieca poprawę. ,,Może kiedyś to moje postanowienie poprawy raczy się ziścić??- pomyślała przez chwilę i szczelnie owinęła się wełnianym kocem. Miała nadzieję, że ojciec szybko przekaże jej to, co ma do powiedzenia i powoli położyć się spać. Była wykończona.
- O której to, moja panno, wraca się do domu? ? głos Jerzego przywołał Justynę do powrotu z krainy marzeń o ciepłym i wygodnym łóżku.
- Przepraszam, ale tak jakoś wyszło. Kaśki wina. Ona mnie wyciągnęła na piwo. Ciągle czegoś chce.
- Ja nie pytam, co wczoraj zrobiła Kaśka tylko pytam co Ty zrobiłaś. Masz 17 lat, za niedługo zdajesz maturę. Masz tego świadomość?- zapytał Jerzy.
- Nie, no coś ty! A ja myślałam, że za rok! - umoralniająca pogawędka ojca zaczęła drażnić Justynę.- Może i robię głupio, ale nie jestem smarkulą, która trzeba prowadzić za rękę! Dobrze wiem, że mam maturę i tak samo dobrze wiem, że ją zdam. Wyluzuj, ok?? Poradzę sobie?
Justyna popatrzyła na ojca a potem jej wzrok przykuła biała koperta leżąca na stole.
- Co to jest?
Jerzy westchnął głęboko. Oto nadeszła chwila, w której miał przekazać córce wiadomość, która być może odmieni całe jej życie a zupełnie nie wiedział, jak to zrobić. W obliczu tej niepewności bezczelne odpowiedzi córki wydawały mu się niczym. Postanowił zacząć od początku.
- List od babci przyszedł.
- Babci??- Justyna zaśmiała się ironicznie- Jakiej babci?
-Twojej babci.
- Nie mam babci przecież. Twoi rodzice nie żyją.
- No cóż, okazuje się, że jednak masz. Tą drugą babcie? - Jerzy był wyraźnie zakłopotany. Pytające i przenikliwe spojrzenie Justyny, jakby ukrywał przed nią jakąś wielką tajemnice nie dodawało mu odwagi.
- Co za babcia? I co to za list?
- Przyszedł wczoraj po południu, ale ciebie już nie było. Otwórz go i przeczytaj, wtedy będziesz wiedziała, co w nim jest.
Justyna wzięła do ręki kopertę i oglądnęła ją. Wyraźne, piękne pismo. Nadawca: Józefina Zakrzewska. Więc tak niby nazywa się ta jej cała babcia. Ciekawe, co od niej chce.
- Mam gdzieś jakąś babcie Józie- w jednej chwili Justyna zmieniła zdanie i postanowiła nie otwierać koperty. ? Co sobie przypomniała nagle, że ma wnuczkę?! Pieniędzy jej potrzeba?!
Wstała i wręczyła ojcu nie otwarty list.
- Jak chcesz to sobie przeczytaj. Ja mam to gdzieś.
Jerzy popatrzył zdziwiony na córkę. Nie mógł uwierzyć, że tak łatwo przyjęła do wiadomości, że ma babcię, by za moment z równą łatwością stwierdzić, iż jej to zupełnie nie interesuje. Nie podda się. Nie wiedział, czego chce od Justyny jej babcia, ale nie miało to dla niego znaczenia. Być może pojawiła się właśnie szansa, by Justyna miała kogoś poza nim, komu będzie mogła bezgranicznie zaufać, kto będzie ją kochał i zadba o nią w razie, gdyby jemu coś się stało. A on, Jerzy, tego nie zmarnuje.

Przypomniał sobie popołudnie sprzed pół roku, kiedy to sam otrzymał list od Józefiny Zakrzewskiej. Nie było łatwo oswoić mu się z myślą, że ktoś jeszcze oprócz niego interesuje się losem Justyny. Szczególnie, że była to matka kobiety, która kiedyś tak bardzo go zraniła? Ale po początkowej obojętności, Jerzy z każdym kolejnym listem od starszej pani darzył ją coraz większą sympatią. Józefina pisała, że Mariola nie przyznała się, iż ma dziecko a ona dowiedziała się o Justynie przypadkiem. Że gdyby wiedziała, że mieszkają tak blisko siebie wszystko byłoby inaczej? Teraz pragnęła poznać swoją wnuczkę i choć w części nadrobić stracone lata.

- Kładę ci list na stole, w razie gdybyś zmieniła zdanie i jednak postanowiła go przeczytać. Może babcia niekoniecznie chce od ciebie pieniędzy.
- Daruj sobie, tato- Justyna odwróciła się w drzwiach. Nie będę zmieniała nic w swoim życiu. Podoba mi się tak jak jest.
Jerzy westchnął. Zdał sobie sprawę, że właśnie poniósł kolejną porażkę jako ojciec dorastającej dziewczyny. Ale za chwilę szybko pocieszył się myślą, że już w nie takich sytuacjach dawał sobie radę. Teraz też sobie poradzi. ,,Nie jestem znowu taki stary?.?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Hmmm, nawet ciekawe, całkiem przyjemnie się czyta. Czekam na kontynuację.

3

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Dzięki. To i tak nie do końca jest to, co chciałam napisać- mam za dużo pomysłów i jestem za bardzo roztrzepana jeśli chodzi o pisanie. Ale liczę, że jak napiszę całość to na spokojnie wszystko poprawię.

4

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

To kiedy dalsza część?

5

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Jak ją napiszę to wrzuce na pewno wink

6

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Fajnie się czyta, warto przejrzeć interpunkcję, ale to już tylko kosmetyka. W każdym razie będziesz i tak jeszcze to poprawiała smile

7

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Bardzo fajnie skomponowana klamra w pierwszym rozdziale.

Popracuj trochę nad stylem.
Usuń część zaimków - szczególnie dzierżawczych.

Na przykład:

Zamiast ? ?Justyna wzięła do ręki kopertę i oglądnęła ją. Wyraźne, piękne pismo. Nadawca: Józefina Zakrzewska. Więc tak niby nazywa się ta jej cała babcia. Ciekawe, co od niej chce?.

Może tak (to tylko propozycja):

?Justyna wzięła kopertę. Wyraźne, piękne pismo. Nadawca: Józefina Zakrzewska. Więc niby tak nazywa się babcia. Ciekawe, co chce?.

8

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

(3)

Dochodziła godzina 14, kiedy Justyna w końcu zdecydowała się wstać. Od godziny nie spała, i mimo słuchania muzyki i fatalnego samopoczucia nie zasnęła ponownie. Odrzuciła kołdrę na bok i w tym samym momencie poczuła dotkliwe zimno. Jej ciało szybko pokryło się gęsią skórką.
,,Aha? znowu będę chora?- pomyślała niezbyt zadowolona.- ,,Następna przyjemność tego dnia. Powinnam zabić tę durną Kaśkę.?
Zła na koleżankę i samą siebie weszła do kuchni. Na jej widok kot miauknął przyjaźnie i podbiegł tulić się do jej nóg.
- Leoś, kociaku, jak ja cię dawno nie widziałam- zagadnęła go Justyna głaskając z czułością. ? Co, ty też jesteś głodny? Zaraz coś damy do jedzenia, zaczekaj chwileczkę.
,,Ojca pewnie nie ma w domu?- zgadywała Justyna. ,,Pewnie jednak poszedł do księgarni i  jak zwykle dał mi czas zastanowić się nad sobą. Kiedy on zrozumie, że to już nie te czasy, kiedy miałam jeszcze w sobie dobrą wolę by się zmienić??
Justyna przygotowała sobie kanapki i postanowiła wrócić do ciepłego łóżka. Było jej zimno, bolała ją głowa i gardło. Wiedziała, że najbliższe kilka dni spędzi w domu. Ojciec nie puści jej chorej do szkoły. Kupi tonę lekarstw i będzie kazał leżeć w łóżku. Zawsze panikuje kiedy ona, Justyna, jest chora. Zostało mu to jeszcze z czasów jej dzieciństwa. Ale może to i lepiej- Justyna niezbyt przepadała za szkołą. Drażnili ją jej koledzy i koleżanki, którzy zdaniem Justyny nie mieli żadnego pojęcia o życiu. Wolała uczyć się sama, w domu.
Szło jej całkiem nieźle. Średnia 4,37 w maturalnej klasie z łatwością pozwalała Justynie na oddawanie się jej największej pasji- pisaniu.
Bo Justyna od dziecka wiedziała, że pewnego dnia zostanie słynną pisarką. Przesiadując w księgarni ojczyma i słuchając czytanych przez niego opowieści zapragnęła stwarzać własne historie. Zostanie kreatorką wymyślonego przez siebie świata? A w życiu realnym będzie wywoływać skandale, szokować a przede wszystkim będzie do bólu wolna. Nikt nie będzie jej ograniczał, mówił co i jak ma robić. Nie pozwoli wbić się w sztywne ramy typowych ról społecznych. Nie zmarnuje swojego życia tak jak jej ojczym?
Justyna na swój sposób bardzo kochała Jerzego ale patrząc na jego podkrążone oczy i wieczne przemęczenie obiecywała sobie, że będzie żyć inaczej. Zdawała sobie sprawę z wagi poświęcenia i trudu, jakiego podjął się Jerzy biorąc ją pod swoją opiekę. Szanowała go i starała się by nie miał przez nią powodów do zmartwień. To właśnie ta wdzięczność sprawiała, że pomimo marzeń o literackiej karierze uczyła się też przedmiotów ścisłych. Matematyka, chemia, biologia nie miały przed nią tajemnic a przyswajanie kolejnych reguł i wzorów nie stanowiło większego problemu. Robiła to dla Jerzego by mógł być z niej dumny- chociaż nigdy nawet najmniejszym słowem ani gestem tego nie zdradziła .
Pomimo tego, że nie łączyły ich żadne więzy krwi stanowili zgraną i oddaną sobie rodzinę. Byli jak drużyna, która działa w myśl zasady ,,jeden za wszystkich-wszyscy za innego?. W przypadku Justyny i Jerzego to ,,wszyscy? oznaczało jedynie dwie osoby co tylko wzmacniało więzi między nimi. Oprócz siebie nie mieli nikogo.
Justyna każdego dnia konsekwentnie dążyła do realizacji swojego marzenia o byciu znaną literatką. Skandale wywoływała już jako mała dziewczynka a w miarę dorastania tworzyła też pierwsze teksty. Wymyślała bohaterów, ich życiorysy a następnie splatała wszystko w jedną całość. Wymyślany przez nią świat pochłaniał ją całą i dlatego Justyna nie miała zbyt wiele czasu na nawiązywanie nowych znajomości. Właściwie grono jej znajomych a zarazem przyjaciół w przededniu próbnej matury ograniczało się do Kaśki i Grzegorza. Ewentualnie i z dużymi zastrzeżeniami do tego grona mogła zaliczyć jeszcze Michała.
Dla Justyny pisanie małych i większych historii bezapelacyjnie wygrywało z wyjściami na szkolne dyskoteki czy pierwsze randki. Prowadziła też bloga, gdzie oprócz pisania pamiętnika zamieszczała swoje teksty a także udzielała się na internetowych forach literackich. Była dobra co podkreślały znajome polonistki i nieznajomi ludzie poznani w Internecie. Ale Justyna chciała być najlepsza. Wiedziała, że czeka ją dużo pracy zanim osiągnie prawdziwy sukces.
Będzie pracować. Tylko musi mieć dużo spokoju.

Tego jednak dnia spokój pustego domu dzielony sprawiedliwie z kotem Leonem nie nastrajał jej do twórczej pracy. Justyna nie miała żadnego konkretnego pomysłu na napisanie ciekawej historii a na zamieszczenie notatki na blogu o swoim prywatnym życiu zupełnej ochoty. Słuchając muzyki sprawdziła pocztę. Nie miała żadnych nowych maili a na forum nikt nie napisał posta, który byłby godny jej uwagi.
Przerzuciła nowy numer ,,Cosmopolitana? który zdarzało jej się czytać ze względu na zabawne artykuły o seksie. Ze złością stwierdziła, że gdyby wszystkiego chciało jej się tak bardzo, jak bardzo jej się nie chce, byłaby w stanie zrobić wszystko.
,,Ojciec wróci dopiero wieczorem, a do tego czasu umrę z nudów?- pomyślała.
Myślami wróciła też do białej koperty leżącej na stole w salonie. Nie miała ochoty czytać listu od nieznajomej babci jednak mając do wyboru jego lekturę lub perspektywę leżenia w łóżku i patrzenia w sufit do późnego wieczora, zrezygnowana po raz kolejny zeszła na dół.
Choroba atakowała ją coraz bardziej i ból wszystkich mięśni utrudniał chodzenie. Szybko zabrała kopertę i wróciła do pokoju.
Józefina Zakrzewska? Dla Justyny imię i nazwisko jej babci brzmiało nieco arystokratycznie. Zaczęła się zastanawiać, czy jej babcia nie jest przypadkiem starą, stukniętą matroną z równie wiekową służącą u boku, która czując oddech śmierci na karku postanawia zapisać swej wnuczce wielki majątek wraz ze wszystkimi rodowymi sekretami które owa wnuczka ma rozwiązać by jej przodkowie wreszcie spoczęli w pokoju. To byłoby dobre jako wątek powieści ale w swoim życiu Justyna raczej nie chciałaby tego doświadczyć.
Rozerwała niedbale kopertę i zaczęła czytać:
Droga Justyno!

Ciężko jest pisać, do kogoś, kto powinien być tak bliską sercu osobą, a kogo zupełnie się nie zna. Szczególnie, jeśli piszę się po raz pierwszy.
Zapewne nie masz ochoty czytać staroświeckiego listu pisanego na papierze i to w dodatku od babci, której nigdy nie poznałaś. Nie dziwię Ci się, ale jeśli możesz przeczytaj go proszę do końca.
O tym, że istniejesz, dowiedziałam się zupełnie przypadkowo kilka miesięcy temu. Pamiętam ten dzień do dziś. Odwiedził mnie przyjaciel Twojej matki z lat szkolnych. Mariola i Roman byli ze sobą bardzo zżyci, ale niestety tak to czasem w życiu bywa, że drogi nawet najlepszych przyjaciół się rozchodzą. Roman przyjechał do mnie w odwiedziny latem zeszłego roku. Jego wizyta bardzo mnie ucieszyła- w końcu minęło tyle lat odkąd się ostatni raz widzieliśmy. Wspominaliśmy jak wiele się od tego czasu wydarzyło. W końcu Roman zapytał mnie, jak się miewa moja wnuczka. Byłam niezwykle zdziwiona, o jakiej to wnuczce mówi. Odkąd żyję, nigdy żadnej wnuczki nie miałam. On także był niezwykle zaskoczony. Zapytał mnie: ,,Pani Józefino, no jak to o jakiej- o córce Marioli naturalnie.? Gdybym nie znała swojej córki, a Twoje matki na tyle dobrze, by wiedzieć, iż była zdolna do ukrycia przede mną swojej ciąży i dziecka, nigdy bym mu nie uwierzyła. Poza tym Roman to niezwykle szarmancki i nienagannie wychowany mężczyzna- z całą pewnością nie miał powodu by mnie okłamywać.
Postanowiłam Cię odnaleźć. Roman bardzo mi pomógł i efektem tego wszystkiego, jak widzisz, jest mój list do Ciebie. Nie miej mi za złe tego, że nie od razu napisałam. Uznałam za stosowne najpierw skontaktować się z Twoim ojczymem, by upewnić się, iż naprawdę znalazłam odpowiednią osobę. Nie chciałam mieszać w Twoim życiu na wypadek, gdybym się pomyliła.
Teraz jednak nie mam żadnych wątpliwości- jestem Twoją babcią, a Ty moją wnuczką. Straciłyśmy obie wiele czasu, ale może jeszcze nie wszystko stracone. Bardzo chciałabym Cię poznać. Na kopercie masz mój adres. Jeśli możesz- przyjedź. Mam nadzieję, że niczym Cię nie uraziłam.
Z wyrazami szacunku
Józefina Zakrzewska

Justyna pomyślała, że może powinna przeczytać list jeszcze raz ale nagle poczuła, że kręci jej się w głowie a bicie serca z niewiadomych przyczyn sprawia ból. Zgasiła lampkę stojącą na szafce przy łóżku i zamknęła oczy.
Była potwornie zmęczona i zbyt słaba, by analizować informacje zawarte w liście. Zdawała sobie jednak sprawę, że otwierając list od babci, której nawet nie zna, otwarła jednocześnie furtkę do nowego rozdziału w swoim życiu. Miała świadomość, że cokolwiek postanowi i cokolwiek zrobi, jej 17-letnie życie ulegnie zmianie. Ktoś ją, Justynę, która do tej pory była tylko Justyną Koczelą  nazywa swoją wnuczką, czyjąś córką.  Już nigdy nie będzie tak samo? To ją przerażało.

9

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Powiem Ci, że ciekawe :] Pisz dalej ;]

10

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Kiedy Kasia wracała w piątkowe popołudnie ze szkoły z ulgą pomyślała, że w poniedziałek Justyna wróci już na lekcje i wszystko będzie tak, jak być powinno.

Bardzo nie lubiła, kiedy jej przyjaciółka chorowała i zostawiała ją samą. Kasia nie miała wtedy nikogo z kim mogłaby porozmawiać albo poradzić się w sercowej sprawie.
Ciężko było też na lekcjach wf. Dziewczyny z klasy ciągle naśmiewały się z jej z nieporadności podczas gry w siatkówkę czy koszykówkę. Drobne ręce Kasi o wiele częściej zasłaniały twarz przed nadlatującą piłką niż ją odbijały. Kasia po prostu się bała i tłumaczyła sobie, że po prostu taka już jest. Niestety, koleżanką tego wytłumaczyć nie umiała. Za każdym razem, kiedy ją ośmieszano lub wręcz krzyczano, by w końcu zaczęła się ruszać spuszczała jedynie głowę na dół, pozwalając by jej długie blond włosy opadły na twarz.

To Justyna zawsze stawała w jej obronie. Gdy podnosiła głos reszta dziewczyn natychmiast milkła lub ośmielała rzucić jedynie pogardliwe spojrzenia w stronę Kasi, gdy ta po raz kolejny nie odbiła piłki lecącej w jej stronę .
W szkole bano się Justyny, którą otaczała aura tajemniczości. Nikt nie wiedział, do czego jest tak naprawdę zdolna. Jej przeszłość stanowiła wielki znak zapytania, gdyż wychowywał ją jedynie adopcyjny ojciec. O matce i pozostałych członkach rodziny Justyna nic nie mówiła.
Pyskatą i niezwykle inteligentną dziewczynę widywano jedynie w towarzystwie Kasi i jej chłopaka. No i oczywiście chłopaka samej Justyny, który był identyczny jak jego partnerka. Ludzie mogli jedynie snuć domysły co Justyna i Michał robią całymi zdaniami gdy ich rówieśnicy bawią się w klubach lub wydają pieniądze w galeriach handlowych. Nie wiadomo było też, kogo znają- mogli więc znać każdego, nawet najgorsze czarne charaktery. Dlatego na wszelki wypadek każdy wolał Justynie schodzić z drogi.

Niestety, bywały momenty takie jak ostatni tydzień, że Justyna była chora  i nie mogła bronić Kasi przed złośliwymi koleżankami. Kasia czuła się wtedy bardzo źle i starała się jak najczęściej odwiedzać swoją przyjaciółkę. Ciągle miała nadzieję, że kiedyś nauczy się jej wewnętrznej siły i będzie jak ona.

Tym razem jednak perspektywa wizyty u Justyny ekscytowała ją bardziej niż zwykle. Justyna napisała w smsie, że musi powiedzieć jej o czymś ważnym. Co to mogło być, Kasia nie wiedziała. Ale już sama myśl, że Justyna chce wtajemniczyć ją w swoje poważne sprawy dodawała Kasi pewności siebie. Poczuła się ważna i wyjątkowa. Jak najszybciej więc chciała się z nią zobaczyć.

Idąc brukowaną uliczką zauważyła, że ojciec Justyny macha do niej zza szyb księgarni, gestem zapraszając ją do środka. Darzyła go wielką sympatią i mimo zniecierpliwienia, że opóźni to jej spotkanie z Justyną weszła do księgarni.

- Dzień dobry wujku. Jak mija dzień? Duży masz ruch?

Jerzy był szczerze uradowany, że Kasia przyjęła jego zaproszenie. Bardzo lubił tę spokojną dziewczynę o poważnych oczach. Była grzeczna i dobrze ułożona. Nigdy niczemu się nie sprzeciwiała i dlatego Jerzy cenił sobie rozmowy z nią. Szacunek z jej strony rekompensował mu ignorancję jego poleceń przez Justynę. Teraz jednak widział, że Kasia niezbyt chętnie z nim rozmawia.

- Witaj, Kasiu. No jakoś leci powoli, trochę leniwie. Wybierasz się może do Justynki?
- Tak, tak idę do niej i właśnie się troszkę spieszę. Dobrze się już czuje?
- Sądząc po liczbie czasu jaki spędza przed komputerem to można powiedzieć, że czuje się bardzo dobrze. Ciągle coś piszę i piszę. Ale chyba nie macie zamiaru nigdzie wychodzić? Jest strasznie zimno.

Jerzy zawsze, gdy Justyna chorowała był niezwykle przejęty. Stanem jej zdrowia interesował się z wielką troską obojętnie, czy Justyna chorowała mając 18 miesięcy czy 18 lat. Za żadne skarby nie mógł pozwolić, by jego księżniczka wychodziła z domu w okropną, deszczową pogodę.
Kasia natomiast wystraszyła się, że Jerzy może chcieć robić jej jakieś wyrzuty z powodu ostatniego wyjścia z Justyną. To właśnie po tym, wracając nad ranem do domu Justyna mocno się przeziębiła.

- Nie, nigdzie nie pójdziemy. Chcę jej dać zeszyty i chwilę pogadamy.
Bo ja? - Kasia lekko się zaczerwieniła- ja potem z Grześkiem do kina idę i nie mam za wiele czasu.

Jerzy popatrzył na Kasię zza okularów wyrozumiale potakując głową.

- No tak, młoda jesteś to i zakochana. Masz rację, dziewczyno. Jak teraz dobrego męża nie znajdziesz to potem może być problem.

Kasia uśmiechnęła się. Wujek Jerzy był taki mądry i można z nim było o wszystkim porozmawiać. Nie to co jej rodzice? dla nich Kasia wciąż była malutką Kasieńką, którą trzeba nakarmić i ciepło ubrać. Byli dobrzy i troskliwi ale nie rozumieli, że Kasia ma już 18 lat, jest zakochana i chciałaby wkrótce wyjść za mąż i mieć dzieci. Będzie musiała z nimi wkrótce poważnie porozmawiać.

Odwróciła się w stronę drzwi. Była pewna, że po krótkim wytłumaczeniu wujek pozwoli jej już iść do Justyny.
Jerzemu jednak coś się przypomniało.

- Kasiu? a Justyna lubi tego swojego Michała?? To znaczy? są parą?

Kasia nie wiedziała, co odpowiedzieć Jerzemu. Ona sama miała niewielkie pojęcie na temat związku Justyny i Michała. Justyna praktycznie nie rozmawiała o Michale. Randki i pocałunki niewiele ją obchodziły. Tylko Grzesiek kiedyś napomknął jej, że Michał na jednej z imprez publicznie pochwalił się, że Justyna jest niezła w łóżku ale Kasia nie wiedziała, czy to prawda. Musi spytać Justyny. Nie będzie rozsiewać głupich plotek o swojej przyjaciółce.
Spojrzała na Jerzego nieco zakłopotana. Chciała już wyjść. Justyna czeka na nią z ważna wiadomością.

- Grzesiek mówił, że Michał tak mu powiedział. Że Justyna bardzo mu się podoba. Ja idę, wujku. Spotkamy się później. Do widzenia.

Jerzy westchnął. Niewiele dowiedział się od Kasi na temat związku swojej córki. Justyna nikomu nie zwierzała się ze swoich uczuć. Jerzy był jednak przekonany, że jego jedyna córka już wkrótce przedstawi mu swojego chłopaka. W końcu spędzała z nim wiele czasu, więc dla Jerzego było oczywiste, że to coś więcej niż przelotna znajomość. Postanowił być cierpliwy i pozostawić sprawy własnemu biegowi.





Drogę z księgarni do domu Justyny Kasia pokonała prawie biegiem. Kiedy zobaczyła swoją przyjaciółkę rzuciła się jej w ramiona.

- Jejku, kochana przepraszam, że tak długo na mnie czekałaś. Twój tato zatrzymał mnie na chwilę. Dobrze się już czujesz?

Justyna była mocno zniecierpliwiona czekaniem na Kasię. Zastanawiała się, co też może ona robić tak ważnego po szkole, że każe Justynie na siebie czekać. Zwłaszcza, że Justyna miała dla niej wiadomość, która na pewno ją zainteresuje.

- O widzisz. A co Jerzyk chciał od Ciebie?
- Nic ważnego. Tak pytał, jak leci. Co mi chciałaś powiedzieć?

Podniecenie Kasi mimo wszystko rozbawiło Justynę. Dawno nie widziała, żeby ułożona i grzeczna Kasia była tak podekscytowana. Zaróżowione policzki i błyszczące oczy wręcz do niej nie pasowały. Ale Justyna musiała w duchu przyznać, że nieuznającej makijażu Kasi te emocje dodają niewątpliwego uroku.

- Spokojnie. Ściągnij ten płaszcz i chodź na górę. Zaraz Ci wszystko opowiem. Chcesz herbatę z cytryną czy mlekiem?
- Z mlekiem. Masz kota na górze?
- Tak, pląta się gdzieś po korytarzu. Idź do niego i czekaj na mnie.

Justyna nie miała pojęcia, dlaczego chce rozmawiać z Kasią o liście od swojej babci. Nie zamierzała słuchać jej rad, co ona zrobiłaby na jej miejscu. Justyna i tak zrobi wszystko po swojemu. Miała jednak nadzieję, że Kaśka na coś się przyda. Chociażby dlatego, że Justyna jeżeli nie chce zwariować musi o tym komuś powiedzieć.
Postawiła kubki z herbatą na biurku. Wzięła ukrytą pod stertą książek kopertę i podała ją Kasi.

- To list od mojej babci. To znaczy od mamy mojej matki.- powiedziała spokojnie otulając się kocem, jak gdyby przekazywaniem takich informacji zajmowała się od dawna.

Zdumiona Kaśka trzymała kopertę w ręce i milcząc patrzyła na znajdujący się na niej adres. Nie wiedziała, co powiedzieć albo co zrobić. Nie wiedziała nic. Czuła się jak na początku jakiegoś wielkiego labiryntu.
Takie rzeczy jak list od nieznajomej babci dzieją się w serialach. Nie w życiu najlepszych przyjaciółek.
Justyna zauważyła jej zakłopotanie.

- No weź wyciągnij w końcu ten list i przeczytaj. Inaczej nie będziemy miały o czym rozmawiać.

Justyna obserwowała Kasię, gdy ta czytała list. Zdumienie i zszokowanie nie opuszczało jej ani na chwilę. Ona przez te kilka dni miała chociaż czas oswoić się z myślą, że gdzieś niedaleko niej żyje matka jej matki. Matki, która miała ją zwyczajnie gdzieś.

- I co teraz zrobisz?- pytanie Kasi przywołało Justynę do rzeczywistości. ? Odwiedzisz ją?
- Jeszcze nie wiem. Przecież w ogóle jej nie znam. Nie mam nawet pojęcia, czy chce ją znać. Mogła się w sumie wcześniej zainteresować, czy jej córka ma jakiejś dzieci.

Głos Justyny nie zadrżał ani razu, gdy wypowiadała te słowa. Zawsze była niczyja. Ewentualnie była podrzutkiem dla Jerzego. Była z tą myślą pogodzona i nie czuła potrzeby, by cokolwiek zmieniać.
Teraz miała szansę zbudować swoje życie na nowo. Mogła znaleźć swoją rodzinę i żyć jak wszyscy. Mieć ciotki, wujków, kuzynów, rodzinne historie i tradycje. Miałaby w końcu swoje miejsce w świecie.
Kasia nie mogła uwierzyć, że Justyna może się wahać.

- Nie bądź taka okrutna. To nie jej wina, że Twoja matka się nie przyznała? może to starsza kobieta i nie radzi sobie ze wszystkim sama? Może powinnaś jej pomóc?? Poza tym rodzina jest potrzebna każdemu. Nie wierze, że nigdy nie marzyłaś o dużym rodzinnym spotkaniu na Boże Narodzenie i?

Chrześcijańskie miłosierdzie Kaśki rozzłościło Justynę. Nie lubiła, gdy ktoś mówił jej, co powinna robić ze swoim życiem.

- Kiedy moja matka zostawiła mnie Jerzemu jak zbędnego śmiecia nikt się nami zbytnio nie przejmował. Jerzy musiał sobie sam dać rade. Udało się. Cały czas sobie świetnie radzimy. Nie wiem, czy chcę, żeby cokolwiek to zburzyło. Dobrze jest jak jest.

Jej podniesiony głos trochę wystraszył Kaśkę. Justyna wiedziała, że dziewczyna teraz już nic nie powie. Zresztą oskarżenia Justyny były trochę niesprawiedliwe i Kasię to zabolało. Jej rodzice byli zawsze w porządku wobec niej i Jerzego. Pomagali im jak mogli w miarę swoich możliwości. 
Justyna pomyślała to samo. Spojrzała na Kasię i próbowała wymusić na sobie uśmiech.

- Dobra, przepraszam. Pamiętam jak Twoi rodzice zawsze kupowali mi na Gwiazdkę i Dzień Dziecka to samo co Tobie, pamiętali o moich urodzinach chociaż nie musieli i w ogóle. Nie będziemy już gadać o mojej babci. Powiedz lepiej co u Ciebie? Jak Grzesiek?

Twarz Kasi na nowo się rozjaśniła. Z dumą powiedziała:

- Wszystko w porządku. Idziemy dziś do kina.
- O, zakochane gołąbeczki idą na randkę- zaśmiała się Justyna. Będzie ostro?
- No? idziemy do kina i tyle? - Kasia wzięła głęboki oddech i szybko, zanim jej przyjaciółka zdążyła cokolwiek powiedzieć,  wyrzuciła z siebie nurtujące ją pytanie:- Justyna, Ty chodzisz do łóżka z Michałem?

Justyna spojrzała zaskoczona na Kasię. Nie mogła uwierzyć, że interesuje się ona jej życiem seksualnym.

- No chodzę, a co? Dlaczego o to pytasz?
- Bo Michał powiedział wszystkim na jednej imprezie, że jesteś niezła w łóżku?.- odpowiedziała cicho Kasia.
- Skurwiel. Ale go opierdolę! Mógłby być trochę bardziej dyskretny.

Kasia była wyraźnie zasmucona. Justyna była jej najlepszą przyjaciółką, poza tym kochała ją jak siostrę. Nie chciała, żeby ktoś mówił o niej źle. Sama będąc szczęśliwie zakochana pragnęła dla niej tego samego.

- Nie przeszkadza ci, że on mówi o tobie takie rzeczy??

Justyna zastanawiała się przez chwilę. Uprawianie seksu było dla niej czymś normalnym i nie widziała w tym nic złego. Nie była osobą wierzącą, by mieć poczucie grzechu czy wyrzuty sumienia. Odkąd dwa lata temu straciła dziewictwo regularnie chodziła z kimś do łóżka. Po prostu to lubiła. Od jakiegoś roku była pod tym względem wierna Michałowi, bo seks z nim był dla niej wyjątkowo satysfakcjonujący. Michał doskonale wiedział, jak zadowolić kobietę a jednocześnie godził się na wszelkie rzeczy, których w łóżku chciała spróbować Justyna. Ona jednak miała świadomość, że gdyby znalazła lepszego kochanka bez żalu zostawiłaby Michała. Łączyło ich jedynie wspólne życie erotyczne, nic poza tym.

Plotki na jej temat nie interesowały jej zbytnio, gdyż Justyna miała ważniejsze rzeczy na głowie. Jednak sprawę opowiadania przez Michała jak dobrą jest kochanką będzie musiała z nim wyjaśnić. Niech sobie nie pozwala na zbyt wiele?

O samej Kasi wiedziała, że jest bardzo religijna, podobnie jak jej rodzice. Nie miała jednak pojęcia, czy to ma jakiś wpływ na jej związek z Grześkiem. Nigdy o to nie pytała. Teraz Justyna uznała, że rozmowa na temat seksu to właściwy moment, by wypytać Kasię o intymne szczegóły jej związku.

- Ty nie sypiasz z Grześkiem?

Kasia przestała na chwilę głaskać kota Leona i wyprostowała się.

- Nie potępiam tego co robisz z Michałem bo to wasz wybór ale ja zachowam dziewictwo do ślubu- z dumą odpowiedziała przyjaciółce. ? Tak postanowiłam.

Justyna spojrzała na przyjaciółkę by przekonać się, czy mówi prawdę. Kasia nie kłamała.

- A co o tym wszystkim myśli Grzesiek? Ma takie samo zdanie na ten temat?

Kasia zawahała się przez chwilę. Nie będzie teraz opowiadać o ich ostatniej kłótni, podczas której Grzesiek wypomniał jej, że czas zachowywać się jak normalni dorośli ludzie i nie robić z seksu brudnej i złej strefy zakazanej. Nie ma o czym mówić.

- Grzesiek zna moje poglądy. Jeśli naprawdę mnie kocha będzie potrafił to uszanować.

Po tym stanowczym oświadczeniu Kasia opowiedziała Justynie o wszystkim, co w ostatnim tygodniu wydarzyło się w szkole. Ze szczególną starannością omijając plotki, kto z kim chodzi, by rozmowa przypadkiem znów nie zeszła na temat seksu.

,,Albo to świat jest dziwny, albo to ja zwariowałam?- pomyślała Justyna godzinę później zamykając drzwi po wyjściu Kasi.

11

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?
robertlit napisał/a:

Na przykład:
Nadawca: Józefina Zakrzewska. Więc tak niby nazywa się ta jej cała babcia.

Może tak (to tylko propozycja):
Nadawca: Józefina Zakrzewska. Więc niby tak nazywa się babcia.

Robertlit nie zaczyna sie zdania od wiec! Dla mnie jest zbyt duzo tzw. mowy potocznej.
Jednakze jest lekkie i ciekawe smile co dalej??

12

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

No cóż, przedstawiam myślenie współczesnej nastolatki więc nie będę wkładała w jej usta górnolotnych słów wink To byłoby zwyczajnie śmieszne. Nie tworze też epopei narodowej.

A zdanie od ,,więc" zacząć można jeżeli jest podsumowaniem poprzedniej myśli. Nie zaczyna nim początkowych wywodów.

13 Ostatnio edytowany przez alaclaudie (2010-02-13 01:17:39)

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Gothka nie atakowalam Ciebie- spokojnie. Nie przejmuj sie rola bo i tak Cie op.. wink znasz to powiedzenie??


Wiele się mówi, że zaczynanie zdania od a więc jest niepoprawne. Ale co kompetentniejsze osoby twierdzą, że jest poprawne, o ile używane w mowie potocznej. Jak jest naprawdę?
Niewiele jest wyrazów, od których nie wolno zacząć zdania. Zakaz taki dotyczy przede wszystkim nieakcentowanych form zaimkowych: zamiast ?Cię kocham? mówimy ?Kocham cię?, zamiast ?Się nie bój? mówimy ?Nie bój się?, a ?Cię kręcę? i ?Się masz? (skrócone później do ?Siema?) należą do nielicznych wyjątków.
Zdanie można podzielić na dwie części niemal w dowolnym miejscu, aby wyeksponować myśl zawartą w drugiej z nich, np. ?Wlazł kotek na płotek. I mruga?. Można tak dzielić dalej (?Wlazł kotek. Na płotek. I mruga?) i dalej (?Wlazł. Kotek. Na płotek. I mruga?). Łatwiej przy tym natrafić na wyraz, który nie może kończyć zdania, niż na taki, który nie może go zaczynać, por. ?Wlazł kotek na?. Nawet jednak i taką konstrukcję można uzasadnić, byle wskazać, że jest niekompletna: ?Wlazł kotek na...?.
Co z tego wynika? Że a więc nie jest wcale gorszym początkiem zdania niż wiele innych wyrazów, w szczególności spójników. Nie wyłączając spójnika że, który otwiera poprzednie zdanie tej porady, a o którym też krążą legendy, że nie powienien nigdy stać na początku.

? Mirosław Bańko, PWN zródło: http://poradnia.pwn.pl/lista.php?kat=4& … F3jnik%F3w

peace wink

14

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

W żadnym wypadku nie odebrałam tego jako atak smile I powiedziałam jedynie to co wiem (albo wydaje mi się że wiem:D) z zajęć z j.polskiego.

Miło mi że zechciałaś przeczytać to co stworzyłam smile

15

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Podoba mi się to, jak piszesz, ale trochę zbyt często powtarzasz imiona. Są takie fragmenty, gdzie imię Kasi pada w każdym lub co drugim zdaniu.
Poza tym to dobrze jest. Mowa potoczna w wypowiedziach nastolatek jak najbardziej wskazana. Nie ma nic gorszego, niż nastolatka mówiąca tylko poprawną polszczyzną ;D

16

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Wiem to o tych imionach ale niestety nie mam pojęcia jak to zmienić... hmm

17

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Całkiem ciekawe, czekam na dalszą część. Wiadomo jak każdy tekst amatora potrzebuje warsztatu literackiego, nie tak łatwo napisać coś poprawnie, a i żeby czytało się lekko i przyjemnie. Ale podoba mi się, pobudza wyobraźnie, widzę w mojej głowie Kaśke, Justynę czy Michała, fajnie wink

18

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Bardzo miło mi to słyszeć wink Dla mnie najważniejsze jest żeby napisać to do końca tak jak zaplanowałam i zostawić coś po sobie smile

Chęci są tylko niekiedy ogarnia mnie lenistwo. A takie miłe wypowiedzi motywują wink

19

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Hmm a jakby tak np zamiast imienia napisać jakąś cechę charakterystyczną danego bohatera, np blondynka, brązowooka czy coś w tym stylu? ^^

20

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

(5)

Dla Justyny miasto, w którym się wychowała było najpiękniejszym miejscem na świecie i dziewczyna gotowa była do swoich poglądów przekonać każdego, kto myślał inaczej. Rzeszów znała lepiej niż siebie samą. Żaden kąt nie był jej tutaj obcy. W ciągu 18-nastu lat swojego życia zdążyła poznać każdy zakamarek wzdłuż i wszerz. Kiedy jej rówieśnicy snuli plany na przyszłość dotyczące wielkich wyprowadzek z rodzinnego miasta, ona w duchu myślała, że za nic nie opuści tego kawałka ziemi. Mimo, że nigdy nie mieszkała nigdzie indziej jej miasto wciąż ją fascynowało. Była przekonana, że posiada ono piękną, artystyczną duszę której ludzie niepodobni do niej po prostu nie umieją dostrzec.
Idąc na spotkanie z Michałem chłonęła urok brukowanej uliczki. Za każdym razem, kiedy szła rynkiem wyobrażała sobie siebie żyjącą w tym miejscu kilka wieków wcześniej.  W jej głowie, niczym filmowe kadry przesuwały się przejeżdżające bryczki z eleganckimi paniami i ich dostojnymi towarzyszami, stragany i małe sklepiki. Lubiła myśleć o tym, kim byłaby w tamtych czasach i co robiła całymi dniami. Długi płaszcz i luźno omotany wokół szyi szalik dobrze udawały rozwianą suknię, którą Justyna mogłaby nosić, gdyby dostąpiła zaszczytu bycia wielką damą. Nie wiedziała jednak, czy umiałaby zachowywać się tak grzecznie i dystyngowanie, jakby od niej wtedy oczekiwano.
,,Może wybrałabym o wiele łatwiejsze życie wędrownej pisarki, wygodne spodnie zamiast sukni  i w końcu czułabym się wolna. Potępiona przez przyzwoite kobiety przesiadywałabym w takich właśnie miejscach przy szklance wódki czekając na przygodny seks?.?- pomyślała otwierając drzwi ,,Graciarni?. Jej drobną postać otuliła mocna muzyka i papierosowy dym. Dziewczyna wzięła głęboki oddech i poczuła, że jest u siebie.
Spośród wszystkich rzeszowskich klubów ten należał do jej ulubionych. Według Justyny najwierniej oddawał klimat miasta i jej prywatne upodobania. Mimo, że ściany były obwieszone pracami plastycznymi a nie poezją czy prozą jako wrażliwa na sztukę czuła się tam lepiej niż gdziekolwiek indziej. Poznała tam wielu ciekawych ludzi i za każdym razem,  kiedy tylko czuła potrzebę towarzystwa mogła liczyć, że w ,,Graciarni? zostanie ona w pełni zaspokojona. Zawsze był tam ktoś znajomy.
To właśnie z tych powodów wybrała ,,Graciarnię? na miejsce poważnej rozmowy z Michałem. Wczorajsze wyznanie Kasi wzbudziło w niej lekki niepokój. Nie przejmowała się zbytnio opinią innych ludzi o sobie ale ze względu na Jerzego będzie musiała wyjaśnić z Michałem kilka spraw, zanim całe miasto zacznie postrzegać ją jako panienkę lekkich obyczajów. Miała nadzieję, że sztuka powstrzyma jej nerwy na wodzy a kiedy już powie temu cynikowi, co myśli o jego pijackich zwierzeniach znajdzie sobie lepsze towarzystwo.

21

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Michał czekał na nią siedząc w dyskretnym miejscu przy ścianie. Swoją butelkę z piwem opróżnił do połowy, drugą gościnnie podsunął Justynie.
- Moja piękna, od tej choroby pozapadały ci się policzki. Czyżbyś nic nie jadła z tęsknoty za mną? ? ze śmiechem zapytał obejmując wzrokiem całą postać swojej towarzyszki.
Nie widział jej od tygodnia i teraz, siedząca przed nim zarumieniona od wiatru i mrozu, z oczami utkwionymi w jego twarzy podniecała go bardziej niż zwykle. Najchętniej wziąłby ją tu i teraz, mając gdzieś, że wokół siedzi mnóstwo ludzi. Wszystko inne stawało się nieważne, gdy miał obok siebie tę rudowłosą nimfę- jak w myślach nazywał Justynę.
Ona sama tego wieczoru wyglądała wyjątkowo pięknie. Kiedy w końcu zdołała uprosić Jerzego, by pozwolił jej wyjść z domu, zmęczenie chorobą i chodzenie kilka dni pod rząd w piżamie obudziło w niej pragnienie bycia zjawiskową kobietą. Ubrała idealnie przylegające do ciała dżinsy, makijaż nałożyła staranniej niż zwykle a wychodząc zamieniła glany na botki na obcasie. Papierosowy dym zabił zapach jej perfum, ale pomimo to dziewczynie wraz z Michałem przyglądało się większość mężczyzn będących gośćmi ,,Graciarni?. Czując na sobie ich spojrzenia dziewczyna z dumą stwierdziła, że jednak udało jej się osiągnąć efekt wyjątkowości.
Odrzuciła włosy do tyłu i ironicznie odpowiedziała Michałowi:
- Nie skarbie, nie jadłam bo tak mnie wkurzyłeś.
Nie miała ochoty na słodkie słówka, nawet jeśli były one tylko grą. Postanowiła od razu powiedzieć to, co miała do przekazania. Nachylając się tak, by kochanek dokładnie widział zarys jej piersi pod bluzką ściszyła głos i  ze złością wysyczała:
- Albo przestaniesz po pijaku opowiadać ludziom co robie z tobą w łóżku albo rozpowiem wszystkim, że jesteś impotentem.
- Doprawdy??- zaśmiał się Michał. ? Myślisz, że ludzie ci uwierzą?
- Jeżeli za chwilę wbiję obcasik w twoje jąderka a Ty zawyjesz z bólu  to myślę, że tak?
- Ostro, laleczko. Chcesz się przymierzyć?

22

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Michał wyciągnął dłoń w stronę Justyny i mocno pogładził ją po udzie wbijając paznokcie w materiał jej spodni.
Była zła na siebie, bo pomimo tego, że miała być stanowcza w stosunku do Michała i jasno powiedzieć mu, że nie powinien pozwalać sobie na zbyt wiele jej ciało przeszedł dreszcz pożądania. Ręka chłopaka wciąż gładziła jej udo a opuszki jego chłodnych palców od czasu do czasu wślizgiwały się pod bluzkę. Skończy się jak zawsze. Michał będzie ją miał całą dla siebie. Wiedzieli o tym oboje i ta myśl sprawiła, że oddech Justyny stał się przyspieszony
- Może się przymierzę jak mnie ładnie poprosisz?- odparła lekko przyciskając kolano do jego męskości.
Był podniecony. Justyna poczuła dumę, że seksapil dawał jej przewagę nad Michałem. Działa na niego a on teraz robił wszystko, by przypadkiem niczym jej nie urazić i pozbawić się przyjemności przebywania z tą nienasyconą dziewczyną. Ale w  seksie to ona lubiła ulegać swojemu kochankowi; lubiła, gdy rozkazywał jej, co ma robić.
- Wypij piwo i pójdziemy do mnie. Tylko bądź grzeczna?
Kiedy po niecałych 5 minutach wychodzili z klubu Justyna pomyślała, że patrząc na ich rozpalone policzki nietrudno się domyślić, dlaczego opuszczają ,,Graciarnię? po tak krótkim czasie. W duchu zaśmiała się, że z Michałem czekają ją jednak większe atrakcje. Szybko zapomniała, że przyszła poważnie z nim porozmawiać. Zrobią to kiedy indziej?
Jego dom był pusty i chwilę po tym, gdy znaleźli się w środku pchnął ją w stronę swojego pokoju.
Odwrócił Justynę twarzą do siebie i zaczął namiętnie całować. Długi i zachłanny pocałunek sprawił, że nogi dziewczyny zadrżały. Michał szybko zdjął z niej bluzkę, rozsunął zamek jej spodni i położył na łóżku. Kiedy poczuł, że piersi Justyny są twarde i spragnione jego pieszczot uwolnił je rozpinając stanik.
Dla Justyny nie liczyło się nic poza rozkoszą jaką doznawała. Nie chciała, by to wszystko kiedykolwiek się skończyło. Było cudownie, kiedy czuła, jak ten wielki mężczyzna zabiega o to, by było jej dobrze.
Michał bawił się jej sutkami jednocześnie całując i liżąc jej szyję. Kiedy jego ręka delikatnie zsunęła się pomiędzy uda uniosła biodra w górę. Wiedziała, że zrozumie o co jej chodzi. Cicho jęknęła, czując jak wsuwa w nią palce i zaczyna nimi poruszać. Jego ruchy były na zmianę powolne i dzikie. Od czasu do czasu kciukiem masował łechtaczkę. Justyna wyciągnęła ręce, by ściągnąć z niego koszulkę.
Chwilę potem usta Michała zagłębiły się w jej wnętrzu. Przyjemność jakiej doznawała sprawiała, że drżała tak bardzo, że musiał trzymać jej rozsunięte nogi. W pewnym momencie zapragnęła poczuć go w sobie.

23

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

- Wejdź we mnie?- powiedziała zanurzając palce w jego włosach. ? Chce być Twoja?
Uśmiechnęła się, gdy wsunął się w nią jednym, szybkim ruchem. Justyna lubiła ból, jaki jej wtedy sprawiał. Wyprężony penis całkowicie wypełniał ją całą. Czuła się zupełnie bezbronna, leżąc pod silnym i umięśnionym ciałem kochanka. Świadomość, że jest całkowicie na niego zdana bardzo ją podniecała. Tak samo jak jej ścierpnięte nadgarstki, które Michał przytrzymywał nad jej głową.
Ponownie na zmianę brał ją delikatnie by za chwilę stać się zachłanny i zaborczy. Zarzucił jej nogi na swoje ramiona. Krzyknęła, gdy zaczął wysuwać z niej penisa na całą długość by raz za razem wbijać go w nią mocniej i mocniej.
- O tak, krzycz?- mówił zanurzając usta w jej włosach. Pokaż, jak ci dobrze?
Objęła go z całych sił gdy fala rozkoszy przeszyła jej ciało. Mięśnie drgały jeszcze wtedy, gdy po wszystkim chłopak delikatnie scałowywał pot z jej czoła.
Na ziemię sprowadziło ją pytanie Michała o to, czy jej się podobało.
- Czy wy faceci za wszelką cenę chcecie mieć status dawcy orgazmów? ? odpowiedziała pytaniem na pytanie podnosząc się z łóżka.
- Może niekoniecznie ale miło byłoby wiedzieć, że jednak cie zaspokoiłem. ? powiedział Michał zapalając papierosa i patrząc jak Justyna powoli się ubiera. ? Po chorobie przydałyby ci się raczej ciepłe, babcine majtki a nie koronkowe stringi, co?
- Może mi babcia jakieś pożyczy jak ją odwiedzę, to wtedy ci zaprezentuje- odparła.
- No nie wiem czy chcę to zobaczyć. Chyba lepiej, że te babcine majtasy ci nie grożą- zaśmiał się.

24

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Zapinając spodnie Justyna spokojnym głosem oznajmiła zdumionemu chłopakowi, że owszem, grozi jej, bo zaginiona babcia w końcu się odnalazła.
Nie rozmawiała z nim zbyt wiele o swoim życiu ale w tej chwili poczuła potrzebę podzielenia się z nim tą informacją. Wiedziała, że zrozumie ją lepiej niż Kasia.
Pomimo cynizmu, który ją w nim denerwował byli do siebie z Michałem niezwykle podobni.. Opowiedziała mu o wszystkim, gdy szli w stronę jej domu. Michał słuchał uważnie, nic nie mówiąc. Justyna nie była do końca pewna, czy wierzy w jej słowa ale cieszyła się, że przynajmniej ktoś umie ją wysłuchać, nie oceniając przy tym jej decyzji.
- To weźmiesz mnie ze sobą w te góry jak pojedziesz odkrywać rodzinne korzenie? ? zapytał niespodziewanie.
Czyli jednak uwierzył.
- No nie wiem- odpowiedziała Justyna. ? Jeśli bardzo będzie mi brakować seksu z tobą dam znać. Podobało mi się dzisiaj- krzyknęła po chwili patrząc jak odchodzi sprzed jej furtki.

25

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Spokojny sen Michała przerwał dźwięk tłuczonego szkła dobiegający z kuchni. Nagły i ostry wzdrygnął jego ciałem i sprawił, że pomimo otulenia ciepłą kołdrą chłopak poczuł chłód. Przez chwilę Michał znajdował się pomiędzy sennym marzeniem i rzeczywistością, nie wiedząc, które z nich dzieje się naprawdę.
Krzykliwy głos uświadomił mu, że jednak nie śpi.
- Gdzie jesteś pieprzony szczeniaku?! Chodź tu natychmiast.
Myślenie momentalnie wróciło wyostrzając jego zmysły. ,,No to mam noc z głowy?- westchnął. ,,Mamusia wróciła?.
Zszedł powoli po schodach przygotowując się na się na widok kompletnie pijanej matki. W takich chwilach nigdy mu się nie spieszyło. Jak najdłużej chciał odsuwać od siebie moment, kiedy staną z matką twarzą w twarz.
Priorytetem w jej życiu od wielu lat był alkohol. Nic innego nie miało dla niej znaczenia ani wartości. Najważniejsze, by miała co pić. Resztę spraw Grażyna Witner pozostawiała ich własnemu biegowi. Michał nigdy nie potrafił sobie przypomnieć żadnej chwili, kiedy matka nie była pod wpływem leków albo alkoholu.
Podobno wszystko zaczęło się od chwili śmierci jego ojca, który utopił się w czasie samotnego wędkowania. Rozpętała się burza, ojciec poślizgnął się na brzegu rzeki i stoczył do wody. To była nagła i niespodziewana śmierć, okrutna drwina losu. Ojciec był młodym, pełnym energii człowiekiem a sam Michał miał wtedy zaledwie 3 miesiące.

26

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Wdowieństwo w niecałe dwa lata po ślubie okazało się ponad siły Grażyny . Otępiała, smutna i rozgoryczona, łykając jedną tabletkę nasenną za drugą nie miała ani siły ani ochoty na zajmowanie się wyczekiwanym synem. W czasie pracy podrzucała go, komu tylko mogła. Michałem zajmowały się wszystkie krewne i znajome jego matki. Grzanie się w cieple cudzych ognisk domowych było jedyną czułością, jakiej zaznawał chłopiec. Chwilowe odruchy matczynej miłości w postaci nowej zabawki czy pogłaskania po głowie nie dawały ukojenia jego dziecięcej samotności .
Kiedy matka straciła pracę przestała zajmować się Michałem zupełnie. To właśnie wtedy w ich i tak chaotyczne życie wkroczył alkohol. Zanikły najmniejsze nawet namiastki bycia rodziną. Pięcioletni chłopiec nie rozumiał jeszcze dlaczego jego dom tak bardzo różni się od domów z opowieści przedszkolnych kolegów. Było skrajnie inaczej ale mimo wszystko żył nadzieją, że jego mama kiedyś wyzdrowieje i będzie jak mama innych dzieci.
Niestety, słowa które usłyszał w pewien wiosenny wieczór brutalnie zabiły w nim to marzenie.
Tego dnia Michał wrócił ze szkoły niezwykle podniecony. Na plastyce robili laurki z okazji Dnia Matki które mieli wręczyć po przedstawieniu dla mam. Chłopiec chciał jak najszybciej przekazać wiadomość o przedstawieniu swojej mamie i zobaczyć, że cieszy się tak samo jak on. Włożył mnóstwo pracy w wykonanie swojej laurki i był przekonany, że mama na pewno będzie chciała obejrzeć też jego występ w jednej z głównej ról.
Przyprowadzony do domu przez jedną z przyszywanych cioć czekał na matkę całe popołudnie siedząc na zimnym parapecie. W końcu zobaczył, że ktoś prowadzi ją zupełnie pijaną.
Zbiegł szybko na dół. Głodny i zmęczony otworzył drzwi i wpuścił matkę wspartą na ramieniu jakiegoś mężczyzny. Małemu Michałkowi nie spodobał się ten pan. Był brudny, śmierdzący i rozbierał jego mamę niemiłosiernie ją szarpiąc. Próbował odciągnąć mamę by wstrętny pan nie zrobił jej żadnej krzywdy. Chwycił ją w pasie i krzyknął: ,,Mamusiu, chodź chcę ci coś dać!?.

27

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Wyrwana z objęć kochanka matka uderzyła Michała w twarz tak mocno, że upadł na podłogę. Chwiejąc się  chwyciła go za włosy i patrząc przerażonemu chłopcu w oczy wykrzyczała: ,,Ty niewyskrobany bachorze! Żałuję, że cie urodziłam bo przez ciebie to wszystko! Wynoś się ode mnie, nie chce patrzyć na takie wstrętne dziecko!?.
W tamtej chwili świat Michała runął. Podniósł się z podłogi. Kiedy wstał, nie był już tym samym chłopcem, którego chwilę wcześniej uderzono. Jego dzieciństwo się skończyło. Jeżeli chce żyć, musi zadbać o siebie sam.
Radził sobie jak umiał, przeżywając małe szczęścia i wielkie porażki. Sam wyznaczał sobie cele i drogi, jakimi będzie je realizował. Po swoim ojcu odziedziczył upór i zaciętość, które nie pozwalały mu się załamywać. Wiedział, że nie może stoczyć się  na takie dno jak matka. Musi jej pokazać, że to wszystko nie jest jego winą.
By uniknąć złośliwych pytań i dociekań ,,życzliwych? sąsiadek postanowił ukrywać swoje uczucia. Na początku było mu trudno, bo widok matki wciąż wywoływał w nim ogromny ból poczucia winy. Jednak z czasem nauczył się być niemą skałą obojętną na wszystko. Matka ułatwiała mu to zadanie, znikając na całe dnie z domu.
Dla ludzi był zimny i opryskliwy. Nie opowiadał nikomu o swoim życiu i nie lubił słuchać cudzych opowieści. Uważał to za niepotrzebną stratę czasu. To sprawiało, że odsuwano się od niego i Michał nie miał żadnych przyjaciół oprócz swojego kuzyna Grześka. Jednak i jemu Michał nie mówił wszystkiego. Chciał być samowystarczalny i niezależny od nikogo. To dlatego jego problemy znajdowały ujście w mocnej muzyce, cięciu żyletką a kiedy dorósł- także w przypadkowym seksie.
Jego uczucia do matki zredukowały się do sprawdzania, czy w alkoholowym amoku nie próbuje pozbawić się życia. Grażyna cierpiała na silną depresję i każde głupstwo mogło stać się kroplą, która wypełni kielich. Michałowi nie zależało na niej, ale nie chciał, by ktokolwiek dowiedział się, jak bardzo poważne były ich problemy.

Kiedy wszedł do kuchni matka stała wśród sterty porozbijanych talerzy wyrzucając z szafek wszystko co mogło ukryć przed nią butelkę wódki. Odwróciła się do niego i patrząc mętnie zapytała:
- Gdzie jest moja butelka? Schowałeś?
- Tak- odparł spokojnie Michał. ? Nie będziesz dziś więcej pić. Wystarczy ci.
- Tylko trochę. Oddaj mi. Naleję sobie a potem możesz mi chować. Zamknę nawet oczy żeby nie widzieć gdzie jeśli chcesz.
Głos Grażyny, kiedy prosiła swojego syna o to, by oddał jej alkohol był uległy i gdyby nie towarzysząca mu z przepicia chrypka można by go uznać za niemal delikatny i kobiecy. Czasem też bezskutecznie próbowała odgrywać rolę zagubionej lecz czułej i kochającej matki.
- No proszę synku. Widzisz, że tego potrzebuję.
Michał był jednak nieugięty. Choć dobrze wiedział, co będzie dalej nigdy nie dawał jej alkoholu. Chce się zapić na śmierć- jej sprawa. Ale z jego ręki wódki nie dostanie.

28

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Tak postanowił i tego będzie się trzymał.
- Potrzebujesz umyć się i iść spać. Popatrz na siebie. Wiesz jak wyglądasz? Jak obleśna, stara baba- odpowiedział ustawiając ją przed oszkloną szafką by mogła dokładnie zobaczyć swoje rozczochrane włosy i ubłocone ubranie.
Wyraz jej twarzy gwałtownie się zmienił. Upór Michała i jego wewnętrzny spokój rozdrażniał ją. Stał za nią niewzruszony, podczas gdy ona marzyła jedynie o łyku wódki na rozluźnienie.
- Ty tu gówniarzu nie rządzisz... Nie będziesz mi rozkazywać co mam robić. Jestem dorosła i jestem twoja matką.
- Jesteś moją matką tylko w dokumentach bo nigdy się tak nie zachowywałaś. Inne matki dbają o swoje dzieci a ja ciągle tylko się wstydziłem swoich brudnych ubrań albo tego, że chodzę głodny. Zwierzęta lepiej dbają o swoje potomstwo niż ty o mnie?
Michał wiedział, że jego słowa nie pozostają matce obojętne, nie miał jednak zamiaru liczyć się z jej uczuciami. Zobaczył, że odsuwa szufladę i szuka czegoś nerwowo.
- Nie masz czym się pociąć- powiedział. Noże też pochowałem.
Grażyna oparła się o szafkę i powoli osuwając usiadła na podłodze. Niekiedy jeszcze zdawała sobie sprawę ze swojego zmarnowanego życia i własnej bezsilności. Nie była autorytetem nawet dla syna i nie miała nad nim żadnej władzy. Nie miała władzy nawet nad sobą samą?

29

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Jej płacz stopniowo przerodził się w krzyk. Kołysała się siedząc na podłodze uderzając przy tym raz za razem o drzwiczki szafki. Była jak zranione zwierze, które nie mogąc uwolnić się z pułapki powoli umiera.
Michał znał te wszystkie sceny na pamięć. Widział je tak wiele razy, że mógł bez zastanowienia recytować z pamięci dialog pomiędzy nim a matką, jaki prowadzą w chwilach, kiedy przychodzi do domu pijana.
Przeczekał aż matce przejdzie atak histerii a potem pomógł położyć jej się do łóżka. Była bezbronna wobec jego zdecydowanych i pewnych działań. Świtało, kiedy upewniwszy się, że zasnęła wrócił do swojego pokoju.
Był bardzo zmęczony a mógł liczyć na zaledwie godzinę snu przed pracą. Przez chwilę zastanawiał się, jak długo jeszcze będzie to wszystko znosił. I jak długo wytrzyma?

Jak przez mgłę przypomniał sobie wydarzenia z poprzedniego dnia; Justynę i jej wiadomość o odnalezionej babci. Nawet ona, choć dla swojej matki była tak samo niepotrzebnym dzieckiem jak on ma swoją rodzinę. Ktoś o nią dba i komuś na niej zależy.
Justyna nie wiedziała jednak, że Michał także, podobnie jak jej ojciec oddałby wszystko byle tylko mogła być szczęśliwa. Uświadomił to sobie zupełnie niedawno, kiedy zobaczył ją roześmianą w towarzystwie Kaśki.
Była niezwykle piękna gdy się uśmiechała. Wraz z nią śmiało się całe jej ciało: oczy, policzki, usta, dłonie? Michał mógłby patrzeć godzinami na twarz Justyny w chwilach, gdy coś sprawiało jej radość lub bawiło.
Na ogół niedostępna stawała się mu wtedy wyjątkowo bliska. Bariera, jaka wokół siebie tworzyła znikała gdzieś niespodziewanie.
Według Justyny łączył ich tylko seks, ale chłopak zastanawiał się czasem, jak zareagowałaby gdyby pewnego dnia zdecydował się opowiedzieć jej o swoim życiu i matce. Byłaby zimna jak zawsze czy może spojrzała łagodnie swoimi błękitnymi oczami?? Tego Michał nie wiedział ale jednego był pewien.
Była kobietą, której pragnął dla siebie. Wyśnionym ideałem który zaistniał w ludzkim ciele. Pragnął przytulać ją nie tylko w czasie seksu, gdzie takie zachowanie było dla nich czymś oczywistym ale także tak zwyczajnie, bez powodu i po prostu.
Nie chciał przyznać się przed samym sobą, że boi się, że kiedy Justyna zajmie się odnajdywaniem swoich korzeni ich spotkania stanął się bardzo rzadkie. Może nawet zupełnie przestaną się widywać?
Kojąc serce cichym ,,Nothing else matters? marzył o chwili, w której słowa swojej ulubionej piosenki zamieni na wyznanie dla kobiety, która sprawiła, że to serce znów zaczęło bić. Nie wiedział jednak, czy jego marzenia mają moc spełniania.

30

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Wiesz co, gothka... Powinnaś dodać jakąś klauzulę w stylu "zbieżność imion jest przypadkowa", bo mogłabym Cię pozwać big_smile

Oczywiście żartuję, nikogo nie zamierzam pozywać, ale jak przeczytałam początek, to aż mnie wmurowało wink

31

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

A podoba się chociaż? smile

32

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Podoba się wink czekam na ciąg dalszy wink

33

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Bardzo ciekawe i wciągające. wink

34

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Niezmiernie mi miło smile

35

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

gothka
Dawno temu pociągał mnie "rock gothic" (coś jak jak Bauc hast), czy to to samo?

36

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

ewka3 o co dokładnie pytasz?

37

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Romantyczna natura Justyny sprawiała, że dziewczyna głęboko wierzyła w to, że każdy człowiek ma na ziemi wyznaczony swój własny zakątek. Tak jak kwiaty kwitną na kawałku ziemi, rzeka płynie wyznaczonym biegiem tak samo i ludzie mają miejsce, w którym czują się lepiej niż gdziekolwiek indziej. Justyna najlepiej czuła się w ukochanym Rzeszowie, jednak dzień, w którym przyjechała do rodzinnej wioski swojej matki mocno zweryfikował te uczucia.
Postanowiła być zimna i powściągliwa w okazywaniu emocji. Żadnych sentymentów. Matka jej nie chciała, podrzuciła ją Jerzemu jak zabawkę, która nie była już potrzebna. Dlatego Justyna wyrzekła się wszelkich wzruszeń przy planowaniu weekendu w górach i zdołała przekonać ojczyma, że doskonale poradzi sobie sama. Potrzebowała spokoju, ciszy, odskoczni od zatłoczonego miasta by mnóstwo myśli w jej głowie odnalazło ład. Nie wiedziała, czy spotka się ze swoją babką. Chciała pobyć sama.
Obiecała Jerzemu, że zadzwoni kiedy tylko dojedzie na miejsce. Martwił się o nią. Ze smutkiem pomyślała, że ojczymowi ciężko pogodzić się z faktem, że nie jest już małą dziewczynką. Od kiedy postanowiła odwiedzić rodzinne strony matki bardzo się denerwował. Ciągle pytał, czy jest pewna swej decyzji a potem starannie zorganizował jej nocleg u znajomych babki. Uparł się też by zanieść na dworzec jej torbę chociaż widać było, ile wysiłku kosztuje go niesienie ciężkiego bagażu po ulicach pełnych stopniałego śniegu. Potem, pomimo próśb Justyny by szedł do domu i nie igrał z wiosennym chłodem, długo patrzył na odjeżdżający autobus. ,,To tylko trzy dni, poradzę sobie?- uspokajała Jerzego Justyna. ,,Trzy dni, podczas których tak wiele może się zdarzyć??- dodawali w myślach oboje. Ich uporządkowane życie zaczynało się zmieniać.
Natłok myśli uspokajały zmieniające się za oknem autobusu krajobrazy. Łagodne, okryte miejscami śniegiem szczyty stopniowo stawały się coraz większe. Justyna zaczęła żałować, że pomimo, iż mieszka tak blisko jeszcze nigdy nie była w Bieszczadach.
Góry lśniły w promieniach lekkiego słońca. Budzące się leniwie do życia łąki i leśnie dróżki zachęcały do spacerów, przyjrzenia im się z bliska i powąchania mokrej ziemi. Chciało się biec przed siebie ile sił w nogach, oddychać najgłębiej jak tylko można. Wiosna powoli roztaczała wokół swoją magię.
Kiedy Justyna wysiadła w Myczkowcach i stanęła na brzegu jeziora twarzą w twarz z wielką górą naprzeciwko siebie wstrzymała oddech. Poczuła, że miejsce w którym się znalazła jest dla niej wielka tajemnicą, którą chce odkryć kawałek po kawałku nie omijając niczego. Nowe, nieznane miejsce zupełnie ją zafascynowało. Obrośnięty gęstym lasem szczyt majestatycznie królował nad małą wioską. Wszystko inne w pokorze znosiło to osobliwe panowanie. Bez niepotrzebnych słów, szeptów, nawoływań, zaklęte w czasie? Kojącą ciszę mącił jedynie wiatr, który wplatając się delikatnie we włosy dawał nowoprzybyłym do zrozumienia, że oto czas schylić czoło przed wielką władczynią. Chłonąc piękno nieznanego miejsca Justyna zdała sobie sprawę, iż jest ono jej miłością od pierwszego wejrzenia. Z zamyślenia wyrwał ją męski głos.
- Przepraszam? pani Justyna Koczela? Bo ja chyba po panią.
Justyna odwróciła się zaskoczona. Fakt istnienia ludzi w królestwie Wielkiej Góry zdawał się ją mocno zdumiewać. Czyż nie jest niezwykłym, że przyroda dopuszcza człowieka by mógł podziwiać i kontemplować piękno jednocześnie żyjąc u jej stóp?? Ach, szczęściarze.
- Tak, dzień dobry. To ja.
Stał przed nią niewysoki, starszy mężczyzna o mocno pomarszczonej twarzy. Zdjął z głowy czapkę  i wpatrując się w mocno błękitne z podniecenia oczy Justyny podał jej swoją dłoń.
- Stanisław Miśkiewicz jestem. Tu niedaleko prowadzę z żoną gospodarstwo agroturystycznie. Pani ojciec prosił, żeby po panią wyjść i zaprowadzić. Zimno jest, szkoda tracić czasu na szukanie domu jak ja i tak nic do roboty nie mam. Pani da torbę, poniosę.
Nim Justyna zdążyła cokolwiek odpowiedzieć Stanisław zabrał z jej rąk torbę i dziarsko ruszył przed siebie. Był urzeczony urodą młodej dziewczyny i mógłby patrzeć na nią jeszcze długo ale jego samodyscyplina nie pozwalała mu na przetrzymywanie gościa na dworze. Jeszcze będzie miał okazję na nią spojrzeć, a dziewczyna pewno głodna jest. A poza tym żona czeka.

38

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

- Pięknie tutaj macie- zagadnęła swojego towarzysza Justyna. ? Długo już pan tu mieszka?
Choć dziewczyna nie należała do osób, które z góry zakładają dobre intencje innych poczuła sympatię do starszego pana. Nie wiedziała, czy sprawiła to szczera twarz z biegnącymi po niej ścieżkami zmarszczek, czy też może magia Myczkowiec ale doceniła jego prostoduszność i chęć pomocy.
- Od dzieciństwa, tak jak mojej świętej pamięci rodzice. Tu się urodziłem i żonę też stąd mam. Związany z tym miejscem jestem chociaż człowiek z wiekiem się przyzwyczaja do widoków. Ale widziałem, że pani się u nas spodobało jak pani tylko wysiadła. Oj tak, robi to wszystko wrażenie. Zwłaszcza jesienią, jak liście nabiorą kolorów to można patrzeć i patrzeć, tak pięknie jest.
- Mnie się już bardzo podoba. Ale może kiedyś przyjadę na jesieni to zobaczę.
W tym samym momencie zdała sobie sprawę, że robi wielkie plany dotyczące miejsca, w którym jest po raz pierwszy i którego kompletnie nie zna. Zachwyciła się jego urodą ale nie miała pewności, że te uczucia zostaną odwzajemnione. Być może za dzień, za dwa pomyśli o tym wszystkim zupełnie inaczej. Może znienawidzi rodzinną wioskę matki, drogi, po których chodziła ta, która się jej wyrzekła, Wielką Górę za to, że jest i nie pochłonęła jej, gdy zostawiała maleńką Justynę kolejnemu kochankowi.
- Młodych to teraz nie ciągnie na wieś. Może na same wakacje. Wolą w mieście, więcej rozrywki, kolegów? Wiem, bo jak wnuki przyjeżdżają to mówią, że fajnie tutaj ale, że nie wytrzymałyby cały rok. Tak to jest? - westchnął Stanisław.
- A dużo ma pan wnuków? ? zapytała Justyna.
- Troje tylko. Synowi się bliźniaczki trafiły a córka ma jednego syna. Już duże są, bo dziewczyny mają po 15 lat a Alek o dwa lata od nich młodszy. Leci czas szybko.
W tym samym momencie ożywił się i wskazując przed siebie powiedział:
- No, jesteśmy na miejscu. Widzi Pani, żona już w oknie stoi. Ona zawsze taka niecierpliwa.
Otworzył bramkę i przepuścił Justynę, by mogła wejść. W otwartych na oścież drzwiach stała uśmiechając się żona Stanisława.
- Dzień dobry- powitała ją Justyna. Nazywam się Justyna Koczela. Mam u państwa zamieszkać przez ten weekend.
- Dzień dobry, dzień dobry. Tak, pani tata wszystko nam już mówił. Dotarła córa szczęśliwie, a tak się martwił.
- Tata zawsze się tak martwi- odpowiedziała Justyna.- Jemu nigdy chyba nie przejdzie.
- Rodzice zawsze się tak martwią o swoje dzieci żeby się nic nie stało? Choćby i dorosłe były to się człowiek będzie martwił i koniec. A o taką piękną pannice to się martwić trzeba podwójnie, żeby jakiś kawaler nie porwał za wcześnie na żonę.
Justyna przytaknęła zakłopotana. ,,Gdyby się tak moja matka martwiła to nie stałabym tu dziś i nie musiała zastanawiać się, czy odwiedzić babkę czy dać jej umrzeć w błogiej nieznajomości mnie?- pomyślała.
Kobieta zauważyła wymuszony uśmiech Justyny i szybko zakończyła temat rodzicielskiej troski.
- Ja Hanna jestem. My tu tak gadamy a pani głodna jest pewno po podróży. Proszę za mną, pokaże pokój, zostawi pani sobie rzeczy i zszykuję kolacje. Dajże Stasiu tą torbę, ja wezmę a Ty nastaw mleko to kako się zrobi. Lubi pani kako?- zwróciła się do Justyny.
- Tak, może być. Lubię chociaż dawno nie piłam.
- No to dobrze. Bo my tu poza sezonem to gości? raczej nie mamy- ciągnęła Hanna wnosząc na schody swoje otyłe ciało i podróżną torbę Justyny. W sezonie to tak, ale teraz jeszcze na wiosnę to nikt nie przyjeżdża. Od przerwy majowej? się zaczyna. Jesteśmy- sapiąc wskazała Justynie pokoik na piętrze. Mam nadzieję, że się spodoba, taki słoneczny pokoik wybrałam. Łazienka jest w środku.
Otwarte drzwi ukazywały przytulne wnętrze pokoiku. Żółte zasłonki  pasowały do żółtych, ozdobnych poduszek leżących na zasłanym grubym kocem łóżku. Kolorowe zdjęcia Bieszczadów wiszące w drewnianych ramkach na ścianie, dębowa szafa, puchaty dywan, mały stolik i stojący obok wiekowy bujany fotel nadawały wnętrzu swoistego charakteru. Za oknem rozpościerał się malowniczy widok na Myczkowce i to Justynie podobało się najbardziej. ,,Oby wszystko poszło dobrze, obym tu jeszcze wróciła??- pomyślała.
Hanna z uśmiechem przerwała natłok pełnych zachwytu myśli dziewczyny:
- Jak się pani rozpakuje to proszę zejść na kolacje. Za 15 minut, dobrze?
- W porządku, wyjmę ubrania z torby i zaraz będę- odwzajemniła uśmiech Justyna. Starsi państwo budzili w niej ciepłe uczucia. Byli dla niej bardzo mili chociaż kompletnie jej nie znali. Była obca w obcym miejscu a mimo to troszczyli się o nią oboje.
- Nie spieszy się nigdzie ale lubimy z mężem jadać posiłki o stałych porach. Jak jeszcze dzieci w domu były to każdy wiedział, że niezależnie od wszystkich obowiązków trzy razy dziennie trzeba było odłożyć wszystko na bok i zasiąść razem do stołu. Rodzina powinna jadać posiłki razem, to bardzo zbliża?Hanna przerwała i zamyśliła się biegnąc wspomnieniami do dawnych lat, gdy jej dom rozbrzmiewał jeszcze śmiechem dzieci. Posiadała jednak tą samą umiejętność, co jej mąż- pomimo wszelkich sentymentów potrafiła wrócić do rzeczywistości kiedy sytuacja tego wymagała. Z czułością popatrzyła na Justynę.
- Także widzimy się za 15 minut.

39

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

,,Ciekawe, czy moja babka też była taka tradycyjna?- pomyślała Justyna, gdy Hanna zamknęła za sobą drzwi do pokoju. Wyciągając z torby swoje rzeczy zapragnęła się tego dowiedzieć.
Zrobiła już tak wiele. Przełamała swoją niechęć do wszystkiego, co związane z matką. Przekonała Jerzego, że poradzi sobie z emocjami w czasie wyjazdu w górach. W końcu znalazła się w cudownym miejscu, które zawładnęło jej sercem. Nade wszystko w życiu ceniła sobie jednak pewny grunt pod nogami. Skoro zrobiła już tak wiele, musi przekonać się, czy to wszystko warte jest jej uczuć.
Pójdzie jutro do swojej babci. Stanie z nią twarzą w twarz. Wyzwie przeszłość na pojedynek. I będzie się trzymać. Wygra.
,,Bo jeśli nie ja, to kto???- zapytała swoje odbicie w lustrze. Zmierzwiła rude loki dłonią, obciągnęła golf i zeszła do kuchni.
Stanisław siedział już przy stole a Hanna przepasana fartuchem krzątała się obok wielkiego, kaflowego pieca. Widać było, że kuchnia jest jej małym królestwem. Półki uginały się od obfitości przetworów i przypraw, na piecu wisiały wianki czosnku a parapety zdobiły doniczki z ziołami. Na stole czekał na Justynę domowy chleb z mnóstwem ziaren, twarożek, miseczka posiekanego szczypiorku i dzban pełen parującego kako.
- Proszę siadać i częstować się- zachęcała Hanna krojąc na kawałki placek z powidłem. Wszystko świeżutkie, domowej roboty.
- Pysznie wygląda- odparła Justyna. ? I smakuje- dodała rozkoszując się kawałkiem chleba z twarożkiem.
Nie wiedziała, czy to domowe jedzenie czy też emocje sprawiły, że apetyt tak jej dopisywał. Nie umiała odmówić sobie kolejnych kanapek. Zjadła dużo więcej niż zwykle. Mocno zawstydzona swoim łakomstwem tłumaczyła uradowanej gospodyni, że już dawno nie jadła tak smacznej kolacji.
- Niech pani je, na zdrowie- ucieszyła się Hanna widząc jak dziewczynie smakuje przygotowane przez nią jedzenie.
- Bardzo dziękuję- odpowiedziała Justyna. Ale proszę mówić mi po imieniu- zwróciła się do niej. ? Jestem Justyna.
- Dobrze, że ci Justynko smakuje- włączył się do rozmowy Stanisław. Żona zawsze się martwi, jak młode dziewczyny które do nas przyjeżdżają  skubią jedzenie zamiast się porządnie najeść. Ona uważa, że kobieta powinna dobrze wyglądać, by podołać domowym obowiązkom. No i biustem powinna mężem zachwycać?
- Oj Stasiek, głupoty gadasz przy Justynie. Nie zawstydzaj jej- zganiła męża Hanna.
- Justyna chyba się na mnie nie obrazi- ze śmiechem odparł Stanisław mrugając do dziewczyny porozumiewawczo. Pewnie niejeden już jej mówił, że jest piękną kobietą. Piękne włosy, oczy, wysoka, zgrabna?
- ?jak Mariolka?- rozmarzyła się Hanna i natychmiast umilkła.
Stanisław rzucił żonie groźne spojrzenie a serce Justyny zamarło. Więc wiedzieli kim jest i po co przyjechała? Nawina była sądząc, że takie rzeczy nie wyjdą na światło dzienne w maleńkiej wsi. W Myczkowcach niewiele się działo, dni podobne do siebie jak dwie krople wody mijały bardzo powoli więc sensacją był każdy zawierany ślub, dziecko przychodzące na świat czy śmierć kogoś znajomego. Wiadomości takie, jak odnalezienie wnuczki jednej z mieszkanek, o której nie wiadomo było nawet, że istnieje obiegały wieś w ciągu kilku godzin. Od tygodni sędziwe staruszki, koleżanki ze szkolnych lat Marioli a także podniecone historią jak z brazylijskiej telenoweli nastolatki nie mówiły o nikim innym niż córce kobiety, która zniknęła z życia własnej rodziny i sąsiadów wiele lat temu. Od tamtego dnia nikt nie wiedział, gdzie przebywa i czym się zajmuje. Znano jej wielkie aktorskie aspiracje i zdolność do wikłania się w kolejne romanse w pogoni za sławą. Matki szeptały o tym po kątach a córki układały własne, nierzadko przesadzone historie ze strzępków zasłyszanych faktów. Niespełniona aktorka lubiła szokować i intrygować. Pragnęła być zauważaną i docenianą ponad wszystko. Nikt jednak nie przypuszczał, iż to pragnienie wygra z matczyną miłością i Mariola zostawi swoją córkę jednemu z kochanków. Bez uczuć, emocji, skrupułów; tak jakby chodziło o kilka zbędnych książek których czytanie nie przynosi już satysfakcji i bez żalu można oddać je innym.
Kiedy więc istnienie Justyny potwierdziło się, każdy chciał na własne oczy zobaczyć owoc młodzieńczej miłostki od dawna niewidzianej intrygantki. Bardziej od tego, czy Justyna będzie fizyczną kopią swej matki plotkarskie sąsiadki interesowały się osobowością dziewczyny wychowywanej przez samotnego mężczyznę. Gotowe były patrzeć uważnie i śledzić każdy jej ruch; czekać na najmniejsze uchybienie byle tylko móc później w tryumfalnym geście wznieść dłonie ku górze z okrzykiem: ,,A nie mówiłyśmy?! Taka sama jak matka!? Nikt nie stanąłby w obronie dziewczyny, nikt nie śmiałby wspomnieć o drugiej szansie dla niej. Wiele lat temu kręgosłupy moralne dorastających córek zostały uszkodzone skandalicznym zachowaniem Marioli. Tłum domaga się zadośćuczynienia za zgorszenie i oto zjawia się krew z krwi, kość z kości? Justyna?.
,, A ja się z żadną Mariolą nie identyfikuję, nie znam jej i mam gdzieś jak bardzo mnie do niej będą porównywać?.

40

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Mam być szczera no to będę-nie chciałabym kupić takiej książki.
Nie lubię udręczać się podczas lektury-słowa muszą grać przed oczyma muszę uwierzyć, polubić bohatera co czuje ,co myśli ale glęboko. Za bardzo realnie prawie jak opowieść u psychologa.
To oczywiście moje zdania i pisz dalej skoro to dla Ciebie przyjemność w końcu są różne gusta.Ja zaś czytam to co lubię a krytykiem nie jestem.

41

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

czekam na kolejne części smile

42

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Postaram się bardziej przyłożyć do pisania wink Dziękuje Wam wszystkim za komentarze a zwłaszcza za krytykę wink To wszystko jest dla mnie bardzo cenne.

43 Ostatnio edytowany przez gothka (2010-11-30 18:55:36)

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

,, A ja się z żadną Mariolą nie identyfikuję, nie znam jej i mam gdzieś jak bardzo mnie do niej będą porównywać?- pomyślała dziewczyna i zgasiła papierosa w śniegu leżącym na parapecie. Ręce miała skostniałe tak samo, jak serce. Była zmęczona i sen był wszystkim, czego w tej chwili chciała.
Zasypiając pod grubą kołdrą zdała sobie sprawę, że brakuje jej jedynie mruczenia ukochanego kota Leona. Ale niczego poza tym. Nie wiedziała, czy jutro odwiedzi swoją babkę. Nie czuła się w obowiązku odnawiać rodzinnych więzi. Była sobą, osobnym ogniwem, które rzadko kiedy pasowało do czegoś innego. I tak życie jak zwykle zadecyduje za nią.
Nie budziła się tej nocy zlana potem. Nic w niej nie kołatało ani nie domagało się uwolnienia. Spała dobrze, bez towarzystwa nocnych mar i koszmarów.
Poranek zachwycił ją swą jasnością. Padający w nocy śnieg okrył plamy błota wydeptane przez ludzi. Wszystko zdawało się być tabula rasą.
Justyna patrząc na to wszystko poczuła głęboki spokój. Ciszę przerywał tylko jej oddech i bijące serce. Nie było warczących za oknem samochodów, pokrzykujących przechodniów ani ujadających wściekle psów. Dzień w Myczkowcach zaczynał się inaczej; swoiście jak wszystko wokół.
Uśmiechnięta zeszła na śniadanie, witając się pogodnie z Hanną i Stanisławem. Na ich pytania o nocny sen odpowiadała krótko i bez zdenerwowania. Szczególnie Hanna na wszelkie sposoby starała się ukryć swoją niedyskrecję okazaną poprzedniego wieczoru. Z ulgą myślała, że chyba dziewczyna zapomniała o wszystkim, gdyż jest niezwykle spokojna. Starszych ludzi dziwiło opanowanie Justyny przed przełomowym w jej życiu wydarzeniem. Miała się spotkać ze swoją nigdy nie widzianą babką. Tymczasem zachowywała się tak, jakby przyjechała do Myczkowiec na krótki i nic nie znaczący weekend.
Hanna ciągle gryzła się w język, by nie wypytać swej młodej lokatorki o jej plany na słoneczną sobotę. Od rana cała wieś siedziała jak na szpilkach, oczekując na wiadomości dotyczące decyzji Justyny.
Szczególnie zaś czekała Józefina Zakrzewska. Już poprzedniego popołudnia za sprawą wszechwiedzącej sąsiadki dotarła do niej wiadomość o przyjeździe jej wnuczki. Podobno była to piękna dziewczyna. Podobno była idealną kopią swej matki. Podobno okazała się niezwykle miła i gadatliwa. Podobno? Józefina bardzo chciała zweryfikować te wszystkie ,,podobno? i sama przekonać się, jaka jest Justyna. Od rana czekała na jej wizytę, co jakiś czas nerwowo spoglądając przez okno.
Tymczasem ona wychodząc z domu Hanny i Stanisława wciąż nie podjęła jeszcze ostatecznej decyzji. Chciała chłonąć piękno Myczkowiec bez zaprzątania sobie głowy zbędnymi myślami. W kieszeni płaszcza tkwił list od jej babki z dokładnym adresem. Czuła jego ostre brzegi końcami palców chodząc pomiędzy zasypanymi śniegiem domami.
Każdy dom był tutaj inny i zdradzał niepowtarzalny gust ich właścicieli. Jedynie dymy z kominów tańczyły na wietrze, bez szemrania łącząc się ze sobą .Przy budach kręciły się i szczekały na mijającą je Justynę psy wszelkich możliwych ras: od wielkich bernardynów po niepozorne wyglądem ale potężne głosem kundelki. Uśpione i pozbawione zieleni ogrody zdawały się być jedną wielką plątaniną ogołoconych gałęzi.
Stojąc nad brzegiem Sanu i patrząc na ślizgającą się po kamieniach wodę Justyna pomyślała, że nigdy nie słyszała muzyki piękniejszej, niż te odgłosy dzikiej przyrody. Wszystko dla niej, wychowanej w mieście było tu fascynujące i nieprawdopodobne. Wszystko zadziwiało.
Nogi same zaniosły ją pod dom numer 52. Mały, drewniany, buchający gryzącym dymem jak każdy tutaj. Z ogrodem i stosem drewna ułożonym równiutko przy ścianie pod dachem.
Ze starszą kobietą stojącą nieruchomo w oknie.
Justyna zauważyła ją dopiero po chwili. Drobna postać staruszki ginęła w szarzejącym już powoli dniu. Jej oczy wpatrywały się w Justynę nieruchomo i gdyby nie mruganie powiek, można było uznać tę kobietę za woskową figurę. Nie wykonywała żadnego ruchu. Nie machała rękami by przegonić ją spod wejścia ani nie rozpostarła ich w gościnnym geście. Widać było, że czeka na reakcję Justyny.
Dziewczyna wzięła głęboki oddech i poczuła, że uśpione dotąd myśli zaczynają wirować w jej głowie. Tysiące twarzy, słów i miejsc kotłowało się, nie mogąc znaleźć dla siebie miejsca. Nauczycielki w szkole, obcy ludzie i znajomi, mówiący o rodzinie, której ona nigdy nie miała.
Było jej słabo kiedy nacisnęła klamkę od furtki i pchnęła ją przed siebie. Ciężka niczym ołów dotarła do drzwi. Zamknęła oczy. Zastukała.
Drzwi otwarły się powoli, ukazując jasne wnętrze domu. Justyna weszła do środka, zagubiona i nie pewna niczego. Sięgnęła do kieszeni i skostniałą z zimna ręką wyciągnęła list, który kilka tygodni wcześniej został napisany do niej z tego oto miejsca. Wyciągnęła go w stronę nieznajomej.
Stojąca przed nią kobieta obiema rękami uściskała wyciągniętą dłoń Justyny.
- Czekałam na ciebie? - powiedziała łamiącym się głosem. ? Rozbierz się i wejdź proszę do środka.
Dopiero wtedy Justyna odważyła się podnieść głowę. Ta, która jest jej babką, zapraszała ją do swojego domu i życia. Lecz nic nie było jeszcze przesądzone. Może jeszcze się odwrócić, zrezygnować, uciec.
Rozpięła swój płaszcz i zdjęła go z siebie. To był jej pierwszy gest otwarcia się na nową sytuację. Jeśli ma żałować, chce mieć przynajmniej powód do potępienia swej głupoty.
W oświetlonym mocnymi żarówkami i ogniem z kominka pokoju okazało się, że babka Justyny nie jest tak starą kobietą, jak to sobie wyobrażała. Pomimo swoich siwych włosów i zmarszczek tliły się w niej jeszcze iskierki młodzieńczej urody. Szczupła, wyprostowana, z wyszczotkowanymi lokami do ramion i ustami pomalowanymi ciemnoróżową szminką była jeszcze całkiem atrakcyjną kobietą. Wzruszenie w jej oczach ukazywało jednak kruchość tej wytwornej damy.
- Usiądź- zwróciła się do Justyny pokazując obitą zielonym zamszem kanapę. ? Chcę ci się dokładniej przyjrzeć zanim zrobię nam obu herbatę.
Dziwność i niezwykłość sytuacji nie pozwalały dziewczynie na wypowiedzenia żadnego słowa. Milcząco spełniała prośby swej babki. Patrzyły sobie prosto w oczy, jakby można było w nich wyczytać całą historię danego człowieka. Porównywały rysy swoich twarzy, szukając potwierdzenia, że są rodziną i płynie w nich ta sama krew. Badały swoje sylwetki, chcąc zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Były jak ta sama osoba w różnych okresach życia.

44

Odp: Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Przypadkowo dziś tu trafiłam. Dobre, nawet bardzo dobre, językowo miejscami odrobinę kuleje (interpunkcja, ortografia), ale wciąga! Przemyślana fabuła, co chwilę dowiadujemy się czegoś nowego o bohaterach, co powoduje, że zmieniamy o nich zdanie... Naprawdę dobre. Gothko, masz tego więcej? Zdaję sobie sprawę, że minęły trzy lata, ale czuję się teraz jak dzieciak, któremu zabrano fajną zabawkę smile

Posty [ 45 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » KULTURA » Początek mojej powieści- czy to ma jakikolwiek sens...?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024