,,K****, zaraz się jazda zacznie?- pomyślała Justyna.
Było jej zimno, a przemoczone deszczem ubranie kleiło się do ciała. Wczoraj znów zabawiła więcej niż powinna. Miała wyjść z koleżanką tylko na piwo, a skończyło się w łóżku chłopaka. ,,No, jak zawsze. Ona wyciąga mnie na piwo, na głupawe ploteczki w stylu ,,tylko my dwie,? a zaraz przychodzi ten jej Grześ i ciągnie za sobą Michała. Ciekawe, czy ta kretynka kiedykolwiek zrozumie, że Michał nie jest w moim stylu. Nie śpieszy mi się do wychodzenia za mąż i rodzenia dzieci, tak jak jej. Chce sobie niszczyć życie- proszę bardzo. Ale mnie niech w to nie wciąga.?- Myśli, idąc w deszczu.
Przyjaźń Justyny z Kasią, o której Justyna nie potrafiła powiedzieć inaczej niż: ,,ta kretynka?, była dość specyficzna. Właściwie to, co łączyło obie dziewczyny jako przyjaźń odbierała jedynie Kasia. Dla niej przebywanie z Justyną, jej nietypowy sposób bycia i myślenia, były namiastką świata, do którego ona nigdy dostępu mieć nie mogła. Głęboko religijni rodzice ciągle traktowali Kasię jak dziecko i o istnieniu wielu rzeczy do dziś nie miałaby pojęcia, gdyby nie jej przyjaciółka. To za jej namową w wieku 14 lat zapaliła swojego pierwszego papierosa, a rok później upiła się do nieprzytomności na urodzinach kuzynki. Zbuntowana przeciwko całemu światu Justyna była też dla Kasi doskonałym pretekstem, by zdobyć uznanie dziewczyn z klasy- bo przecież znała ,,tę? Justynę i z dziecięcą naiwnością mogła prostować absurdalne plotki na jej temat, jakimi regularnie karmiło się miasto.
Justyna miała zupełnie inne zdanie na temat znajomości z Kasią. W dzieciństwie nie przywiązywała do jej obecności w swoim życiu większej uwagi. Nieśmiała blondyneczka była, bo najwidoczniej być musiała. Justyna nie zastanawiała się także dlaczego tak często rodzice Kasi zapraszają ją do siebie do domu, dają jej jeść i nazywają ,,biedną Justynką?. Znaczących różnic między sobą a Kasią nie widziała- no może oprócz tego, że z Kasi była płaczliwa laleczka, która uczepiona rękawa Justyny, wiecznie się czegoś bała. A Justyna nie bała się niczego- to jej się bano po tym, jak jako pięciolatka zabiła kamieniem wróbla, bo: ,,przeszkadzało jej, jak gadał?.
Dopiero kiedy Justyna dorosła, zrozumiała, że rodzice Kasi zwyczajnie litowali się nad nimi obiema. Justynka była samotną dziewczynką, której matka uciekła ze swoim kochankiem, zostawiając ją z jedną ze swoich ostatnich zdobyczy. Ta pozbawiona ciepła rodzinnego dziewczynka, z całą pewnością nie mogła sprowadzić na złą drogę spokojniej jak anioł na obrazku Kasi, za którą nie wiedzieć czemu, nie przepadały żadne dzieci.
Kiedy Justyna uświadomiła sobie to wszystko, przestała mieć ochotę na jakiekolwiek kontakty z Kasią i jej rodziną. Bała się jednak, że jej zupełnie nieprzystosowana do życia koleżanka (biorąc pod uwagę kryteria ,,przystosowania do życia? którymi kierowała się sama Justyna ), całkowicie się załamie. Zrobiło jej się trochę szkoda Kasi, której nawet głupiego kłamstwa trzeba było uczyć długo i ciągle na nowo powtarzać, że jeśli raz kogoś okłamie, Bóg na pewno jej nie ukarze. Przynajmniej nie w tej chwili.
Dlatego Kasia w życiu Justyny została. Pod jej wpływem zaczęła nawet robić coś tak grzesznego, jak oglądanie się za chłopakami. Chodząc z ułożonym jak ona sama Grzegorzem, który w jej marzeniach już był idealnym mężem i oddanym ojcem gromadki dzieci, nie mogła pojąć, dlaczego Justyna nie chce związać się z jego kuzynem Michałem. Zdaniem Kasi, Michał idealnie pasował do Justyny i kiedyś, gdy Justyna wyszłaby za niego za mąż, a Kasia za swojego ukochanego Grzegorza, byłyby prawdziwą rodziną.
Michał, owszem, różnił się od swojego kuzyna Grześka, za którym tak szalała Kasia. Słuchał ciężkiej, metalowej muzyki i nałogowo palił papierosy. Z powodu częstych wagarów nie skończył żadnej szkoły i dlatego w czasie, kiedy jego koledzy zdawali matury, on babrał się w smarze w serwisie samochodowym sąsiada.
Justyna nie raz słyszała plotki, jakoby ona i Michał byli parą, gdyż często widywano ich na mieście razem. Jednak o tym, że tych dwoje łączy jedynie satysfakcjonujący seks, nie wiedział nikt. Justyna miała duże potrzeby, a Michał w ,,tych? sprawach był bardzo dobry. Potrafił zrozumieć, że Justynę nie interesuje żaden poważny związek uczuciowy i bez wahania godził się na seksualne eksperymenty bez zobowiązań, jakie mu proponowała. Kręciły go ich spotkania które miały na celu tylko jedno: rozładowanie napięcia i przekroczenie kolejnych granic. Justyna była konkretna i wiedziała czego chce- poza tym była naprawdę ładna. Zgrabna właścicielka długich, farbowanych na czerwono włosów stanowiła wyraźne przeciwieństwo Kaśki. I była bezczelna wobec wszystkiego, co się ruszało- a to Michałowi podobało się w niej najbardziej.
Justyna wiedziała, że Michał tak samo jak ona, ma dość nudnych spotkań z Kasią i jej ukochanym Grzesiem. Przypuszczała, że Michał godzi się towarzyszyć Grześkowi tylko po to, by pod byle pretekstem wziąć ją do swojego mieszkania i tam razem z nią oddać się seksualnym uniesieniom.
Wczoraj wypiła za dużo. W szkole każdy panikował przed próbną maturą, która nieuchronnie się zbliżała. To skutecznie popsuło jej humor, a dawka nudnego ględzenia Kaśki na dokładkę, stanowiło doskonały powód, by się upić.
Wypiła jedno piwo, a potem drugie. Później Michał postawił wszystkim drinka. Potem chyba jeszcze jedno piwo?W pewnym momencie zaczęło jej się kręcić w głowie i Michał powiedział, że odwiezie ją do domu. Przeprosili towarzystwo, a potem Justyna zapamiętała tylko jak Michał ją rozbierał i zachłannie całował. Przez chwilę pomyślała, że zadzwoni do ojczyma i powie, że zostaje u Kaśki na noc- na pewno by się zgodził. Jednak Michał pieścił ją tak rozkosznie, że szybko o tym pomyśle zapomniała.
Rano obudził ją potworny ból głowy. Z trudem pozbierała swoje porozrzucane ubrania i spojrzała na komórkę. Szesnaście nieodebranych połączeń od ojczyma i sms od Kaśki, z zapytaniem, czy wszystko w porządku. Była zła na siebie, że przegięła z alkoholem, a potem dała się omamić czułościom Michała. To nie pierwszy raz, kiedy w środku tygodnia nie wróciła na noc do domu. Ojczym straszył ją, że jak tak dalej pójdzie, nie ma szans na zdanie matury i dostanie się na studia. Justyna pomimo wszystko przyznała mu w duchu rację. Musi być bardziej odpowiedzialna, inaczej skończy jak jej matka.
Popatrzyła chwilę na śpiącego Michała. Jego ciemne loki opadły mu na twarz, a ręka leżała tam, gdzie chwilę wcześniej znajdowały się biodra Justyny. ,,Nawet ładny jest?- pomyślała.- ,,Tylko szkoda, że taki cham z niego?.
Przy wyjściu z klatki powitało ją przeszywające zimno deszczowego poranka. Cienka dżinsowa kurtka szybko nasiąknęła woda. Kiedy dotarła do domu, była przemoczona na wylot.
Drzwi były otwarte. Nacisnęła lekko klamkę, mając nadzieję na ciche przejście do swojego pokoju.
(2)
Tego poranka nie tylko Justynę trapił silny ból głowy. Taki sam, a może jeszcze większy bo podsycany niepokojem trapił jej ojczyma.
Justyna nie była jego biologiczną córką, ale dla Jerzego nie miało to żadnego znaczenia. Nie przejmował się litościwym kiwaniem głów pobożnych sąsiadek kiedy po pracy szedł obładowany zakupami albo wysłuchiwał kolejnych uwag na temat niegrzecznej dziewczynki. ,,Nie jego a tak się nią zajmuje?. Tak, Jerzy zajmował się Justyną i kochał ją jak swoje własne dziecko. Niekiedy siadając w swoim ulubionym fotelu i głaszcząc kota-przybłędę myślał, że ze wszystkiego, co w swoim życiu zdobył i co posiadał to właśnie ona jest jego największym szczęściem. Dla niej otworzył swoją maleńką księgarnię na rogu ulicy i wybudował dom. Było ciężko, ale dał radę. Często z rozrzewnieniem wspominał jak to od rana do wieczora przesiadywał w księgarni z maleńką Justynką śpiącą na zapleczu. Szkoda mu było zatrudniać kogoś do pomocy bo czasy nie były ciekawe i każdy grosz się liczył. Zwłaszcza, że mała była bardzo chorowita i ciągle potrzebowała jakiś leków. Rodziny Jerzy nie miał żadnej, sąsiadek o pomoc prosić nie chciał więc pewnego dnia wpadł na pomysł, że będzie córkę zabierał ze sobą do pracy. Na zapleczu urządził jej niewielki pokoik, wstawił łóżeczko i zabawki. Ruchu w księgarni nie było wielkiego, więc miał dziecko ciągle na oku. Czytał jej dużo książeczek i cieszył się, że dziewczynka jest tak bardzo spragniona wiedzy o świecie. Justyna szybko nauczyła się czytać i pisać. W szkole szło jej bardzo dobrze i gdyby nie to karygodne zachowanie byłaby najlepsza w klasie?
Jerzy często obwiniał się za wszystkie pyskówki Justyny w szkole. Sądził, iż do jego porażki wychowawczej przyczyniło się to, że mała wychowywała się w niepełnej rodzinie. Często myślał, że może gdyby jego córka miała matkę byłaby inna. Koleżanka Jerzego z lat szkolnych co prawda wiele razy zabierała Justynę do siebie ale Jerzy zdawał sobie sprawę, że nawet całe dnie spędzone u niej w domu nie zastąpią małej prawdziwej, pełnej rodziny. Patrząc na spokojną i ułożoną córkę koleżanki- Kasię- czuł żal, że samotny mężczyzna nie jest wystarczającą podporą dla nastoletniej dziewczyny.
Starał się z nią dużo rozmawiać i był bardzo wyrozumiały. Pozwalał Justynie na wiele rzeczy przekonany, że córka wie, iż ufa jej bezgranicznie. Ale kiedy coraz częściej stawiała na swoim, Jerzy poczuł, że traci swoją ukochaną dziewczynkę.
Tak samo jak kiedyś matkę Justyny?
Mimo, iż minęło 19 lat Jerzy wciąż nie mógł pogodzić się ze stratą miłości swojego życia. Był już wcale nie młodym mężczyzną, kiedy poznał Mariolę. Piękna blondynka urzekła go swoim wdziękiem i inteligencją. Godzinami potrafili rozmawiać o sztuce i Jerzy nigdy nie mógł się nadziwić, że taka kobieta jest nim zainteresowana. Upajał się tonem jej głosu, płynnymi ruchami i naturalną gracją. Była dla niego jak bogini ze starogreckich mitów. Miał wielką nadzieję na stabilizację u jej boku. W marzeniach często widział siebie, Mariolę i jej maleńką córeczkę jako rodzinę jedzącą rano śniadanie przy wielkim, dębowym stole. Mariola marzyła, by być aktorką, więc Jerzy wymyślił, że mogłaby grać w filmach a on zostałby wtedy krytykiem filmowym i rozpisywał się nad wielkim talentem swojej żony.
Ludzie ostrzegali go przed Mariolą. Mówili, że ,,szuka ojca dla dziecka? ale Jerzy nie chciał im wierzyć. Był przekonany, że ktoś taki cudowny jak ona nie byłby zdolny do zadania rany prosto w serce i oburzał się bardzo, gdy słyszał, że ,,jeszcze się przejedzie?.
Gdy Mariola zaproponowała mu adopcję trzymiesięcznej Justyny zgodził się bez wahania. To miał być milowy krok w budowaniu ich rodziny. Miał zostać ojcem Justynki a za kilka miesięcy, po ślubie, mężem Marioli.
Życie, a może temperament niedoszłej żony zadecydowało inaczej. Pewnego popołudnia Mariola zostawiła mu córeczkę. Miało być na chwilę, miała iść tylko do fryzjera.
Nie wróciła już nigdy. Kiedy Jerzy zmartwiony zaczął następnego dnia szukać narzeczonej jej przyjaciółka przyniosła mu lakoniczny list. Mariola napisała w nim, że dusi się w ich związku, że chce innego, lepszego życia. Że zostawia mu Justynę bo jej dziecko w życiu nie jest potrzebne a Jerzy przecież zgodził się być jej ojcem więc niech się nią zajmuje.
Justynka w jego życiu została. Mariola nigdy nie wspominała o swoich najbliższych z ,,pewnych powodów? więc Jerzy nie dociekał, czy mała ma jakiś dziadków. Opiekował się nią, jak umiał najlepiej.
,,Wszystko się sypie?- tak pomyślał podczas jednej z bezsennych nocy Jerzy, gdy Justyna po raz kolejny nie wróciła na noc do domu.
Miała 17 lat i Jerzy wciąż nie mógł zrozumieć, jak to się stało, że gdzieś zniknęła mała Justynka. Niewinną i słodką blondyneczkę zastępowała teraz krąbna pannica z ufarbowanymi na wściekle czerwony kolor włosami. Ze zdaniem Jerzego liczyła się tylko wtedy, kiedy czegoś potrzebowała. W innych przypadkach za właściwe uważała tylko swoje poglądy, których nie bała się bezczelnie głosić wszem i wobec. Jerzy ciągle dziwił się, jak to się dzieje, że pomimo wszystko ludzie jednak jej ulegają. Justyna w tym roku miała zdawać maturę i jakimś cudem jej wyniki w nauce były jednymi z najlepszych w kasie. Czy czarowała wszystkich wokoło błękitem swoich oczu, czy szantażowała kamiennym wyrazem twarzy tego nie wiedział nikt. Justyna miała w sobie niezwykłą zaciętość do pewnych rzeczy. Jeśli czegoś chciała, to musiało być jej.
,,Muszę zrobić coś, by zechciała wydorośleć?- westchnął Jerzy. W tym momencie w przedpokoju usłyszał cichy szmer.
Jerzy podniósł się z fotela i zdecydowanym krokiem ruszył na spotkanie z córką. Przyglądał się, jak usiłuje rozwiązać sznurówki swoich glanów i czekał na powitanie z jej strony. Justyna jednak pochłonięta poplątanymi sznurówkami i zła, że coś tak głupiego zajmuje jej cenny czas nie zauważyła ojca. Dopiero kiedy zdecydowała się zwyczajnie zrzucić buty bez ich rozwiązywania i z ulgą podniosła głowę zauważyła, że Jerzy bacznie jej się przygląda.
-O? cześć tato. Obudziłam Cię?- Justyna niepewnym głosem próbowała przekonać siebie i ojca, że ten poranek nie różni się niczym od wszystkich innych. Że nic się nie stało, a ona właśnie wróciła z krótkiego spaceru. Pozory normalności?
- Nie, Justynko, nie spałem dzisiaj. Czekałem na Ciebie.
- A tego? idziesz do pracy?
- Mam wolne. Siadaj, musimy porozmawiać.
Justynę zdziwiła pewność siebie ojca. Postanowiła spróbować odwlec rozmowę w czasie, z nadzieją, że kiedy ojciec trochę odpocznie, nie będzie dla niej tak surowy. Ona sama również była zmęczona i obawiała się, że w swoim obecnym stanie nie wymyśli sensownych argumentów, by wytłumaczyć ojcu, dlaczego po raz kolejny nie wróciła na noc.
- Tato, ale zobacz, która jest godzina. Może się prześpij chwilę, co? Potem pogadamy.
- Justyna? powiedziałem coś i chciałbym, żebyś mnie posłuchała. Chodź tutaj.
Justyna westchnęła. Nie było sensu kłócić się z ojcem i pogarszać swojej sytuacji. Porozmawia z nim teraz, dla świętego spokoju i po raz setny obieca poprawę. ,,Może kiedyś to moje postanowienie poprawy raczy się ziścić??- pomyślała przez chwilę i szczelnie owinęła się wełnianym kocem. Miała nadzieję, że ojciec szybko przekaże jej to, co ma do powiedzenia i powoli położyć się spać. Była wykończona.
- O której to, moja panno, wraca się do domu? ? głos Jerzego przywołał Justynę do powrotu z krainy marzeń o ciepłym i wygodnym łóżku.
- Przepraszam, ale tak jakoś wyszło. Kaśki wina. Ona mnie wyciągnęła na piwo. Ciągle czegoś chce.
- Ja nie pytam, co wczoraj zrobiła Kaśka tylko pytam co Ty zrobiłaś. Masz 17 lat, za niedługo zdajesz maturę. Masz tego świadomość?- zapytał Jerzy.
- Nie, no coś ty! A ja myślałam, że za rok! - umoralniająca pogawędka ojca zaczęła drażnić Justynę.- Może i robię głupio, ale nie jestem smarkulą, która trzeba prowadzić za rękę! Dobrze wiem, że mam maturę i tak samo dobrze wiem, że ją zdam. Wyluzuj, ok?? Poradzę sobie?
Justyna popatrzyła na ojca a potem jej wzrok przykuła biała koperta leżąca na stole.
- Co to jest?
Jerzy westchnął głęboko. Oto nadeszła chwila, w której miał przekazać córce wiadomość, która być może odmieni całe jej życie a zupełnie nie wiedział, jak to zrobić. W obliczu tej niepewności bezczelne odpowiedzi córki wydawały mu się niczym. Postanowił zacząć od początku.
- List od babci przyszedł.
- Babci??- Justyna zaśmiała się ironicznie- Jakiej babci?
-Twojej babci.
- Nie mam babci przecież. Twoi rodzice nie żyją.
- No cóż, okazuje się, że jednak masz. Tą drugą babcie? - Jerzy był wyraźnie zakłopotany. Pytające i przenikliwe spojrzenie Justyny, jakby ukrywał przed nią jakąś wielką tajemnice nie dodawało mu odwagi.
- Co za babcia? I co to za list?
- Przyszedł wczoraj po południu, ale ciebie już nie było. Otwórz go i przeczytaj, wtedy będziesz wiedziała, co w nim jest.
Justyna wzięła do ręki kopertę i oglądnęła ją. Wyraźne, piękne pismo. Nadawca: Józefina Zakrzewska. Więc tak niby nazywa się ta jej cała babcia. Ciekawe, co od niej chce.
- Mam gdzieś jakąś babcie Józie- w jednej chwili Justyna zmieniła zdanie i postanowiła nie otwierać koperty. ? Co sobie przypomniała nagle, że ma wnuczkę?! Pieniędzy jej potrzeba?!
Wstała i wręczyła ojcu nie otwarty list.
- Jak chcesz to sobie przeczytaj. Ja mam to gdzieś.
Jerzy popatrzył zdziwiony na córkę. Nie mógł uwierzyć, że tak łatwo przyjęła do wiadomości, że ma babcię, by za moment z równą łatwością stwierdzić, iż jej to zupełnie nie interesuje. Nie podda się. Nie wiedział, czego chce od Justyny jej babcia, ale nie miało to dla niego znaczenia. Być może pojawiła się właśnie szansa, by Justyna miała kogoś poza nim, komu będzie mogła bezgranicznie zaufać, kto będzie ją kochał i zadba o nią w razie, gdyby jemu coś się stało. A on, Jerzy, tego nie zmarnuje.
Przypomniał sobie popołudnie sprzed pół roku, kiedy to sam otrzymał list od Józefiny Zakrzewskiej. Nie było łatwo oswoić mu się z myślą, że ktoś jeszcze oprócz niego interesuje się losem Justyny. Szczególnie, że była to matka kobiety, która kiedyś tak bardzo go zraniła? Ale po początkowej obojętności, Jerzy z każdym kolejnym listem od starszej pani darzył ją coraz większą sympatią. Józefina pisała, że Mariola nie przyznała się, iż ma dziecko a ona dowiedziała się o Justynie przypadkiem. Że gdyby wiedziała, że mieszkają tak blisko siebie wszystko byłoby inaczej? Teraz pragnęła poznać swoją wnuczkę i choć w części nadrobić stracone lata.
- Kładę ci list na stole, w razie gdybyś zmieniła zdanie i jednak postanowiła go przeczytać. Może babcia niekoniecznie chce od ciebie pieniędzy.
- Daruj sobie, tato- Justyna odwróciła się w drzwiach. Nie będę zmieniała nic w swoim życiu. Podoba mi się tak jak jest.
Jerzy westchnął. Zdał sobie sprawę, że właśnie poniósł kolejną porażkę jako ojciec dorastającej dziewczyny. Ale za chwilę szybko pocieszył się myślą, że już w nie takich sytuacjach dawał sobie radę. Teraz też sobie poradzi. ,,Nie jestem znowu taki stary?.?